Felietony Piłka nożna
Serce Katowic
O zimie (piłkarskiej) możemy zapomnieć. Oddech od grudnia do końca stycznia za nami. Liga nabiera tempa i nie ma zmiłuj. Tabela sprzed dwóch kolejek i teraz – to dwa zupełnie inne zestawienia. Kilka klubów zapunktowało, zaznaczyło solidnie obecność w lidze i zaczęło sobie wyrabiać komfortową pozycję. Inne pogrążone są w chaosie, rozgardiaszu i liżą rany po przegranych meczach. Naprawdę – tu liczy się każdy punkcik, a trzy oczka w danym meczu to kapitał niebagatelny.
Mamy to szczęście kibicować drużynie, która ma bardzo dobry moment. Sześć punktów w dwóch meczach spowodowało, że ze strefy spadkowej doszliśmy do pozycji z… sześcioma punktami przewagi nad kreską. Czyli nie tylko jeśli chodzi o samą postawę na boisku i czysty wynik – także w tabeli wycisnęliśmy maksimum jeśli chodzi o kwestię utrzymania. Na razie nie będę pisał o niczym więcej – bo po prostu nie ma sensu. Jak GieKSa będzie dalej wygrywać to naturalną konsekwencją będzie to, że znajdzie się w wysokich rejonach. No ale właśnie – trzeba dalej punktować.
Przewidywanie tego, jak potoczy się mecz z Legią, to kompletne wróżenie z fusów. Choć na pewno spektrum tych przewidywań jest większe niż jakiś czas temu. Choćby w poprzednim sezonie czy na początku obecnego, wygraną z Legią rozpatrywalibyśmy jako niespodziankę, wielki sukces, choć oczywiście nie-niemożliwy. Teraz jednak – patrząc na to, co się dzieje u Wojskowych, który nie potrafią wygrać meczu od września – zwycięstwo nie jawi się jako sensacja. Co nie znaczy, że GieKSa jest zdecydowanym faworytem, choć niektórzy trochę więcej szans dają katowiczanom.
Swoją drogą niepojęte. Jak w dwa lata to się zmieniło. Na początku wiosny w pierwszej lidze za sukces uważalibyśmy jakąś wygraną z Zagłębiem Lubin u siebie. Że przyjechała wielka ekstraklasa, a my ją – wznosząc się na wyżyny – pokonaliśmy. O dobrym wyniku z Legią mogliśmy tylko pomarzyć.
Dzisiaj jest to bardzo realne. Nie pewne, ale realne. Forma, stabilizacja drużyny, brak chaosu, rzetelność i konsekwencja, dobry mental – to wszystko jest po stronie katowiczan. I powiem tak – jeśli zagrają swoje, znów pewnie i konsekwentnie, to uważam, że tego meczu nie przegrają. To tak na początek. Jeśli do tego nałożą się inne czynniki (np. skuteczność), to szansę na wygraną wzrastają.
Oczywiście jest też aspekt przeciwnika. Legia jest jaka jest, ale lekceważyć jej nie można. Zapewne byłbym spokojniejszy, gdybyśmy grali z drużyną Inakiego Astiza, bo tam to już były totalne zgliszcza. Niepokoi mnie natomiast postać Marka Papszuna. To trener z krwi i kości i powstaje pytanie – czy przed tym trzecim meczem wiosny, odciśnie już jakieś swoje piętno na warszawianach, tak że ich postawa się poprawi. I będą walczyć o przełamanie i w końcu wygraną.
Z Arką wyglądało to momentami nieco lepiej niż we wcześniejszych spotkaniach. Nadal to jednak nie było to. W pewnym momencie wydawało, że drużyna jest już pogodzona z porażką. Ale wtedy przyszły stałe fragmenty i Antonio Colak, niczym Zinedine Zidane, dwa razy po rzutach rożnych trafił do siatki. Czy to jest impuls, który popchnie Legię do przodu? Czy może łabędzi śpiew?…
Oczywiście nie pomogli kibice Legii, swoją pomeczową przyśpiewką. Pamiętamy doskonale, jak na tym samym stadionie – kibice Arki „motywowali” swoich piłkarzy przed meczem z GieKSą. Nigdy to nic pozytywnego nie przyniosło, więc mamy nadzieję, że to specyficzne „wzmocnienie mentalne” podziała na warszawskie gwiazdy.
Ciągle mam w głowie to fatum Legii. Nie leży nam ta drużyna wybitnie. Ja zacząłem na GieKSę chodzić niedługo po tym, jak Legię zdarzało nam się czasem lać. Pamiętam głównie porażki – na swoim stadionie – 1:3, 1:2, 1:2, 0:1, 0:3, 2:4… trochę tego było. Zdarzył się oczywiście spektakularny triumf po golu Yahai, równie spektakularne 3:3 w jedną Wielką Sobotę, z atomową bombą Jacka Wysokiego w słupek. W międzyczasie wygrana na Łazienkowskiej. Ale większość to były wtopy.
I teraz jak wróciliśmy do ekstraklasy – również same porażki. Mimo, że nie musiało tak być – przynajmniej w dwóch ostatnich meczach. Faktem jest, że Legia nam wybitnie nie leży i teraz jest niepowtarzalna szansa, by tę złą serię odwrócić. Tak jak odwrócił ją z Widzewem trener, który triumfował z łodzianami po raz pierwszy.
Argumenty ku temu mamy – wymieniłem je wcześniej. Nasza drużyna po prostu dobrze gra w piłkę. Taktycznie. Niezależnie od tego, czy tę piłkę posiada czy oddaje rywalowi. Czy oddamy futbolówkę stołecznym piłkarzom? Pewnie tak. Pytanie, na ile – i jak dobrze będziemy bronić. Choć przyznam szczerze, że ta taktyka – choć skuteczna – przyprawia mnie o dużo stresu. Wolałbym, żebyśmy raczej grali takie połowy, jak druga z Widzewem, niż pierwsza. Choć powiedzmy sobie szczerze i tak wizualnie to wyglądało mniej groźnie niż z taką Pogonią czy Jagiellonią, w których to meczach rywale oddali w sumie niemal pięćdziesiąt strzałów. A Widzew tylko dziewięć.
W końcu mecz z Legią to zawsze dla nas wydarzenie szczególne. To jednak ten rywal przyciąga największe emocje, animozje pomiędzy Śląskiem a Warszawą są wiecznie żywe. To dodaje pikanterii i to z obu stron. Bo to też nie jest tak, że dla Legii jesteśmy byle jakim rywalem. Serdeczne przyśpiewki i pozdrowienia z Żylety jesienią, dobitnie o tym świadczyły.
Ależ nas czeka czas. Dopiero co Widzew, zaraz Legia, potem wyjazdowa Arka i w ciągu czterech dni Górnik i znów Widzew u siebie. Nowa Bukowa powoli staje się Sercem Katowic. Z duszą, już swoją zapisaną historią i swoją legendą. Twórzmy ją dalej.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze