Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Dwie trzecie planu wykonane

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jesteśmy w dwóch trzecich drogi w tym końcówkowo-październikowym maratonie trzech meczów w ciągu siedmiu dni. Za katowiczanami dwa spotkania w cyklu sobota – wtorek, teraz czekają nas dwa dni oddechu i już pojutrze kolejna batalia o ligowe punkty – tym razem w Niecieczy.

Piłkarze Rafała Góraka mieli swoje zadanie do wykonania w starciu z drużyną z niższej ligi. I choć ŁKS nie jest w tym sezonie jakąś wybitnie grającą ekipą, to zespół znajdujący się w środku pierwszoligowej stawki nie jest też jakimś słabeuszem – zwłaszcza u siebie podopieczni Szymona Grabowskiego notują całkiem przyzwoite rezultaty. Piłkarze z Łodzi potrafili rozgromić Polonię Bytom 5:0, zostawić w pokonanym polu Stal Mielec czy GKS Tychy, zremisowali 0:0 z zawsze groźną Wieczystą. W poprzedniej rundzie Pucharu Polski strzelili pięć bramek Chrobremu, który też obecnie jest w czołówce tabeli. Nasz zespół więc – mimo że był faworytem – nie przystępował do rywalizacji z ułomkami.

GieKSa rozegrała do pewnego momentu bardzo dobre spotkanie. Była o dwie klasy lepsza od rywala, nasz zespół stworzył sobie niezliczoną liczbę sytuacji bramkowych, Bartosz Nowak ponownie co rusz wypuszczał naszych piłkarzy do bardzo korzystnych okazji, tak że pisząc relację, zaczynało mi brakować synonimów na tę okoliczność. Sam też swoje strzały oddawał. GKS dwa razy do siatki trafił, a tych bramek mogło być i cztery, i pięć. Zawodziła skuteczność, co czasem wynikało z braku odrobiny precyzji, dozy szczęścia (słupek Wędrychowskiego), a czasem jednak z nonszalancji – mam na myśli szansę Ilji Szkurina z pierwszej połowy (lob?) czy Bartka Nowaka, który nawinął Krykuna i oddał strzał, który z tego kąta nie miał zbyt wielkich szans powodzenia. Ale Bartkowi wybaczmy, bo to Pan Piłkarz i sam najlepiej wie, co robi.

To trochę wybrzydzanie, bo przecież i tak dwa gole GieKSa zdobyła. Arkadiusz Jędrych pewnie wykorzystał pierwszy od niepamiętnych czasów rzut karny podyktowany dla naszej drużyny. Naprawdę – 28 meczów bez rzutu karnego dla GKS to lekka przesada… Ostatnią jedenastkę mieliśmy na początku roku w Częstochowie i wówczas nie wykorzystał jej właśnie nasz kapitan. Tym razem nie dał szans młodemu golkiperowi rywali. W końcu też trafił do siatki Ilja. I choć możemy narzekać na te niewykorzystane sytuacje, to napastnik ma już na koncie cztery gole w GKS – po dwa w lidze i Pucharze Polski – i jest to całkiem niezły rezultat. Zawodnik gra i strzela, nie ma już tej zapaści, którą przeżywał przez pewien okres w Legii Warszawa. U nas trafia i miejmy nadzieję, że Katowice będą jego piłkarskim miejscem na ziemi.

GieKSa nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie zmajstrowała w końcówce meczu. Fazy meczu są różne, jednak znów daliśmy się w niekontrolowany sposób zepchnąć do defensywy aż za bardzo. Tak było w Lublinie, to się powtórzyło – choć nie aż w takim wymiarze – z eŁKSą. Sama stracona bramka to kiks, pech, trudno tu w ogóle jakoś szczególnie winić zawodnika, może w kontekście niefrasobliwości, ale to czepianie się na siłę. Zagrał niefortunnie, ale żeby piłka po takim nieczystym kopnięciu idealnie wpadła w długi róg, to trzeba być… piłkarzem GieKSy. Po prostu się zdarzyło. Sam irytowałem się wiele razy w tym czy poprzednim sezonie za nieogarnięcie naszych obrońców w wielu sytuacjach, po których traciliśmy bramki. Tutaj jedynie można było wzruszyć ramionami, tak jak to Arek zrobił, gdy zorientował się, że piłka wpadła do siatki.

Problemem nie była ta interwencja, tylko niewykorzystane sytuacje plus utrata kontroli w końcówce. GieKSa już nie grała swojej gry, oczywiście też zmiany zrobiły swoje, bo w końcówce nasz zespół grał rzeczywiście w jakimś dziwnym zestawieniu. Mimo to, nawet po utracie bramki, można było ten mecz domknąć szybciej, bo Rejczyk miał znakomitą okazję.

Fakt jest taki, że GKS awansował do 1/8 finału po raz pierwszy od… 10 lat. Naprawdę ostatnie dwie dekady to była seria kompromitacji. Teraz wygląda na to, że w końcu traktujemy ten puchar poważnie. Cieszy to, że trener deklaruje, że choć rotowanie składem ma miejsce i trzeba się tego spodziewać, to zmiany w jedenastce są na poziomie czterech-pięciu, a nie np. dziewięciu. Wiemy, jak się na tym sparzyli w ostatnim czasie choćby trenerzy Lecha czy Legii. GieKSa gra dalej i dzięki temu znów będziemy mogli przeżywać emocje z wtorkowym losowaniem, a potem samą rywalizacją. To, co piękne w tych rozgrywkach to to, że nie wiemy, czy los przydzieli nam czołową ekipę z naszej ekstraklasy czy jakiegoś rywala z trzeciej ligi. Różnorodność jest ogromna. Cokolwiek by się nie działo – czekają nas grudniowe emocje na (niemal) zakończenie piłkarskiego roku.

Choć ta końcówka zszargała znów nasze nerwy, to nie ma co narzekać, choć widzę, że niektórzy kibice to robią. Tak, jakby zapomnieli, że do meczu z Motorem GKS wygrał zaledwie dwa spotkania w lidze i jedno w Pucharze. A od meczu z drużyną z Lublina podwoiliśmy ten dorobek. Obecnie GKS ma serię (tak, już można tak powiedzieć) trzech zwycięstw z rzędu, w tym dwóch wyjazdowych. Wygraliśmy ze średnim Motorem, mocną Koroną i nieco słabszym ŁKS. GieKSa w końcu gra swoje i choć jeszcze nieraz zapewne przyjdzie porażka, to widać tendencję rosnącą.

Dodatkowo patrząc na szerszy kontekst – jest naprawdę inaczej, niż kiedyś. W ostatnich wielu latach taki mecz jak z ŁKS, GieKSa by przegrała. Wyglądałoby to tak, że od początku mamy przewagę, stwarzamy kilka dobrych sytuacji (ale nie tak dużo) i mamy 0:0 do przerwy. W końcówce gospodarze orientują się, że mogą wygrać, więc przypuszczają frontalny atak, strzelają gola i do widzenia. Takich spotkań rozegraliśmy dużo, to był nieszczęsny piłkarski vibe GieKSy. Teraz przewaga została udokumentowana dwiema bramkami, więc nawet ofensywa ŁKS w końcówce nie dała im doprowadzenia do remisu.

Za chwilę Termalica. Miejsce w tabeli i dorobek punktowy są, jakie są, ale musimy też pamiętać o jednym. Nie lekceważąc rywala z Niecieczy, to to jak słabo, a wręcz beznadziejnie ostatnio prezentują się podopieczni Marcina Brosza, a także ekipa Piasta – to fakt, że my z nimi nie graliśmy, a inni tak – również determinuje, że jesteśmy w dolnych rejonach. Oczywiście nie ma żadnej pewności, że wygramy zarówno z Termaliką, jak i Piastem, ale jeśli GKS zagra swoje, a te drużyny… „swoje”, to szansa na trzy, cztery czy sześć punktów na pewno się pojawi. W tabeli już po dwóch ostatnich wygranych poprawiliśmy swoją sytuację. W przypadku sensownego zapunktowania w piątek i za tydzień w sobotę nasza sytuacja może nagle i nieoczekiwanie zrobić się po prostu bardzo dobra.

Do tego jednak daleka droga. Najpierw skupmy się na Niecieczy, bo oprócz tego antyfutbolu prezentowanego przez tę drużynę, trzeba patrzeć na to, że muszą się oni kiedyś odbić. Ciut lepiej to wyglądało w drugiej połowie ich meczu z Zagłębiem Lubin. Ale nadal to nie było nic niezwykłego na tyle, by nie jechać tam walczyć o trzy punkty. GieKSa jest lepsza od kilku drużyn w tej lidze, ale to trzeba systematycznie udowadniać na boisku i nie powielać tych błędów związanych choćby z nadmiernym daniem się zepchnąć do defensywy. Trener nieraz mówi o obronie niskiej, ale niech ta obrona niska nie będzie na linii szesnastki, bo to zawsze pachnie utratą bramki. Wrzutka, odbicie, przebitka i rywal już ma sytuację bramkową. Przerabialiśmy to nieraz.

Jeśli jednak GKS zagra solidnie w defensywie, tak jak to miało miejsce z Koroną i – mimo wszystko z ŁKS również, bo przecież rywale nie doszli do nie wiadomo jakich sytuacji – to będzie już połowa sukcesu. Druga połowa – jakkolwiek by to nie zabrzmiało „łatwiejsza” – to wykreowanie sobie sytuacji bramkowych. Piszę „łatwiejsza”, bo GieKSa to ostatnio robi w każdym meczu i po prostu to potrafi. Wielu kibiców zarzucało wcześniej, że gra GKS jest do bólu przewidywalna. Jednak jak się okazuje, nie jest tak do końca, bo tych sytuacji ostatnio jest bardzo dużo, a i bramki nasz zespół potrafi strzelać. Gdyby w Łodzi skończyło się – tak jak wspomniałem – nawet i pięcioma trafieniami, nikt nie mógłby mieć zastrzeżeń czy opinii, że było to dziełem przypadku.

W tym ligowym przerywniku, jakim jest puchar, znów doświadczyliśmy sporo radości. Teraz jeszcze przez chwilę możemy poemocjonować się rundą, w której to inni muszą się spiąć i walczyć o awans. Katowiczanie natomiast mogą się skupić na meczu ligowym, ale przede wszystkim regeneracji. Dwa z trzech zadań wykonali wyśmienicie. Teraz chodzi o to, żeby z tym kopem dać z wątroby w Niecieczy i zakończyć ten trójmecz już naprawdę z wyśmienitymi humorami. W rozpisce zamieszczonej przez klub po meczu z Niecieczy piłkarze będą mieli dwa dni wolnego. Kolejne spotkanie dopiero w przyszłą sobotę, będzie więc dużo czasu na odpoczynek i zebranie sił.

Za Łódź – dziękujemy. Dobra robota!

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Malkontent

    29 października 2025 at 15:43

    Jak na rezerwowy skład i warunki atmosferyczne zawodnicy zagrali dobry mecz strzelili 3 bramki szkoda ze jedną do swojej bramki.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga