Piłka nożna Prasówka
Media o wczorajszym meczu: GKS Katowice nie żartuje
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 5:1 (3:1).
weszlo.com – GKS Katowice nie żartuje. Europejskie puchary coraz bliżej
To nie są żarty. GKS Katowice jest coraz bliżej europejskich pucharów. Po rozgromieniu Termaliki i przypieczętowaniu jej spadku do I ligi podopieczni Rafała Góraka przynajmniej na chwilę wskoczyli na trzecie miejsce.
Mateusz Kowalczyk zaraz po końcowym gwizdku trzeźwo zauważył przed kamerami Canal+ Sport, że wynikowo jest super, ale nie był to najlepszy mecz w wykonaniu jego i kolegów. Mieliśmy bowiem do czynienia z klasycznym Bruk-Betem, do której w tej postaci już się przyzwyczailiśmy.
Goście przeważali, grali naprawdę ciekawie z przodu, dochodzili do niezłych sytuacji, zanotowali blisko dwa razy więcej kontaktów z piłką w polu karnym przeciwnika niż GieKSa. Tylko co z tego, skoro kolejny raz nie przełożyło się to na efekty, a gdy już rywale ruszali z atakami, to przy fatalnej defensywie nie było czego zbierać.
Nie ma mowy o przypadku czy wyjątkowym pechu. W ten sposób można do kogoś podejść ze zrozumieniem raz, dwa czy trzy, ale nie czternasty czy piętnasty. Termalica spada, bo w bronieniu pozostała drużyną pierwszoligową, co nie mogło przynieść powodzenia w Ekstraklasie, zwłaszcza przy tak wyjątkowo wyrównanej stawce.
Trudno stwierdzić, kto w ekipie gości najbardziej kopał się po czole w bronieniu. Arkadiusz Kasperkiewicz strzelił absurdalnego samobója na 0:1, gdy wydawało się, że jego drużyna opanowała sytuację na boisku.
Gabriel Isik miotał się i wiecznie był spóźniony. Nie pokrył Szkurina po rzucie rożnym Nowaka (Białorusin trafił do siatki na raty) i został wręcz ośmieszony przez Markovicia, który po wyrzucie z autu jakby nigdy nic zszedł sobie ze skrzydła do środka pola karnego, minął bramkarza i trafił na 5:1.
Lucas Masouero ruszał się jak wóz z węglem. Z kimś takim w tyłach nie sposób poczuć się pewnie. W przerwie zmienił go Artem Putiwcem, który przynajmniej dołożył trochę więcej zdecydowania, ale generalnie jest już po drugiej stronie rzeki.
Wahadłowi niezbyt dawali radę w tyłach, słabszy dzień miał Maciej Amrosiewicz i w efekcie GKS bezlitośnie wyprowadzał kolejne ciosy. Marković znów strzelił dwa gole, do tego jeszcze zaliczył asystę przy bramce wracającego do gry Kowalczyka. Najpiękniejsza była kontra na 3:0, gdy dwa podania od własnego pola karnego wystarczyły, żeby Marković sfinalizował akcję.
Aż trudno uwierzyć, że przy takim wyniku żadnego konkretu nie uzyskał Bartosz Nowak. Co nie znaczy, że tylko się przyglądał. Po jego dośrodkowaniu z rzutu wolnego poprzeczkę obił Arkadiusz Jędrych, po jego centrze z rożnego na raty na 2:0 strzelał Szkurin i to on napędził wspomnianą przed chwilą kontrę.
GKS odniósł piąte z rzędu zwycięstwo na własnym stadionie i naprawdę za chwilę może znaleźć się w pucharowych eliminacjach. Rozkład jazdy na trzy ostatnie kolejki teoretycznie nie rozpieszcza (Piast wyjazd, Jagiellonia dom, Pogoń wyjazd), ale wszyscy już dobrze wiemy, że pojęcie dobrego lub złego terminarza w Ekstraklasie praktycznie nie istnieje.
Termalica od początku swoją obecność w elicie traktowała jako zaszczyt i wielkie wydarzenie, więc żegna się z nią bez atmosfery dramatu i wielkiej porażki. Najwyraźniej z takiej kadry więcej nie dało się wycisnąć.
dziennikzachodni.pl – Gieklasacja na Nowej Bukowej! GKS Katowice w doskonałym stylu wskakuje na podium
W rozegranym 3 maja spotkaniu 31. kolejki PKO Ekstraklasy GKS Katowice rywalizował z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza. Katowiczanie nie zwalniają tempa na Nowej Bukowej, a ich fani mieli w majówkę powody do świętowania, natomiast zespół z Niecieczy przypieczętował swój spadek.
Piłkarze GKS Katowice nie zwalniają tempa i walczą o miejsce na podium w PKO Ekstraklasie. Podopieczni Rafała Góraka w niedzielne południe pokonali u siebie Bruk-Bet Termalicę Nieciecza przypieczętowując spadek do Betclic 1. Ligi „Słoni”, które straciły już nawet matematyczne szanse na utrzymanie.
Dla Katowiczan była to piąta z rzędu ligowa wygrana na Nowej Bukowej, która stała się dla GieKSy prawdziwą twierdzą. W tym roku gospodarze jeszcze u siebie nie przegrali, w czym spory udział mieli kibice świetnie dopingujący piłkarzy trenera Góraka i stwarzający na trybunach nowego stadionu fantastyczną atmosferę. Fani w majówkę mieli na Arenie Katowice powody do świętowania.
Piłkarze Bruk-Betu odważnie zaczęli to spotkanie i w pierwszym kwadransie byli zespołem lepszym. Mogli nawet objąć prowadzenie, ale po odbiciu piłki przez Lukasa Klemenza po dośrodkowaniu z rogu ta trafiła w poprzeczkę. GieKSa szybko jednak opanowała sytuację. Co prawda po centrze Bartosza Nowaka Arkadiusz Jędrych główkował w poprzeczkę, ale później w niespełna kwadrans padły trzy gole dla gospodarzy.
Pierwszy padł w kuriozalnych okolicznościach, bo po dalekim wrzucie z autu Mateusza Kowalczyka piłkę do własnej bramki skierował nieatakowany przez przez nikogo Arkadiusz Kasperkiewicz. Potem Ilja Szkurin dobił z bliska swój własny strzał trafiając w stojącego na linii bramkowej Kamila Zapolnika. Wreszcie Katowiczanie przeprowadzili błyskawiczną kontrę – Szkurin wyłożył piłkę do Emana Markovicia, a Norweg z zimną krwią zaliczył swoje siódme trafienie w tym sezonie w PKO Ekstraklasie.
Jeszcze przed przerwą honorową bramkę dla Termaliki strzelił Zapolnik, który mimo asysty dwóch obrońców zdołał odwrócić się z piłką i pokonać Dawida Kudłę. Na więcej gości już nie było w Katowicach stać, natomiast GieKSa po zmianie stron strzeliła jeszcze dwa gole. Najpierw po podaniu Markovicia sytuację sam na sam z bramkarzem wykorzystał Kowalczyk, a później Norweg zabawił się z bramkarzem oraz obrońcą z Niecieczy i strzelił swojego drugą bramkę w tym spotkaniu przypieczętowując triumf swojej drużyny.
Pięć wniosków po meczu GKS Katowice z Niecieczą. Na Nowej Bukowej pachnie europejskimi pucharami
[…] Oto pięć wniosków po spotkaniu GieKSy z beniaminkiem z Niecieczy.
1. GKS Katowice coraz bliżej europejskich pucharów. Katowiczanie walczą o miejsce na podium PKO Ekstraklasy. Po tej wygranej awansowali na trzecie miejsce w tabeli, ale rywale do medalu mają jeszcze do rozegrania zaległy mecz. Podopieczni Rafała Góraka są jednak coraz bliżej zapewnienia sobie gry w europejskich pucharach, w których po raz ostatni grali w 2003 roku.
2. Twierdza na Nowej Bukowej. Wysoka lokata GieKSy w lidze to przede wszystkim efekt świetnej gry na swoim stadionie. Nowa Bukowa stała się przez ten rok jej funkcjonowania prawdziwą twierdzą zespołu trenera Góraka, który u siebie wygrał pięć ligowych spotkań z rzędu, a w sumie zdobył tu 32 z 47 wywalczonych dotąd punktów.
3. Świetna seria Emana Markovicia. Norweg trafiając do siatki zespołu z Niecieczy zdobył swojego siódmego i ósmego gola w tym sezonie ligowym. Była to jednocześnie jego szósta i siódma bramka w czwartym kolejnym spotkaniu. W trzech ostatni pojedynkach po dwa razy trafiał do siatki rywali. Jeszcze chwila i napastnik GieKSy dorówna swojemu dobremu koledze z młodzieżowych reprezentacji Norwegii Erlingowi Haalandowi.
4. Katowiczanie mistrzami wrzutów z autu. W naszej lidze za specjalistę od dalekich wrzutów z autu uważano Puszczę Niepołomice. Po spadku tej drużyny palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie można jednak przyznać drużynie GKS. Potrafią to robić zarówno Marcin Wasielewski jak i Mateusza Kowalczyk, a ten ostatni zaliczył w ten sposób asystę przy samobóju Arkadiusza Kasperkiewicza.
5. Pierwsze trafienie Mateusza Kowalczyka. Pomocnik młodzieżowej reprezentacji Polski do asysty dołożył też bramkę. To było pierwsze trafienie 22-letniego zawodnika w tym sezonie. Co prawda na początku sezonu trafił już do siatki w spotkaniu z Widzewem, ale był to gol samobójczy, a ten strzelony Bruk-Betowi sprawił mu dużo radości.
gol24.pl – Serpentyny na meczu PKO Ekstraklasy GKS Katowice – Bruk-Bet Termalica. Aż się stary czasy przypominają na Nowej Bukowej
Pamiętacie jeszcze erę serpentyn w polskim futbolu? Kibice GKS-u Katowice przypomnieli o tym legendarnym kibicowskim atrybucie przed pierwszym gwizdkiem meczu, rzucając je na murawę. Nie stanowiły one jednak problemu, a pierwsze niedzielne spotkanie 31. kolejki PKO Ekstraklasy z Bruk-Betem Termalicą rozpoczęło się o czasie od godziny 12:15.
Zapachniało starymi czasami i przede wszystkim klimatem w pierwszym niedzielnym meczu PKO Ekstraklasy. Kibice GieKSy wnieśli serpentyny, które rzucili na boisko w momencie rozbrzmiewania pierwszego gwizdka sędziego Pawła Malca. Służby porządkowe jednak w porę zareagowały i nie doprowadziły do opóźnień.
Na boisku również było dla nich wesoło od pierwszej minuty. Pierw pechowo do własnej bramki trafił Arkadiusz Kasperkiewicz, a następnie dobił do pustej bramki Ilja Szkurin. Cios prosto w serce przyjezdnym walczącym o życie w PKO Ekstraklasie zadał rewelacyjny Norweg i kolega Erlinga Haalanda Eman Marković, który trafił po raz ósmy w dobiegającym końca sezonie.
katowickisport.pl – GKS Katowice zdemolował i zdegradował rywala
Choć mecze rozgrywane w niedzielę w południe nie należą do ulubionych terminów piłkarzy i kibiców, zawodnicy i fani GKS-u Katowice tym razem nie mieli prawa narzekać. Pogoda sprzyjała, a zespół Rafała Góraka pokazał swoje najlepsze oblicze.
GKS Katowice nie miał dla rozpaczliwie walczącego o utrzymanie rywala litości. Już w 18. minucie meczu piłkę do własnej bramki niefortunnie skierował Arkadiusz Kasperkiewicz, który pierwszy dopadł we własnym polu karnym do piłki… wrzuconej przez GIEKSĘ z autu. Cztery minuty później gospodarzy nikt już nie musiał wyręczać, bo do bramki Adriana Chovana trafił Ilia Szkurin. Po półgodzinie gry Katowiczanie prowadzili już 3:0, a na listę strzelców wpisał się Eman Marković. Przed przerwą dystans minimalnie skrócił Kamil Zapolnik, ale na niewiele się to zdało.
Ekipa Rafała Góraka po zmianie stron kontynuowała piłkarski koncert. Zdobyła jeszcze dwa gole po pięknych, składnych akcjach i rasowym ich wykończeniu najpierw w 58. minucie przez Mateusza Kowalczyka, a niedługo później w 65. minucie ponownie przez Markovicia.
W samej końcówce blisko drugiego gola dla gości był Andrzej Trubeha, ale po analizie VAR jego trafienie zostało unieważnione. Ekipa z Niecieczy ostatecznie nie tylko wysoko przegrała, ale też spadła z PKO BP Ekstraklasy, bo choć zanosiło się na to od dawna, dopiero po niedzielnej porażce Bruk-Bet Termalica stracił matematyczne szanse na utrzymanie. Tymczasem GKS awansował na trzecie miejsce w tabeli i pozostaje w walce o przepustkę do europejskich pucharów. Ten sam GKS, którego trenera jesienią niektórzy chcieli już w Katowicach żegnać…
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze