Dołącz do nas

Felietony

Krótka lekcja historii dla trenera Paszulewicza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Od tygodnia żyjemy z informacją, że nowym trenerem GKS Katowice został Jacek Paszulewicz. Trener ze środka pierwszoligowej stawki. Trudno nie odnieść wrażenia, że zatrudniony w GieKSie tak naprawdę przede wszystkim dlatego… że był wolny. Jak na razie jest to szkoleniowiec młody i bez sukcesów, choć na przykład wyniki z wiosny ubiegłego sezonu – trzeba przyznać, że robiły wrażenie.

Dlatego o warsztacie szkoleniowca nie ma co na razie się wypowiadać. Warto jednak poruszyć kilka bardzo ważnych kwestii, związanych z obecnością byłego piłkarza Wisły Kraków w naszym klubie. Rzeczy, z których musi sobie zdawać sprawę, które są konieczne w tym, by myśleć o pracy z powodzeniem przy Bukowej.

To, o czym będziemy pisać nie wynika z wymysłów, a z doświadczeń z poprzednimi trenerami, którzy nie udźwignęli ciężaru pracy w GKS Katowice.

Trenerze Jacku Paszulewiczu, musi Pan wiedzieć o wielu faktach dotyczących pana poprzedników, którzy od lat czasem mimo najlepszych chęci, nie potrafili sobie poradzić z szatnią. Efektem były dwa zawalone kompletnie awanse oraz obecna runda jesienna z kilkoma kompromitującymi spotkaniami.

Zaczęło się od Kazimierza Moskala, od czasów Adama Nawałki – najlepszego trenera GKS. Po świetnej jesieni, GKS z kilkoma dobrymi zawodnikami był głównym kandydatem do awansu. Niestety na wiosnę katowiczanie wygrali 2 z 17 (słownie: dwa z siedemnastu!) meczów. Zespół ze szczytu tabeli na jesień, notuje taką statystykę na wiosnę – w warunkach pierwszoligowych niemożliwe wręcz jest wytłumaczenie aż takiej degrengolady kwestią czysto sportowej obniżki formy. Kibice widzieli w wielu spotkaniach brak zaangażowania ze strony kluczowych piłkarzy. Sam trener Moskal po kilku meczach, a dokładnie po klęsce 0:3 w Gdyni – widząc, co się dzieje, podał się do dymisji, która nie została przyjęta. Trener został do końca wiosny i część jesieni i to był jego błąd. Na konferencji pomeczowej dał wyraz (choć nie wprost), że nie panuje nad drużyną. A jednak ją dalej prowadził. Sezon zakończył się klapą.

Kolejne rozgrywki dograł trener Jerzy Brzęczek. Zarówno jesienią, jak i wiosną jego wyniki nie porwały, ale były przyzwoite. Początek kolejnego sezonu był słaby, ale gdy GKS się rozkręcił, zaczął wygrywać seriami (ale maksymalnie 3 mecze), to skończył w samej czołówce. I znów mieliśmy wielkie nadzieje na awans. Wiosną GKS pięciokrotnie grał mecze, w których w razie zwycięstwa wskoczyłby na pozycję lidera. Dwa zremisował, trzy przegrał. Trzy z tych meczów odbyły się na własnym boisku przy niesamowitej mobilizacji kibiców. To były mecze, w których GKS świetnie potrafił grać w pierwszej połowie, by w drugiej kompletnie przejść obok meczu i oddać go bez walki. Na nic zdawały się nasze uwagi, że należy coś z tym zrobić. Scenariusz się powielał i nawet w Sosnowcu, gdy kibice gospodarzy byli gotowi zlinczować swoich rozłożonych na łopatki fizycznie i psychicznie zawodników po pierwszej połowie, po końcowym gwizdku cieszyli się z wygranej, bo podarował im ją zespół GKS. Każdy ważny mecz, każdy kluczowy – jak starcie z liderem z Nowego Sącza, było oddane bez walki. Najważniejszy mecz 10-lecia został przechodzony, tak jakby awans był najgorszą dla piłkarzy rzeczą, która mogłaby im się przydarzyć.

Oczywiście w przedostatniej kolejce wygrali w Grudziądzu, co uczcili bezczelnym tańcem radości po tym oddanym „walkowerem” awansie – co też w dużej mierze świadczyło o ich podejściu do tego klubu. Można domniemać, że gdyby mieli realną (a nie tylko matematyczną) szansę na promocję – wywinęliby jakiś numer. Piłka była w grze tak długo tylko dlatego, że cała czołówka regularnie przegrywała. Bo w każdej normalnej lidze już po pięciu kolejkach wiosny mielibyśmy 10 punktów straty.

Odszedł Brzęczek, przyszedł trener Piotr Mandrysz. Jemu poświęciliśmy osobny artykuł tydzień temu. Szkoleniowiec z twardą ręką nie pokazał tego w Katowicach. Pokazał brak zdecydowania, trenerską depresję, jeden wielki chaos w decyzjach kadrowych. Efektem były porażki ze słabeuszami na początku rundy oraz oddane bez walki najważniejsze dla kibiców mecze – mecze derbowe. Cudem jest, że GKS ma tylko 6 punktów straty, ale to znowu zasługa słabej czołówki i wyścigu żółwi.

Każda ze wspomnianych trzech sytuacji i postaci ma swoje punkty wspólne. Przede wszystkim nieprawdopodobne wręcz chronienie piłkarzy przez każdego szkoleniowca. Kibice w Katowicach nie są głupi. Za dużo już widzieliśmy, zarówno meczów, jak i zawodników. Potrafimy odróżnić zaangażowanie nawet w przegranych meczach, od ordynarnie przechodzonych i oddanych bez walki. A takie zdarzały się w 2017 roku bardzo często, jesienią również – problemem było to, że zawsze były to spotkania ważne i prestiżowe.

Ani Moskal, ani Brzęczek, ani Mandrysz nawet nie zająknęli się, że piłkarze robią pod górkę. Nie tylko klubowi, ale także właśnie trenerom. Zawsze słyszeliśmy te samo słodkie paplanie, że „nie mogę się zgodzić z tym, że nie było zaangażowania”. Prawdopodobnie takie same teksty były wygłaszane przez trenerów w czasach, gdy korupcja w polskiej piłce święciła swoje wielkie dni. Zastanawiające jest, czy trenerzy są tak ślepi, że nie widzą braku zaangażowania czy po prostu po jakimś czasie zgadzają się na to, akceptują i wolą się nie wychylać. Trener Brzęczek był zwichrowany do tego stopnia, że gdy po meczu z Górnikiem szanse na awans stały się iluzoryczne – gratulował „chłopakom” dobrego meczu.

Trener Jacek Paszulewicz nie może być kolejnym, który będzie przykładał cegiełkę do zakładu pracy chronionej GKS Katowice. Mamy w zespole zdrowych, dorosłych, (podobno) wysportowanych mężczyzn, a tymczasem każdy kolejny trener, widząc (a może nie?) brak ambicji i zaangażowania, a jednocześnie chroniąc ich w każdej minucie, traktuje ich jako niepełnosprawnych. Dodatkowo klub nie ma zespołu rezerw, żeby przesunąć jednego czy drugiego nieangażującego się delikwenta. I efekt jest taki, że ciągniemy za uszy w kadrze zawodników, którzy aktywnie uczestniczyli nie w jednej czy dwóch, ale całej masie oddanych meczów, a wręcz całych kampanii pod tytułem „awans do ekstraklasy”. To chuchanie i dmuchanie na tę grupę zawodową, tak się właśnie kończy.

Od lat klub nie potrafił wyciągać wniosków. Mieliśmy na tyle miękki zarząd, że potrafił owszem pożegnać się z trenerem, ale piłkarzom nigdy włos z głowy nie spadał. Zazwyczaj żegnano się z mało istotnymi rezerwowymi, a główni architekci sportowych klęsk pozostawali. A na ich miejsce przychodzili nowi – dziwnym trafem szybko przesiąkając atmosferą braku konieczności większego angażowania się. Brak wyciągania wniosków przez klub po spektakularnych klęskach powodował, że klęski te miały miejsce po raz kolejny. I nawet po erze Brzęczka, tragicznej wiośnie – nie poprawiło się kompletnie nic, a wręcz w wielu meczach było jeszcze gorzej pod względem zaangażowania.

Trener Jacek Paszulewicz nie może być kolejnym, który będzie nakładał parasol ochronny na piłkarzy. Bo jeśli to zrobi przez kilka pierwszych kolejek, a potem już będzie chciał być „konsekwentny” – przegra z kretesem już na starcie. A my stracimy kolejne pół roku lub rok. I znów będzie nowy trener i znów czysta kartka, i znów, i znów…

Chciałbym wierzyć, że w końcu przychodzi trener z jajami. Z całym szacunkiem dla warsztatu, ale nie miał ich Moskal. W ogóle nie miał ich Brzęczek. Wydawało się, że miał, a okazało się, że nie miał Mandrysz. Żaden z nich nie potrafił powiedzieć głośno, że piłkarze nie grają tak, aby za wszelką cenę osiągać dobre wyniki. Żeby nie powiedzieć, że w ogóle tymi wynikami zainteresowani nie są, że czy będzie wygrana, remis czy porażka – wielkiej różnicy nie ma. Sportowej złości po naszych zawodnikach nie było widać już od lat!!! Ale to samo dotyczy beznamiętnych szkoleniowców firmujących ten marnej jakości produkt.

Trenerze, powtórzę – kibice naprawdę znają się w Katowicach na futbolu. I bezbłędnie bardzo szybko wychwycą, czy dany zawodnik za pana kadencji angażuje się czy nie, a potem będą pana rozliczać z tego, czy stawia pan na ambitnych czy na piłkarskich leni.

Wyjściowo musi pan sobie zdawać sprawę, że ma pan w kadrze grupę leserów, którzy nie będą oddawać życia i zdrowia za GKS i pana jako trenera. Nie traktują GieKSy jako szansy na ekstraklasę, tylko jak często pisaliśmy – dom spokojnej starości, choć niektórzy starzy wcale nie są. Którzy to zawodnicy? Mamy nadzieję, że trenerskie wprawne oko szybko to rozpozna. Pana odpowiedzialnością jest nie tyle to, żeby ich przekonać, że jednak warto gryźć trawę (bo nie wierzę, że niektórzy dadzą się przekonać), ale to – żeby tak dobrać kadrę i składy meczowe, żeby znajdowali się w nich wyłącznie zawodnicy, którzy będą ORAĆ tę trawę. To w tej słabej lidze naprawdę wystarczy do osiągania dobrych wyników.

Liczymy, że pana słowa o braku taryfy ulgowej, będą miały odzwierciedlenie w rzeczywistości. My oczywiście jako redakcja trzymamy mocno kciuki i wierzymy, że w końcu to pan będzie tym trenerem, który zmieni obowiązujące od kilku lat trendy leserstwa w GieKSie, a wprowadzi standardy ciężkiej pracy, wspólnego celu, wiary i chęci w osiągnięcie sportowego sukcesu.

Wierzę w to dlatego, że jest pan młodym trenerem i to może być bardzo ważny krok w rozwoju trenerskim – awans do ekstraklasy to może być spełnienie nie tylko naszych kibicowskich marzeń!

12 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

12 komentarzy

  1. Avatar photo

    stefano

    18 stycznia 2018 at 10:58

    ładnie napisane , tylko ! oby trener wzioł to sobie na poważnie.
    Należało by także aby sobie oglądnął dokładnie mecze wymienione przez Shella .
    Jest grupa która nadaje ton takiej grze , a niektóre zachowania nawet po meczach daja też dużo do myslenia .

  2. Avatar photo

    artur

    18 stycznia 2018 at 17:40

    Przydałoby się zestawienie nazwisk tych grajków którzy od Moskala grają do dziś, bo to o nich mowa.

  3. Avatar photo

    artur

    18 stycznia 2018 at 17:41

    Goncerza pamiętam z głowy a macie innych?

  4. Avatar photo

    kejta

    18 stycznia 2018 at 18:16

    Najlepszy stoper wszechczasow w Gieksie M. Kaminski

  5. Avatar photo

    Lukasz

    18 stycznia 2018 at 19:22

    Kiedy jakies transfery

  6. Avatar photo

    Mecza

    18 stycznia 2018 at 20:57

    @Lukasz, w lipcu po mistrzostwach świata. Jak to jest że Górnik potrafi wypatrzeć małolata w 2,3 lidze a my nie? W dodatku u nas miałby większe szanse na grę.

  7. Avatar photo

    Dziadek

    18 stycznia 2018 at 21:52

    Pięknie powiedziane. Wydrukować, oprawić i dostarczyć jako prezent od kibiców dla nowego trenera.
    Do wiadomości trenera (żeby nie było, że to takie narzekanie kibiców) dodam fragment wywiadu z byłym zawodnikiem Gieksy, dziś zbierającym dobre noty w Ekstraklasie, czyli Trochimem. Po meczu z Gieksą (za Brzęczka) mówił dla Sportu: „(…)Odchodziłem stąd nie z przyczyn osobistych tylko sportowych. I… na tym zakończę, bo nie chce niepotrzebnie powiedzieć za dużo” (Sport 15.05.2017)
    Trochim nie chciał odwalać ściemy, którą nasi kopacze odwalają od lat.
    Panie trenerze, życzę awansu, wbrew planom naszego prezydenta miasta, który klub skreślił już po kilku kolejkach. Niech Pan zrobi im kawał i awansuje.

  8. Avatar photo

    furti

    18 stycznia 2018 at 22:48

    zeby byl awans to miasto musi to brac na powanie. nie napalejmy sie bo i tak nos zas zrobia pewnie w chuja.

  9. Avatar photo

    Irishman

    19 stycznia 2018 at 06:28

    Bardzo dobrze napisane!!!
    Tylko tak się zastanawiam…. Wszyscy piłkarze w Polsce są tacy sami. Jak to jest więc możliwe, ze trafiając do nas, pod skrzydła różnych trenerów (nawet takich z uznaną marką) nagle wszyscy łapią jakiś jakby „wirus Bukowej”??? A ci ambitni, którzy nie chcą się dostosować prędzej, czy później odchodzą (Trochim, Czerwiński, Prokić).
    Może się mylę ale czy to jednak nie jest tak, że kolejni trenerzy realizują to, czego wymaga od nich Zarząd, a np. ten realizuje to czego chce właściciel??????????
    No, bo jeśli nie to jak to jest, że wszędzie się da tylko nie w Katowicach i to całymi latami???

  10. Avatar photo

    Jaca

    19 stycznia 2018 at 08:05

    Irish podpisuje się pod Twoim komentarzem. Twierdziłem i twierdze dalej, ze jeśli miasto dalej będzie właścicielem to awansu nie będzie. Wszystko gminne, państwowe jest miałkie. Bo nikt nie wychyli głowy, nie rąbnie w stół za źle wydawane pieniądze podatników

  11. Avatar photo

    Wybory 2019

    20 stycznia 2018 at 02:41

    Ja bym chciał się dowiedzieć co o tym ja myśli pan Prezydent Krupa?

  12. Avatar photo

    Ernst

    20 stycznia 2018 at 11:22

    Oczywiście, że nie jest przypadkiem, że u nas się nie da. Pytanie co miał na myśli Trochim, bo nie sądzę, że leniwych kolegów z drużyny, wiedział, że w Katowicach awansu nie będzie. To samo niestety robi teraz Prokić, nie łudzę się nawet, że tak nie jest. Za trzy miesiące po wygranej Stali w Katowicach powie, że nie odchodził stąd z przyczyn osobistych tylko sportowych.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga