Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Raków znalazł sposób na GKS Katowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (0:0).
weszlo.com – Ławka ławce nierówna. Raków wygrał, pomogli rezerwowi
Całkiem uczciwie przyznam – był w pierwszej połowie taki trudny moment, kiedy oko mi się przymykało i miałem dość. Tak mi się jednak nieszczęśliwie wylosowało, że akurat ten przenudny mecz musiałem śledzić naprawdę uważnie. Jakoś się więc pozbierałem, koszt był wielki. I wynagrodzili mi go jedynie częściowo rezerwowi Rakowa.
[…] Dwa razy bramkę próbował bombardować Jędrych, który wykorzystał swoje dobre ustawienie i równie dobrą „czutkę” po dośrodkowaniach Nowaka. Piłka spadała mu pod nogi, ale nie uderzał celnie. Efektownie tak, celnie nie. Zobaczyłem też całkiem wyraźnie, jak Adam Zrelak koncertowo knoci najlepszą akcję meczu, kiedy katowiczanie wychodzili trzech na jednego i… i nic, właśnie nic. Zrelak podał prosto do wracającego kolejnego rywala i tyle tę dobrą akcję widzieli.
Kolejne minuty upłynęły mi na przyspieszonym mruganiu i dalszej walce z sennością.
[…] Zaraz po zmianie stron zobaczyłem, jak świeżo wprowadzony do gry Diaby-Fadiga fajnie napędził akcję Rakowa, tylko po to, żeby dobiegając do szesnastego metra, posłać beznadziejne podanie za linię końcową boiska. Oho, doskonały zwiastun na kolejne wyborne minuty z tym porywającym widowiskiem. Liczyłem, że GieKSa może wykreuje coś odrobinę ciekawszego.
No, może warto dodać cudzysłów – „ciekawszego”. Coś tam wrzucił w pole karne Galan, nawet popatrzyłem na ekran z rzadką nadzieją. Coś tam wystawił Jędrych, tyle że… Bulatowi, który z jakiegoś trzynastego metra postanowił przyfasolić wysoko ponad bramką Strączka.
Ciężko, ciężko. Mało pozytywów.
Warto odnotować, że Marek Papszun, nawet on, też musiał mieć dosyć beznadziei pierwszej połowy, skoro na drugą wpuścił do gry Ameyawa i Diaby-Fadigę. Panowie trochę zaczęli mieszać, może nie od razu, ale po kwadransie to oni dali chyba sygnał do poruszenia. Jeden zaliczył dobre dośrodkowanie, na głowę drugiego, padł strzał. Niecelny, ale zawsze coś, nie?
Potem już sam Diaby-Fadiga uderzył mocno wzdłuż bramki, przez chwilę nawet wydawało się, że w jej światło, bo piłkę odbijał Strączek. Ale to by było dla nas za dobre.
Najbliżej celnego strzału był więc zachęcony przez aktywność dwóch kolegów Makuch, który strzałem głową sprawdził, czy poprzeczka jest na swoim miejscu. No i była, faktycznie.
Aż nastąpiła najpiękniejsza w tym całym niepięknym spotkaniu 67. minuta.
Mogli ją przeprowadzić, strzelić tego gola i nie zawracać gitary przez resztę czasu. Galan niby szedł na bezpańską piłkę, ale bez przekonania. Przekonany był natomiast Diaby-Fadiga, który samymi chęciami przejął futbolówkę. Rywal dalej nie chciał mu za bardzo przeszkadzać, więc piłkarz Rakowa dorzucił w kocioł, tam nabiegł na dośrodkowanie Brunes i mieliśmy bramkę.
To był w sumie szesnasty strzał w tym spotkaniu i pierwszy, który zapisaliśmy w statystykach jako celny. Jeden z trzech celnych i o jeden więcej, niż zanotowali goście z Katowic.
A mieli ku temu swoją doskonałą okazję, kiedy Marković uderzał z siódmego metra, mając przed sobą tylko Zycha i trafił w poprzeczkę. Doskonała wizytówka dla jego kuriozalnej zmiany, z której da się ulepić efektowną składankę zagrań kompletnie nieudanych.
Wprowadzeni w przerwie Diaby-Fadiga i Ameyaw, jak już napisałem wcześniej, dali radę. Dobrą zmianę zaliczył w sumie Repka. W końcówce pojawili się Amorim i Rondić, też dało się ich jakoś zapamiętać. Zmiany generalnie były dla Medalików wartością dodaną, uratowały ten beznadziejny bez nich mecz.
Zupełnie inaczej na występ swoich rezerwowych spojrzy na pewno Rafał Górak, który jeszcze przy stanie 0:0 wpuścił na boisko Markovicia i Rogalę. O pierwszym już trochę było, obraz nędzy i rozpaczy. Drugi niespecjalnie się przyłożył do gry w obronie i to przed jego nosem do główki wyskoczył strzelający gola Brunes.
Wprowadzanych później Szkuryna i Błąda nawet nie ma co oceniać, bo jak tu poważnie podchodzić do meczu, w którym ofensywni piłkarze ekipy z Katowic nie oddali nawet celnego strzału? Żal, po prostu żal było patrzeć.
sport.tvp.pl – Raków Częstochowa pokonał GKS Katowice. Punkt straty do lidera PKO BP Ekstraklasy
Słowa Marka Papszuna o odejściu z Rakowa do Legii mobilizująco podziałały na piłkarzy Medalików. Częstochowianie odnieśli czwarte zwycięstwo z rzędu, jeśli chodzi o wszystkie rozgrywki, pokonując GKS Katowice 1:0 (0:0).
[…] Pierwsza połowa należała do katowiczan. Podopieczni Rafała Góraka powinni prowadzić dwiema bramkami. Arkadiusz Jędrych minimalnie przestrzelił, a Adam Zrelak nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Czujność w bramce Rakowa zachowywał Oliwier Zych, który popisywał się dobrymi interwencjami. Blisko trafienia dla gospodarzy był Jonatan Braut Brunes, ale uderzył nad poprzeczką.
Do przerwy nie obejrzeliśmy żadnego celnego strzału. Wówczas Marek Papszun wziął sprawy w swoje ręce i wpuścił na murawę etatowego dżokera, Lamine Diaby Fadigę i Michaela Ameyawa. Zmiany poskutkowały ożywieniem ofensywy Rakowa.
O ile akcje Marko Bulata i Patryka Makucha nie zakończyły się powodzeniem, tak Brunes znalazł drogę do siatki. W 67. minucie po asyście Diaby-Fadigi, Norweg otworzył wynik spotkania. Jak się okazało, był to jedyny gol, który padł tego dnia w Częstochowie.
dziennikzachodni.pl – Brunes znów trafił i „Medaliki” nie zwalniają tempa. W nowych koszulkach pokonały katowiczan
W meczu 18. kolejki PKO Ekstraklasy rozegranym 7 grudnia Raków Częstochowa pokonał GKS Katowice 1:0. Jedynego gola strzelił najlepszy strzelec częstochowian Jonatan Braut Brunes. Podopieczni trenera Marka Papszuna po raz drugi w tym sezonie ograli katowiczan, a w pojedynku 1, kolejki o ich wygranej także zadecydowała bramka Norwega.
[…] Obydwie drużyny miały w nogach rozgrywane w środku tygodnia mecze STS Pucharu Polski i pojedynek pod Jasną Górą nie był wielkim widowiskiem. Dość powiedzieć, że do przerwy kibice w Częstochowie nie obejrzeli ani jednego celnego strzału. Na szczęście więcej emocji było na boisku po zmianie stron.
Pierwsza połowa należała do katowiczan. Sygnał do natarcia dał Arkadiusz Jędrych. Kapitan GKS uderzył z woleja potężnie, ale tuż nad poprzeczką. Potem Oliwiera Zycha próbował zaskoczyć Marcel Wędrychowski, ale najlepsze okazje miał Adam Zrelak. Słowak najpierw nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem dając sobie w ostatniej chwili zabrać piłkę Apostolosowi Konstantopoulosowi, a później gdy na jednego obrońcę Rakowa biegło aż trzech gracz GieKSy Zrelak źle podał do Bartosza Nowaka i wracający Bogdan Racovitan zdołał wybić piłkę. Częstochowianie jedyną okazję mieli po strzale Jonatana Brauta Brunesa, ale Norweg z 16 m przymierzył nad bramką.
Niezadowolony z postawy swojej drużyny trener Marek Papszun już w przerwie dokonał dwóch zmian wpuszczając na boisko Michaela Ameyawa i Lamnie Diaby-Fadigę. Francuz zaraz po wejściu na murawę mógł zostać bohaterem częstochowian, ale źle podał piłkę w pole karne do Brunesa. Raków przejął inicjatywę i zaczął zagrażać bramce katowiczan. Groźnie strzelał Marko Bulat, potem z bliska spudłował Diaby-Fadiga, a Patryk Makuch główkował w poprzeczkę.
Gospodarze dalej atakowali i w końcu po dośrodkowaniu Diaby-Fadigi z bliska głową do siatki trafił Brunes. To była dziewiąta ligowa bramka Norwega w tym sezonie i szósty z rzędu mecz z golem. Raków dominował w drugiej połowie, ale GKS mógł wyrównać na kwadrans przed końcem. Rezerwowy Eman Marković będąc sam przed bramką trafił w poprzeczkę. Jak widać nie każdy Norweg jest tak skuteczny jak Brunes, choć obaj dobrze znają Erlinga Haalanda. W końcówce bliski zdobycia gola dla częstochowian był Oskar Repka, ale główkę byłego zawodnika katowiczan obronił Rafał Strączek.
sportowefakty.wp.pl – Zmiennicy dali impuls. Raków znalazł sposób na GKS Katowice
Męczył się Raków Częstochowa, ale podkręcił tempo w drugiej połowie i ostatecznie wygrał z GKS-em Katowice 1:0 w ostatnim niedzielnym meczu 18. kolejki PKO Ekstraklasy. Jedynego gola strzelił Jonatan Braut Brunes.
Przez ok. 50 minut Raków Częstochowa był totalnie nijaki. Gra się nie kleiła, sytuacji nie było.
GKS Katowice powinien prowadzić do przerwy przynajmniej 1:0, ale ewidentnie swojego dnia nie miał Adam Zrelak.
W przerwie trener Marek Papszun zdjął z boiska najsłabsze ogniwa, a szansę otrzymali m.in. Lamine Diaby-Fadiga oraz Michael Ameyaw. I – co tu dużo mówić – różnica widoczna była gołym okiem.
Gospodarze rozkręcali się, a w pewnym momencie zdecydowanie przejęli inicjatywę. Zaczęły pojawiać się sytuacje, m.in. w poprzeczkę strzelił Patryk Makuch. W końcu nadeszła jednak 67. minuta. Diaby-Fadiga powalczył o piłkę w polu karnym, zagrał na głowę Jonatana Brauta Brunesa, a ten z kilku metrów pokonał Rafała Strączka.
Goście mogli wyrównać na kwadrans przed końcem, lecz w doskonałej sytuacji pomylił się Eman Markovic i z bliska strzelił w poprzeczkę. Ale to tyle.
[…] W tej sytuacji podobać się mógł zespół GKS-u Katowice, choć… też nie prezentował niczego szczególnego, ale przynajmniej dochodził do sytuacji. Dwukrotnie pozostawiony bez opieki w polu karnym był Arkadiusz Jędrych, jednak w obu przypadkach strzelał nad bramką. Dwa razy fatalnie zachował się zaś wspomniany Zrelak – najpierw dał się dogonić rywalowi, gdy biegł w kierunku bramki od połowy boiska, a dosłownie po chwili zachował się fatalnie, gdy katowiczanie mieli akcję trzech na jednego.
Jednak po przerwie obraz gry zmienił się o 180 stopni. Raków przejął inicjatywę i długimi fragmentami nie wypuszczał rywala z własnej połowy.
Dopiero po bramce katowiczanie nieco się ożywili (wspomniane uderzenie w poprzeczkę), natomiast nie byli w stanie odwrócić losów rywalizacji.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze