Piłka nożna
Wygrana wojna!!!
Mecz z Radomiakiem był ostatnim przed przerwą reprezentacyjną. Z kilku powodów było to spotkanie bardzo ważne. Przede wszystkim dorobek punktowy katowiczan w tym sezonie był mizerny, czego efektem była lokata spadkowa. Dodatkowo po bardzo dobrym meczu z Arką przyszły fatalne derby z Górnikiem, więc morale, które mogło być znacznie poprawione, znowu popikowało. Graliśmy więc nie tylko o trzy punkty, ale także o poprawienie sobie nastrojów.
Trener dokonał znacznych zmian w składzie. O ile powrót Alana Czerwińskiego był spodziewany, to wskoczenie do składu Aleksandra Paluszka i Sebastiana Milewskiego było sporą sensacją. Obaj zawodnicy przecież nie zagrali w tym sezonie ani minuty, a teraz nagle pojawili się w wyjściowej jedenastce. Trener postawił też na Marcela Wędrychowskiego, który od pierwszej minuty zagrał tylko raz. W ataku ponownie oglądaliśmy Adama Zrelaka.
W Radomiaku przede wszystkim mogliśmy się obawiać świetnie grającego w obecnych rozgrywkach Jana Grzesika oraz doświadczonego Rafała Wolskiego.
Początek meczu był wyrównany i byliśmy świadkami typowej walki. Pierwszą groźną sytuację GKS miał w 10. minucie, kiedy na techniczny strzał z 16 metrów zdecydował się Bartosz Nowak, ale bardzo dobrze obronił Filip Majchrowicz. Trzy minuty później zgasił piłkę w polu karnym Zrelak, ale jak nisko zgasił, tak wysoko uderzył… GieKSa osiągała przewagę. Wystarczyła jednak jedna kontra, aby to goście objęli prowadzenie. Szybka akcja 3 na 2, w której Elves Balde dostał piłkę na lewym skrzydle, podszedł po pole karne i pięknym strzałem pokonał Dawida Kudłę. W 23. minucie szybką akcję przeprowadził Mateusz Wędrychowski, ostatecznie piłka wylądowała pod nogami Mateusza Kowalczyka na linii pola karnego, ten huknął jak z armaty, piłka rykoszetowała, ale Majchrowicz popisał się niebywałym refleksem. Potem GieKSa miała serię rzutów rożnych i groźnych sytuacji. Najpierw po podaniu Wędrychowskiego uderzał Jędrych, strzał został zablokowany, a do opadającej piłki dopadł Zrelak, uderzył głową, jednak obrońca Radomiaka wybijał z linii. Po kolejnym kornerze Nowak ponawiał swoje dośrodkowanie i tym razem już idealną centrę wykończył nasz kapitan, precyzyjnym strzałem kierując piłkę do siatki. GieKSa dominowała. W 38. minucie z ponad 30 metrów, ale poza światłem bramki, na rzucie wolnym ustawił piłkę Nowak. Gdy wszyscy spodziewali się dośrodkowania, zawodnik technicznym strzałem posłał piłkę w krótki róg bramki zaskoczonego Majchrowicza i GieKSa objęła prowadzenie. Niestety nasza radość trwała tylko dwie minuty. W zamieszaniu w polu karnym próbował uderzać Lopes, odbita piłka spadła na nogę Rafała Wolskiego, który z pierwszej zdecydował się na kąśliwy strzał, który dał radomianom wyrównanie. W 43. minucie z rzutu wolnego, już bliżej bramki, ponownie uderzał Nowak, tym razem w długi róg, ale tym razem golkiper gości refleksem się popisał. Po rzucie rożnym Nowaka i zgraniu przez Jędrycha stuprocentową okazję miał Kowalczyk, jednak jego uderzenie z bliska znów obronił bramkarz. Mimo bardzo dużej dominacji GKS, na przerwę schodziliśmy tylko z remisem.
W przerwie trener Radomiaka Joao Henriques dokonał dwóch zmian, wprowadzając na boisko m.in. Capitę Capembę. Początek drugiej połowy nie był jednak tak szalony jak końcówka pierwszej. W 57. minucie bardzo groźną kontrę wyprowadzili goście, jednak Depu przyjmował sobie piłkę ręką. Trzy minuty później Capemba uderzał zza pola karnego, ale czujny Kudła bez problemu złapał piłkę. W 63. minucie cała ławka Radomiaka wyskoczyła, gdy interweniujący Kudła piąstkował piłkę i według nich trafił w głowę Mauridesa, sędzia jednak nawet nie VAR-ował tej sytuacji. Gra była coraz bardziej rwana, za chwilę po Mauridesie opatrywany był Dieguez, który też oberwał od… Kudły. W 74. minucie dośrodkowywał Alan Czerwiński, piłkę przed pole karne wybił obrońca, a tam z powietrza uderzył Marcin Wasielewski, wprawiając w euforię katowickie trybuny. Pięć minut później mieliśmy doskonałą okazję na podwyższenie wyniku. Nowak z Błądem wyszli 2 na 1, Adrian dostał piłkę i mijał obrońcę, ale uderzył obok słupka. W 87. minucie Tapsoba trafił do bramki i było 3:3. Gdy byliśmy pogodzeni z wynikiem remisowym, sędzia sprawdził VAR, bo miał informację o spalonym. Gdy uniósł rękę w górę, po sprawdzeniu tej sytuacji, stadion wpadł w największą euforię tego dnia. Sędzia doliczył siedem minut. W tym czasie centrostrzał Nowaka wypiąstkował Majchrowicz.
Ten mecz był niesamowity i miał mnóstwo zwrotów akcji. Euforie mieszały się z zawodami. Udało się jednak dociągnąć zwycięstwo do końca i GKS zgarnął ultraważne trzy punkty.
29.08.2025, Katowice
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2
Bramki: Jędrych (25), Nowak (38), Wasielewski (72) – Balde (14), Wolski (40).
GKS: Kudła – Wasielewski, Czerwiński (83. Kuusk), Jędrych, Paluszek, Galan – Wędrychowski (74. Błąd), Kowalczyk (90. Łukasiak), Milewski, Nowak – Zrelak (83. Rosołek).
Radomiak: Majchrowicz – Grzesik, Blasco, Dieguez, Joao Pedro, Kaput (83. Camara), Wolski (76. Romario), Donis, Balde (46. Tapsoba), Depu (63. Maurides), Vasco Lopes (46. Capemba).
Żółte kartki: Kowalczyk, Rosołek, Błąd – Lopes, Grzesik, Tapsoba, Capita, Romario, Dieguez.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10996.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Matek
29 sierpnia 2025 at 20:37
Fajnie jakby były widoczne te transmisje…