Piłka nożna
Rafał Górak: Ekstraklasa potrafi kopnąć w dupę
Po meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Jan Urban i Rafał Górak. Oto, co mieli do powiedzenia na temat meczu obaj szkoleniowcy.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Chciałbym pogratulować Górnikowi zwycięstwa, jest ono całkowicie zasłużone. W pierwszej chwili, w pierwszym odczuciu mamy pretensje, jak wchodzimy w pierwszą i drugą połowę meczu, jeżeli w trzeciej minucie obu połów traci się bramki, to ten mecz później ten mecz w jakiś sposób jest ułożony. Większą pretensję mam jednak o słabo rozegraną drugą połowę, bo w pierwszej – mimo prowadzenia Górnika – mieliśmy momenty, w których dużo mogliśmy zdziałać i tego optymizmu było w nas bardzo dużo. Spora ilość niewymuszonych strat w środku boiska napędzała jednak Górnik do tego, żeby tych sytuacji było bardzo dużo. Będąc przy piłce i chcąc wedrzeć się w pole karne Górnika i stworzyć zagrożenie – byliśmy w tym aspekcie bardzo minorowi, bardzo słabi, a Górnik był konkretny, oddawał strzały, Dawid trochę ich obronił. Bramki Górnika strzelone tak trochę na czysto. Wywozimy bardzo duży bagaż doświadczeń i w tym meczu derbowym, gdzie spodziewałem się bezpośredniej walki, która spowoduje, że sytuacje będą przechodzić w jedną czy drugą stronę – dzisiaj muszę uznać wyższość Górnika, bo to oni te pojedynki wygrywali. Pozostaje nam przyjąć tę porażkę na klatę, pochylić się nisko, życzyć wszystkiego dobrego – a my musimy brać się do roboty, bo w momencie, kiedy już o nas tak dużo dobrego mówiono, to ekstraklasa potrafi kopnąć w dupę i to bardzo mocno. We wtorek gramy Puchar Polski, a w piątek przyjeżdża Pogoń Szczecin, żartów nie ma – wszyscy na pokład.
Uważam, że to była najtwardsza lekcja, ale przygotowywaliśmy się do poprzednich lekcji bardzo dobrze i wiedzieliśmy, że każdy mecz może być arcytrudny. Wychodziliśmy jednak obronną ręką i byliśmy bardzo zdyscyplinowani grając bardzo dobre mecze. Dzisiaj przyszedł naprawdę słabszy pojedynek.
Terminarz ułożył się tak, że mecze są bardzo blisko siebie i we wtorek i piątek gramy kolejne spotkania. Musimy bardzo odpowiedzialnie pracować nad każdą decyzją personalną, bo swój zamysł na mecz pucharowy mamy i na pewno nie będziemy tego spotkania traktować jako mniej istotnego.
Nie wydaje mi się, żeby piłkarze zbyt wysoko „fruwali”. Po prostu dziś trzeba uznać wyższość przeciwnika, który po tych ostatnich porażkach był mocno zdeterminowany. Co nie zwalnia nas, abyśmy również tacy byli. Osiem spotkań graliśmy na bardzo dobrym poziomie, dzisiaj bezapelacyjnie nie byliśmy skuteczni w naszych działaniach.
Nie chciałbym oceniać postawy Komora, podjęliśmy decyzję o zmianie Klemenza, uważam, że była ona słuszna, natomiast trafił się mecz taki, a nie inny i absolutnie nie możemy mówić tylko o jednym zawodniku.
Druga bramka była kluczowa dla dalszych wydarzeń boiskowych. Podcięła nam ona skrzydła i pomysł na drugą połowę. Potem tym bardziej liczba niewymuszonych strat była wyższa niż zakładaliśmy i niż była ona ostatnio. Wkradła się nerwowość i niepewność, co będzie dalej. Każda jedna drużyna, która strzeli gola w trzeciej i czterdziestej ósmej minucie nabiera wiatru w żagle. Górnik się rozpędził, był bardzo trudny i nie daliśmy rady.
Jestem trenerem tutaj szósty sezon i mam szacunek do każdego jednego ośrodka piłkarskiego w Polsce. Myśmy grali niedawno w Wejherowie, Stargardzie czy jeszcze mniejszych ośrodkach i nie było łatwo tam wygrać. Gdybyśmy mieli się denerwować, że gramy z Niecieczą, to nie powinni bylibyśmy tutaj siedzieć. Musimy brać się do roboty i walczyć o każdy mecz – pucharowy i ligowy. Nikt tutaj nie odpuści, nikt nie będzie robił żadnego pogrzebu czy martwił tym, że gra. Z GieKSą przeszliśmy długą drogę i to, że jesteśmy tutaj i to, że możemy o tym meczu mówić, mimo że przegraliśmy go 0:3, to nie jest koniec świata.
Jan Urban (trener Górnika Zabrze):
Komentarz będzie krótki. Lubię takie momenty, bo sprawiać ludziom radość, grając dobrze w piłkę i wygrywając, to jest super sprawa. Dzisiaj było takie spotkanie, że wiedzieliśmy od dawna, że będzie komplet. Ostatnio przegraliśmy trzy spotkania i taki mecz był potrzebny drużynie i naszym kibicom. Fajnie, że obie drużyny dostosowały się do atmosfery, jaka panowała na trybunach. Kibicom też zaoferowaliśmy dobre spotkanie, przyjemne do oglądania.
Mecz tak się ułożył, że czasem wygrywasz w ostatnich minutach, a czasem początek spotkania ustawia cały mecz. Strzeliliśmy szybko, ale to GKS grał w piłkę, miał więcej płynności, ale my mieliśmy sytuacje. To było takie kuriozalne, że jedna drużyna gra, a druga stwarza sytuacje i strzela gole. W drugiej połowie już mieliśmy tę płynność, była większa agresywność, no i fajnie to wyglądało.
Wszyscy wiemy, że Podolski już się tak rusza, jest wolny itd., ale ja wiem, że tak będzie. Rozegrał dziś bardzo dobre spotkanie, rozgrywał, kiwał, ale przyjdzie kolejne spotkanie, w którym będzie czuł się gorzej. Dla mnie to jest normalna sytuacja, jeśli się ma taki pesel. Natomiast – kurczę – ja na to patrzę tak, że jak gość 40-letni jest najlepszy w spotkaniu, to mam wątpliwości, co do różnych rzeczy.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze