Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Alarm? Chyba jeszcze nie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Czy to właściwy moment, by bić na alarm? Czy to ta chwila, w której powinniśmy się bardzo niepokoić? Zdania są podzielone. Trenerzy powiedzą, że panują nad sytuacją, kibic stwierdzi, że czeka nas potwornie ciężka walka utrzymanie. Gdzie jest prawda? Pewnie jak zwykle po środku. Faktem jest, że nie tak wyobrażaliśmy sobie ten początek sezonu. O ile porażka z Rakowem była jeszcze w jakimś sensie wkalkulowana, to jeden punkt w dwóch meczach u siebie, w tym z jednak – słabiakami z Zagłębia Lubin, to nie jest zdobycz zadowalająca.

Oczywiście mogło być dużo, dużo gorzej. Mogliśmy ten mecz spektakularnie wtopić. Pierwsza połowa była bowiem koszmarna, daliśmy się zdominować rywalowi, który w pełni zasłużenie prowadził dwiema bramkami. Oprócz goli mieli jeszcze swoje klarowne sytuacje. A GieKSa? Biła głową w mur i to bez większego przekonania. Ileś rzutów rożnych nie przynosiło praktycznie żadnego zagrożenia. Te słabiaki z Zagłębia, wcale nie okazały się takie słabe. Albo to my byliśmy tak beznadziejnie słabi, że przybysze z Lubina robili na boisku, co chcieli.

Nie no… Zagłębie będzie się bronić przed spadkiem. To nie jest ekipa, która zawojuje tę ligę i jeśli katowiczanie sami nie chcą drżeć o utrzymanie, to muszą z takimi zespołami wygrywać. Z całym szacunkiem, ale jeśli trener mówi, że Zagłębie ma podobny potencjał personalny, to albo tak nisko ceni naszą drużynę (nie sądzę), albo wyolbrzymia siłę Miedziowych.

Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin.

Nie możemy się sytuować tak nisko, nawet… jeśli dość nisko jesteśmy.

Porażka byłaby katastrofą i na nią się zanosiło. Tym bardziej, że od początku drugiej połowy nie było dużo lepiej. Nie potrafiliśmy skonstruować groźnej sytuacji, takiej soczystej. Z pomocą przyszedł stały fragment. Trzeba bić w światło bramki – no, trzeba. Tak też uczynił niemrawy do tej pory Bartosz Nowak i do siatki trafił. GieKSa na jakiś czas dalej ruszyła z animuszem, ale potem gra się znów nieco wyrównała. Znów wiatru wniósł Marcel Wędrychowski i był bliski zarówno strzelenia gola, jak i sprokurowania jego straty, po swojej fatalnej stracie właśnie. Natomiast znów błysnął Nowak i w jednej akcji zrobił efektowny zwód najpierw przy rozegraniu, a potem już przygotowując sobie piłkę do strzału. Mieliśmy jeszcze trochę czasu.

Niestety, GieKSa nie ruszyła z huraganowymi atakami. Trener mówi, że nie chcieli zwariować i dać się ponieść emocjom. I okej, mówi też, że z taką wyważoną grą też byłaby szansa na zwycięstwo. Kwestia proporcji. Ostatecznie wygląda na to, że bardzo mocno postawili na asekurację i pilnowanie wyniku, choć i to mogło się nie udać, bo Zagłębie widząc to – samo ruszyło do szturmu na koniec. Z jednej strony rozumiem sztab szkoleniowy, który po tak wypracowanym remisie nie chce go utracić, z drugiej – serce kibica mówi „nie godzi się z takim Zagłębiem u siebie modlić się o końcowy gwizdek”.

Trzeba pochwalić drużynę za doprowadzenie do tego remisu, bo to jednak zawsze sztuka odrobić dwubramkową stratę, a już w ekstraklasie, to wielki wyczyn. Przesunęli grę i strzelili te bramki. Ale jednocześnie nagana za pierwszą połowę się należy. Bo to nie były bramki z przypadku, tylko z dobrej, ofensywnej gry Zagłębia i bardzo słabej naszej. To oni narzucili nam swoje warunki już od początku i w tym zakresie trener Ojrzyński przechytrzył nasz zespół.

Gdybyśmy mieli zero punktów po tych dwóch meczach byłoby naprawdę fatalnie. Tym bardziej w obliczu zbliżających się wyjazdów do Łodzi i Warszawy, o czym pisałem w przedmeczowym felietonie. Teraz jest tylko umiarkowanie źle. Jednak z pewnym promykiem w postaci tego doprowadzenia do wyrównania. Choć wszystko mogło pójść jak krew w piach, bo goście mieli przecież w doliczonym czasie gry setkę.

Ciekaw jestem czy i jakie zmiany wprowadzi trener przed meczem z Widzewem. Wydają się one bowiem nieodzowne, bo póki co, niektórzy zawodnicy bardzo zawodzą. Kacper Łukasiak na ten moment niewiele wniósł dobrego, Maciej Rosołek jest niewidzialny. Aleksander Buksa stara się, ale ze swoimi warunkami mógłby jednak wygrywać więcej pojedynków. Tak naprawdę na ten moment jedynie Marcel Wędrychowski jest minimalnym wzmocnieniem. Czekamy na resztę. Podobnie jak podniesienie poziomu gry przez „starych”, bo póki co wygląda to słabiutko.

Nie będzie zbyt wiele czasu na rozpatrywanie, bo za chwilę piekielnie ciężki mecz z Widzewem. Jeszcze podrażnionym porażką w Białymstoku w takich okolicznościach. Może być tak, że Widzew ruszy na nas podobnie jak Zagłębie, tylko z bardziej jakościowymi zawodnikami i z większą siłą. Więc taktycznie naprawdę trzeba to rozegrać wybitnie, żeby nie dać się stłamsić i wbić sobie dwóch goli na początku spotkania.

GieKSa nie jest bez szans. Na szczęście w poprzednim sezonie mimo że zdarzyło nam się przegrać z drużynami z dolnych rejonów tabeli, to potrafiliśmy też wygrywać z czołówką. Jeśli odpowiednio do tego podejdziemy, to przecież nasi zawodnicy nie zapomnieli jak się gra w piłkę. Trzeba tylko przywrócić kurs z poprzedniego sezonu i uodpornić się na niepowodzenia.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga