Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: nie tęsknimy za Källmanem
Rozgrywki Ekstraklasy nabierają tempa, a kalendarz staje się jeszcze bardziej napięty ze względu na pierwszą rundę Pucharu Polski. Przed najbliższymi meczami trochę więcej odpoczynku miał nasz rywal, bo choć piłkarze Pasów pojechali do Płocka, to z powodu oberwania chmury na boisko ostatecznie nie wyszli. O sens tej decyzji, ocenę postawy Cracovii w nowym sezonie, transfery i przewidywania przed meczem z GieKSą zapytaliśmy Kamila, organizatora twitterowych Pokojów Cracovii.
Ostatni weekend był dla was dość zaskakujący, bo z meczu na szczycie Ekstraklasy wyszedł pusty przelot do Płocka. Twoim zdaniem dobrze się stało, że mecz został przełożony?
Tuż przed meczem nie zdawałem sobie sprawy, jak dramatyczne warunki panowały w Płocku. Mecz planowałem obejrzeć w telewizji i już na „Wstępie do meczu” byłem pewny, że nie zagrają. Kałuża na kałuży. Z jednej strony szkoda, że nie zagraliśmy po dwutygodniowej przerwie, tym bardziej, że na kadrze było bardzo mało piłkarzy, bo tylko Minczew, Kakabadze i Kameri. Z drugiej strony w nowym terminie gotowy do gry może być Hasic. Szkoda tylko, że taki mecz odbędzie się w jakiś zimny listopadowy lub grudniowy, środowy wieczór. Chociaż kto wie, być może przyćmi rozgrywane wtedy mecze Ligi Mistrzów… Mimo wszystko, patrząc, jaka tego dnia była pogoda w Płocku, to dobrze, że nie zagraliśmy, bo w takich warunkach łatwo o kontuzje. Dobra decyzja i pozostaje czekać na nowy termin.
W poprzednim sezonie u moich rozmówców z Cracovii dało się wyczuć zupełnie przeciwstawne nastroje: jesienią Rafał Nowak mierzył nawet w mistrzostwo, natomiast wiosną Artur Fortuna nie krył rozczarowania postawą Pasów. W jakim punkcie tej sinusoidy jesteście dzisiaj?
Osobiście jestem bardzo spokojny, bo Ekstraklasa już wiele widziała: nie takie drużyny kreowano na potentatów, a koniec końców okazywało się, że „puchły” na finiszu. Mimo wszystko wydaje mi się, że jesteśmy gdzieś pośrodku, choć więcej przemawia za narracją optymistyczną. Start tego sezonu mamy bardzo dobry, a debiut Luki Elsnera był wręcz wymarzony – zdobyć cztery bramki na boisku Mistrza Polski, gdzie Cracovia ostatni raz wygrała jeszcze za kadencji Michała Probierza, to nie lada wyczyn. Nastroje psuje kontuzja Hasicia – bez niego nieco zbledliśmy w ofensywie. Drużyna się zgrywa, bo liczba letnich transferów jest ogromna – wydaje mi się, że jest to jedno z największych, o ile nie nasze największe okienko transferowe w XXI wieku.
Mówimy tylko o ilości, czy także o jakości sprowadzonych zawodników?
Jeśli chodzi o ilość, to nie przypominam sobie tylu ruchów w jednym okienku. Natomiast jeśli chodzi o jakość, to na papierze również wygląda to imponująco. Ściągnęliśmy przecież Kameriego, który w Salzburgu debitował w Lidze Mistrzów mając 17 lat, do tego Aleksicia i Šutalo – to są naprawdę jakościowi zawodnicy.
Jaki rezultat na koniec sezonu będzie dla ciebie satysfakcjonujący?
Biorąc pod uwagę, że od tego sezonu do europejskich pucharów kwalifikują się cztery najlepsze drużyny w lidze, to fajnie byłoby znaleźć się w tym gronie. Zadowoli mnie pierwsza piątka, która przy odpowiednich rozstrzygnięciach w Pucharze Polski również da przepustkę do Europy. Na pewno nie zadowoli mnie nic poniżej szóstego miejsca, które zajęliśmy w poprzednim sezonie, czyli siłą rzeczy mierzę w puchary. Mamy podstawy, żeby zakładać taki scenariusz – pod względem taktycznym i samej filozofii gry trener Elsner jest 10 razy lepszym trenerem od Dawida Kroczka. Ponadto, mamy lepszą, bardziej zbalansowaną kadrę i nie bazujemy tylko na Källmanie, tak jak w poprzednim sezonie. Jest Stojilković, zaraz wróci Hasic, w świetnej formie jest Kakabadze, do tego Klich i Maigaard.
Skoro mówimy już o personaliach, to nasuwa się pytanie, gdzie znaleźliście sklep z napastnikami, w którym tak swobodnie wybieracie sobie najlepszy towar? Wydawało się, że wyrwa po Källmanie będzie nie do załatania, a tutaj okazuje się, że w Krakowie nikt już specjalnie o nim nie pamięta.
Szczerze mówiąc sam się nie spodziewałem, że sztab „ugotuje” nam takie zastępstwo i z czystym sercem będzie można powiedzieć, że w połowie września nie tęsknimy za Källmanem. Skąd ich bierzemy? Dobre pytanie, bo przecież jeszcze kilka lat temu Cracovia miała ogromne problemy z napastnikami. Po Krzysztofie Piątku był Airam Cabrera, dalej Rafa Lopes, ale potem było już tylko gorzej. Teraz są Filip Stojilković, Kahveh Zahiroleslam i Gabriel Charpentier. Cała trójka zapowiada się świetnie. Stojilković udowadnia już na boisku, że jest mega kozakiem, a pozostałych dwóch będzie próbować go wygryźć, choć pozycja Szwajcara wydaje się na ten moment niezagrożona.
Jarosław Gambal, dyrektor działu skautingu, zebrał również bardzo dobre recenzje za sprowadzenie obrońcy Boško Šutalo, dwukrotnego mistrza Chorwacji w barwach Dinama Zagrzeb. Jak oceniasz ten ruch?
W meczu z Legią można było dostrzec jego inklinacje ofensywne – ma predyspozycje do gry jako prawy wahadłowy. Na jednym z naszych pokojów porównałem go do Virgila Ghițy, który też chętnie podłączał się do akcji ofensywnych, tyle że z lewej strony. Spodziewam się po nim zarówno solidności w defensywie, jak i zaangażowania w ataku tak, aby ściągać na siebie uwagę obrońców, a tym samym robić więcej miejsca dla Kakabadze.
Formacja defensywna Pasów pozostawiała w ubiegłym sezonie najwięcej do życzenia, a i w tych rozgrywkach na tle czołówki nie wygląda to najlepiej. Letnie transfery pozwolą naprawić ten problem?
Tegoroczny bilans bramkowy popsuł mecz z Jagiellonią – pięć straconych goli. Czuliśmy wtedy duży niedosyt, bo w pierwszej połowie prowadziliśmy 2:1, do tego z karnego nie trafił Maigaard. Co by było gdyby było 3:1? Można dywagować, czy schodząc na przerwę z przewagą dwóch bramek wypuścilibyśmy z rąk to zwycięstwo. Ponadto, nie pomogła czerwona kartka Perkovicia. Kolejne dwie bramki straciliśmy z Lechią, która jest znana z tego, że gra ofensywnie – strzela dużo, ale też dużo traci.
W ostatni piątek się to nie potwierdziło…
Tak, w waszym przypadku było inaczej, ale skoro defensywę Lechii wzmocnił Matej Rodin, były obrońca Cracovii, który na dodatek przeszedł szkołę Marka Papszuna, to można się spodziewać, że gra Lechii w defensywie ulegnie poprawie.
Ciekawym ruchem było sprowadzenie pod Wawel Mateusza Klicha, który z Cracovii wypłynął na szerokie wody. Traktujecie go jako wzmocnienie czy raczej sentymentalny powrót?
Myślę, że na pewno będzie to wartość dodana. Gdyby Mati chciał odcinać kupony, to raczej do Krakowa by nie wrócił. Zresztą było widać po meczu z Legią, gdzie był po prostu wszędzie, dyrygował środkiem pola. Wiadomo, że wieku nie oszuka i pewnie czasem będzie brakować tempa, ale Klich wciąż ma niesamowity przegląd pola. Dlatego wydaje mi się, że będzie to spore wzmocnienie. Sam jego powrót był dla nas sporym zaskoczeniem, ale tak się ułożyły losy Klicha, że Atlanta z niego zrezygnowała, a nie zgłosił się żaden inny klub MLS. Spodziewaliśmy się bardziej, że wróci za jakiś czas, pogra może rok i zostanie w strukturach klubu. Tymczasem, jeśli zdrowie pozwoli, przez kilka sezonów może stanowić o sile naszej drugiej linii, a co być może jeszcze ważniejsze, z pewnością będzie ważną postacią w szatni.
Wszystkie te klocki na swoich miejscach musi poukładać trener. Luka Elsner przychodził do Krakowa jako szkoleniowiec z górnej półki. Jak na tym etapie oceniasz jego pracę?
W skali od 1 do 10 wystawiłbym mu dziewiątkę z plusikiem. Być może Cracovia nie jest już tak przyjemna do oglądania dla przeciętnego kibica Ekstraklasy, jak to było w ubiegłym sezonie, choćby w meczu z Motorem czy z wami, gdzie padało wiele pięknych goli. Dziś gramy bardziej pragmatycznie, drużyna w każdej formacji jest bardziej zbalansowana – dobrze zorganizowana obrona, środek pola skuteczny w odbiorach i pressingu oraz kreatywna ofensywa. Umówmy się – z taką obroną jak w zeszłym sezonie nie dało się osiągnąć sukcesu w lidze. Dlatego ja wysoko oceniam Elsnera i w zasadzie jedyny minus to mecz z Jagiellonią.
Cracovia jest jedną z niewielu drużyn, z którymi w ubiegłym sezonie udało nam się dwa razy wygrać, po efektownych skądinąd widowiskach. Pamiętna bramka Adriana Błąda do dziś pojawia się na ekranach telewizorów kilka razy podczas każdej sportowej transmisji, za sprawą reklamy naszego bukmachera.
Oba mecze były świetne, a w szczególności ten jesienny: piękny gol Błąda, równie efektowne uderzenie Maigaarda i dramatyczna końcówka. Szkoda tylko, że sporo od siebie dołożył Damian Sylwestrzak, ale dobrze wiemy, że sędziowie w Ekstraklasie czasami gwizdzą jak chcą. Mimo wszystko uważam, że był to jeden z lepszych meczów w Krakowie, na jakich byłem, pod względem emocji. Mimo że przegraliśmy, to świetnie się bawiłem i naprawdę super się to oglądało. Wiosenny mecz oglądałem będąc w trasie, więc niewiele z niego pamiętam, jednak wspominam go jako mecz niewykorzystanych szans z naszej strony. Nieźle kreowaliśmy, ale brakowało wykończenia. Szkoda, bo GieKSa była wtedy do ogrania. Zadecydował gol Repki, który nie powinien był paść – nie można tak kryć w obronie. Mieliśmy wtedy spory niedosyt.
Jakie masz przewidywanie na piątkowe popołudnie? Przyjedziecie jak po swoje, aby wykorzystać mały dołek GieKSy czy będziecie mieć w pamięci ciężkie przeprawy z poprzedniego sezonu?
Mimo wszystko bardziej skłaniam się do tego drugiego scenariusza. Elsner raczej będzie chciał na początku wybadać, na co was stać i na ile nam pozwolicie. Nie spodziewam się takiego grania jak chociażby na jesieni w Krakowie i raczej nie padnie aż tyle goli. Sam nie wiem, czego się po was spodziewać. Oglądałem wasz mecz z Arką, kiedy pokazaliście wysoką formę. Jednak w pozostałych meczach, szczególnie ostatnim z Lechią, nie wyglądało to już tak dobrze. Może wam być szczególnie żal punktu straconego przy Łazienkowskiej, gdzie było naprawdę blisko remisu. Z jednej strony gracie dwa fajne mecze – z Arką i z Radomiakiem, a z drugiej totalną „padakę” jak na przykład z Rakowem albo Górnikiem. Myślę, że wciąż odczuwacie stratę Oskara Repki.
W przyszłym tygodniu rozpoczynamy zmagania w Pucharze Polski. Jakie masz nastawienie przed startem tych rozgrywek?
Moim marzeniem jest pojechać na Narodowy. Jestem zdania, że jeśli odpadać, to tak jak rok temu z Sandecją – szybko i bezboleśnie. A jak już faktycznie traktować te rozgrywki poważnie, to grać do końca. Na początek trafiamy na słabiutkiego Górnika Łęczna. Nasza kadra jest na tyle jakościowa, że w zasadzie kto by nie wyszedł na Górnika, to obowiązkiem jest tam wygrać. Tak jak wspomniałem, mam dwa piłkarskie marzenia: zobaczyć Cracovię na Narodowym i usłyszeć hymn Ligi Mistrzów przy Kałuży. Być może się doczekam.
Jaki wynik typujesz w piątek?
Stawiam, że Cracovia wygra 2:1, a bramki strzelą Stojilković i Klich dla Pasów, a dla GieKSy Marković. Życzę dobrego meczu po obu stronach, bez kontuzji i przede wszystkim aby to piłkarze, a nie sędzia, grali główne role. Niech mecz rozstrzygnie się na murawie, a nie w wozie VAR.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze