Piłka nożna Prasówka
Derbowy niedosyt GieKSy – media o remisie z GKS-em Tychy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – GKS Tychy. Na boisku padł remis 2:2.
sportdziennik.com – Derbowy niedosyt GieKSy
Prowadzili 2:0, mieli mnóstwo sytuacji na podwyższenie… ale piłkarze GKS-u Katowice tylko zremisowali ze słabo grającym imiennikiem z Tychów.
Choć z racji ostatnich wybryków kibice gości nie mogli być obecni na stadionie przy Bukowej, atmosfera powrotu katowicko-tyskich derbów była wyczuwalna. Klimat ważnego dla regionu spotkania bardziej przekładał się na piłkarzy gospodarzy, którzy solidni w defensywie kąsali rywala groźnymi kontrami.
Bohaterem GieKSy był Patryk Szwedzik. W 8 minucie kapitan tyszan, Łukasz Grzeszczyk, stracił nie najlepiej zagraną przez Oskara Paprzyckiego piłkę, a katowiczanie świetnie wykorzystali powstałą w ten sposób dziurę w defensywie rywala zza miedzy. Adrian Błąd ominął sunącego wślizgiem Kamila Szymurę i wyłożył futbolówkę Szwedzikowi, któremu pozostało tylko skierować ją do siatki. Po kolejnych 8 minutach było już 2:0. Tym razem nieodpowiedzialną stratę zanotował już sam Paprzycki, a GieKSa miała jeszcze więcej miejsca na kontrę. Ponownie po podaniu Błąda wykończył ją – a jakże – Szwedzik, który także po pół godzinie meczu otrzymał kapitalnie podanie (od Rafała Figiela), ale chybił celu.
Katowiczanie mieli jeszcze inne okazje. Nieczysto wolejem strzelał Filip Kozłowski, a dośrodkowanie Zbigniewa Wojciechowskiego po rykoszecie omal nie zmyliło Konrada Jałochy. Tyszanie? Bili głową w mur. Nie stworzyli ani ćwierć zagrożenia, praktycznie nie podchodząc pod bramkę Dawida Kudły. Pierwszy „strzał” oddali w 43 minucie, kiedy po byle jakiej centrze Grzeszczyk lekko trącił piłkę kilka – albo nawet kilkanaście – metrów obok słupka.
Trener Artur Derbin próbował coś zmienić, więc w przerwie wprowadził trzech nowy graczy – braci Piątek oraz Tomasa Malca. Goście jednak… mieli z meczu jeszcze mniej niż w pierwszej połowie. Szwedzik natomiast miał kolejne dwie szanse – w 53 minucie groźnie główkując, a trzy minuty później marnując kapitalną sytuację sam na sam. Chwilę później czujność Jałochy sprawdził jeszcze Kozłowski i dopiero w 63 minucie coś wydarzyło się pod bramką GieKSy. Maciej Mańka uderzył głową po rzucie rożnym, ale Kudła poradził sobie z jego strzałem.
Trójka wprowadzonych w przerwie tyszan z czasem zaczęła być bardziej widoczna, ale wciąż na niewiele się to zdawało. Zapędy ofensywne GKS-u z ul. Edukacji były nijakie, apatyczne i niedokładne, a gospodarze skutecznie hamowali ich zapędy – i po raz kolejny groźnie skontrowali, z tym że Szwedzik tylko ostemplował poprzeczkę. Mimo dwóch strzelonych goli jego późniejsza nieskuteczność okazała się dla GieKSy niezwykle bolesna…
W 82 minucie po rzucie rożnym bitym przez Grzeszczyka, zamieszaniu i zgraniu Marcina Koziny do siatki trafił Malec. Ledwie trzy minuty później było już 2:2! Po faulu na Kozinie Grzeszczyk tym razem dorzucił z wolnego, Nemanja Nedić zgrał piłkę głową, a samobója „zapakował” Oskar Repka. Atmosfera rozgrzała się do czerwoności. Chwilę później GieKSa znów mogła prowadzić, ale Piotr Samiec-Talar z ostrego kąta strzelił w słupek. Wszystko się mogło przy Bukowej zdarzyć – co zresztą nie jest niczym nowym – ale więcej goli już nie padło. Katowiczanie powinni pluć sobie w brodę, a tyszanie dziękować za ten remis siłom wyższym. – Byliśmy lepsi – grzmiało z „Blaszoka”, ale… co z tego?
sportslaski.pl – Tyszanie uciekli przy Bukowej spod topora. Remis w derbach dwóch GKS-ów
Spotkanie derbowe pomiędzy GKS-em Katowice i GKS-em Tychy zapowiadało się emocjonująco, nawet w obliczu braku kibiców drużyny przyjezdnej. Ostatecznie starcie zaowocowało w aż cztery gole, a drużyny podzieliły się punktami po remisie 2:2.
Nie był to najlepszy dzień zarówno dla jednych, jak i drugich. Katowiczanie, choć od początku przeważali, dali sobie strzelić dwa gole i stracili punkty w niemalże wygranym już meczu. Tyszanie zaś uciekli dziś katu spod topora, wyrównując wynik spotkania w zaledwie kilka minut i zdobywając cenny punkt, który pozwolił drużynie utrzymać się w czołówce tabeli. – Spodziewaliśmy się, że to będzie ciężkie spotkanie – mówił na konferencji prasowej Łukasz Grzeszczyk, kapitan tyszan.
Widowisko w Katowicach wcale nie rozpoczęło się dobrze dla gości. Już po kilku minutach z pierwszej zdobytej bramki cieszyli się gospodarze. Fatalna strata Łukasza Grzeszczyka na własnej połowie a później nietrafione wejście Szymury pozwoliło Adamowi Błądowi ruszyć z kontratakiem. Precyzyjne dogranie do 19-letniego Szwedzika pozwoliło temu drugiemu otworzyć wynik spotkania. Środkowy obrońca GKS-u Tychy wyglądał dziś, jakby do meczu podszedł zupełnie nieprzygotowany. W pierwszej fazie spotkania nie tylko wydawał się zupełnie nieskoncentrowany, ale poza tym poruszał się wolno i ociężale.
Zaledwie ośmiu minut potrzebowali gospodarze, aby po raz drugi ugodzić swoich rywali. Tym razem piłkę w newralgicznym punkcie stracił Oskar Paprzycki i znów do strzelca bramki, Patryka Szwedzika, futbolówkę dogrywał Adrian Błąd. Akcja katowiczan pozwoliła młodzieżowcowi stanąć w sytuacji sam na sam z bramkarzem i w ostateczności zdobyć bramkę.
19-letni napastnik spisywał się fantastycznie, lecz – o dziwo – jego występ pozostawił lekki niesmak. Szwedzik w dalszej części spotkania miał kilka świetnych sytuacji, których nie udało mu się wykorzystać. Schodząc z boiska mógł być zadowolony, bo wówczas katowiczanie cały czas utrzymywali dwubramkowe prowadzenie.
[…] Jak to jednak bywa z gospodarzami w obecnym sezonie, nadszedł moment, w którym zespół zupełnie posypał się w defensywie. Gospodarze dwukrotnie tracili bramki po stałych fragmentach gry. Wpierw Tomas Malec pokonał Dawida Kudłę z najbliższej odległości. Napastnik tyskiego zespołu tylko dobił oddany wcześniej strzał głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Później piłkę z rzutu wolnego wgrywał Łukasz Grzeszczyk, a po pechowej interwencji Oskara Repki, która zaskoczyła Kudłę, mecz niejako rozpoczął się od początku. – […] Zaledwie trzy minuty wystarczyły, aby katowiczanie stracili przewagę, na którą pracowali przez całe spotkanie. Tym razem piłka nożna okazała się boleśnie niesprawiedliwa dla zawodników Rafała Góraka, którzy pomimo przewagi stracili kolejne dwa „oczka”. Sytuacja katowiczan w ligowej tabeli wygląda nie najlepiej. „GieKSa” ma tylko 3 punkty przewagi nad strefą spadkową, a wszyscy rywale z niższych pozycji mają do rozegrania zaległe spotkanie, albo dwa.
dziennikzachodni.pl – Górnicze derby z wielkimi emocjami
W sobotnim derbowym górniczym meczu emocje sięgały zenitu. Do 82 minuty GKS Katowice prowadził z GKS Tychy 2:0, by w trzy minuty stracić dwa gole!
[…] Górnicze starcie zapowiadało się więc wyśmienicie.
I mecz nie zawiódł. Jako pierwsi zaatakowali tyszanie, ale poważny błąd w defensywie Katowic nie został ukarany. Za to ekipa Rafała Góraka po walce w środku boiska wyprowadziła w 7 minucie zabójczą akcję. Adrian Błąd urwał się prawą stroną, dokładnie podał w pole karne między obrońców rywali i Patryk Szwedzik wprawił kibiców w amok. Grający w nowych strojach w żółto-czarne pasy gospodarze faktycznie wyglądali na odmienionych, a tyszanie na zaskoczonych takim obrotem sprawy.
A po kolejnych 8 minutach było już 2:0! Piłkę stracił Oskar Paprzycki, a szybką kombinację podań, znów z udziałem Adriana Błąda, wykończył znów Patryk Szwedzik! Ten sam piłkarz mógł ustrzelić hat-tricka, ale w 30 minucie nie trafił piłką w bramkę.
Tyszanie grali pasywnie, notowali sporo strat, nie wykorzystywali też słabości w tyłach Katowic. W pierwszej połowie przeprowadzili raptem dwie akcje z wrzutkami w pole karne i po obu następował chaos przed Dawidem Kudłą. Pod koniec tej części meczu goście zaczęli jednak powoli spychać przeciwników i osiągali przewagę. Bilans celnych strzałów 3:0 mówił jednak sam za siebie.
W przerwie trener Derbin dokonał aż trzech zmian. Zespół nie zmienił jednak stylu gry, a katowiczanie dążyli do „zamknięcia” spotkania. Kolejne szanse miał Szwedzik, który z dużą łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich. Goście jakość w ofensywie poprawili dopiero w ostatnich dwudziestu minutach, ale do nerwowej końcówki nie chciał dopuścić Dawid Kudła.
W 82 minucie bramkarz Katowic jednak skapitulował w potężnym zamieszaniu i zegar emocji ruszył. Jedenastka Derbina uwierzyła, że w tej drodze przez mękę nie wszystko stracone. Wiara została nagrodzona już po chwili. Kolejny stały fragment gry, kolejny bałagan na przedpolu i Oskar Repka pokonał własnego bramkarza!
A potem zaczęło się na dobre. Pod jedną i pod drugą bramką ważyły się losy wyniku, ale ten nie uległ już zmianie. Gospodarze przeżyli kolejne wielkie rozczarowanie, goście podtrzymali serię spotkań bez porażki.
tychy.info – Derby Śląska na remis. Tyszanie uratowali punkt w końcówce meczu
[…] Podopieczni Artura Derbina rzutem na taśmę, bo po bramkach w końcówce spotkania, wywalczyli jeden punkt.
sport.interia.pl – Emocjonujące śląskie derby. Zwrot akcji w końcówce
Świetne, śląskie derby w Katowicach! Gospodarze mogli wysoko wygrać z GKS-em Tychy po zajmującym meczu i efektownych akcjach. Popisał się młodzieżowiec Patryk Szwedzik, który zdobył dwie bramki dla Katowic. Końcówka należała jednak do gości, którzy zdołali wyrównać!
Nie może być chyba nic przyjemniejszego niż słoneczny acz jednocześnie chłodny dzień. W sobotnie południe, w idealnych warunkach odbyły się śląskie derby pierwszoligowe. Faworytem byli goście z Tychów, którzy wygrali pięć z ostatnich sześciu meczów i zajmowali trzecie miejsce w tabeli. Katowiczanie, którzy ostatnio przełamali złą passę i uciekli ze strefy spadkowej nie zamierzali się jednak poddawać. Pierwszy raz w tym sezonie wyszli w nowych koszulkach w żółto-czarne pasy i to przyniosło im szczęście. Przynajmniej w pierwszej połowie.
[…] Podsumowując: obie drużyny pokazały ciekawy futbol, mnóstwo interesujących akcji, spotkanie było zacięte do końca. Dlatego warto, ludzie, chodzić na mecze polskiej ligi!
katowice.naszemiasto.pl – Kibice szaleli na Bukowej!
Derbowy mecz GKS Katowice – GKS Tychy to jeden z najważniejszych punktów sezonu.
[…] Piorunujący początek spotkania GKS Katowice – GKS Tychy wprawił kibiców gospodarzy w amok. Po nieco ponad kwadransie gry gospodarze za sprawą goli Patryka Szwedzika prowadzili 2:0, a rywale sprawiali wrażenie oszołomionych.
Fani gospodarzy mocno dopingowali ich do gry, a każde udane zagranie kwitowane było brawami. Kibicom do gustu przypadły też nowe stroje piłkarzy w żółto-czarne pasy.
weszlo.com – Szwedzik nie znalazł hattricka, więc GKS Tychy znalazł remis
Patryk Szwedzik walczył jak zły. Szukał. Strzelał. Trafiał w obramowanie, bramkarza, rywali, bandy reklamowe. I nie dał rady. A czego szukał? Trzeciego gola, który przypieczętowałby wygraną GKS-u Katowice w derbowym spotkaniu z GKS-em Tychy. Tyszanie stwierdzili więc, że może i byli już dwukrotnie liczeni, ale skoro rywal nie korzysta z okazji, to może być szansa na powrót. I była – mecz zakończył się remisem.
To były zabójcze i błyskawiczne kontrataki. GKS Katowice zdobył dwie bliźniacze bramki. Prawie kropka w kropkę. W obydwu przypadkach zaczęło się od tego, że Filip Kozłowski odzyskał piłkę i zagrał do Adriana Błąda. Doświadczony piłkarz i lider GieKSy błyszczał z kolei tym, w tym jest najlepszy. Najpierw dograł Patrykowi Szwedzikowi do pustaka – 1:0. Potem popisał się kapitalnym podaniem, którym uwolnił Szwedzika i pozwolił mu wyjść na sam na sam z bramkarzem – 2:0.
GKS Tychy był tego dnia zagubiony, bezradny, wręcz niechlujny. Obydwie bramki stracił po indywidualnych błędach.
[…] Zresztą nawet w drugiej części meczu obraz gry się nie zmienił. Kolejne okazje do strzelenia gola mieli gospodarze. Kolejne okazje miał przede wszystkim Szwedzik, który:
obił poprzeczkę
zmarnował sam na sam
oddał strzał, który minimalnie minął słupek.
Łącznie zanotował sześć uderzeń – to połowa wszystkich strzałów oddanych przez GKS Katowice. I nic, trzeci gol nie padł. Rafał Górak stwierdził w końcu, że zdejmie go z boiska, bo chłopak i tak wykonał robotę. 19-latek był przecież rezerwowym, zagrał, bo Filip Szymczak pojechał na zgrupowanie młodzieżowej reprezentacji Polski.
I co? I „GieKSa” jakimś cudem tego meczu nie wygrała. Chociaż w sumie ciężko mówić o cudzie, bo dwubramkowa przewaga nie jest dla katowiczan wynikiem bezpiecznym. Nie, nie chodzi nam wcale o zasadę Czesława Michniewicza. Po prostu drużyna trenera Góraka już tak ma, że potrafi stracić punkty mając przewagę. Weźmy nawet ten sezon – tak właśnie było z Resovią, która w ostatnich minutach odrobiła dwie bramki, a mogła nawet wygrać. GKS nie potrafił też utrzymać prowadzenia z Arką.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze