Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Głębszy oddech

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy Was do kolejnego felietonu Tomka (poprzedni tutaj), który podzielił się swoimi wrażeniami po meczu z Radomiakiem Radom.

Mecz z Radomiakiem na stałe wyrył się w mojej pamięci. Było w nim wszystko: emocje, dramaturgia, odrabianie strat i piękne bramki.

Po porażce z Górnikiem trener zdecydował się na przemeblowanie składu. Była to bardzo dobra decyzja, bo dała bodziec nowym zawodnikom i wzmocniła rywalizację w drużynie. Nie możemy mieć „świętych krów” w pierwszej jedenastce. Trzon zespołu kształtuje się inaczej z każdym sezonem – niektórzy w nim pozostają i wiodą prym, innych zastępują nowi. Taka jest piłka. Tym razem decyzje kadrowe dotknęły Adriana Błąda. Nie odmawiam Adrianowi profesjonalizmu – wiem, ile zrobił dla naszego klubu. Jest legendą i zasługuje na szacunek, ale w pierwszym składzie nie gra się za zasługi. Z Radomiakiem wszedł w drugiej połowie i miał idealną okazję na zamknięcie meczu. Nie udało się. Wierzę jednak, że w roli jokera da zespołowi dużo jakości.

Pierwszy mecz w bloku obronnym rozegrał Aleksander Paluszek i zdał ten egzamin. Co prawda jako zespół tracimy bramki zbyt łatwo – 15 straconych goli w siedmiu spotkaniach plasuje nas na pozycji wicelidera pod względem najmniej skutecznych defensyw w Ekstraklasie (pierwsze miejsce należy do Lechii), ale Paluszek nie popełnił przy straconych bramkach żadnego indywidualnego błędu, nie stchórzył i zagrał solidne zawody. Problem tkwi jednak nie tylko w defensywie jako formacji, lecz także w systemie obronnym całego zespołu. Zaskoczeniem w pierwszej jedenastce był Sebastian Milewski. Dlaczego nie Bosch? Rafał Górak wiedział, że coś trzeba zmienić, a Milewskiego ma sprawdzonego – to typowy defensywny pomocnik, który w tym meczu dostał takie zadania od trenera. Trzecią zmianą było wprowadzenie Marcela Wędrychowskiego kosztem wspomnianego wcześniej Błąda. Marcel zagrał z przodu na plus, ale zaliczył także kilka strat. W ogólnym rozrachunku wszyscy trzej „nowi” dali radę.

GieKSa od początku mocno naciskała, więc kiedy Balde zdobył bramkę po pierwszej groźnej akcji Radomiaka, to dało się odczuć chwilowy zawód na stadionie. Też to poczułem, ale wiedziałem, że jestem na „Blaszoku”. Chcąc wymagać od piłkarzy – wymagajmy najpierw od siebie. To były słowa gniazdowego, pod którymi się podpisuję. Mam wrażenie, że młyn swoim dopingiem dodał te kilka procent mocy w piątek. Może to ostatecznie przeważyło? W końcu Arkadiusz Jędrych odczarował bramkę przeciwnika. Niejeden napastnik może mu pozazdrości zmysłu gry w polu karnym. Kilkanaście minut później profesor Nowak pokazał, jak wykonuje się rzuty wolne. Wiemy, że potrafi to robić – w tym sezonie to już jego drugi gol ze stałego fragmentu gry. Jednak ten strzał zostanie w pamięci na długo. Nowak był prawdziwym mózgiem zespołu. Na przerwę schodziliśmy z remisem. Sprawdziłem statystyki: Radomiak – 3 strzały, 2 w światło bramki… i 2 gole. Piłka nożna nie jest sprawiedliwa, ale w ogólnym rozrachunku suma szczęścia zazwyczaj równa się zero. Po przerwie wyszliśmy na prowadzanie po ładnym uderzeniu Wasielewskiego. Potem było coś, czego długo nie zapomnimy – Radomiak strzela na 3-3, mamy VAR, sędzia podbiega do monitora i… nie ma bramki. Stadion w ekstazie! GieKSa była lepsza, mogła wygrać wyżej, ale przez nieskuteczność mogliśmy równie dobrze skończyć z remisem.

Po siedmiu kolejkach w poprzednim sezonie mieliśmy punkt więcej. Nikt w Ekstraklasie nie dam nam niczego za darmo. Arka wygrała z Wisłą Płock, Motor z Górnikiem – zapowiada się zacięta walka. Dzięki wygranej z Radomiakiem możemy wziąć głębszy oddech, ale… jako jedyni z dolnych rejonów tabeli rozegraliśmy wszystkie spotkania. Jeśli nasi sąsiedzi wygraliby swoje zaległe mecze, to nie mielibyśmy powodów do optymizmu. Oczywiście, to tylko gdybanie, ale musimy zrobić wszystko, żeby nasza pozycja była na tyle dobra, byśmy nie musieli oglądać się na innych. 

Po przerwie na reprezentację czeka nas mecz z Lechią, który będzie pojedynkiem o sześć punktów. W piątek 12 września o godzinie 18:00 będzie mi w głowie grało tylko jedno: Naprzód, GieKSiarze!

Tomek

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga