Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Wędrychowski: Od każdego mogę się czegoś nauczyć

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po wygranej z Górnikiem porozmawialiśmy także z Marcelem Wędrychowskim, zdobywcą swojej premierowej bramki w barwach GieKSy.

Na początku drugiej połowy zostaliście wrzuceni na taką karuzelę, że dopiero po zmianach Rafała Góraka zaczęło to wyglądać dobrze.

Marcel Wędrychowski: Początek drugiej połowy był ciężki. Górnik wyciągnął wnioski z pierwszej połowy i skorygował swoje błędy. Potem my odwróciliśmy role i zaczęliśmy grać lepiej.

W pewnym momencie, jak nie idzie, ale słyszysz dopingujący tłum, to chyba da się dać jeszcze parę procent z siebie.

Tak, w meczach u siebie to unosi. Wtedy też ławka żyje bardziej, wszyscy się bardziej wspieramy. Niesie to razy dwa.

Pocieszycie się przynajmniej chwilę takim zwycięstwem, mimo meczu we wtorek?

Na pewno będziemy się cieszyć, krzykniemy sobie parę razy. Od jutra już będzie regeneracja i przygotowywanie się do Widzewa.

Jak widziałeś sytuację z… ręką?

Ręką. Na początku pogodziłem się z faktem, że będzie karny. Musiałem odbudować za wahadło, piłka mnie przeszła, wygrałem głową przebitkę, ale przy wybiciu uderzyłem się w rękę. To chyba jest interpretowane jako błąd techniczny i przez to nie jest to karny, ku mojemu zaskoczeniu. Na początku byłem zły na siebie, bo pogodziłem się z faktem karnego. Dzisiaj chyba szczęście nam sprzyjało.

Długo na ciebie czekaliśmy, jak zdrowie?

Te pierwsze trzy mecze miałem uraz kostki, którego nabawiłem się na obozie. Niestety trwał dłużej, niż się spodziewałem, że będzie trwał, ale z pomocą świetnych fizjoterapeutów udało się wrócić na dzisiaj.

Trener był ostatnio zadowolony, że trenujesz już na pełnych obrotach. Czujesz się fizycznie gotowy do wyjścia na Widzew w pierwszym składzie?

Tak, czuję się gotowy. Wiadomo, te pierwsze parę minut wejścia z ławki po kontuzji są ciężkie, ale po przepaleniu tego, zrobieniu paru przebieżek, to jednak ciało wszystko pamięta i trzymasz tę kondycję.

Zakładasz, że może zdarzyć się nieszczęśliwy bądź szczęśliwy hat-trick i… po raz trzeci wystąpisz w finale Pucharu Polski?

Mam nadzieję, że to będzie już szczęśliwy hattrick (śmiech). Inaczej sobie tego nie wyobrażam.

Mają w pamięci ostatni mecz z Widzewem podchodzicie inaczej do wtorkowego?

Każdy mecz jest inny, dyspozycja dnia też ma wpływ. Będziemy musieli być przygotowani na to, jaką dyspozycję będzie miał Widzew. Jeśli coś nie wyjdzie, to jesteśmy w stanie odwrócić losy meczu, śląski charakter. Wydaje mi się, że damy radę.

W GKS-ie miałeś momentami pod górkę. Ten gol podniósł dziś trybuny, poczułeś się po nim lepiej?

Przede wszystkim poczułem zaufanie. Wróciłem po kontuzji, trenowałem przez tydzień i dzisiaj dostałem 30 minut. Dobrze się czułem w treningu, jestem wdzięczny za te minuty. Im więcej czuję zaufania, im więcej mam poczucia, że jestem potrzebny drużynie, tym większy mój komfort, co się będzie przekładało na więcej bramek i liczb.

Klub wzmocnił pozycję, na której grasz. To jeszcze bardziej motywuje?

W okienku przyszedł Wdówka, grał w podobnie grającym Rakowie, jest to duże wzmocnienie. Dla mnie jest to świetne. Od każdego mogę się czegoś nauczyć, od doświadczonego Adriana Błąda, po Wdówkę i Nowaka. Na koniec liczy się wynik. Każdy chce łapać minuty, ale zespół jest najważniejszy.

Po dzisiejszym zwycięstwie GieKSa ma 30 punktów. Pozwala to spokojniej myśleć o przyszłości?

W tym sezonie nikt nie może być spokojnym, trzeba być skupionym na każdym następnym meczu.

Terminarz ułożył się niefortunnie, macie tylko dwa pełne dni między meczami. Jak będzie wyglądał cykl treningowy?

Jutro będzie trening wyrównawczy dla tych, którzy zagrali mniej niż 45 minut. Potem od razu będzie dzień przedmeczowy, to raczej będzie luźniej pod względem wysiłku.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga