Felietony Piłka nożna
Jedność trybun i boiska
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Fakt jest taki, że drużyna nie popisała się w Zabrzu, a co mieliśmy popsioczyć, to popsioczyliśmy. Teraz czeka nas ultraważne spotkanie z Radomiakiem i ze wszystkim sił musimy wspierać ten zespół i wierzyć, że zarówno motywacyjnie, jak i czysto piłkarsko są w stanie pokonać Radomiaçao.
Nadzieję należy wiązać z tym, że Rafał Górak, cały sztab wiedzą, dlaczego mecz przy Roosevelta potoczył się tak, a nie inaczej. Gdzie zostały popełnione błędy, czy na boisku, czy w szatni, czy już w pokoju trenerskim. Pewnie wszystko po trochu. Musimy jednak pamiętać, że błędy się zdarzają i najważniejsze jest wyciągać z nich wnioski. Tutaj wygląda na to, że przedobrzyliśmy, że za bardzo uwierzyliśmy, że nasz plan na mecz jest dobry i… nie za bardzo mieliśmy plan B.
Mecze wyjazdowe są do poprawy, przyznał to trener, ale nad tym będziemy zastanawiać się za dwa tygodnie przed starciem z Lechią. Pojedynki na Nowej Bukowej to zupełnie inna bajka. Jakby nie patrzeć, ostatnie trzy połowy na naszym stadionie to dobre mecze w wykonaniu GKS – z Zagłębiem GieKSa odkręciła się po przerwie i dwoma golami doprowadziła do wyrównania, a z Arką – wszyscy pamiętamy, jak było. Nie ma więc powodów, by nie ufać, że podobnie będzie i tym razem.
GieKSa ma z poprzedniego sezonu historię uciekania spod stryczka. Może nie jakiegoś wielkiego, ale ilekroć lekki nóż na gardle się pojawiał, katowiczanie wychodzili z niego obronną ręką. I właśnie po meczu w Zabrzu (poprzedzonym remisem z Widzewem i przegraną w Lubinie), nasza ekipa rozegrała świetny mecz z Pogonią Szczecin. Potem po porażkach z Legią, Unią i Koroną przyszedł bardzo dobry, choć spektakularnie wygrany mecz z Cracovią. Na wiosnę po wyjazdach do Lublina i Białegostoku i minimalnych porażkach, przyszło przepchane, ale jednak zwycięstwo z Zagłębiem na Bukowej. Wygrana z Arką teraz również przyszła w takim momencie. Nasz zespół umie grać pod presją i niejednokrotnie to udowodnił.
Do Katowic przyjeżdża Radomiak, z którym mamy pewne rachunki do wyrównania. Co prawda te „rachunki” to tak umownie, bardziej mini-smaczek. Pamiętamy jednak tę inaugurację na Bukowej rok temu, powrót do ekstraklasy po 19 latach i starcie z potężną ekipą z Mazowsza. To był taki bardzo specyficzny mecz, w którym GKS nie za bardzo wiedział, jak ugryźć rywala. Z czasem trwania meczu okazywało się, że da się z tym Radomiakiem grać, a nawet zepchnąć go do obrony. Problem w tym, że mieliśmy już dwubramkowy deficyt, bo Rocha dwa razy wykorzystał naszą niefrasobliwość żółtodzioba. Pozytywne było to, że GKS już w trakcie meczu uwierzył, że może odnieść pozytywny wynik i miało to przełożenie w następnych meczach. Faktem jest jednak, że Radomiak na Bukowej nas pokonał. W Radomiu przez pewien czas meczu to katowiczanie byli lepsi i dominowali, ale potem gospodarze się wkurzyli i zdominowali nas jeszcze bardziej. Remis był dobrym wynikiem z przebiegu meczu.
Czy to jest ekipa do pokonania? Bez wątpienia. Początek Radomiak miał świetny, rozgromienie Pogoni 5:1, remis w Gdyni, wygrana z Arką. Ostatnie mecze są już słabsze, bo zespół u siebie przegrał z Jagiellonią i zremisował z Termaliką. Przeciwnicy mocni i w dobrej formie – to fakt – ale jednak pokazali, że da się temu rywalowi odebrać punkty.
Przyjeżdża więc do nas mimo wszystko ligowy średniak, ale drużyna bardzo solidna. Tak naprawdę każdy wynik jest tutaj możliwy i typowałbym rozkład po 33,3% na zwycięstwo, remis i porażkę oraz 0,1% szans, że sędzia przerwie mecz z powodu oberwania chmury.
Punkty są nam niebywale potrzebne. Znów bowiem jesteśmy w strefie spadkowej. Wygrana dałaby szansę na oddalenie się od beznadziejnego w tym sezonie Piasta i tyleż zdobywającej, co tracącej Lechii. Przede wszystkim jednak wskoczylibyśmy gdzieś w umiarkowanie środkowe rejony tabeli. Na razie ekstraklasa jest bardzo spłaszczona i do piątego miejsca GKS ma zaledwie cztery punkty straty, nawet mimo tego słabego początku. Jest więc o co grać.
Znów nie mam wątpliwości, że doping i wsparcie będzie na wysokim poziomie, ale mimo wszystko apeluję do wszystkich – dajmy wiarę naszym zawodnikom do tego, by ta jedność trybun i boiska była znowu w takim stopniu, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Mecz będzie w ramach Super Piątku, więc też Canal Plus robi z tego niezłą oprawę. Niech katowicki fanatyzm poniesie się w świat.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze