Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: 17-latek bohaterem GieKSy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Drużyna kobiet w ramach 1/16 Pucharu Polski pokonała Rekord Bielsko-Biała 2:0 (0:0). Jutro (19.11) o 16:00 na Bukowej 1 rozegra zaległe spotkanie z 5. kolejki rozgrywek z Pogonią Dekpol Tczew. Piłkarze najbliższe mecz rozegrają w niedzielę (23.11) o 12:15 w Białymstoku z Jagiellonią.

Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali jedno spotkanie, w którym pokonali BKS Bydgoszcz 3:1. Następne mecz zagramy 22 listopada (sobota) o 17:00 na wyjeździe z PZL Leonardo Avia Świdnik.

W piątek hokeiści pokonali Polonię Bytom 4:2. Z kolei w niedzielę zespół przegrał z GKS-em Tychy 1:7. Następny mecz drużyna rozegra w niedzielę (23.11) o 16:00 na wyjeździe z JKH GKS-em Jastrzębie.

PIŁKA NOŻNA

bts.rekord.com.pl – GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała 2:0 (0:0)

Koniec pucharowej przygody.

„Rekordzistki” świetnie zaczęły spotkanie stwarzając sobie kilka dogodnych sytuacji. Prym w ataku wiodły Katarzyna Jaszek z Oliwią Zgodą. Już w 3. minucie K. Jaszek zmusiła do wysiłku Oliwię Macałę. Ta akcja zapoczątkowała serię trzech rzutów rożnych, po których bliska zdobycia bramki była Agnieszka Glinka. Kilka minut później w podobnej sytuacji piłkę nad poprzeczką przeniosła Abigail Sowa. W 26. minucie świetną interwencją popisała się Kinga Ptaszek, parując piłkę po strzale z bliskiej odległości jednej z napastniczek Katowic. Bielszczanki jeszcze kilkukrotnie wyprowadziły szybki atak, jednak defensywa katowiczanek była szczelna.

Druga połowa należała już do gospodyń, które szybko chciały osiągnąć przewagę. Udało się im to w 52. minucie za sprawą Nikoli Brzęczek, która wygrała walkę w powietrzu i nie miała problemu ze zdobyciem bramki. Kilka minut później, dwukrotnie interweniowały K. Ptaszek z Nicole Jendrzejczyk chroniąc bielszczanki przed utratą kolejnych bramek. W 68. minucie A. Glinka wybiła piłkę z linii bramkowej. W 74. minucie mecz zamknęła Dżesika Jaszek, która wykorzystała szereg błędów „rekordzistek”.

Pomeczowa opinia trenera – Mateusz Żebrowski: – Uważam, że zaprezentowaliśmy się solidnie, jednak dwa proste błędy sprawiły, że odpadamy z Pucharu Polski. Najbardziej żałujemy pierwszej części spotkania, w której stworzyliśmy co najmniej trzy dogodne sytuacje bramkowe. Chociaż jedna z nich powinna zakończyć się golem. Mecz uciekł nam spod kontroli po stracie bramki.

SIATKÓWKA

siatka.org – To nie był weekend faworytów. Stal Nysa musi liczyć od nowa

[…] GKS Katowice i 10/10

Wciąż niepokonani pozostają siatkarze GKS-u Katowice, którzy w okrągłej serii gier mieli godnego przeciwnika po drugiej stronie siatki. BKS Bydgoszcz miał chrapkę na cenne punkty, ale tylko w dwóch pierwszych odsłonach miał swoje szanse. Goście świetnie prezentowali się wtedy w ataku, błyszczeli Jakub Kraut i Łukasz Szarek. GKS radził sobie dobrze, ale potrzebował czasu by wejść na swój najlepszy poziom. Po przegranym secie do 20 nadszedł moment przełamania. Gospodarze z każdym kolejnym setem dokładali swoje kolejne argumenty. Sporo dała im praca na siatce, a w czwartej odsłonie całkowicie zdominowali pole serwisowe, posyłając aż pięć asów. Po raz kolejny liderem był Michał Superlak, który razem z Gonzalo Quirogą stworzyli duet nie do pokonania.

GKS Katowice – BKS Bydgoszcz 3:1 (20:25, 27:25, 25:15, 25:17)

MVP: Gonzalo Quiroga

wkatowicach.eu – Kabaret Smile na meczu GieKSy z apelem: Chodźcie na siatkę do Katowic

W sobotę, 15 listopada, w meczu 10. kolejki PLS 1. Ligi GKS Katowice podejmował w hali Areny Katowice BKS Bydgoszcz. Dla zespołu trenera Emila Siewiorka była to kolejna szansa na utrzymanie zwycięskiej passy, która trwa od rozpoczęcia ligowych rozgrywek. Była motywacja na boisku i uśmiech na trybunach. I to dosłownie, bo zasiedli na nich członkowie kabaretu Smile.

Michał Kincel, Paweł Szwajgier i Andrzej Mierzejwski, czyli trio z kabaretu Smile, odwiedzili Arenę Katowice przy okazji meczu GKS Katowice-BKS Bydgoszcz. Dokładnie byli przy Nowej Bukowej, by obserwować swojego przyjaciela Wojciecha Włodarczyka, który w czerwcu 2025 dołączył do składu GieKSy.

Gościnne występy. Brawo GKS! Pięknie się oglądało. Dziękujemy za miłe przyjęcie. Chodźcie na siatkę do Katowic. Warto a i strefa dla dzieciaków jest jakby co – napisali w mediach społecznościowych.

Krótki filmik z wizyty Kaberetu Smile na Arenie Katowice możecie zobaczyć na ich Facebooku.

HOKEJ

hokej.net – 17-latek bohaterem GieKSy! Debiutancki gol pomógł rozstrzygnąć derby

BS Polonia Bytom musiała uznać wyższość GKS-u Katowice w 19. kolejce TAURON Hokej Ligi, przegrywając 2:4. Choć goście z Bytomia przez większość spotkania dzielnie gonili wynik, to ostatecznie musieli uznać wyższość wicemistrzów Polski. Na ustach katowickich kibiców znalazł się natomiast 17-letni Michał Kosmęda, który debiutanckim trafieniem w THL walnie przyczynił się do zwycięstwa swojego zespołu.

Piątkowe spotkanie w katowickiej „Satelicie” stało pod znakiem mocnych debiutów. Po 579 dniach i półtora rocznym pobycie w Tychach koszulkę GKS-u Katowice ponownie założył Joona Monto. Z kolei bytomscy kibice w końcu doczekali się występu Pawło Padakina. W pierwszych minutach dłużej w posiadaniu krążka utrzymywali się goście. Gdy w 3. minucie do boksu kar został skierowany rozgrywający swój 301 mecz w barwach GKS-u Katowice Mateusz Michalski, wydawało się, że mający w perspektywie dwuminutową przewagę bytomianie wrzucą wyższy bieg. Ofensywne zapędy przyjezdnych ograniczyły się jednak tylko do strzału z niebieskiej linii Dmitrija Załamaja. Wicemistrzowie Polski, choć nieco ospale wchodzili na pełne obroty, to jednak otwarcie wyniku padło ich łupem. W 14. minucie Bartosz Fraszko pomknął prawym skrzydłem. Przed bramką „Frachol” dostrzegł Patryka Wronki, który precyzyjnym wykończeniem pokonał przesuwającego się za ruchem krążka Djaczenkę. 53 sekundy przed końcem premierowej odsłony prowadzenie swojego zespołu podwyższył Jonasz Hofman.

Ekipie trenera Gusowa impuls do ataku nadał Michał Zając. 24-letni napastnik wykorzystując swoją dynamikę, namieszał w szykach obronnych GKS-u, po czym zdecydował się oddać strzał na bramkę. Krążek zdołał strącić Radosław Sawicki, czym zaskoczył interweniującego Michała Kielera. Kontaktowa bramka ożywiła wydarzenia na lodzie i sprawiła, że obie ekipy złapały wiatr w żagle w ofensywie. W 31. minucie na odbity od bytomskiego obrońcy krążek dobił Michał Kosmęda. Przytomne zachowanie pod bramką rywala przyniosło 17-letniemu napastnikowi premierowe trafienie na taflach TAURON Hokej Ligi. Jak u schyłku pierwszej tak i na 53 sekundy przed końcem drugiej tercji padła bramka. Z tą różnicą, że tym razem dla gości. Ponowny kontakt z GieKSą, Polonia złapała za sprawą trafienia Dmitrija Załamaja.

Na trzecią tercję goście wyjechali z wyraźną chęcią zdobycia wyrównującej bramki. Na lodowej tafli zabrakło bytomianom jednak pomysłu na zaskoczenie dobrze wywiązującej się ze swoich zadań katowickiej defensywy. W ostatniej minucie trener Gusow postawił wszystko na jedną kartę, wycofując Bohdana Djaczenkę. Ryzykowny manewr nie przyniósł jednak efektu bramkowego, a strzałem do pustej bramki wynik spotkania ustanowił Bartosz Fraszko.

Mistrzowie kontratakują! GieKSa rozbita w Tychach

Derbowe pojedynki pomiędzy GKS-em Tychy a GKS-em Katowice zwykły dostarczać wielu emocji i przebiegać w stylu twardej walki o każdy krążek. Choć walki nie zabrakło, to przebieg, a w szczególności wynik spotkania może być zaskakujący nawet dla najbardziej wytrawnych kibiców. Ku uciesze licznie zebranych na Stadionie Zimowym miejscowych kibiców, GKS Tychy pokonał katowicką GieKSę 7:1.

Początek spotkania przebiegał w stylu, jaki nikogo przy de Gaulle’a nie dziwił. Kwestia posiadania krążka rozstrzygała się na bandach i w środkowej tercji. Kolejne minuty zdradzały jednak, że więcej pomysłu na zaskoczenie defensywy rywala przejawiają gospodarze. Mistrzowie Polski przy pomocy szybkich podań zdołali zrywać się spod opieki katowickich defensorów i wypracować sobie nieco przestrzeni do oddania groźnych strzałów. Choć akcje zazębiały się w coraz szybszym tempie, to samo wykończenie akcji, należało raczej do gatunków tych, które nie mogły zaskoczyć Jespera Eliassona. Przełamanie nastąpiło w 7. minucie, gdy szybką akcję swojego zespołu wykończył osobiście kapitan tyszan, Filip Komorski. Jeśli stracona bramka podrażniła ambicje zespołu Jacka Płachty, to nie zdołali oni swej sportowej złości zamienić na pomysł na obronę rywala. Obecność katowiczan w tyskiej tercji nie przekładała się na bezpośrednie zagrożenia bramce Fučíka.

Warunki gry wraz z początkiem drugiej tercji narzucone były przez dwuminutowe wykluczenie Ludegarda. Gospodarze skrzętnie skorzystali z tego prezentu i okres gry w przewadze na bramkę zamienił Alan Łyszczarczyk. 55 sekund później zegar na Stadionie Zimowym w Tychach wskazywał już 3:0, gdy kolejny cios zadał Mark Viitanen. Choć za żadną ze straconych bramek ciężko jednoznacznie winić Jespera Eliasona, po trzecim golu szwedzkiego golkipera decyzją trenera Płachty zastąpił Michał Kieler. Jednak i on nie zdołał zbyt długo zachować czystego konta. Sposób na pokonanie reprezentacyjnego bramkarza znalazł już w 28. minucie Rafał Drabik, który z najbliższej odległości wepchnął gumę do siatki. Choć Panowie nie szczędzili sobie twardej gry, następstwem czego były obustronne wykluczenia, to jednak wysokie prowadzenie tyszan nie było w żaden sposób zagrożone. Na 4 sekundy przed końcem drugiej odsłony wynik podwyższył Mateusz Gościński, który zachował się najprzytomniej w okolicach katowickiej bramki.

W trzeciej odsłonie gospodarze zamierzali kontrolować wynik poprzez podkreślenie swojej dominacji. Efektem były trafienia po akcji „sam na sam” z 46. minuty Hanu Kuru oraz po mocnym strzale z dystansu w 48. minucie Viinikainena. Na osłodę gościom pozostała bramka Jonasza Hofmana, który wykorzystując precyzyjne podanie, silnym strzałem posłał gumę poza zasięgiem Fučíka, przekreślając szansę tyskiego golkipera na shutout.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga