Felietony Piłka nożna
Co wybierasz?
Siedzieliśmy w Media Roomie już ponad pół godziny i nie mogliśmy się doczekać rozpoczęcia konferencji prasowej. Trwało to i trwało, dłużyło i dłużyło. I coś było w słowach trenera Rafała Góraka, że miał dzięki temu trochę czasu, by ochłonąć po końcowym gwizdku. Jak my wszyscy – bo GKS przegrał mecz, którego przegrać nie powinien, a wręcz bardziej miarodajne byłyby trzy punkty dla naszego zespołu.
GieKSa od początku spotkania nadawała ton grze i była lepsza od Zagłębia. Mieliśmy swoje akcje, szybkie, dynamiczne, od pierwszego gwizdka pojawiały się okazje bramkowe. Może nie były to setki, ale nie były to też pół-sytuacje – oglądaliśmy po prostu niezłe szanse na zdobycie bramki. Lubinianie raczej nie potrafili się odgryźć, ale wyjątki były i przed przerwą mieli swoje dwie dobre okazje. Do około siedemdziesiątej minuty nic nie zapowiadało, że GKS może wrócić do Katowic na tarczy. Od tego momentu gra się jednak pogorszyła, Zagłębie poprawiło swoją dyspozycję i w efekcie gospodarze zdobyli punkty, których tak bardzo potrzebowali.
Piłka nożna to gra pisząca niesamowite historie. Dzień przed meczem przypominałem sobie spotkanie z poprzedniego sezonu GKS z Arką przy Bukowej i niewykorzystanego karnego Huberta Adamczyka. Nawet nie wiedziałem, że faulowanym zawodnikiem w tamtym momencie był Sebastian Milewski. I przyznam się, że jakoś tak na szybko oglądałem kadrę Zagłębia, że nie odnotowałem, iż Adamczyk właśnie do tego klubu trafił – zorientowałem się dopiero w trakcie meczu. I tak – piłkarz, który jeszcze w tym sezonie zagrał w barwach Arki ze Stalą Rzeszów, teraz zadebiutował, wchodząc na boisko w 83. minucie i po kilku kolejnych strzelił zwycięskiego gola i niejako pomścił osobiście poprzedni sezon.
GieKSa zagrała naprawdę dobry mecz. Zespół grał ofensywnie, dominował, czyli pokazywał to, co powoli widzimy jako regułę w tym sezonie. Widać było też dużą dynamikę, szybkość i agresję w grze. Dobrze wyprowadzaliśmy piłkę, czego przykładem może być kapitalne przeniesienie gry od rzutu od bramki pod pole karne przeciwnika w 23. minucie (odpalcie sobie mecz na jakimś playerze i zobaczcie tę sytuację – naprawdę warto). To nie było bezsensowne i nic niedające granie Jagiellonii przy Bukowej, tylko krótka gra od bramki, ale z szybkim celem dostarczenia piłki do ofensywnych zawodników.
Zwróciło uwagę też rozgrywanie wrzutów z autów – widać, że są to wypracowane schematy, czyli gdzieś długi wrzut na krótki słupek, tam zgranie np. Jędrycha i już pojawia się sytuacja strzelecka.
No ale właśnie – wielkim mankamentem w tym meczu była jakość strzałów. Katowiczanie naprawdę kilka razy znaleźli się w świetnych pozycjach, jak na przykład Klemenz czy Zrelak, ale coś tam nie grało, zawodnikom brakowało precyzji, ale przede wszystkim siły tych uderzeń. Zdecydowanie należy popracować nad wykończeniem.
Poza tym jednak Adam Zrelak prezentował się bardzo dobrze, takiego dzika potrzebowaliśmy, jest silny, zaangażowany i dobry technicznie. Jak ktoś sobie wywalczył żelazne miejsce w podstawowym składzie to na pewno on. Oczywiście powiedzieć też trzeba o Mateuszu Kowalczyku, któremu powołanie od selekcjonera Michała Probierza najwyraźniej jeszcze dodało pewności siebie, bo znów grał na wysokim poziomie.
Słowo o Marcinie Wasielewskim, bo to, co zrobił ten zawodnik w poprzedniej kolejce i wczoraj, zasługuje na miano interwencji kolejki. Z Jagiellonią ten rzut i zasłonięcie w powietrzu bramki całym ciałem było niesamowite. A teraz po kontrze rywali wynikającej z fatalnie wykonanego rzutu wolnego przez Galana, szybka kalkulacja w doliczonym czasie i sprint do linii bramkowej zapobiegł utracie gola. Obie interwencje były iście spektakularne.
Wśród kibiców pojawiają się opinie, które rozpatrują ten mecz wyłącznie w kategoriach (nie)zdobyczy punktowej. Każdego z nas boli to, że przegraliśmy to spotkanie. Oczywiście najlepiej byłoby grać świetnie i wygrywać, natomiast często w piłce pojawia się przecież dylemat: ładnie przegrać vs brzydko wygrać. Ja bym to jednak zmodyfikował i nie rozpatrywał w kontekście „piękna”, tylko po prostu jakości gry. Czy lepiej jest wygrywać po słabych meczach czy przegrywać po dobrych? Pewnie wszystko zależy od miejsca, w którym znajduje się dana drużyna/klub. Po niemal dwóch dekadach poza Ekstraklasą naprawdę nie interesowała nas właśnie ta „piękna gra” i inne takie rzeczy. Byliśmy już tak sfrustrowani, że liczył się tylko i li tylko rezultat. Wynik, który miał dać awans.
Teraz sytuacja jest jednak inna. Wskoczyliśmy w inny wymiar, w którym dopiero się kształtujemy. I choć punktować musimy, to – po pierwsze wiadomo, że nie będziemy tego robić w każdym meczu, po drugie – skoro tak, to jednak naprawdę zależy mi na dobrej i rozwojowej postawie drużyny.
I już konkretnie do meczu z Zagłębiem.
Czy wolałbym, żeby GieKSa grała bojaźliwie, wycofana, gospodarze nas tłamsili, ale cufalem wyszła jedna kontra i strzelilibyśmy gola dającego zwycięstwo?
Czy właśnie widzieć taką postawę jak wczoraj i jednak trochę pechową porażkę?
Może się paru kibicom narażę, ale wolę to drugie. Patrzę długofalowo i dla mnie ważniejsze niż zdobywanie punktów fuksem jest to, żebym widział, że zespół po prostu jest mocny, nie pęka i na swoich zasadach – jak powiedział trener – prowadzi mecz. Bo to właśnie daje nadzieję na przyszłość, choć czasem trzeba przełknąć gorycz porażki. A wy co wolicie? Jak mawiał mediospołecznościowy klasyk – dajcie znać w komentarzu 😉
Na koniec z takich „smaczków”, choć o gorzkim smaku przytoczę małe zestawienie dwóch ostatnich meczów GieKSy w Lubinie:
28.09.2014 Zagłębie Lubin – GKS Katowice 1:0 gol w 88. minucie
31.08.2024 Zagłębie Lubin – GKS Katowice 1:0 gol w 87. minucie
I choćby porównując te dwa mecze rozegrane na przestrzeni niemal 10 lat, mogę powiedzieć, że ten pierwszy to było modlenie się o dotrwanie do końca przy bezbramkowym remisie. Wczoraj to Zagłębie mogło się przez większość meczu modlić, by nie stracić bramki. Znacząca różnica.
Dla mnie osobiście był to też powrót na wyjazdowy szlak z redakcją. Dobrze było znów poczuć ten klimat pracy przy meczu, drogi, dobrej atmosfery i piłkarskich emocji. Po udzielaniu się na GieKSie od 19 lat, w końcu mogłem pojawić się na prasówce w tej mojej „Lidze Mistrzów”. Zawsze o tym marzyłem.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Max von Ogon
2 września 2024 at 09:24
Nie ma o czym gadać.
Taka gra Gieksy zachęca do kibicowania.
Widać jakość gry i w przyszłości będą tego efekty.
Chyba każdy ma dość gry pt. „bij a leć”.
Jestem za.
Pozdrawiam
xyzgks
5 września 2024 at 22:31
jak po świetnej grze przegrają 3 mecze z rzędu po 1:0 to zmienicie zdanie