Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Śląsk na nowo szuka swojej tożsamości

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Kibice Śląska Wrocław mogą dziś narzekać na wszystko, ale z pewnością nie na nudę. W lidze klub lata od ściany do ściany: raz urywa się ze spadkowego stryczka, by rok później do ostatniej kolejki walczyć o Mistrzostwo Polski. Dziś znowu musi wygrzebywać się z dna tabeli. O sytuację w Śląsku, szanse na wyjście z kryzysu i przewidywania przed niedzielnym meczem zapytaliśmy Krzysztofa Banasika, redaktora naczelnego portalu Slasknet.com.

Przez ponad 18 lat nie było nam dane zmierzyć się ze Śląskiem na ligowych boiskach. W tym czasie GKS zagrzebał się w I-ligowej szarzyźnie, z kolei Śląsk sezony zwieńczone zdobyciem medali Mistrzostw Polski przeplatał takimi, gdzie balansował na krawędzi spadku. Stabilizacja to chyba ostatnie słowo, jakie określa formę Śląska w ostatnich latach?
Tak, ale gdybym miał wybierać to wolę takie granie „w kratkę”, ale jednak od czasu do czasu jakieś sukcesy. Kluczowe jest utrzymanie na najwyższym poziomie w Polsce, bo Śląsk jest finansowany zarówno z budżetu Miasta, jak i ze środków pochodzących od sponsorów Ekstraklasy. Dzięki temu budżetowo jest mniej więcej w środku tabeli. Dlatego celem numer jeden jest spokojny ligowy byt i ewentualna walka o górną część tabeli. Tak też było w ostatnich latach, do tego doszły sukcesy w postaci medali Mistrzostw Polski. Zdecydowanie wolę taką sinusoidę niż ciągłe granie o nic gdzieś w środku tabeli. Liczą się emocje jak w ostatnich sezonach: z nieba do piekła i znów z piekła do nieba, bo nikt się nie spodziewał, że Śląsk skończy poprzedni sezon na drugim miejscu, będąc o włos od Mistrzostwa Polski. Zadecydował przecież jeden gol.

W mojej pamięci szczególnie utkwiła zmarnowana sytuacja Patryka Klimali na wagę remisu w meczu z Ruchem.
Mecz z Ruchem to pewnego rodzaju symbol tego braku mistrzostwa. Wiadomo, że sezon jest długi, więc było wiele okazji, żeby strzelić tego gola. Wystarczyło na przykład nie przegrać tak wysoko w Białymstoku. Ale rzeczywiście, symbolem jest ta niewykorzystana okazja Klimali z Ruchem.

Przygotowania do kolejnego sezonu przyniosły wiele zmian kadrowych, ale czy można tym wytłumaczyć aż taki spadek formy? Śląsk jest przecież jedynym zespołem w lidze bez zwycięstwa w tym sezonie!
Pierwsze symptomy tego, że coś złego dzieje się z drużyną, były już wiosną, kiedy Śląsk punktował dużo gorzej niż jesienią. W tabeli rundy wiosennej plasowaliśmy się w środku stawki. Ponadto, ogromne znaczenie miało odejście Exposito, który miał udział przy połowie goli w ubiegłym sezonie Ekstraklasy. Śląsk musi wykreować nowego lidera, którego dzisiaj nie ma. Wydawało się, że tę rolę przejmie Nahuel i w kilku meczach tak było. Natomiast Śląsk odpadł z europejskich pucharów, pojawiła się oferta z Maccabi i Nahuelowi przestało się chcieć. Jego odejście to sytuacja win-win dla wszystkich. Dziś Śląsk na nowo szuka swojej tożsamości, nowych sposobów na zdobywanie bramek, a miejsce w tabeli pokazuje, że jeszcze tego nie znalazł. Oprócz tego gra defensywna pozostawia wiele do życzenia: tracimy dużo goli, w dodatku Rafał Leszczyński zaczął popełniać błędy. Dziś mamy problemy w każdej formacji. Nawet gdy prowadzimy, jak z Cracovią czy Motorem, to dajemy sobie strzelić kolejne gole, czasami w absurdalnych sytuacjach. W obu tych meczach Śląsk prowadził, a nie zdobył nawet punktu.

Wspomniany Leiva czy Exposito to na pewno duże osłabienia. Jak natomiast ocenisz pozostałe ruchy kadrowe? Czy obecny Śląsk jest dużo słabszy niż w poprzednim sezonie?
Trudno to tak naprawdę zmierzyć, bo o ile w drugiej części sezonu Janasik, Konczkowski czy Rzuchowski to byli zawodnicy raczej drugoplanowi, jednak warto zwrócić uwagę, jaką rolę odgrywali w szatni. Wydaje mi się, że nie byli to może kluczowi zawodnicy, ale na pewno ważni. Dzisiaj nie ma piłkarzy, którzy mogliby ich zastąpić w tym aspekcie. Uważam, że tworząc drużynę warto o tym pamiętać. Oczywiście, nie można bazować tylko na tym, bo odpowiedni balans musi zostać zachowany. W mojej opinii rotacja pomiędzy sezonami była zbyt duża. Czasami lepiej zostawić zawodnika drugo- czy trzecioplanowego pod kątem sportowym, gdy może on być ważny pod kątem atmosfery. Na poziomie Ekstraklasy cechy wolicjonalne to bardzo ważny aspekt. Podam przykład: Patrick Olsen, kiedy był w formie, był ważną postacią drugiej linii. Zawsze, kiedy pojawił się na boisku, dawał z siebie 150%. Nawet pomiędzy meczami żył Śląskiem, był też po prostu postacią lubianą w klubie. Na pozycję Olsena przyszedł Tudor Băluță, ale obserwując go na boisku wydaje się być zupełnie innym typem człowieka: schowanym, bardziej dyskretnym, który nie dołoży nogi w stykowej sytuacji, raczej nie zagrzeje kolegów do walki. I takie elementy przekładają się potem na to, jak funkcjonuje cała drużyna. Zwracał na to uwagę Dariusz Sztylka, poprzedni dyrektor sportowy Śląska, jak ważny w doborze zawodników do drużyny jest aspekt charakterologiczny. Wydaje się, że obecny dyrektor trochę o tym zapomniał.

Sam David Balda zasłynął jednym z wywiadów udzielonych wiosną TVP Sport, w którym stwierdził, że „Wszyscy niby są mądrzy, ale najmądrzejszy w tej chwili jestem ja, bo zajmujemy pierwsze miejsce w tabeli.”. Czy Śląsk rzeczywiście ma najmądrzejszego dyrektora sportowego w Polsce?
Kierując się tą logiką, obecna sytuacja wskazuje na coś dokładnie przeciwnego. Ne ulega wątpliwości, że Dawid ma bardzo duże ego, jest bardzo pewny siebie, a poprzedni sezon tylko te cechy uwypuklił. W takiej sytuacji łatwo mówić dobrze o swoich decyzjach, natomiast prawda jest taka, że mniej więcej 90% tej drużyny, która zdobyła wicemistrzostwo Polski, stworzył Dariusz Sztylka i poprzedni pion sportowy. To oni sprowadzili Erika Exposito, Nahuela Leivę, Rafała Leszczyńskiego czy Patricka Olsena, którzy decydowali o obliczu tej drużyny. Balda dołożył Petkowa i Pokornego, ale wszyscy pozostali to robota poprzedniego pionu sportowego. Natomiast oceniając przez pryzmat obecnych transferów, David Balda musi jeszcze zdobyć bardzo dużo doświadczenia, żeby móc o sobie powiedzieć, że jest dobrym dyrektorem sportowym.

W ostatnich latach doszło do kilku ruchów transferowych na linii Wrocław-Katowice. Co możesz powiedzieć o postawie Patryka Szwedzika, który przeniósł się z GieKSy do Śląska, Piotra Samca-Talara, który jeszcze niedawno był wypożyczony do Katowic, a także Sebastiana Bergiera, który wybrał drogę odwrotną niż Szwedzik?
Patryk Szwedzik dostał kilka szans w poprzednim sezonie i uważam, że je wykorzystywał. Strzelił nawet gola Lechowi Poznań. Trenerzy uznali jednak, że nie będzie przydatny dla drużyny w tym sezonie i został wypożyczony do Chrobrego Głogów. Z kolei Samiec-Talar to jedno z objawień poprzedniego sezonu. To wychowanek Śląska, znany tu od dawna, który miał wybitny sezon. Pokazał, że jest piłkarzem nieszablonowym, strzelał ważne gole, ale w tym sezonie niestety wrócił do swojej formy z wcześniejszych lat. Trudno dziś mówić, że stanowi o sile Śląska, a warto przypomnieć, że jeszcze w ubiegłym sezonie w jednym z wywiadów trener Probierz wspominał o nim w kontekście powołań do kadry. Osobiście mam duży sentyment do Sebastiana Bergiera, bo to jeden z dwóch, obok Aleksandra Paluszka wychowanków Śląska „z krwi i kości”. Obaj od dziecka byli w Śląsku, całe życie byli związani z tym klubem. Oczywiście patrzymy na jego gole, na naszej stronie podawaliśmy dalej informacje o jego dobrych występach w Katowicach, trzymamy za niego kciuki. Sam mam czarną wizję, że Sebastian Bergier pogrąży w niedzielę Śląsk i Jacka Magierę i to jego gol może być gwoździem do trumny. Mimo wszystko mam nadzieję, że zagra w niedzielę, bo to zawsze fajna historia.

Czy, jak donoszą niektóre media, Jacek Magiera gra w niedzielę o zachowanie posady?
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że jeśli Śląsk pod wodzą Jacka Magiery nie zacznie wygrywać, to wkrótce nastąpi koniec tego trenera we Wrocławiu. Czy stanie się tak w przypadku porażki w Katowicach? Trudno powiedzieć, bo już trzy dni później gramy zaległy mecz ligowy ze Stalą Mielec. W październiku czeka nas bardzo dużo meczów i ewentualny nowy trener nie miałby praktycznie żadnej okazji, żeby popracować z drużyną. Jeśli zarząd myśli o zmianie trenera, to powinien był podjąć tą decyzję dwa tygodnie temu, przed przerwą na kadrę. Osobiście spodziewałem się tego, choć uważam, że trener Magiera i sztab zasługuje na to, żeby dostać szansę na wyprowadzenie Śląska z kryzysu. Zresztą często narzekamy, że trenerzy w Ekstraklasie są za szybko zwalniani. Gdybym był prezesem Śląska, to miałbym bardzo duży dylemat.

GKS jest ostatnim beniaminkiem, z jakim w tej rundzie będzie mierzył się Śląsk. Z Lechią i Motorem udało się wywalczyć tylko punkt. Czy zwycięstwo w niedzielę jest we Wrocławiu traktowane jak obowiązek?
Patrząc z perspektywy tabeli, obowiązkiem jest zwycięstwo w kolejnym meczu, niezależnie od przeciwnika. Trzeba po prostu zacząć wygrywać. Historycznie Śląsk często miał ciężkie przeprawy z beniaminkami i często tracił z nimi punkty. Mimo to każdy we Wrocławiu oczekuje dzisiaj zwycięstw, niezależnie czy przeciwnikiem będzie GKS Katowice, Legia, Lech lub ktokolwiek inny.

Jak oceniasz postawę GieKSy po powrocie do Ekstraklasy?
Nie dało się nie zauważyć ostatnich wyników osiąganych przez GKS. Dużo strzelanych goli robi wrażenie, także to, z jakim polotem GieKSa gra, jaka jest atmosfera na trybunach i w drużynie. To rodzi pewnego rodzaju szacunek wobec tej drużyny. Wciąż jest to jednak jakaś niewiadoma, z uwagi na tak długą nieobecność w Ekstraklasie, a mało kto tutaj intensywnie śledził rozgrywki I ligi. Sam nie do końca wiem, czego spodziewać się po GieKSie. Godne uwagi są z pewnością dobre jak na beniaminka wyniki.

Nasze bezpośrednie pojedynki to już zamierzchła historia. Jak osobiście wspominasz mecze sprzed dwóch dekad?
Byłem w tamtych czasach na Bukowej na jednym z meczów Śląska, natomiast nie pamiętam już na którym, ani jaki był wynik. Pamiętam za to doskonale stary stadion, który przez te lata niewiele się zmienił. Z pewnością awans GieKSy to super sprawa z perspektywy kibicowskiej. Wielu naszych kibiców ostrzy sobie zęby na wyjazd na Bukową, która jest w jakimś sensie legendarnym miejscem. Trochę jak cofnięcie się w czasie, powrót do lat 90.

Dobre wyniki Śląska w poprzednim sezonie przełożyły się na zauważalny wzrost frekwencji. Jak wygląda sytuacja kibicowska we Wrocławiu w obliczu słabych wyników sportowych w tym sezonie?
Uważam że dzisiaj nie ma potencjału na pełny stadion na każdym meczu, przede wszystkim z powodu wyników, ale też atmosfery wokół klubu, wynikającej z pewnych niezrozumiałych decyzji lub braku właściwej komunikacji. Obiektem krytyki jest zarząd, dyrektor sportowy, nawet marketing . Jednym słowem cofnęliśmy się w czasie. Niedawno zgadzało się wszystko, dziś w zasadzie nic nie działa tak jak powinno. Mało pozytywnych rzeczy dzieje się wokół Śląska, co w dużej mierze determinuje wynik. Trudno więc oczekiwać pełnego stadionu.

Śląsk, podobnie jak GKS, jest klubem miejskim, jednak od dłuższego czasu we Wrocławiu mówi się o konieczności prywatyzacji klubu. Ostatnie dni pokazały, że chętnych do odkupienia Śląska nie ma. Czy w najbliższym czasie jest szansa na zmiany właścicielskie w Śląsku?
Na dzień dzisiejszy nikt nie wierzy w to, że prywatyzacja klubu dojdzie do skutku przy obecnym układzie politycznym w mieście. Owszem, była to jedna z przedwyborczych obietnic prezydenta Sutryka, że Śląsk zostanie sprzedany, a miejskie spółki przestaną finansować działalność klubu. Dlatego pewna grupa mieszkańców domaga się realizacji tej obietnicy. Na razie ta prywatyzacja się nie udała. Ma być rozpisany nowy przetarg, serial trwa. W przeszłości była próba mariażu ze Zbigniewem Drzymałą, czyli z Groclinem. Później udało się dogadać z Zygmuntem Solorzem i przez jakiś czas akcje klubu były w jego posiadaniu. Później Miasto odkupiło te akcje. Było wrocławskie konsorcjum sportowe trzech biznesmenów z Wrocławia, którzy wykupili akcje, a potem się pokłócili. Niedawno mieliśmy przedłużające się negocjacje z firmą Westminster, która nie doszła do porozumienia z miastem w kwestii wyceny klubu. Odkąd Miasto przejęło Śląsk w starej III lidze, zrobiło bardzo dużo dobrego dla tego klubu. Mam jednak wrażenie, że ta formuła się po prostu wyczerpała, a jeżeli Śląsk ma wejść szczebel wyżej, to powinien zostać sprywatyzowany. Jednocześnie, dzisiaj Śląsk w rękach Miasta po prostu przestaje się opłacać politycznie. Z drugiej strony Miasto zabezpiecza podstawowe potrzeby klubu, takie jak stadion czy baza treningowa na Oporowskiej. Jej użytkowanie trzeba uzgodnić z potencjalnym inwestorem, by w razie konfliktu klub nie został bezdomny. Miasto w każdym momencie może przecież zdecydować, że te tereny sprzedaje i Śląsk nie będzie miał gdzie trenować. Dlatego na pytanie o prywatyzację odpowiadam, że jestem gdzieś pośrodku. Prywatne pieniądze mogą dać rozwój, ale pieniądze miejskie dają stabilizację.

Wicemistrzostwo Polski dało Śląskowi przepustkę do europejskich pucharów. W opinii ekspertów zaprezentowaliście się więcej niż przyzwoicie, a Waszą przygodę zwieńczył spektakularny mecz z Sankt Gallen, który kończyliście w ośmiu. Czy we Wrocławiu czuć jeszcze żal straconej szansy na awans?
Szczerze mówiąc wydaje mi się, że wszyscy już o tym zapomnieli. Europejskie puchary to fajna przygoda, do której po latach będzie się wracać wspomnieniami, tak jak dziś wspominamy mecze Śląska z Liverpoolem. To ważny rozdział w historii klubu, a mecz z Sankt Gallen, mimo że to tylko eliminacje Ligi Konferencji, zapamiętamy na długo. Z drugiej strony, wszystko co złe w tym sezonie zaczęło się właśnie od tego spotkania.

Jakie masz przewidywania przed niedzielnym meczem?
Jeśli zagra Sebastian Bergier, będzie 1:0 dla GKS po jego golu. W innym wypadku obstawiam bezbramkowy remis.

Rozmawiał: Marek

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga