Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: trzeba przebijać szklane sufity

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Prawie dokładnie rok temu rozpoczynaliśmy wiosenne granie w Fortuna I Lidze od pojedynku z Motorem. Czy ktokolwiek wtedy przypuszczał, że pół roku później obie ekipy zameldują się w Ekstraklasie? Ambitny beniaminek z Lublina utrzymał wiosną pozycję w pierwszej szóstce, po czym zostawił w pokonanym polu barażowych rywali. Jak w Lublinie przyjęto ten sukces? Jak wysoko sięgają ambicje właściciela i czy klub jest gotowy, aby je zaspokoić? Który piłkarz grał w Motorze z numerem 64? Na te pytania odpowiedział nam Rafał Szyszka z podkastu kibicowskiego „Głos Motorowców” na kanale Forza MotorTV.

Korespondencyjny pojedynek o miano najlepszego beniaminka wkroczy w poniedziałek w bezpośrednią fazę. Kto twoim zdaniem jest bliższy tego tytułu?
Tabela wskazuje, że w tej chwili najlepszy jest GKS Katowice, ale w tym roku chyba wszyscy beniaminkowie dodali kolorytu Ekstraklasie. Nawet Lechia Gdańsk, choć ostatnio z trochę innych powodów. Mimo to, szczególnie w ostatnich kolejkach, prezentuje się coraz lepiej pod względem piłkarskim. Jeśli natomiast chodzi o nasze drużyny, to oceniam je w miarę równo. Spodziewam się, że w rundzie wiosennej Motor będzie się prezentował jeszcze lepiej, bo na papierze jest mocniejszy niż jesienią, ale wszystko zweryfikuje boisko. Na razie punktujemy poniżej oczekiwań, ale paradoksalnie w ostatni weekend w Białymstoku Motor zagrał chyba najlepszy mecz w tym roku, przynajmniej do momentu, gdy po czerwonej kartce boisko opuścił Samper. Skończyło się wysoką porażką, ale postawa drużyny w tym spotkaniu to dobry prognostyk przed meczem z GieKSą. Dzisiaj trudno ocenić, kto jest najlepszym beniaminkiem. Serce podpowiada mi, że Motor, ale więcej wyjaśni się w bezpośrednim pojedynku.

Jako beniaminek Fortuna I Ligi z marszu włączyliście się do walki o kolejny awans. Jednak wiosnę lepiej zaczęliśmy my, bo na inaugurację przegraliście w Katowicach.
Zimą oczekiwania były dość spore, bo rundę jesienną kończyliśmy na miejscu barażowym. GieKSa startowała z dalszych pozycji i na pewno nikt wtedy nie przypuszczał, że na koniec sezonu obie ekipy wylądują razem w Ekstraklasie. W tamtym okresie miałem okazję przebywać na stażu u trenera Feio, dlatego dokładnie śledziłem przygotowania do meczu w Katowicach i wiedziałem, czego spodziewać się po GKS-ie. Okazało się, że GieKSa zagrała nieco inaczej, niż wtedy przewidywano. Poza tym – nie ma co kryć – drugiego gola zawalił Łukasz Budziłek, przez co stracił miejsce w podstawowym składzie i w zasadzie już go nie odzyskał. GieKSa wygrała raczej zasłużenie, ale Motor też miał swoje szanse na gola.

W dalszej części rozgrywek nasze ekipy prezentowały się na tyle dobrze, że GieKSa awansowała bezpośrednio, a Motor po barażach. Jak wspominasz rywalizację w decydującym momencie sezonu?
W półfinale baraży Motor przeważał, ale bramkarz Górnika Łęczna Maciej Gostomski zagrał kapitalne zawody. Obronił nawet rzut karny wykonywany przez Piotra Ceglarza. Skończyło się bezbramkowym remisem i sam miałem czarne myśli przed serią rzutów karnych. Tymczasem nasi piłkarze strzelali na tyle pewnie, że Gostomski nawet nie dotknął piłki. Po meczu wielu kibiców zostało w barze pod stadionem, aby śledzić drugi baraż. Cieszyliśmy się, gdy Odra objęła prowadzenie, bo to oznaczało, że finał rozgrywanoby w Lublinie. Ostatecznie wygrała Arka, podnosząc się po porażkach z wami i Lechią. Mieliśmy pewne obawy przed tym meczem, bo rywale mieli w składzie wiele indywidualności, jak Czubak czy Kobacki. Wierzyliśmy jednak, że Motor jest w stanie pokonać każdego. Początek był feralny – olbrzymi błąd i strata bramki. Gdyby finał baraży rozstrzygnęło takie trafienie, rozczarowanie byłoby podwójne. Na szczęście w końcówce udowodniliśmy, że nasze hasło „Niezniszczalni” nie wzięło się z nikąd. Najpierw Bartek Wolski strzelił gola z rzutu wolnego – po raz pierwszy w karierze. Chwilę później Piotrek Ceglarz z Jacques’em N’Diaye wykorzytali błąd obrony Arki i wywołali totalną euforię w naszym sektorze. Kibice, którzy jeszcze pięć minut wcześniej byli na skraju załamania, wpadali sobie w ramiona i płakali z radości.

Architektem tego sukcesu dość niespodziewanie został trener Mateusz Stolarski, który w połowie rundy musiał wejść w buty Goncalo Feio. Były obawy, czy udźwignie nową rolę?
Na początku nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać po drużynie i trenerze Stolarskim, który zastąpił Goncalo Feio. Znam Mateusza Stolarskiego i wiedziałem, że merytorycznie się obroni, natomiast oczekiwania wobec pierwszego trenera są znacznie większe niż od asystenta. Odejście trenera Feio to nie był łatwy moment. Przy okazji ligowego meczu z Polonią Warszawa zapowiadał, że chce doprowadzić Motor do europejskich pucharów. Tymczasem po kolejnym meczu ze Stalą Rzeszów zrezygnował z pracy w naszym klubie. Z tego co wiem, nie planował tego i zadziałał emocjonalnie. Osobiście mam do niego żal jedynie o to, że po wszystkim nie przekazał nic kibicom, którzy nie raz, nie dwa stawali za nim murem. Dokonał jednak wyboru i dziś nikt już chyba specjalnie za nim nie tęskni. Jest trener Stolarski, o którym niedawno przeczytałem, że ma wszystkie plusy Goncalo Feio, bez jego minusów.

Wszyscy w Lublinie są równie ambitni co właściciel klubu, który często powtarza, że Motor wkrótce będzie grał w europejskich pucharach?
Niektóre wypowiedzi Zbigniewa Jakubasa mogą wydawać się nieodpowiednie pod kątem PR-owym, ale z drugiej strony prezes nie musi się tym specjalnie przejmować. Mówi to, co myśli, jest niezależny i nie musi się nikomu przypodobać. Powiedział kiedyś, że wprowadzi Motor do Ekstraklasy i słowa dotrzymał. Obiecał, że Motor będzie w górnej połowie tabeli i dziś jesteśmy na najlepszej drodze do tego. Dlatego zapowiedzi europejskich pucharów w Lublinie nie muszą być czczym gadaniem. Właściciel Motoru do tego dąży i uważam, że ma ku temu podstawy. Może nie od razu, ale w przyszłości ze Zbigniewem Jakubasem za sterami może nam się to udać. Mamy infrastrukturę, uporządkowane finanse, odpowiedni sztab i coraz lepszych piłkarzy. Jeśli będzie okazja zrobić dobry wynik, nawet ponad stan, to trzeba to robić i przebijać kolejne szklane sufity.

Motor ma dziś potencjał, by dołączyć do ligowej czołówki? Na ile pomogą w tym zimowe transfery?
Skoro udało się zająć siódme miejsce po rundzie jesiennej, to nic nie stoi na przeszkodzie, by na koniec sezonu je utrzymać, a nawet poprawić. Z drugiej strony rywale też się wzmacniają i rywalizacja będzie zacięta. Na ten moment pozytywnie oceniam zimowe okienko transferowe. Ciekawym ruchem jest ściągnięcie rumuńskiego pomocnika Antonio Sefera. Motor długo pracował nad tym transferem i równie długo udawało sie to utrzymać w tajemnicy. Dopiero na ostatniej prostej informacja wypłynęła w mediach. Coś do udowodnienia ma Jakub Łabojko, który nie grał przez ostatnie pół roku, ale wcześniej zdążył się zaprezentować z dobrej strony w Ekstraklasie. Być może zagra od początku w poniedziałek, bo po czerwonej kartce ze składu wypadnie Sergi Samper, nie wiadomo jeszcze na jak długo. Dziurę na pozycji lewonożnego stopera powinien załatać Belg Hervé Matthys, a Franciszek Lewandowski czy Bright Ede zostali sprowadzeni z myślą o przyszłości. Szczególnie ten drugi może się okazać celnym strzałem, co potwierdzają krytyczne komentarze kibiców „Miedziowych” pod adresem zarządu po jego odejściu. Pecha ma nowy bramkarz, Gašper Tratnik, który złamał palec i na razie nie zagra. Wszystkie pozycje, poza środkiem ataku, gdzie gra Samuel Mráz, zostały wzmocnione. Kadra jest solidna.

Jednocześnie trudno mówić o większych osłabieniach w kontekście zawodników, którzy odeszli z Motoru.
Do Łodzi przeniósł się Sebastian Rudol, bo raczej nie byłby pierwszym wyborem w obronie. Z klubem pożegnali się Krzysztof Kubica i Rafał Król, który ostatnio grał coraz mniej. Mimo to będzie ważną postacią naszego meczu, bo w poniedziałek zostanie oficjalnie, uroczyście pożegnany. Zagrał 290 meczów dla Motoru na różnych poziomach rozgrywkowych i bardzo się cieszyłem, gdy w drugiej kolejce w Gdańsku, w wieku 35 lat zadebiutował w naszych barwach w Ekstraklasie. To dla nas ważna postać, która miała swój udział przy wszystkich ostatnich sukcesach klubu.

W naszym ostatnim meczu nie obyło się bez kontrowersji. Czy twoim zdaniem był spalony w pamiętnej akcji Motoru?
Sytuacja ze spalonym przy golu N’Diaye została już wielokrotnie przeanalizowana w różnych piłkarskich studiach. Spalonego nie było, ale niestety dała o sobie znać nadgorliwość sędziów VAR. Jeśli przez kilka minut trzeba szukać odpowiedniej klatki, aby uzasadnić centymetrowy spalony, to moim zdaniem przesada. Motor został skrzywdzony w Katowicach. Gol powinien był zostać uznany, ale trudno dziś ocenić, jaki miałby wpływ na ostateczny wynik, bo została jeszcze cała druga połowa. Ostatecznie skończyło się remisem.

W poniedziałek staną naprzeciw siebie piłkarze, który w przeszłości zakładali koszulkę rywala. Okazuje się, że jest ich dosyć sporo.
Ważną postacią w Motorze jest Piotr Ceglarz, który 10 lat temu występował w Katowicach. Jeszcze wcześniej przy Bukowej grał nasz bramkarz, Łukasz Budziłek. Więcej zawodników z przeszłością w Motorze jest za to w obecnej kadrze GKS-u, np. Rafał Strączek czy Konrad Gruszkowski, który dołączył do was zimą. Grał w Motorze w czasach 3. ligi. Nie sposób nie wspomnieć o Aleksandrze Komorze – chłopaku z Lublina, który wprawdzie nie jest naszym wychowankiem, ale spędził u nas blisko trzy sezony. Jest synem byłego piłkarza Motoru, Grzegorza Komora. Ja natomiast do dziś pozytywnie wspominam Kamila Cholerzyńskiego, który jest mocno związany z waszym klubem. Kiedy przychodził do Motoru, to od razu zadeklarował, że jest kibicem GKS-u Katowice, ale w Lublinie da z siebie wszystko. W Motorze grał z numerem 64, a kiedy odchodził, to elegancko pożegnał się z kibicami w mediach społecznościowych. Warto też wspomnieć trenera Roberta Góralczyka, który jest pozytywnie wspominany w Lublinie, jako fachowiec i facet z klasą.

Ostatnie pojedynki GieKSy z Motorem kończyły się remisami, co wskazuje na zaciętą rywalizację w naszych meczach.
Zawsze grało nam się ciężko, czy to w pierwszej, czy drugiej lidze. Ostatni raz wygraliśmy w Lublinie właśnie w 2. lidze, gdy w końcówce pięknego gola dla Motoru zdobył Daniel Świderski, który przelobował waszego bramkarza. Był to maj 2021 roku, kiedy otwierano stadiony po pandemii covid, a GieKSa przyjechała wtedy w dobrej liczbie. Jesienią przy Bukowej wygrał za to GKS, po golu w 90. minucie. Pamiętam, że był to koniec listopada i mocno zimowa pogoda. Liczę, że tym razem uda nam się przełamać i znowu wygrać, bo po nienajlepszym rozpoczęciu rundy jedyną zadowalającą opcją dla Motoru są trzy punkty. Wy natomiast, patrząc na naszą dotychczasową postawę, też raczej będziecie nastawiać się na zwycięstwo. GKS pokazał, że nie można go lekceważyć, o czym niedawno przekonał się Raków.

Jak sam wspomniałeś, nie rozpoczęliście najlepiej rundy wiosennej. Ostatnie porażki mogą podciąć skrzydła Motorowi?
Jestem spokojny, że w drużynie nie ma żadnego kryzysu mentalnego. Gdy jesienią złapaliśmy dołek po porażkach z Widzewem i Cracovią, cała Polska wieszczyła, że nadchodzą ciężkie chwile dla Motoru. Tymczasem zespół zanotował serię czterech wygranych i remis, pokonując m.in. Pogoń Szczecin. Sztab i drużyna pracuje według niezmienionego modelu, niezależnie od wyników. Nie wyciągałbym więc zbyt daleko idących wniosków po ostatnich wynikach z drużynami, które mają jeszcze o co walczyć w tym sezonie. Znam metody pracy tego sztabu, bo miałem okazję przyglądać się temu z bliska, dlatego uważam, że ta praca obroni się na boisku. Motor zrobi swoje w tej rundzie i zacznie punktować. Czy już od najbliższego meczu? Mam nadzieję, że tak.

Jaki scenariusz przewidujesz na najbliższy mecz? Obie ekipy nie należą raczej do tych, które okopują się na swoich pozycjach.
Nawet w przegranym meczu w Białymstoku Motor pokazał, że nie jest drużyną, która chce się tylko bronić. Są zespoły, które potrafiły nas zepchnąć do defensywy, jak na przykład Lech, gdy w Poznaniu Motor przy korzystnym dla siebie wyniku długo grał w obronie niskiej, neutralizując ofensywne atuty Kolejorza. U siebie na pewno będziemy chcieli narzucić swój styl gry i atakować. GKS też potrafi grać fajną, ofensywną piłkę, więc mam nadzieję, że obejrzymy ciekawe starcie dwóch beniaminków. Czy przełoży się to na gole? Nie wiem, bo Motor w tym roku strzelił tylko jednego. Mimo to spodziewam się wielu akcji ofensywnych.

Jaki wynik padnie w poniedziałek na nowo mianowanej Motor Lublin Arenie?
Obstawiam 2:1 dla Motoru.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga