Piłka nożna Prasówka
Media po meczu GieKSa-Lech II Poznań: GKS Katowice odetchnął. Lech II Poznań pokonany przy Bukowej
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Lech II Poznań 3:1 (1:1).
sportdziennik.com – Debiutanci zrobili swoje
[…] Pierwszy gwizdek poprzedziła miła uroczystość. Trener Rafał Górak oraz kapitan Arkadiusz Jędrych i członek rady drużyny Patryk Grychtolik odziani w biało-czerwone szarfy wprowadzili na murawę sztandar, a fizjoterapeuta Paweł Blaut – figurę św. Barbary, która po spadku z ekstraklasy zniknęła z Bukowej, a po 15 latach wraca – tak jak wkrótce na należne miejsce ma wrócić GieKSa.
[…] Pierwsi na prowadzenie wyszli sensacyjnie goście, gdy Jakub Karbownik głową zwieńczył świetną centrę Huberta Sobola. „K… mać, GieKSa grać” – popłynęło z Blaszoka, a GieKSa faktycznie jakby się obudziła, bo wystarczył niewiele ponad kwadrans netto (przedzielony przerwą), by przechyliła szalę na swoją korzyść. Dobrą robotę wykonali debiutanci.
Jeden z nich, Filip Kozłowski w swoim stylu przedarł się bokiem pola karnego i obsłużył Adriana Błąda, któremu pozostało tylko trafić do siatki. Po przerwie zaś na listę strzelców wpisał się Krystian Sanocki. Doskoczył do odbitej przed „16” piłki po rożnym Błąda i przymierzył bez zastanowienia w górny róg. Było na co popatrzeć.
Potem Kozłowski ostemplował jeszcze słupek i zmarnował sytuację sam na sam po sprytnym zagraniu Maciej Stefanowicza, a gdy opuszczał boisko, pożegnały go zasłużone brawa. Napastnika zmienił Marcin Urynowicz i zdążył jeszcze trafić do siatki po centrze Grzegorza Rogali, pieczętując zasłużone zwycięstwo katowiczan. Byli lepsi, ale nie ma co ukrywać, że w przyszłości poprzeczka będzie wisiała znacznie wyżej niż ta zawieszona wczoraj przez młodzież „Kolejorza”.
sportslaski.pl – Przebudzenie pod sztandarem. Pierwsze punkty GKS-u
Pierwsze w sezonie punkty trafiają na konto katowickiego GKS-u. Piłkarze trenera Rafała Góraka pokonali rezerwy poznańskiego Lecha, choć o zwycięstwo wcale nie było łatwo.
[…] Pierwsze groźne okazje pod bramką Krzysztofa Bąkowskiego udało się stworzyć po ponad 20 minutach gry. Najpierw prawą stroną boiska urwał się Filip Kozłowski, który wycofał piłkę do Bartosza Jaroszka, po którego uderzeniu piłka pofrunęła centymetry nad bramką. Kilka chwil później w boczną siatkę po błędzie Grzegorza Wojtkowiaka trafił Arkadiusz Woźniak.
[…] Przełomem okazała się 42. minuta i świetna akcja Filipa Kozłowskiego. Napastnik Katowic uwolnił się na skrzydle spod opieki Kryga, wycofał piłkę spod linii końcowej, a z jego asysty pewnym uderzeniem skorzystał Adrian Błąd. Remis utrzymał się do przerwy, ale po zmianie stron gospodarze byli już zespołem zdecydowanie konkretniejszym. Ich atutem – jak dawniej – stały się stałe fragmenty. Najpierw po rzucie rożnym świetną interwencją po „główce” Kozłowskiego popisał się Krzysztof Bąkowski, po kolejnym kornerze do wybijanej piłki na linii pola karnego dopadł Krystian Sanocki i silnym uderzeniem dał miejscowym prowadzenie.
Piłkarze Rafała Góraka przejęli kontrolę nad meczem. Okazję na kolejną bramkę miał Grzegorz Rogala, chwilę po nim po dobrze założonym pressingu Kozłowski obił słupek bramki Lechitów, z bliska po rzucie rożnym przestrzelił Arkadiusz Jędrych, później znowu gola mógł mieć na koncie Kozłowski, ale po minięciu Bąkowskiego nie udało mu się oddać strzału. Co jednak istotne dla gospodarzy – ich dziurawa ostatnio obrona tym razem nie pozwalała na zbyt wiele przeciwnikom, więc nie było mowy o tym, by niewykorzystane sytuacje zemściły się na GKS-ie.
Kropkę nad „i” w 87. minucie postawił Marcin Urynowicz. Znowu zaczęło się od rzutu rożnego. Dośrodkowanie Adriana Błąda zamykał z lewej strony Rogala, który rozegrał piłkę z Szymonem Kiebzakiem, a później dośrodkował po ziemi do wprowadzonego na plac gry 5 minut wcześniej byłego gracza Górnika Zabrze. 24-latek oddał strzał z pierwszej piłki pieczętując wygraną drużyny Rafała Góraka.
Pierwszej w sezonie wygranej GKS-u nie można przeceniać, sukces bez wątpienia przyniósł jednak ulgę katowiczanom. Mający za sobą przymusową pauzę podopieczni trenera Rafała Góraka w razie niepowodzenia zakopaliby się na dnie ligowej tabeli. Teraz śmiało mogą patrzeć w górę, choć przed nimi trudne wyzwanie. Za tydzień pojadą do bezbłędnego u siebie Górnika Polkowice, na Bukową wrócą zaś 26 września, kiedy podejmą Pogoń Siedlce.
lechpoznan.pl – Bukowa niegościnna dla rezerw
[…] Trzecia seria spotkań skojarzyła dwie ekipy, które w tym sezonie miały jeden wspólny mianownik o nazwie „Hutnik Kraków”. To właśnie z beniaminkiem szczebla centralnego na inaugurację zmierzyli się katowiczanie. W stolicy Małopolski ulegli dość niespodziewanie 2:3, przegrywając do przerwy sensacyjnie różnicą trzech trafień. Trzema bramkami z drużyną z Krakowa wygrali z kolei niebiesko-biali w drugiej kolejce, ogrywając ich we Wronkach 6:3. Trzeba jednak pamiętać, że w miniony weekend w ich szeregach zobaczyliśmy kilku podopiecznych trenera Dariusza Żurawia, takich jak m.in. bohaterowie tego starcia, Michała Skórasia i Jana Sykorę.
Na tego typu wzmocnienia szkoleniowiec rezerw, Rafał Ulatowski nie mógł już liczyć w konfrontacji z katowiczanami. Do gry desygnował za to trzech siedemnastolatków oraz wyjściowy skład o średniej wieku 21,5.
[…] Przez początkowe fragmenty tej rywalizacji oglądaliśmy delikatną przewagę ze strony GKS-u, ale i umiejętną defensywę przyjezdnych. Młodzi lechici nie tracili chłodnej głowy, umiejętnie się przesuwali, nie popełniali indywidualnych błędów, nie dopuszczając do zagrożenia pod swoją bramką. Pewny w swoich interwencjach był także Krzysztof Bąkowski, któremu mocniej serce zabiło po nieco ponad dwudziestu minutach. Tym razem jednak piłka po strzale z kilkunastu metrów powędrowała nad jego poprzeczką.
Dziać i to sporo zaczęło się przed przerwą. Najpierw aktywny Sobol obsłużył idealnym dośrodkowaniem Jakuba Karbownika, a ten pięknym strzałem głową dał swojej ekipie prowadzenie. Kiedy wydawało się, że niebiesko-biali mają swój najlepszy jak do tej pory okres w tym starciu, raz za razem zagrażając bramce gospodarzy, zrobiło się… 1:1. Bezkarnie bokiem przedarł się Filip Kozłowski, mądrze dograł do niekrytego Adriana Błąda i to rezerwy Kolejorza udały się do szatni z poczuciem lekkiego niedosytu.
To zwiększyła jeszcze bardziej sytuacja z chwili po powrocie na boisko. Najpierw świetnie zachował się Bąkowski, odbijając poza linię końcową mocne uderzenie głową. Niestety, po centrze z narożnika Adriana Błąda pozostał on już bezradny. Kapitalnie przymierzył były lechita, Krystian Sanocki, a futbolówka trafiła w okolice okienka bramki przyjezdnych. Goście musieli zaatakować, ale niedługo później to GKS mógł zanotować trzecie trafienie. Tym razem jednak Kolejorza uratował słupek.
[…] Końcówka meczu nie przyniosła nam już bramek gości, a najlepszą okazję po zgraniu Sobola miał Artur Marciniak. Z trudnej pozycji spróbował szczęścia z powietrza, ale na posterunku pozostał wypożyczony do GKS-u z Kolejorza Bartosz Mrozek. Pokonać Bąkowskiego udało się za to gospodarzom za sprawą Marcina Urynowicza. Ten strzałem z bliska ustalił wynik starcia na 3:1.
sport.tvp.pl – Złe dobrego początki. Pierwsza wygrana GKS-u Katowice
Piłkarze GKS-u Katowice, podobnie jak w zeszłym sezonie, są jednym z najpoważniejszych kandydatów do awansu. Jednak rozgrywki 2. ligi rozpoczęli od porażki. W drugim meczu przegrywali z drugą drużyną Lecha Poznań, ale zdołali odwrócić losy spotkania i zdobyć trzy punkty.
[…] Po niemrawym początku zespoły wreszcie zaczęły sobie stwarzać okazje. Skuteczniejsi byli goście. Po dośrodkowaniu celnym strzałem głową popisał się 19-letni Jakub Karbownik.
Gospodarze wyrównali jeszcze przed przerwą. Filip Kozłowski przeprowadził ładną akcję prawą stroną i w polu karnym wycofał piłkę do Adriana Błąda, który zdobył pierwszą bramkę dla GKS-u.
Druga połowa to już duża przewaga zespołu Rafała Góraka. W 52. minucie Krystian Sanocki po zamieszaniu w polu karnym huknął z linii pola karnego nie do obrony. Lecha dobił w końcówce wprowadzony chwilę wcześniej Marcin Urynowicz.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice odetchnął. Lech II Poznań pokonany przy Bukowej
GKS Katowice przerwał pasmo niepowodzeń i odniósł zwycięstwo 3:1 z Lechem II Poznań w meczu, w którym jako pierwszy stracił gola.
[…] GKS Katowice miał się za co rehabilitować. Drużyna prowadzona przez Rafała Góraka sprawiała wrażenie wciąż rozpamiętującej niepowodzenia z poprzedniego sezonu i zanotowała kolejne porażki na początku nowych rozgrywek. Przegrane w Krakowie z Garbarnią i Hutnikiem sprawiły, że odpadła z Fortuna Pucharu Polski i przystąpiła do meczu z Lechem II Poznań bez punktu na koncie.
Katowiczanie byli aktywniejsi początkowych dwóch kwadransach i częściej niż Lech zagrażali bramce przeciwnika. Najgroźniejsze uderzenie nieznacznie nad poprzeczką oddał Maciej Stefanowicz. Podopieczni Rafała Ulatowskiego rozsądnie przeczekali ten szturm i odpowiedzieli na niego golem Jakuba Karbownika z dośrodkowania Huberta Sobola w 36. minucie. Dopiero ta sytuacja zmobilizowała gospodarzy do skutecznego ataku i w 42. minucie Adrian Błąd strzelił na 1:1 po podaniu Filipa Kozłowskiego.
Konfrontacja po wznowieniu przebiegała ze wskazaniem na katowiczan i w drugiej połowie potrafili to potwierdzić. W tej części spotkania tylko GKS zdobywał gole. Dzięki pięknemu uderzeniu Krystiana Sanockiego objął prowadzenie 2:1, a wynik na 3:1 ustalił Marcin Urynowicz pięć minut po wejściu na boisko z ławki rezerwowych. Lech fragmentami przejmował piłkę, ale GKS bronił się skutecznie i sprzyjało mu szczęście w kilku sytuacjach.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Lech II Poznań 3:1
Piłkarze GKS Katowice mecz z rezerwami Lecha Poznań zaczęli jako zespół ze strefy spadkowej. Jako pierwsi stracili w nim gola, ale udało im się odwrócić losy spotkania.
[…] Rezerwy Lecha oparte są na młodzieży, której brakuje jeszcze doświadczenia. GKS zdołał to wykorzystać doprowadzając do remisu dzięki Adrianowi Błądowi, który po podaniu od Filipa Kozłowskiego oddał strzał z pierwszej piłki.
Po przerwie determinacja GKS-u była już wyraźna, podobnie jak jego przewaga. Kozłowski co prawda trafił w słupek, a potem nie wykorzystał okazji, w której miał przed sobą pustą już bramkę, ale wcześniej, bo w 52 minucie spokój dał gospodarzom Krystian Sanocki strzałem z dystansu.
Lech dążył do remisu, ale ostatnie słowo za sprawą Macieja Urynowicza znów należało do GKS-u.
Przed meczem kibice przekazali klubowi sztandar oraz figurkę Św. Barbary, aby prowadziła GKS na należne klubowi miejsce.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Galeria Piłka nożna
Rollercoaster na Nowej Bukowej
GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.


tysiok
14 września 2020 at 07:55
Taka ciekawa statystyka:
Nie było ani jednego spalonego.