Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: GKS Katowice upiekł dwie pieczenie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Korona Kielce 1:0 (0:0).

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice upiekł dwie pieczenie na jednym meczu! Wygrał z Koroną Kielce i wreszcie nie stracił gola

GKS Katowice wygrał drugi mecz z rzędu. Po wyjazdowym spotkaniu z Motorem Lublin tym razem u siebie pokonał Koronę Kielce. Zespół Rafała Góraka ucieka od strefy spadkowej.

Wyniki meczów poprzedzających starcie GKS Katowice z Koroną Kielce z pewnością podniosły ciśnienie Rafałowi Górakowi i jego piłkarzom. Dół tabeli zaczął wyraźnie tracić dystans do miejsc gwarantujących spokój, więc w sobotni zimny wieczór zdobycie trzech punktów stało się koniecznością. I to w konfrontacji z rywalem, z którym GieKSa nigdy nie zremisowała: oba zespoły miały na koncie po pięć zwycięstw.

Katowiczanie wychodzili na murawę z serią osiemnastu meczów z rzędu ze straconym przynajmniej jednym golem.

– Tęsknimy już za zerem z tyłu – przyznał Lukas Klemenz, który znalazł się w wyjściowym zestawieniu linii obrony.

Mecz od początku był mocno energetyczny. Było dużo twardej walki i biegania, ale nie wynikały z tego konkretne sytuacje podbramkowe. Najbliżej szczęścia był Borja Galan, który raz przestrzelił z czterech metrów, a raz jego „centrostrzał” obsunął się po poprzeczce na słupek i skończyło się rzutem rożnym. Korona zrewanżowała się w 39 minucie – Pau Resta główkował w poprzeczkę, a dobitkę Constantina Soteriou wybił z linii bramkowej Klemenz. W czasie tej akcji Resta i Borja Galan zderzyli się głowami. Temu pierwszemu założono szwy, a do gry obaj wrócili w opatrunkach.

W drugiej połowie walka rozgorzała na dobre. Kibiców poderwał w 50 minucie Bartosz Nowak oddając świetny strzał z półobrotu, równie efektownie wybroniony przez Xaviera Dziekońskiego. W 80 minucie na przebój poszedł Marcel Wędrychowski i golkiperowi Korony znów dopisało szczęście, bo piłka trafiła w pięty jednego z obrońców.

GKS dopiął swego na niespełna kwadrans przed końcem meczu.. Wędrychowski wrzucił piłkę do Galana, ten zgrał ją do Sebastiana Milewskiego i było 1:0! A chwilę później do siatki trafił Nowak, jednak był na spalonym.

W 88 minucie serca kibiców zadrżały. Martin Remacle znalazł się pięć metrów przed bramką gospodarzy, Rafał Strączek nie miał już szans na skuteczną interwencję, ale wyręczył go Galan. Dzięki temu trzy punkty zostały w Katowicach i wyzerowany został licznik meczów ze straconym golem.

Gorąca atmosfera i ponad 12.000 kibiców na meczu GKS Katowice – Korona Kielce. Fani obu zespołów dali z siebie wszystko

Z Kielc przyjechało znacznie więcej kibiców niż mieści na Nowej Bukowej sektor przeznaczony dla gości. Sympatycy Korony szybko zaprezentowali sektorówkę, a potem odpalili race.

Fani GKS-u koncentrowali się na chóralnym dopingu i żywo reagowali na boiskowe wydarzenia. 11.000 – w większości ubranych na żółto – osób liczyło na cenne trzy punkty i zachowanie czystego konta po stronie straconych goli, co nie przydarzyło się drużynie Góraka w osiemnastu poprzednich występach.

I oba te cele zostały przez GKS osiągnięte! Nic więc dziwnego, że piłkarze i kibice bawili się wspólnie jeszcze długo po meczu.

cksport.pl – Jeden błąd i porażka. Korona wraca z Katowic pokonana

W porównaniu do ostatniego ligowego meczu z Górnikiem Zabrze w składzie kielczan doszło do jednej zmiany. Tuż przed rozpoczęciem rywalizacji Huberta Zwoźnego zastąpił Viktor Popov.

Od początku gra była wyrównana i toczyła się głównie w środkowej części boiska. Żadna z drużyn nie była w stanie skonstruować dogodnych sytuacji strzeleckich mimo licznych prób, zagrań w pola karne rywali. Najlepszą okazję w 23. minucie po rzucie wolnym Bartosza Nowaka miał Borja Galán, który z czterech metrów przestrzelił wysoko nad poprzeczką bramki przyjezdnych.

Sześć minut później po dobrym zgraniu Dawida Błanika znajdujący się w polu karnym katowiczan Stjepan Davidović uderzył niecelnie. W 32. minucie hiszpański wahadłowy gospodarzy popisał się centrostrzałem, który wylądował na słupku i nie wpadł do siatki „Koroniarzy”. Podopieczni Jacka Zielińskiego mogli odpowiedzieć chwilę później po świetnej kontrze rozprowadzonej przez Antonia i Davidovicia, jednak złe przyjęcie piłki przez Dawida Błanika zniweczyło szasnę na otwarcie wyniku na Arenie Katowice.

Piłkarze ze stolicy województwa świętokrzyskiego mogli uczynić to kilkadziesiąt sekund później. Po świetnym dośrodkowaniu Konrada Matuszewskiego najpierw w poprzeczkę główkował Pau Resta, a dobitkę Konstantinosa Sotiriou z linii bramkowej wybił Lukas Klemenz. Do przerwy bramki, jednak nie padły.

W 52. minucie groźny strzał z pola karnego oddał Bartosz Nowak, ale znakomitą paradą popisał się Xavier Dziekoński. Kolejne fragmenty potyczki minęły pod znakiem wyrównanej gry i próby przejęcia kontroli przez każdą ze stron. W 71. minucie dobrą szasnę miał Marcel Wędrychowski, ale kielecki bramkarz wraz z Bartłomiejem Smolarczykiem zażegnali niebezpieczeństwu.

Ekipa Rafała Góraka dopięła jednak swego w 76. minucie. Po zgraniu Borjy Galána do piłki dopadł Sebastian Milewski i skierował ją do siatki „żółto-czerwonych” (0:1).

Po chwili autor bramki świetnie rozprowadził kontratak i zagrał do Bartosza Nowaka, który pokonał Dziekońskiego, lecz na szczęście gości gracz „GieKSy” był na pozycji spalonej.

W odpowiedzi dobrą akcją popisał się Nikodem Niski, ale dobrą interwencją popisał się Rafał Strączek. Przyjezdni próbowali zagrozić bramce „żółto-zielono-czarnych”, jednak w kluczowych momentach brakowało im dokładności. Tak było chociażby w 86. minucie gdy po zamieszaniu w polu karnym rywali strzał wysoko ponad poprzeczką oddał Nono. Blisko szczęścia trzy minuty później był Martin Remacle, ale jego strzał z linii bramkowej wybił Galán. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie i Korona przegrała w Katowicach 0:1.

korona-kielce.pl – Porażka w Katowicach

Początek tego spotkania był zachowawczy z obu stron. Z biegiem czasu Korona zaczęła jednak zyskiwać optyczną przewagę. Nasi zawodnicy częściej utrzymywali się przy piłce i z większą ochotą od rywala starali się konstruować akcje kombinacyjne.

Niestety nie przełożyło się to na zbyt wiele klarownych sytuacji. Za każdym razem brakowało szczęścia, celności czy też lepszej i szybszej decyzji. Jeśli chodzi o to wspomniane szczęście, to brakowało go w ofensywie, bo w 32. minucie akurat nam ono dopisało, gdy na drodze GKS-u stanął najpierw słupek, a później skutecznie interweniujący Konstantinos Soteriou.

Zdecydowanie najbliżej wyjścia na prowadzenie byliśmy w 39. minucie, kiedy to najpierw Pau Resta po strzale głową obił poprzeczkę, a dobitkę Konstantinosa Soteriou z linii bramkowej wybił Lukas Klemenz. W konsekwencji na przerwę oba zespoły schodziły z bezbramkowym remisem.

Drugą połowę z większym animuszem rozpoczęli katowiczanie. W 52. minucie Xavier Dziekoński popisał się wspaniałą paradą po imponującym uderzeniu z powietrza autorstwa Bartosza Nowaka. W kolejnych minutach niewiele się działo, zwłaszcza z naszej inicjatywy, ale bliżej gola cały czas była GieKSa.

Kluczowy moment tego starcia miał miejsce w 76. minucie. Borja Galán zgrał głową w polu karnym do Sebastiana Milewskiego, a rezerwowy uderzył płasko, z pierwszej piłki i pokonał naszego bramkarza. Złocisto-Krwiści walczyli do końca, ale mieli pecha.

W 89. minucie gospodarze drugi raz tego wieczoru wybili futbolówkę z linii. Tym razem po strzale z bardzo bliskiej odległości Martina Remacle’a interweniował wspomniany wcześniej Galán.

gol24.pl – To pierwsze czyste konto dla gospodarzy w sezonie

Piłkarze GKS Katowice zachowali pierwsze czyste konto w trwającym sezonie. Spora w tym zasługa przede wszystkim pomocnika Borjy Galana, który popisał się znakomitą interwencją na linii w samej końcówce rywalizacji.

[…] Od początku spotkania gra była szybka, otwarta, pełna indywidualnych pojedynków. Dość długo brakowało podbramkowych sytuacji. W 23. minucie katowiczanie mogli prowadzić, gdyby po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu wolnego Borja Galan nie spudłował z trzech metrów. W odpowiedzi tuż obok słupka z bliska posłał piłkę Stjepan Davidovic. Później znów zagroził bramkarzowi Korony Galan – po jego dośrodkowaniu spod końcowej linii boiska Xavierowi Dziekońskiemu „pomogły” poprzeczka i słupek.

Drużyna trenera Jacka Zielińskiego najbliżej objęcia prowadzenia była w 39. minucie. Najpierw Pau Resta trafił z bliska w poprzeczkę, a po dobitce – również głową – Constantinosa Soteriu, piłkę wybił z linii bramkowej Lukas Klemenz.

Gospodarze byli aktywniejsi w ofensywie po zmianie stron. Strzał Nowaka z woleja obronił Dziekoński, potem niecelnie uderzył Mateusz Kowalczyk. W 71. minucie Marcel Wędrychowski nie zdołał pokonać golkipera przyjezdnych w sytuacji sam na sam. Pięć minut później było już 1:0. Z prawej strony w pole karne dośrodkował Wędrychowski, głową zgrał Galan, a rezerwowy Sebastian Milewski płaskim strzałem dopełnił formalności.

W końcówce goście „przycisnęli”, zespół trenera Rafał Góraka został zmuszony do obrony. Świetną okazję do wyrównania zmarnował w 89. minucie Martin Remacle. Jego uderzenie z kilku metrów obronili „do spółki” Rafał Strączek i Galan, zapewniając gospodarzom trzy punkty.

radiokielce.pl – Wsparcie kibiców było, zwycięstwa niestety nie

W 13. kolejce PKO BP Ekstraklasy Korona Kielce przegrała na wyjeździe z GKS Katowice 0:1 (0:0). Gola na wagę trzech punktów strzelił w 76. minucie Sebastian Milewski.

– Po porażkach komentarze są trudne. Przegraliśmy mecz, którego może przegrać nie powinniśmy. GKS miał konkretniejsze sytuacje. Szczególnie w drugiej połowie mocno nas przycisnął i wszystko się wymknęło spod kontroli. Sami sobie generowaliśmy problemy, przez „nadziewanie” się na pressing. Szkoda niewykorzystanych sytuacji. To, co miał Martin Remacle w końcówce musi wpaść, jeśli się myśli o zdobyczach punktowych. Nam się to nie udało, ale gramy dalej – powiedział trener kielczan Jacek Zieliński.

– Dawno nie rozegraliśmy tak dynamicznego meczu z tak różnorodnie grającym przeciwnikiem. To nie przypadek, że Korona jest tak wysoko w tabeli i tak punktuje. Ataki kielczan sprawiały nam trudności, ale potrafiliśmy się wybronić. Spisaliśmy się podczas tego egzaminu doskonale. O swoim zespole mogę mówić tylko w samych superlatywach. Pokazał ogromny charakter – powiedział szkoleniowiec GieKSy – Rafał Górak.

– Uważam, że nie zasłużyliśmy na porażkę. Z przebiegu meczu i naszych sytuacji, a mieliśmy dwie stuprocentowe, w których zawodnicy GKS-u, wybijali z linii. Jest to duży niedosyt. Takich sytuacji Ekstraklasa po prostu nie wybacza. Mając takie okazje, musimy je wykorzystywać, bo potem kończy się tak, że bramkę tracimy – stwierdził bramkarz Xavier Dziekoński.

weszlo.com – Korona Kielce wyhamowuje. Będzie dyskusja o sędziowaniu
Odkąd będący w rewelacyjnej formie Wiktor Długosz leczy kontuzję, Korona Kielce w trzech meczach wywalczyła jeden punkt. Dziś podopieczni Jacka Zielińskiego polegli w Katowicach. Zagrali słabo, ale mogą też zadawać niewygodne pytania sędziom.

Nie chodzi nam o starcie Klemenza z Nikołowem w końcówce, po którym sprawdzano, czy ten pierwszy nie przekroczył przepisów. Wszystko było w porządku, a z tej akcji i tak powinien paść gol, ale Martin Remacle jakimś z cudem kopiąc z paru metrów trafił w stojącego przed linią bramkową Borję Galana. Hiszpan został bohaterem meczu, bo wcześniej zaliczył asystę przy zwycięskiej bramce Sebastiana Milewskiego.

Do tego jednak wrócimy, teraz wątek sędziowski. Przy całej złożoności przy zagraniach ręką w polu karnym wydawało nam się, że akurat ta sytuacja jest jasna i klarowna. Jesse Bosch zawalił, źle obliczył tor lotu piłki i nie będąc przez nikogo atakowanym dostaje nią w rękę. To tylko i wyłącznie jego wina, tylko od niego zależało, czy do tego zdarzenia dojdzie, czy nie.

Sędziowie? Chyba nawet tego mocniej nie analizowali. O obejrzeniu całego zdarzenia przez arbitra głównego nie wspominamy. Naszym zdaniem – ewidentna jedenastka dla Korony.

W dyskusji na portalu X pojawiła się wersja, że Bosch najpierw strącił sobie piłkę głową, co go ratuje, bo wtedy mówimy o błędzie technicznym, a z jakiegoś dziwnego powodu takie zagrania do karnego się nie kwalifikują. Cóż, tutaj raczej mamy do czynienia z ewentualnym muśnięciem piłki głową niż strąceniem.

Kielczanie do przerwy byli zespołem lepszym, co nie znaczy, że dobrym. Ze strony GieKSy najgroźniejszy moment to centrostrzał Galana, który zatrzymał się na słupku. Goście mieli natomiast dobrą okazję po rajdzie niezłego w tym okresie Stjepana Davidovicia (Błanik nie strzelił od razu, potem Remacle uderzał za lekko) i przede wszystkim podwójną szansę po centrze Matuszewskiego z lewej strony. Najpierw jednak Pau Resta strzelił głową w poprzeczkę, a później Klemenz znakomicie wybił piłkę z linii bramkowej po poprawce Sotiriou.

Po przerwie role się odwróciły i to GKS przez większość czasu sprawiał korzystniejsze wrażenie. Sporo dało wejście Marcela Wędrychowskiego, który zmienił kompletnie bezproduktywnego Emana Markovicia. I to właśnie były skrzydłowy Pogoni Szczecin przegrał pojedynek z Xavierem Dziekońskim, gdy piłkę przejął Ilja Szkurin. Bramkarz Korony bardzo dobrze spisał się także po efektownej próbie Bartosza Nowaka. Strzału Milewskiego już nie był w stanie zatrzymać, zawalili jego koledzy z defensywy.

Dopiero w samej końcówce Korona ponownie była groźna i w ostatnim akcie Remacle zmarnował wyborną sytuację.

[…] Coś o GKS-ie Katowice? Uspokoił nastroje. W poprzedniej kolejne było szalone 5:2 w Lublinie, teraz jest kolejna cenna wygrana. Znów dobrą zmianę dał Milewski. Chyba pora na powrót do wyjściowego składu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga