Felietony Piłka nożna
Czas wyeliminować truciznę z tego klubu
Wszystko, co miało zostać już napisane – zostało. Na naszej stronie i przez kibiców. Czy to w komentarzach na GieKSa.pl czy mediach społecznościowych oficjalnych i nieoficjalnych, czy na forum.
Praktycznie nie przypominam sobie w tej chwili choćby JEDNEGO komentarza, który w jakikolwiek broniłby pion sportowy GKS Katowice. Niektórzy jeszcze analizują, że bez tego trenera może ktoś by lepiej grał, albo bez jakiegoś piłkarza może trener by dał radę. Wszystkie komentarze natomiast – a są ich setki – zgodnie twierdzą, że w Katowicach mamy po prostu piłkarskie dno i metr mułu, a ten kształt ludzki nie ma prawa bytu.
W sobotę czeka nas mecz z Olimpią Grudziądz. Naprawdę nic już nie jest w stanie zmienić postrzegania drużyny, która zawiodła tyle razy. Jeszcze cień wymuszonej nadziei mieliśmy po trzech wygranych z rzędu, ale teraz to trzeba uznać raczej za dzieło przypadku i statystyki – że czasem coś po prostu się wygra. Dokładając do tego, że bramki w Bytowie i Bielsku zostały zdobyte w samej końcówce, wychodzi na to, że pewnie wygrany był ostatnio tylko mecz ze słabym Stomilem.
Ale to i tak nieważne, bo w momencie prawdziwej próby, najważniejszej dla kibiców, piłkarze oddali tę grę bez walki. Ktoś powie, że z Ruchem było widoczne zaangażowanie. Tylko, że znów kłaniają się nasze bardzo niskie i minimalistyczne standardy zbudowane przez lata gnicia na zapleczu ekstraklasy. Więc jeśli mamy duże posiadanie piłki, kilka razy zbliżymy się pod szesnastkę, ktoś tam zrobi dwa sprinty i obejrzymy jeden ciekawszy pojedynek fizyczny – to już mówimy, że „tym razem było widoczne zaangażowanie”. Głupie to strasznie, ale niestety i my jako GieKSa.pl przyjmujemy taką beznadziejną narrację – starając się robić dobrą minę do złej gry. Prawda jest taka, że z Ruchem było tylko trochę tego zaangażowania, ale nie ściemniajmy, że miało miejsce jakieś gryzienie trawy czy walka do upadłego i za wszelką cenę o korzystny wynik. Ten mecz co najwyżej był przetruchtany (w przeciwieństwie do przechodzonych czy odbytych na stojąco), ale na pewno nie był wybiegany i wywalczony. Tak naprawdę to pod względem ambicjonalnym był mecz na minimalnym poziomie do przyjęcia w średnio ważnym starciu ligowym ze średniej klasy rywalem. A nie w najważniejszym pojedynku od 14 lat dla rzeszy kibiców GieKSy.
Potem było spotkanie z Tychami – w tym temacie już skandaliczne, zagrane bez jakiejkolwiek ambicji, co – mówiąc o pierwszej połowie i braku chęci – przyznał sam trener Piotr Mandrysz.
Dwa spotkania, bardzo ważne i prestiżowe, ale naprawdę z bardzo przeciętnymi zespołami. Ruch wygrał na Bukowej ambicją, a Tychy…nie wiadomo czym, bo zagrali beznamiętnie i mocno średnio. To wystarczyło na olewających swoje obowiązki katowiczan.
Formuła z trenerem Mandryszem nie sprawdziła się. To na nim opieraliśmy przed sezonem nadzieję, że chwyci piłkarskie towarzystwo wzajemnej adoracji za twarz i zrobi w szatni porządek po Brzęczku. Tak się nie stało, trener od samego początku nie pokazuje nam tych cech, z których znaliśmy go wcześniej. Po meczach z reguły mówi, że mieliśmy sporo sytuacji bramkowych, choć podciąga pod to sytuacje, których nie można nazwać nawet trzydziestoprocentowymi. Mówi o bardzo dobrym meczu z Ruchem, co chyba wynika tylko z faktu przewagi w posiadaniu piłki. Dopiero przymuszony na konferencji w Tychach powiedział, że niektórzy zawodnicy nie wytrzymują obciążenia psychicznego.
Z rzeczy, które są na ten fatalny sportowy moment w historii klubu możliwe i realne, brakuje nam jasnego sygnału po pierwsze od trenera, po drugie od prezesa (o nim nieco dalej), że jednak jesteśmy w tragicznej sytuacji sportowej. Że zawodnicy nie realizują założeń taktycznych, grają bez zaangażowania i ambicji oraz w niektórych przypadkach są po prostu na tyle słabi, że środek tabeli będzie ogromnym sukcesem.
To co naprawdę dziwi, to brak widocznej frustracji u trenera Mandrysza. Spodziewalibyśmy się, że po jednym, drugim, trzecim, czwartym, piątym beznadziejnym meczu będzie kipiał ze złości. Niestety szkoleniowiec przyjmuję pozycję depresyjną i szuka usprawiedliwień, czym stawia się w jednym rzędzie z piłkarzami. To jest jedna z przyczyn tego, że również i on ma u kibiców złą prasę. Założę się, że gdyby raz czy drugi szczerze powiedział na konferencji, że ma żal do zawodników o postawę na boisku i nie ma jego zgody na to – wielu kibiców miałby po swojej stronie.
Potrzebny jest gruntowny wstrząs, całościowy jeśli chodzi o piłkę nożną w GKS Katowice. Po pierwsze – głośne wypowiedzenie tego, że jednak mamy problem. Tak jak u osób uzależnionych, jeśli nie powiedzą przed samymi sobą, że mają ten problem, jeśli nie zaakceptują, że tak jest – nie mają szans na zmianę. A że klub to nie jest „gra w bierki ani domek z zabawkami, to jest bardzo ważna sprawa i życie prywatne wielu ludzi” (cytat z Rafała Góraka) – nam jako kibicom jasne postawienie sprawy po prostu się należy. Bo może i ktoś w klubie wie, że jednak dzieje się źle, ale udają na zewnątrz jest dobrze. A to nie tędy droga, bo klub to przede wszystkim kibice i udając, że jest jednak dobrze – jesteśmy po prostu oszukiwani.
Po drugie – gruntowne zmiany kadrowe. Latem przyszło kilku nowych zawodników i łudziliśmy się, że z nowym trenerem coś z tego będzie – „łudziliśmy się” to dobre określenie, bo sam osobiście pisałem już po poprzednim sezonie, że jeśli kilku zawodników zostanie, to nic dobrego nas nie czeka. To się niestety sprawdziło.
Zostali więc tacy gracze jak Nowak, Kamiński, Frańczak, Zejdler, Kalinkowski, Foszmańczyk, Goncerz, którzy w mniejszym klub większym stopniu grają w pierwszym składzie do dziś. Ci zawodnicy już wiosną udowodnili, że nie można na nich w dłuższej perspektywie czasowej liczyć. Nie wykorzystali swojej życiowej szansy i tak naprawdę powinni odejść z klubu w komplecie już latem. Niestety trener w wywiadzie przedsezonowym mówił nam, że Foszmańczyk był najlepszy w poprzednich rozgrywkach, prezes Cygan mówił o bardzo dobrym Kamińskim. Tak naprawdę już po tamtych słowach mogliśmy skreślić ten sezon i zgasić światło.
Są ludzie, którzy z wymienionych wyżej zawodników jeszcze bronią Zejdlera – chłopak jakieś tam umiejętności ma i być może w innym otoczeniu mógłby coś wnieść. Jednak patrząc na jego indywidualną postawę z wiosny, mam co do tego wątpliwości. On też w dużej mierze był odpowiedzialny za fatalne wyniki. Nie potrafił zmienić absolutnie nic w obrazie przegrywanego minuta po minucie awansu. Sam nie wiem…
Nie ma najmniejszych szans na osiągnięcie sukcesu, póki w GieKSie będzie ta grupa zawodników – pozbycie się ich to warunek konieczny, ale niewystarczający. Problem jest taki, że i nowi, którzy przyszli w większości nie rokują dobrze. Częściowo są oni z zaciągu Mandrysza. Przemeblowany został cały blok obronny i jest on dziurawy jak szwajcarski ser. Midzierski coraz bardziej się gubi i w każdej kolejce popełnia kiksy, Klemenz prokuruje rzuty karne i Mączyński, który wyraźnie ma problemy z GPS-em na boisku. Kędziora i Plizga to emeryci z przebłyskami, ale przebłyski dobrej pamięci mają nawet osoby z chorobą Alzheimera. O Mokwie już nikt nie pamięta, drewnianego Yunisa trener nie wpuszcza już nawet na ogony. Pleva to w ogóle na ten moment nadaje się bardziej na siedzenie na fotel i szydełkowanie.
Tak naprawdę z obecnych istotnych zawodników w GKS mogliby zostać: Abramowicz, Błąd, Cerimagić, Skrzecz i Sulek. Szansy nie dostali Kuliński i Słomka, co też zakrawa na skandal, bo wydaje się, że grając jedenastoma Kulińskimi w formie z meczu z Puszczą, w którym wystąpił, mielibyśmy spore szanse na lepsze wyniki niż teraz. Ale trener woli wystawiać tych, którzy notorycznie psują grę, nie angażują się i jeszcze robi jakieś eksperymenty z Goncerzem, z których później się wycofuje (zmiana w przerwie z Ruchem i poza kadrą w Tychach).
Tak więc oprócz wymienionych wyżej zawodników plus tych, o których zbyt wiele powiedzieć nie możemy (bo nie grali), cała reszta powinna zanotować klasyczny WYPAD z tego klubu. Oczywiście jedni mniej, drudzy bardziej – jedni ze względu na to, że są po prostu słabi, inni ze względów wybitnie charakterologicznych. Na przykład taki Klemenz – chyba chce – ale jednak gra w tej dziurawej obronie i w decydujących momentach kompletnie zawodzi. Chociaż OK, Klemenzowi dajmy jeszcze szansę. Natomiast pozostawienie kilku z tych wszystkich hańbiących nas piłkarzy na nadchodzącą wiosnę – spowoduje, że nigdy nie wskoczymy na wyższy poziom. Nowi ludzie wchodzą do szatni GKS i nasiąkają tą trucizną starych. Nawet ci nowi, po których wiele oczekujemy – po kilku meczach prezentują dokładnie mentalnie to samo, co Kamyk, Fosa i spółka. I jesień jest tak naprawdę gorsza niż była wiosna.
Trzeba o tym mówić głośno, bo co z tego, że wywalimy Kilińskiego, Garbacika, właśnie Słomkę, niegrającego Mokwę, zatrudnimy w zamian kilku innych, jeśli wiosną znów w składzie będą Nowak, Frańczak, Mączyński, Kalinkowski, Pleva, Foszmańczyk, Mandrysz czy Kędziora?
Do końca rundy zostały 4 mecze i nie wiadomo, ile GKS zdobędzie punktów. W zależności od tego, czy zawodnikom będzie się chciało grać, mają szansę na kilka dobrych rezultatów lub kolejne klęski. I lepiej, żeby te dobre rezultaty osiągnęli, bo kibice są już u kresu wytrzymałości i po nieudanym meczu z Olimpią znów zawodnicy mogą się nasłuchać tego, czego powinni byli się nasłuchać już po meczu z Ruchem. Na wyjazdach kibiców zabraknie, a w sumie „w to graj” piłkarzom, bo będą grać bez zbędnej dla nich presji.
W wyniku „działań” piłkarzy zmieniali się trenerzy, za wygraną dał prezes, prezydent Krupa skreślił sezon, przegoniony został sponsor strategiczny – firma AASA, przeganiani z trybun są kibice. Zupełnie nie widać przy tym zdecydowanej reakcji kogokolwiek – po prostu krok po kroku ludzie się wycofują z tego bagna. Miasta nie reaguje, prezes Cygan nie reagował, trenerzy nie reagują. I tak naprawdę na ten moment nie można dopuścić do sytuacji, że ograniczymy się znów tylko do zmiany trenera, bo wtedy znów wygrają piłkarze. Mandrysz powinien odejść, ale priorytetem powinno być pozbycie się większości zatruwających klubowi życie piłkarzy.
Prezes Janicki na razie milczy, jest w trudnej sytuacji, bo w pewnym zawieszeniu i nie wiadomo, co zdarzy się zimą z jego osobą – jaka będzie jego i Miasta decyzja. Więc tutaj jeszcze można lekko zrozumieć jego brak reakcji, ale powoduje to wrażenie bezkrólewia w GieKSie i piłkarze działają na zasadzie kompletnego rozpasania. No ale skoro nie prezes, to trener MUSI dać sygnał, że coś jest nie tak. A tego nie robi.
Na razie wspomniany mecz z Olimpią w sobotę. Nikt nie ma w Katowicach już cienia sympatii do tej drużyny. Ludzie są załamani podejściem piłkarzy do gry w GKS, a oni nie potrafią i nie chcą tego nawet w jednym procencie zmienić. Więc te ostatnie mecze my jako kibice musimy po prostu odhaczyć.
Oczekujemy w końcu głośno wypowiedzianych słów z klubu, że w zimie nastąpią wielkie zmiany. A w przerwie między rundami muszą one nastąpić. W przeciwnym razie będziemy dążyli prostą drogą do upadku.
Szatnię trzeba oczyścić z piłkarskiej trucizny, zrobić kompletny detox, nawet kosztem cierpienia, nawet – w skrajnym przypadku (choć nie wierzę w to) – kosztem spadku do drugiej ligi. Bo z trucizną może spadek sportowy nie nastąpi, ale klub będzie powoli, niezauważalnie, pikował w dół i ani się nie obejrzymy, jak zostaną tylko zgliszcza i nie będzie już odwrotu.
Choć i tak uważam, że jeśli oparlibyśmy drużynę na dwudziestolatkach z niższych lig plus wspomnianych kilku akceptowanych zawodników, wyszlibyśmy na tym zdecydowanie na plus – nie tylko nie spadlibyśmy, ale cieszylibyśmy się z walki o każdy centymetr boiska mając znów nadzieję na zbudowanie wielkiej GieKSy.
PS. W trzy godziny po publikacji powyższego felietonu, pojawiła się informacja, że Marcin Janicki został prezesem GKS Katowice. Nowemu prezesowi życzymy owocnej pracy na rzecz uzdrowienia piłki nożnej w naszym ukochanym klubie!
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Galeria Kibice Piłka nożna
Huczny jubileusz!
To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

rob
2 listopada 2017 at 13:29
Największą trucizną dla tego klubu jest nieudacznik Marcin Krupa.
kibol
2 listopada 2017 at 15:47
Jak to mówią mniejszy wstyd teraz (spaść)upasc na dno i odrodzić sie z podwójną mocą niż być bitym przez SOSNOWIEC,CHORZÓW i TYCHY na SLĄSKU przez 15 lat
Siwh
2 listopada 2017 at 16:03
Redaktorze pikować można tylko w dół:)
Prezes1964
2 listopada 2017 at 16:06
Trzymanie dwóch potencjalnych graczy pierwszego składu spoza uni europejskiej , którzy moga grać tylko bez siebie to również sytuacja patologiczna
PanGoroli
2 listopada 2017 at 20:30
Nie Siwy, domyślne znaczenie 'pikować’, to od angielskiego pik = szczyt, czyli szczytowac. A potocznie określa się każdy ruch, który ma profil stożkowy. Np moc muzyczna mierzona w piku.
PanGoroli
3 listopada 2017 at 00:02
Miało być 'peak’, czyt pik
Irishman
3 listopada 2017 at 08:24
Zgadzam się prawie w 100% ale ostrożnie z tym spadkiem do II ligi. Powrót może okazać się wcale nie tak prosty, a i ludzie nam niechętni, którzy chcieliby zmarginalizować piłkę nożną w Katowicach dostaliby do reki potężne atuty.
Inna sprawa, że nie wierzę, aby po pozbyciu się kilku głazów ciągnących nas na dno i oparciu drużyny o najlepszych piłkarzy oraz młodzież nie wywalczylibyśmy co najmniej miejsca w środku stawki ligowej.
Mecza
3 listopada 2017 at 11:00
Mandrysz dobry trener ale słaby psycholog. Odnoszę wrażenie że po przygodzie w Sosnowcu coś zmienił w swoim podejściu do prowadzenia kadry i to wychodzi. Wcześniej bezkompromisowy a teraz głaskanie aby się nie narazić, efekty marne.
Irishman
3 listopada 2017 at 11:57
Tak, dla mnie trener Mandrysz to chyba największe rozczarowane… Zupełnie czegoś innego się spodziewałem po nim.
Obik1980
3 listopada 2017 at 15:54
Wedlug mnie za wcześnie zrezygnowalo sie np z Mokwy.Za bardzo duzo rotacji w skladzie. Powinna byc przynajmniej 1 jedynastka stala na kilka meczy. Zle dobieranie ustawien zawodnikow do meczy,szczególnie u siebie gdzie powinno sie atakowac i nie dawac ani chwili odpoczac. Brakuje takich zawodnikow pokroju Ledwon, Borawski Szczygiel Kucz Widuch
Obik1980
3 listopada 2017 at 16:00
W naszym ukochanym klubie nie moze byc ustawiana taktyka ultra defensywna a powinna byc ofensywna nie wiem czy dobrze pamietam ale kiedys stosowana byla taktyka 3-4-3,shellu pamietasz moze?
Berol
3 listopada 2017 at 17:52
podpisuje sie pod tym felietonem w 100 proc wszyscy mamy już dosc robienia nas w wała przez tą bande
Berol
3 listopada 2017 at 18:09
Na wiosne tą żenade tłumaczyłem sobie ze moze serio jest jakis przykaz z góry ze jednak mamy nie awansowac bo trudno było to sobie inaczej racjonalnie wytłumaczyc. To jednak co graja na jesien tego nie da sie juz zrozumiec inaczej jak perfidne walenie w kulki czy wrecz sabotaż tu musi byc trzesienie kadrowe i walniecie reka w stół .Zgadzam sie z Irishem ze ostroznie z myslami o 2 lidze bardzo ciezko bedzie sie z niej wygrzebac w razie odpukac spuszczenia nas przez tych… poziom wcale nie jest tam duzo nizszy Ogólnie cała ta nasza 1 liga jest daremna wygrywa ten któremu w danej chwili chce sie walczyc problem ze naszym chce sie juz coraz rzadziej a w meczach o cos lub prestizowych juz wcale niestety