Dołącz do nas

Felietony

Oczyszczona szatnia = optymizm!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wydawało się, że przyszły sezon będziemy mogli spisać na straty. Pewne sygnały dochodzące z klubu były mocno niepokojące. Dopiero co zakończyły się poprzednie rozgrywki, oczekiwaliśmy wietrzenia szatni. Zaraz po meczu z Arką ogłoszono, że trenerem GKS Katowice pozostanie Piotr Piekarczyk. Potem mieliśmy nadzieję na zmiany wśród piłkarzy…

Generalnie wybór tego szkoleniowca był najlepszym z możliwych/dostępnych. Oczywiście, każdy by chciał, żeby do GKS przyszedł trener, który jest w rytmie pracy i który odnosił sukcesy w ostatnim czasie. A tu nagle na ławkę wraca szkoleniowiec, który ostatni raz GieKSę prowadził w sezonie 2007/08 i pojawiły się wątpliwości, że będzie stosował metody z lat 90.

Jest to oczywiste przyczepianie się. Tak samo, jak czepianie się stylu gry GieKSy w ostatnich meczach. Niektórzy kibice uważają, że Orzech zastosował taktykę „bij, a leć” i że nie da się na to patrzeć. Nie wiem naprawdę jak zadowolić osoby, które nie potrafią dostrzec chociażby tego, że nasz zespół w ostatnich trzech meczach zdobył 7 punktów i zaliczył bilans bramkowy 6:0. Naprawdę w perspektywie wieloletniego marazmu trzeba być mistrzem czepialstwa i malkontenctwa, żeby mieć jakieś wielkie „ale” do gry i wyników Piekarczyka. Oczywiście – były słabsze mecze, była fatalna postawa w meczu z Arką. Ale na przestrzeni lat takich meczów katowiczanie mieli multum, a my zamiast skupić się na tym, co dobrego Orzech wprowadził – szukamy dziury w całym. Przecież oprócz tej końcowej serii potrafił wygrać bardzo trudny mecz w debiucie w Głogowie, a potem odprawić z kwitkiem Olimpię u siebie. Nawet w Ostródzie, gdzie zespół przegrał – rozegrał dobry mecz, a mankamentem była jedynie nieskuteczność. W całym kontekście przejęcia rozbitej klęską z Zagłębiem drużyny, można naprawdę być zadowolonym z osiągniętych przez trenera wyników i gry zespołu. Jeśli ktoś się na ten moment czepia, to uważam, że jest to czepianie się dla zasady.

Nie wiemy tak naprawdę, jaki warsztat na dzisiejsze czasy ma szkoleniowiec. Wiemy natomiast, że na piłce i taktyce zna się jak mało kto i choćby to, że oprócz epizodów Nawałki i Moskala to właśnie za Orzecha – i to w pierwszym sezonie na zapleczu ekstraklasy – GieKSa grała najlepszą piłkę i wtedy dla nas wielką porażką było to, że z walki o ekstraklasę odpadliśmy pod koniec kwietnia. Następne lata nauczyły (albo przynajmniej powinny były) pokory – bo przecież potem nie liczyliśmy się w grze o promocję czasem już na jesieni. To za Orzecha GKS wygrywał u siebie ze Śląskiem, Arką czy remisował z Piastem po dobrym meczu – czyli z ekipami, które awansowały do ekstraklasy. W kolejnych sezonach takie mecze to w cuglach, ale przegrywaliśmy. Tak naprawdę trudno sobie pewnie niektórym przypomnieć ten pierwszy sezon po awansie z trzeciej ligi. Nie był idealny, ale był jednym z najlepszych przez te osiem lat. Część kibiców to pewnie w ogóle tamtego sezonu nie pamięta, więc łatwo jest im wieszać psy na Orzechu.

Oczywiście to nie tyczy się wszystkich, bo jest sporo osób, które tę decyzję uznały za pozytywną. I tak należy do tego podchodzić. Dużo lepszy Piekarczyk niż jakiś no name z niższej ligi czy niektórzy wymieniani w mediach trenerzy, którzy tak naprawdę to raczej nieraz rozwalają szatnie zespołów, w których są trenerami niż potrafią zrobić coś pożytecznego.

Ja osobiście byłem usatysfakcjonowany tym, że pierwszy trener będzie ten, a nie inny. Jednak docierały do nas informacje, że może się na tym wizerunku pojawić poważna rysa. Jak wiemy rok temu z klubu pozbyto się zawodników, którzy odpuścili całą rundę wiosenną. Niestety z niewiadomych względów pozostał w drużynie ostatni z popularnych „hamulcowych”, będący jednocześnie najważniejszym piłkarzem i kapitanem zespołu. Rok temu Przemysława Pitrego dotknęła jakaś niebywała taryfa ulgowa, bo jeśli kogoś było nazywać „hamulcowym”, to na pewno także jego. Niestety zawodnik pozostał w klubie i było to o rok za długo.

Tak jak już nieraz pisałem – nie chodzi o to, że ci zawodnicy specjalnie odpuszczali mecze. Chodzi o to, że nie angażowali się na tyle na ile powinni, lekceważąco podchodzili do swoich obowiązków i dawali z siebie 20%. Niestety Pitry w tym sezonie robił dokładnie to samo. Jego znakiem rozpoznawczym było spowalnianie gry, jakieś dziwne rozegrania, kółeczka, a także z czasem coraz większa ilość głupich strat w środku boiska wynikających ni mniej, ni więcej, co z nonszalancji. Skuteczność piłkarza spadła w sposób drastyczny i o ile jeszcze 2-3 lata temu wiązał krawaty na pierwszoligowych boiskach, to w ostatnim czasie było coraz gorzej.

Perspektywa, że ten wypalony zawodnik zostanie na dłużej w GieKSie była przerażająca. Przecież kapitan to ma być także przykład dla młodych zawodników, a swoją postawą tylko udowadniał, że można się opierniczać i nie będzie z tego powodu żadnych konsekwencji. Naprawdę bałem się, że zostanie, a to by oznaczało, że w klubie panuje jedno wielkie przyzwolenie na taką postawę, a w efekcie awans byłby po prostu kwestią ewentualnego cudu.

Dlatego niezmiernie ucieszyła mnie wiadomość, że – mimo wszelkich znaków na niebie i ziemi – kolejny kontrakt z Pitrym podpisany nie został. Atmosfera i szatnia została oczyszczona i można budować nową, lepszą przyszłość, że się tak po politycznemu wyrażę.

Pozostałe „pożegnania” w GieKSie również utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Z całym szacunkiem do Kamila Cholerzyńskiego, który jest kibicem GieKSy, ale przez te wszystkie lata był on symbolem i synonimem zmarnowanego talentu oraz absolutnej stagnacji, a wręcz cofania się w rozwoju. Kufel był coraz słabszy i dodatkowo jemu zdarzały się dziwne zachowania na boisku o znamionach odpuszczania. Tak więc i jego pozostanie byłoby pokazaniem, że w klubie tolerujemy tę przeciętność, ten marazm, którego Kamil był jednym z symboli.

Pozostali zawodnicy, którzy opuszczają nasz klub nie mieli już większego wpływu na postawę zespołu na boisku. Antonin Bucek generalnie się nie sprawdził, choć kilka dobrych meczów zaliczył. Pozostali byli praktycznie rezerwowymi, którzy jednak w różnych okresach czasu dostawali sporo szans, ale zupełnie nie spełnili oczekiwań i okazali się niewypałami.

Szczególnie cieszy, że pozbyto się z klubu największego darmozjada w historii GieKSy. Bo o ile tacy zawodnicy jak Pitry, Wróbel, Fonfara zrobili jednak w pewnym okresie dla zespołu coś dobrego, to Piotr Petasz okazał się jedną z największych pomyłek. Nie ma co wnikać w brak jego zaangażowania ogólnie na meczach i treningach, ale apogeum jego postawy był mecz z Zagłębiem Lubin, o którym napisano już wszystko. Takiego sabotażu, takiego odpuszczenia meczu nie było w GieKSie chyba nigdy. I o ile na przykład takiemu Pitremu – mimo wszelkich negatywnych słów na jego temat – należy oddać, to co swego czasu dla GieKSy zrobił, tak Petasz okazał się olbrzymią pomyłką i oby już nigdy kogoś takiego w naszym klubie.

Podpisano natomiast nowe kontrakty z kilkoma zawodnikami. Zostaje Sławomir Duda, który jednak musi mocno popracować i odbudować dyspozycję, która swego czasu miał. Potrafił grać twardo w środku boiska, a znaliśmy go także jako strzelca. W ostatnim sezonie mocno się zatracił, ale nowa umowa to szansa na wskoczenie ponownie na dobry poziom, czego mu życzymy. Cieszy też podpisanie kontraktu z Kamilem Bętkowski. Wydawało się, że trener Piekarczyk niespecjalnie widzi dla niego miejsce w zespole, ale jednak Kamil szansę dostanie. Na jego barkach może spoczywać spora odpowiedzialność, bo w środku boiska może być reżyserem gry. Potencjał ma – to jest pewne i szkoda, że dyspozycji z meczu w Siedlcach nie utrzymał dalej. Ale będzie miał na to okazję w nadchodzącym sezonie. Oczywiście umowa też została podpisana z Mateuszem Kamińskim, który w przekroju sezonu po Goncerzu był może drugim najlepszym zawodnikiem.

Do klubu zaczynają też przychodzić nowi zawodnicy, jak utalentowany Wojciech Jurek czy doświadczony Maciej Bębenek. Widać więc, że zespół również powoli się wzmacnia i zwłaszcza przyjście szybkiego i przebojowego Bębenka może napawać optymizmem.

Jak cienka granica jest pomiędzy pesymizmem, a optymizmem co do nadchodzącego sezonu pokazały wspomniane informacje. Szatnia została wyczyszczona z zawodników będących symbolem ostatnich kilku fatalnych lat. Naprawdę, gdy wyobrażam sobie, że mogli zostać, aż się wzdrygam. Miałbym poczucie, że znów jestem na meczach, znów działam, ale jest to tak mega beznadziejne, bez przyszłości.

Nadzieja jednak wraca, szatnia jest praktycznie czysta i należy znów wierzyć. Szatnia jest czysta, mamy dobrego trenera, powoli pojawiają się wzmocnienia. Oczywiście to nie oznacza sukcesów z automatu, ale zwiększa to jednak prawdopodobieństwo, ze taki sukces będzie.

I naprawdę pomóżmy klubowi, pomóżmy zespołowi. Od początku sezonu znowu mobilizacja, znowu wiara w dobre wyniki i znowu… pompowanie balona!

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    marek

    16 czerwca 2015 at 14:40

    Ja jestem bardzo ciekawy, dlaczego w kwestii nowego trenera nie było w ogóle tematu Brosza. Ktoś wie, czy klub w ogóle brał go pod uwagę, w ogóle z nim rozmawiał, oferował mu coś?

  2. Avatar photo

    dzdzdz

    16 czerwca 2015 at 18:04

    a na cholere inny trener niż Piekarczyk? Nie przyszedł Ojrzyński, Urban to on zostaje . Po co nam kolejny trener pokroju Stawowego czy Skowronka, Moskala… da sie wymieniać do skutku.

  3. Avatar photo

    Irishman

    16 czerwca 2015 at 23:23

    Świetnie napisane! To jest tak, że jak się remontuje dom, a zostawi butwiejącą podłogę albo jakieś przeżarte wilgocią ściany to niedługo trzeba cały remont powtarzać od początku. Tak zrobiliśmy rok temu i to nam groziło teraz. Na szczęście ktoś w klubie poszedł po rozum do głowy i wielka chwała mu za to!
    Nareszcie skończyliśmy stosować półśrodki i dlatego ten optymizm faktycznie wraca!

  4. Avatar photo

    MarianoItaliano

    17 czerwca 2015 at 22:11

    Wojciech Trochim 🙂 bardzo dobry piłkarz

  5. Avatar photo

    Sebastian

    18 czerwca 2015 at 14:00

    Można zrzucić winę na trenerów, ale nasuwa mi się jedno powiedzonko „w gównie to i dżepetto nie wyrzeźbi”. A co do przyszłego sezonu to mam nadzieję zobaczyć w końcu na Bukowej tych kilkanaście tysięcy ludzi którzy polubili akcję stadion dla Katowic. Bo kliknąć „lubię to” każdy potrafi ale poprzeć to czynem to już sztuka na którą większości niestety kurwa nie stać…
    PS. Genialny felieton, jak zwykle zresztą 🙂

  6. Avatar photo

    kibic

    18 czerwca 2015 at 16:06

    Kazdy z nas mazy aby na bukowa wrucili kibice a stadion sie zapelnil ,niestety jestem realista i w to nie wierze do puki w klubie nie nastapia zmiany,potrzeba przebudowac konkretnie druzyne,sciagnac pilkarzy dla kturych ludzie beda chodzili na mecze,ale na radzie dwa transfery i to wedlug mnie wzmocnienie tylko druzyny rezerw niw 1 skladu,kiedy wreszcie Cygan dotrzyma slowa i zacznie budowac druzyne,przeciesz przes ostatnie lata nas tylko oszukuje,gdzie sa kibice dlaczego nikt nie zwraca sie do zarzadu aby okreslili plany na przyszlosc i sklad druzyny ,poco nam w klubie pilkarze z innych druzyn co nie graja w obecnych drurzynach lub z nizszych lig pilkarze co zatykaja tylko dziury,czyh w klubie ktos odpowiada za szukanie pilkarzy przeciesz mozna znalesc zawodnikow na wschodnim rynku lub w czechach,mam nadzieje ze wreszcie cos sie zmieni bo ludzie maja dosc Cygana,zarzadu i paru kolesi kibicowskich co stoja murem za tym co jest obecnie,nikt juz niechce ogladac przyjezdrzajacych wsiokow do Katowic a do tego jeszcze nas ogrywaja,aby znowu po paru meczach nie bylo trzeba robic zmian,niech ktos w klubie podejmie meska decyzje nadszed czas abysmy wrucili do ekstraklasy innego wyjscia niema,jesli niechca nic robic to przegonmy tych darmozjadow zyjacych z kasy miasta

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga