Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Wiśle

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Pisanie tego artykułu o 23, mając gorączkę, perspektywę bardzo wczesnego wstania w niedzielę (z dodatkowo godziną snu mniej przez zmianę czasu) zakrawa na skrajny masochizm. Bez zbędnych ceregieli przystąpmy jednak do oceny zawodników za przegrany mecz z Wisłą Płock. Postaram się bez ironii i dość łagodnie (jeszcze).

Antonin Bucek – 5,5
Tym razem golkiper nie był tak elektryczny jak w Chojnicach. Wielu sytuacji do jakichś super interwencji jednak nie miał. Przy bramce mógł lepiej interweniować, bo piłka w same widły nie wpadła, ale nie był to jakiś wielbłąd.

Adrian Frańczak – 4,5
Mając w pamięci jego grę w pomocy z meczów z Niecieczą i Flotą, wydaje się powoli, że pozycja prawego obrońcy niespejclanie mu służy. Nie wnosi nic poza przeciętność jako defensor, a jego udzielanie się w ofensywie jest raczej symboliczne. Bardzo przeciętnie.

Mateusz Kamiński – 5,5
Średni mecz zawodnika, jakby nie patrzeć stoperzy kilka razy dopuścili zawodników gości do sytuacji strzałowych, z trafieniem w słupek Marcina Krzywiskiego na czele. Kiksów brak, ale jakiegoś super czyszczenia też nie było. Szkoda, że nie rozejrzał się w końcówce meczu na prawą stronę, gdzie był Frańczak, a wokół niego w promieniu kilometra żadnego przeciwnika.

Łukasz Pielorz – 5
Pojawiały się momenty niepewności, choć na szczęście nie było po tym stuprocentowych sytuacji dla rywali (Boże, jak my się musimy pocieszać). Zderzenie z Leimonasem było kuriozalne i po tym akurat bramka paść mogła.

Piotr Petasz – 4
Bardzo słaby mecz tego zawodnika, nic nie wniósł z gry, a jeśli chodzi o stałe fragmenty, to zamiast przywalić z tych wolnych, tak jak w Chojnicach, bawił się w jakieś rozgrywania, które efektów żadnych nie przyniosły. Do tego dwie żółte kartki. Naprawdę nie będziemy obniżać noty zawodnikowi za to co poza boiskiem, ale wywiad, w którym mówi, że „sędzia za nim chodził i tylko czekał, żeby dać mu żółtą kartkę” jest naprawdę kompromitujący. Piotrek weź się ogarnij i ugryź czasem w język!

Aleksander Januszkiewicz – 4,5
Jak ktoś z przeciwników nie odrobił zadania domowego lub był bardzo nieuważny na odprawie, to… jest szansa, że Alex go minie. Jego zwody są tak czytelne, jak kolejne odcinki „Mody na Sukces”. Ten pierwszy i drugi mu często wyjdzie, ale potem dalej irytująco wozi się z piłką i trzeci odbiera mu bez problemu. Mimo to udało mu się przeprowadzić jedną bardzo fajną akcję, ale zamiast strzelać wymyślił nie wiadomo co.

Sławomir Duda – 2
Bardzo, bardzo źle. Kilka karygodnych strat w środku pola na kontry dla rywali. To się po prostu w głowie nie mieści. Lubimy zawodnika, ale poziom był tragiczny.

Kamil Cholerzyński – 4
Dużo gorzej niż w Chojnicach, ale i tak lepiej niż Duda. Próbował pomóc w ofensywie – bez efektu. I jemu zdarzyła się fatalna strata w środku obiska z kontrą rywali. W tej rundzie defensywni pomocnicy po prostu nie istnieją.

Przemysław Pitry – 5
W pierwszej połowie wyróżniający się zawodnik, miał momenty pressingu i walki, oddał dobry strzał z dystansu. Niestety po przerwie było już źle (poza jednym dobrym zgraniem piłki do Goncerza), a czary goryczy dopełnił głupi faul przed polem karnym, po którym padła bramka. Na tle jednak aktorów wczorajszego widowiska nie było najgorzej.

Rafał Pietrzak – 4,5
Coś tam próbował z przodu, ale efektu z tego nie było żadnego. Totalna, absolutna przeciętność pierwszoligowa z dolnych rejonów tabeli.

Grzegorz Goncerz – 4,5
Niestety piłakrsko Gonzo również w tym meczu nie błyszczał. Miał jedną sytuację, ale uderzył w środek bramki. Na plus walka, podoba się, że zawodnik biegnie na obrońcę, na bramkarza i trzeba przyznać, że kilka razy postraszył Kiełpina. Ale od Gonza oczekujemy goli. Do tego nas przyzwyczaił, to… ma za swoje. Plus za walkę.

Povilas Leimonas (grał od 46. minuty) – 5,5
Wszedł na boisko po przerwie i spisał się umiarkowanie dobrze. Co prawda błędy się pojawiły, łącznie z wspomnianym zderzeniem z Pielorzem, ale generalnie nie było tak źle, jak w poprzednich meczach. Na bank zastąpi Dudę w Suwałkach.

Kamil Bętkowski (grał od 46. minuty) – 2
Pierwsze 20 minut drugiej połowy to był po prostu totalny dramat. Zawodnik robił wszystko, żeby otrzymać notę marzeń 0. Tracił piłki, źle podawał, przegrywał pojedynki i był totalnie zagubiony. Na szczęście otrząsnął się i potem jedna akcja na dwie były stosunkowo udane. Stosunkowo, bo efektów z tego nie było. Generalnie jednak była to jedna z najgorszych zmian w nowożytnej historii GieKSy.

Rafał Kujawa (grał od 77. minuty) – niesklas.
Ten za to po wejściu na boisko przez chyba 7-8 minut nie powąchał piłki. Potem nawet próbował rozgrywać, ale nie było z tego praktycznie nic.

7 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

7 komentarzy

  1. Avatar photo

    as

    29 marca 2015 at 11:41

    No patrzec sie na to nie dalo.. nie ma w GieKSie ofensywy, nie ma rozegrania, Duda i Cholerzynski nie potrafia pilki przyjac, skrzydlowi celnie dosrodkowac. Pitry gra na 20% swojego potencjalu i jeszcze nie ma sobie nic do zarzucenia, Bucek to zart. Taktyka bezplciowa, sero sytacji, Gonzo sam walczy z wiatrakami. 80% składu do wietrzenia.

  2. Avatar photo

    BOLO

    29 marca 2015 at 12:00

    Tyle czasu mineło i trener mówi że gra musi sie zmienic to nadczym oni pracowali ,cicha przystan dla kopaczy kasa leci ,kibice nic niewidza .Jak zakontraktowane ściepy maja grzac ławe to postaw na mlodych.

  3. Avatar photo

    witosa zgred

    29 marca 2015 at 12:25

    To nie był futbol ino patologia

  4. Avatar photo

    fanclub dortmund

    29 marca 2015 at 15:52

    zamiast derbow z Ruchem predzej dozyjemy tych z Rozwojem

  5. Avatar photo

    Marcin

    29 marca 2015 at 20:27

    Tak duże miasto i żebyśmy w ekstraklasie nie byli, ino jakas Łęczna,Ruch czy Piast.. Miasto zróbcie coś żeby GIEKSA znów była potężną firmą bo Katowice na to zasługują !!! Kochamy nasz ukochany klub!

  6. Avatar photo

    Zygzak

    2 kwietnia 2015 at 08:06

    A co miasto robi,gdyby nie miasto to by Gieksy dawno nie było.Tu potrzeba nowego zarządu,sztabu szkoleniowego i wartościowych zawodników.Oprócz Pitrego i Goncerza praktycznie nie mamy wartościowych zawodników.A pozostała ekipa do wymiany,zero ambicji i walki.Nasze grajki powinni brać przykład z II ligowych Błękitnych Stargard Szczeciński jak ogrywają ,,potentatów naszej ekstraklasy”Pozdrowienia dla wszystkich Gieksiarzy.Wesołych Swiąt.

  7. Avatar photo

    Tauzen

    3 kwietnia 2015 at 01:53

    Petasz zasłużył na notę 1! 2 dla Bętkowskiego bo w tej tragedii przynajmniej 2 razy miał niezłe zagranie natomiast u Petasza nie zauważyłem z ręką na sercu ani jednego pozytywnego zagrania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna Wideo

Stadion znowu eksplodował

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Oceny za wyszarpanie z Cracovią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za emocjonujący mecz z Cracovią, końcowo wygrany 3:2. Waszym MVP został Ilja Szkurin dzięki zdobyciu 30,4% głosów.

Gabriel Kobylak (4-) – Czy miał dużo pracy? Ależ skąd, Cracovia oddała trzy celne strzały, a i w rozegraniu do tyłu niezbyt przeszkadzała. Zasadniczo nie mógł nic poradzić na stracone bramki, może gdyby akurat idealnie wyczuł napastnika i podjął jakąś decyzję w ciemno – po prostu były to tak zwane „stuprocentowe sytuacje”.

Pau Resta (4-) – Świetne podanie już w drugiej minucie zostało przyćmione przez jego przegrane walki powietrzne w drugiej połowie meczu.

Lukas Klemenz (4-) – Bardzo pewnie wyglądał jako środkowa postać naszego bloku obronnego, zresztą jego mocne strony najlepiej pasują właśnie do tej pozycji. Może istnieje jeszcze margines do poprawy w komunikacji z pozostałą dwójką, ale po dwóch latach gry na boku tej formacji to w pełni zrozumiałe. Blisko był wpisania się na listę strzelców, zabrakło nieco szczęścia.

Alan Czerwiński (3) – Był aktywnym i dobrze odnajdywał się tam, gdzie powinien się znaleźć w danym momencie. Nie wychodziło mu co prawda idealnie wykręcanie liczb już na pozycji, ale nie można mu odebrać zaangażowania.

Marcin Wasielewski (3) – Zdecydowanie nie jest to Marcin Wasielewski w formie 'Top’, podobnie jak u Alana Czerwińskiego – prawa flanka nie miała swojego najlepszego dnia. Dzięki niemu cieszyliśmy się z rzutu karnego, nieustępliwie chciał wedrzeć się w szesnastkę i opłaciło mu (i nam) się to.

Mateusz Kowalczyk (4+) – Wrzut z autu na początku spotkania zaskoczył nie tylko nas, także Cracovia nie była przygotowana na taki wariant: ciekawe, czy musiał uzyskać pozwolenie na zostanie trebuszem. Razem z Łukasiakiem szczelnie zamknęli środek pola, jak zwykle dobrze widzieć takiego walczaka na murawie.

Kacper Łukasiak (4) – Cały czas drzemie w nim potencjał i momentami potrafi pokazać swój arsenał, choć czasami brakowało mu decyzji o ułamek sekundy szybszej. Dobrze zastawiał się z piłką i prowokował rywali do pressingu, otwierając tym pozostałe części boiska.

Mateusz Wdowiak (4+) – Ten rogal z pierwszej połowy zasługiwał na skończenie w siatce. Takich wahadłowych chce się oglądać.

Bartosz Nowak (4+) – Ależ z energią wyszedł na to spotkanie, spokojnie mógłby dopisać sobie o bramkę i asystę więcej. Szczęście mu tym razem nie sprzyjało, a cieszy także więcej decyzji o oddawaniu strzału.

Szymon Bartlewicz (4) – Oby skurcz złapany w jego ostatniej akcji został do końca wyleczony w przerwie na reprezentację. Pokazał, że chce zostawić serce na boisku, kolejny piłkarz, dla którego nie ma straconych piłek.

Ilja Szkurin (5, MVP) – Ponownie wygrał nam mecz. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym napastnikiem na świecie… po 90. minucie. Prawdopodobnie przy odrobinę lepszych decyzjach mógł strzelić bramkę już wcześniej.


Marcel Wędrychowski (4-) – Nie był kluczową postacią tego meczu, choć widać u niego chęć walki na boisku.

Erik Jirka (brak oceny) – Po jego wejściu Cracovia znajdowała mniej okazji na flance.

Bartosz Wolski (brak oceny) – W końcówce pokazał dokładnie to, czego od niego można oczekiwać – zagranie długiej piłki z perfekcyjną precyzją.

Marius Olsen (brak oceny) – Jego wyskok utrzymał przy życiu akcję na 3:2.

Borja Galan (brak oceny) – Zmiana w końcówce skutkująca asystą i kluczową akcją w defensywie? Ciężko oczekiwać więcej od występu trwającego kilka minut.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga