Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: uwolnić potencjał w ofensywie
Nie mogą narzekać na nudę kibice przy Ściegiennego w Kielcach. Ostatnie dni dostarczyły im wielu emocji, nie tylko na boisku, ale i w gabinetach. Po dotkliwej porażce z Lechem pracę stracił Jacek Zieliński, a w meczu z GieKSą o obliczu zespołu będzie już decydował nowy trener. Jak ta zmiana wpłynie na postawę Korony? Zapytaliśmy Damiana Wysockiego z portalu wKielcach.info.
Nowy kapitan kieleckiego statku chwycił już za stery?
Chwycił mocno, co cieszy, bo nie było czasu do stracenia. Ostatnie dni w Kielcach były bardzo gorące, a władzom klubu zależało, aby nowy trener mógł przepracować cały mikrocykl treningowy przed meczem z GKS-em. Stąd telefon do Roberta Kolendowicza, szybkie spotkanie i kilkanaście godzin rozmów, z których wyszło, że obie strony mają podobne spojrzenie na ten zespół. Dlatego to właśnie Kolendowicz został trenerem Korony.
Z iloma kandydatami faktycznie konkurował?
Dyrektor sportowy Paweł Golański sondował rynek od jakiegoś czasu i jak sam przyznał, kandydatów było trzech. Numerem jeden był jednak Kolendowicz i to do niego wykonano pierwszy telefon. Dlatego też konkretnych rozmów z innymi kandydatami nie było. Robert Kolendowicz nie jest w Kielcach postacią anonimową – dwadzieścia lat temu grał tu jako piłkarz. Zna się z boiska z Pawłem Golańskim, co też z pewnością ułatwiło osiągnięcie porozumienia. Korona chciała postawić na polskiego trenera, a Kolendowicz zebrał już doświadczenie w Pogoni Szczecin. Będzie chciał udowodnić, że w innym miejscu również sobie poradzi. Po kilkunastomiesięcznej przerwie wraca na ławkę i dostrzegam w nim dużo pozytywnej energii. Bardzo aktywnie prowadził pierwszy trening, pozytywnie wypowiadał się o jakości kadry, jaką tu zastał i liczę, że zatrudnienie tego szkoleniowca będzie powiewem świeżości w szatni Korony.
Spoglądając na wyniki osiągane przez Koronę, trudno dopatrzyć się wyraźnego kryzysu, jak choćby w Rakowie. Mimo to zdecydowano o zwolnieniu Zielińskiego i to po porażce z Lechem. Przegrać z Mistrzem Polski to nie wstyd, ale – jak w popularnym memie – tyle to nie… Czy Jacek Zieliński rzeczywiście „poleciał” za wyniki?
Moim zdaniem to bardziej złożona kwestia. Poprzedni sezon był rozczarowujący, bo Korona punktowała słabo w zasadzie od października aż do końca sezonu i prawie do ostatniej kolejki drżeliśmy o utrzymanie. Pojawiały się wtedy głosy nawołujące do rozstania z trenerem, zdecydowano jednak inaczej. Jacek Zieliński dostał latem dużo zaufania. W tym czasie jakość kadry poszła mocno do góry i mówiło się, że Korona ma grać o coś więcej niż utrzymanie. Początek był średni, co można po części usprawiedliwiać tym, że trener potrzebuje czasu, aby zgrać mocno przebudowany zespół. Niewiele zmieniły trzy tygodnie przerwy reprezentacyjnej, a w Szczecinie drużyna zaprezentowała się słabo. Moim zdaniem plan na tamten mecz nie był optymalny i Korona nie była w stanie wykorzystać swoich atutów. Czarę goryczy przelała natomiast wysoka porażka w Poznaniu. Mogłoby się wydawać, że porażka z Mistrzem Polski nie powinna być pretekstem do zwolnienia trenera, natomiast jej rozmiary i styl, jaki w Poznaniu zaprezentowali piłkarze Jacka Zielińskiego pozwala sądzić, że w tej współpracy coś się wypaliło. Chciałbym jednak podkreślić, że Zieliński to świetny trener i wykonał w Kielcach bardzo dobrą pracę, w pierwszym sezonie utrzymując drużynę, która kadrowo była znacznie słabsza niż dziś. To on odbudował Mariusza Fornalczyka, na którym udało się potem zarobić niezłe pieniądze, on też dał szansę Pau Rescie, który również pozwolił klubowi zarobić przenosząc się do Katowic.
W letnim oknie transferowym Korona należała do najaktywniejszych w Ekstraklasie. Czy w związku z tym oczekiwania kibiców rosną na tyle, że miejsce poza ścisłą czołówką będzie odbierane jako porażka?
Presja na zespole jest coraz większa, bo nazwiska, jakie tego lata trafiły do Kielc, predysponują Koronę do walki o miejsce w europejskich pucharach. Zdaję sobie sprawę, że budowa dobrej drużyny zajmuje lata, czego najlepszym przykładem jest GieKSa. Rozwój waszej drużyny przebiega harmonijnie, a Rafał Górak stawiając na nieoczywistych zawodników, którzy w innych klubach nie pokazywali pełni swojego potencjału, potrafi świetnie wykorzystać ich dla dobra zespołu. W Koronie wybrano inną drogę – zdecydowano się pozyskać zawodników uznanych w Ekstraklasie. Mimo to zauważalnej poprawy w nowym sezonie nie ma, dlatego uznano, że potrzebny jest impuls w postaci nowego trenera.
Spodziewasz się, że trener Kolendowicz zdąży odcisnąć swoje piętno na zespole jeszcze przed meczem z GieKSą?
Myślę, że Korona będzie grała podobnie jak do tej pory, ale pierwszym zadaniem nowego trenera będzie poprawa organizacji gry w defensywie. Ta formacja pozostawiała najwięcej do życzenia, szczególnie w Poznaniu. System raczej się nie zmieni, bo Robert Kolendowicz również w Pogoni preferował model 4-3-3. Zobaczymy co z personaliami, bo po takim meczu jak w Poznaniu zmian – szczególnie w obronie – można się spodziewać. Jacek Zieliński raczej rzadko zmieniał wyjściową jedenastkę, nawet jeśli piłkarze popełniali błędy. Dziś każdy zawodnik ma czystą kartę, więc w rezerwowych może wstąpić nowa energia, aby przekonać do siebie trenera. Przede wszystkim jednak oczekuję, że Kolendowicz dostosuje sposób gry Korony pod najbliższego przeciwnika, bo GKS jest bardzo dobrze ułożonym zespołem, który grając na swoich warunkach jest bardzo groźny, szczególnie w ofensywie.
Udało się wypełnić lukę po Tamarze Svetlinie i Pau Rescie?
Myślę, że tak. Svetlin odgrywał wprawdzie kluczową rolę w poprzednim sezonie, stąd transfer do Saint-Étienne, ale zespół grał wtedy w nieco innym systemie. Ponadto zastępstwo za niego jest bardzo mocne, bo z Zabrza przyszedł Patrik Hellebrand, jeden z najlepszych środkowych pomocników w Ekstraklasie. Ponadto coraz ważniejszą rolę odgrywa w Kielcach Kamil Jakubczyk, który mając mniej zadań defensywnych niż w Arce pokazuje swój potencjał z przodu. Trójkę środkowych pomocników uzupełnia Ondřej Lingr, który niestety w ostatnim meczu doznał poważnej kontuzji i przez jakiś czas nie zagra. Jego miejsce zajmie albo Martin Remacle, albo Simon Gustafson. Z kolei po odejściu Resty linię defensywną wzmocnił Ariel Mosór, który poza meczem w Poznaniu nie zawodzi. Resta to inny typ zawodnika, który zdecydowanie lepiej sprawdza się w formacji z trójką stoperów.
Bilans ruchów transferowych Korony wskazuje mocne przesunięcie akcentów w kierunku ofensywy. Macie kim straszyć. Tymczasem licznik strzelonych goli nie bije przesadnie szybko.
O ile na początku sezonu można było zauważyć, że Korona dobrze wyprowadza piłkę, potrafi przejąć inicjatywę na połowie rywala, to problemy zaczynały się w trzeciej tercji, a więc tuż przed bramką rywala. Mamy bardzo mocnych skrzydłowych – o możliwościach Korony niech świadczy fakt, że trudności z grą w pierwszym składzie ma powracający po kontuzji Dawid Błanik, do niedawna najlepszy zawodnik w tej formacji. Potencjał w ofensywie jest więc spory, ale sztab chyba do końca nie wiedział, jak to wykorzystać. Mariusz Stępiński bywał często osamotniony w polu karnym rywala albo wręcz cofał się do rozegrania, przez co brakowało go pod bramką. Mimo wszystko w dłuższej perspektywie taka jakość jak Hellebrand, Jakubczyk czy Camilo Mena musi się obronić. Kolumbijczyk był najjaśniejszą postacią Korony w Poznaniu i nawet na tle Mistrza Polski wykazywał się łatwością w wygrywaniu pojedynków na skrzydle. Mam nadzieję, że Robert Kolendowicz będzie odważniej stawiał na ofensywę, która nie pokazała jeszcze nawet 30 procent swoich możliwości. Liczę, że nowy trener uwolni ten potencjał.
Prawdziwą burzę wywołał ostatnio w Kanale Sportowym Rafał Gikiewicz, donosząc o niesnaskach w kieleckiej szatni pomiędzy „starymi” a „nowymi”. Rewelacje te szybko zdementował dyrektor sportowy. Jak ty, obserwując klub z bliska, oceniasz te rewelacje?
Uważam to za farmazon. Z pewnością są dysproporcje w zarobkach pomiędzy niektórymi zawodnikami, ale nawet ci piłkarze, którzy trafiali do Korony walczącej o utrzymanie, stale podnoszą swoją wartość i negocjując nowe kontrakty będą mogli stawiac inne warunki. Umowę przedłużył już Remacle, blisko nowego kontraktu jest Sotiríou, ponadto podczas rozmów z zawodnikami nigdy nie przewijał się temat pieniędzy. Nikt nie chodzi obrażony, a Bartek Smolarczyk wprost zastanawiał się, skąd się biorą takie informacje. W szatni panuje dobra atmosfera, zarówno wśród młodych zawodników, jak i tych bardziej doświadczonych, którzy nie pozwoliliby, aby pieniądze przesłoniły wspólny cel, jaki rysuje się przed tym zespołem. Kontrakty rosną, ale rośnie też jakość piłkarzy i mam nadzieję, że wkrótce przełoży się to także na wyniki sportowe.
Wspólny cel to strefa pucharowa?
Zobaczymy, jak się ułoży liga. Czołówka jest wyrównana, a klubów aspirujących do miejsc w czołowej piątce jest znacznie więcej. Zobaczymy, kto ten wyścig wygra. W Kielcach nie mówi się głośno o pucharach, mówi się za to o historycznym miejscu, a takim w przypadku Korony jest każde wyższe niż piąte. Kadra jest więc budowana z tym założeniem, aby w ciągu najbliższych dwóch lat w pucharach zagrać. Ekstraklasa jednak rośnie, a klubów wydających na transfery niemałe pieniądze jest co najmniej kilka. Aby jednak myśleć o rozwoju drużyny, trzeba przed nią stawiać takie cele, a Łukasz Maciejczyk jako ambitny właściciel będzie do tego dążył.
Masz szczególne wspomnienia z pojedynków Korony z GieKSą?
Pamiętam jeszcze obrazki z 1. ligi, kiedy GKS przyjeżdżał do Kielc wspierany przez liczną grupę kibiców. Mam dobre wspomnienia zarówno z meczów domowych, jak i wyjazdowych, choć na waszym nowym stadionie jeszcze nie byłem. Słyszałem za to, że zawsze jest tam wspaniała atmosfera. Szczególnie w pamięci zapadło mi pierwsze spotkanie w Katowicach, jeszcze na starej Bukowej, kiedy w ostatniej minucie zwycięską bramkę dla Korony zdobył Dawid Błanik. Lubię natomiast oglądać GieKSę, a szczególnie Bartka Nowaka. Wciąż zastanawiam się, czego mu brakuje, żeby zagrać w reprezentacji, bo moim zdaniem jest jednym z najlepszych zawodników biegających po polskich boiskach.
Zarówno Korona, jak i GKS, liżą świeże rany po porażkach z Pogonią, która jest szczególnym klubem dla Roberta Kolendowicza. Jak na tle tego zespołu oceniasz obecną formę sobotnich rywali?
Byłoby dobrze, gdyby Korona grała w defensywie tak jak Pogoń – to bardzo niewygodny przeciwnik, który sprawił nam wiele problemów. W sobotę spodziewam się jednak bardziej otwartego meczu z obu stron. Liczę na dobre widowisko, choć zdaję sobie sprawę, że Korona nie będzie mogła się całkiem otworzyć, bo trzeba pilnować nie tylko Nowaka, ale wszystkich ofensywnych zawodników GKS-u. Jestem ciekawy, jak w krótkim czasie poukłada to nowy trener. W debiucie przed własną publicznością będzie się chciał pokazać z dobrej strony, a niestety w ostatnim czasie Korona zatraciła atut własnego boiska. Spodziewam się dobrego, otwartego meczu, bo po obu stronach są zawodnicy prezentujący wysoką jakość, którzy mogą gwarantować ciekawe widowisko.
Nasz ostatni mecz w Kielcach, mimo że bramki padały w nim wyłącznie po stałych fragmentach gry, również do nudnych nie należał.
Okazji bramkowych było w tamtym meczu sporo i myślę, że w sobotę będzie podobnie. Korona wygląda dobrze na tle rywala, który również chce grać w piłkę, nie nastawiając się tylko na kontry. Zespół Jacka Zielińskiego zazwyczaj imponował w fazach przejściowych, wykorzystując szybkich skrzydłowych. W ataku pozycyjnym tych okazji było mniej i myślę, że to będzie próbował usprawnić Robert Kolendowicz. Co do stałych fragmentów, to w tym elemencie Korona wyraźnie się zacięła. Mimo że dośrodkowań jest sporo, to nie mają one przełożenia na dorobek bramkowy.
Jaki wynik padnie w sobotę przy Ściegiennego?
Pytany o wynik meczu Korony zawsze odpowiadam, że wygramy 3:0. Będę więc wierny sobie i w tym wypadku też zdania nie zmienię, ale to samo powiedziałbym nawet, gdybyśmy grali z Barceloną. Życzę nam wszystkim udanego meczu, po którym nie będziemy narzekali, że było za mało piłki w piłce. Niech to będzie żywy mecz, w którym wygra lepszy.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze