Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

GKS Katowice uchroni się przed spadkiem?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich pięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki nie zwalniają tempa w Orlen Ekstralidze Kobiet, w trzecim spotkaniu odniosły kolejne zwycięstwo, tym razem 6:1 (5:0) nad Skrą Częstochowa. Kolejne spotkanie rozegrają na Bukowej, z obecnym liderem rozgrywek, drużyną Czarnych Sosnowiec. Mecz rozpocznie się o 15:00 w sobotę 31 sierpnia. Piłkarze rozegrali w ramach 6. kolejki PKO BP Ekstraklasy spotkanie z Mistrzem Polski Jagiellonią Białystok. GieKSa pokonała gości 3:1 (1:1). Kolejne spotkanie piłkarze rozegrają o 17:30 w sobotę 31 sierpnia na wyjeździe z Zagłębiem Lubin. W zapowiadanych sparingach z Wartą Zawiercie dwukrotnie wygrali przeciwnicy po 3:1. Na sobotę (31 sierpnia) zaplanowano sparing z Resovią Rzeszów. Do zespołu dołączył reprezentant Ukrainy, przyjmujący Jewhenij Kisiliuk. Kapitanem drużyny został Bartosz Mariański. W ubiegły weekend hokeiści wzięli udział w turnieju rozgrywanym w Oświęcimiu. W piątek zespół wygrał po rzutach karnych 1:0 z HK Duklą Michalovice. W sobotę drużyna przegrała z HK Poprad 0:4. W niedzielę z kolei hokeiści pokonali Unię Oświęcim, po rzutach karnych 3:2. Podobnie na najbliższy weekend zaplanowano trzy test-mecze: kolejno z HC RT Torax Poruba i dwukrotnie z Icefighters Leipzig.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa gładko rozprawiła się z beniaminkiem

Strzelczyni czterech bramek Nicola Brzęczek poprowadziła GKS Katowice do wygranej 6:1 ze Skrą Częstochowa, która doznała trzeciej ligowej porażki.

Do meczu w lepszych humorach przystępowały zawodniczki z Katowic, które w ostatniej kolejce wygrały z innym beniaminkiem Resovią Rzeszów 7:0. Skra w poprzedniej kolejce przegrała w Olsztynie ze Stomilankami 2:3 tracąc gola w doliczonym czasie gry.

Wicemistrzynie Polski bardzo szybko, bo już w szóstej minucie rozpoczęły strzelanie w meczu z beniaminkiem, a na listę strzelczyń wpisała się Gabriela Grzybowska. W 20. minucie na tablicy wyników było już 0:2, po tym jak rzut karny na gola zamieniła Marlena Hajduk. Kolejne minuty należały do Nicoli Brzęczek, która pomiędzy 23, a 38. minutą ustrzeliła hat-tricka!

W drugiej połowie beniaminek z Częstochowy na pięć trafień przyjezdnych odpowiedział golem Marianny Litwiniec, a w dziewięćdziesiątej minucie wynik meczu ustaliła Brzęczek.

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice z nowym kapitanem

Sezon transferowy dobiegł już prawie końca. Zespoły PlusLigi rozpoczęły przygotowania do nadchodzącego sezonu oraz kształtowanie zbudowanych już nazwiskami drużyn. Przyszedł też czas na zmiany w Katowicach, które od dzisiaj mają nowego kapitana drużyny.

Po siedmiu latach gry w Katowicach i przedłużeniu kontraktu na kolejny sezon, tuż przed rozpoczęciem kolejnego sezonu rozgrywek, przyszedł czas na nową rolę dla Bartosza Mariańskiego. Doświadczony libero niemal całą swoją karierę siatkarską spędził w GKSie Katowice. Teraz został mianowany nowym kapitanem drużyny. Rolę tą w poprzednich latach pełnili Marco Falaschi, Dominik Witczak, Maciej Fijałek oraz Jakub Jarosz. Mariański będzie więc następcą utytułowanych graczy, którzy przyczynili się również w ostatnich latach do budowania siły zespołu. Dla Bartosza Mariańskiego to okazanie zaufania i chęci dalszego rozwoju z zawodnikiem, który niewątpliwie przyczynił się do awansu klubu do PlusLigi przed kilku laty.

Do niedawna taka rotacja nie byłaby możliwa. Przed rokiem 2022 zawodnicy grający na pozycji libero nie mogli pełnić roli kapitana. To zmieniło się jednak 2 lata temu, dzięki czemu Mariański może po latach wspierania klubu na boisku, objąć nową rolę. – GKS Katowice to dla mnie klub, w którym rozwinąłem się jako zawodnik i jako człowiek. Dano mi tutaj szansę regularnej gry i rozwoju, mam nadzieję, że obecnie działa to w dwie strony – Klub daje mi poczucie bycia częścią sportowej rodziny, a ja odpłacam się swoją postawą na boisku. Bycie kapitanem GKS-u Katowice to dla mnie ogromny zaszczyt, jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym, że będę pełnić tak ważną rolę w klubie PlusLigi. To dla mnie ważny znak, ze zespół mi zaufał, a zarazem czuję, że będę miał teraz za zadanie ponieść tę drużynę na swoich barkach. Chciałbym w niej stworzyć atmosferę rodzinną, a zarazem także nastawioną na walkę – skomentował Mariański.

GKS Katowice zakontraktował ostatniego przyjmującego. To kapitan reprezentacji Ukrainy

Choć do rozpoczęcia sezonu ligowego pozostało niewiele czasu to niektóre kluby wciąż zaskakują nowymi transferami. Jednym z nich jest GKS Katowice, który zaprezentował nowego przyjmującego. Jest nim reprezentant Ukrainy.

W Katowicach po zakończeniu sezonu 2023/2024 pozostało siedmiu zawodników. Pozostałą część składu uzupełniły więc nowe nazwiska. Teraz do zespołu dołącza Jewhenij Kisiliuk, kapitan reprezentacji Ukrainy. 29-letni siatkarz gra na pozycji przyjmującego i jest czwartym zawodnikiem nowo zakontraktowanym na tej pozycji.

Dla Kisiliuka będzie to dopiero drugi w karierze zagraniczny klub. Wcześniej w sezonie 2020/2021 występował w słoweńskim Merkur Maribor. Pozostałe lata kariery wiązał z rodzimą ligą. Pierwsze kroki stawiał w Krymsodzie Krasnopieriekopsk, ale największe sukcesy święcił w barwach Barkomu Każany Lwów. W ekipie ze stolicy Ukrainy grał w latach 2016-2020 i w tym czasie zdobył z nią dwa mistrzostwa i wicemistrzostwo kraju. Na swoim koncie ma także cztery Puchary i cztery Superpuchary Ukrainy.

Do drużyny z Katowic dołącza po trzech sezonach spędzonych w Epicentr-Podolany Horodok, gdzie również zapisał się w historii jako triumfator – wraz z drużyną z Gródka odbierał dwa srebrne medale i jeden złoty krążek mistrzostw Ukrainy. Ma za sobą udany występ reprezentacyjny, bowiem wraz z kolegami triumfował w Lidze Europejskiej. Kapitan drużyny narodowej został wybrany także najbardziej wartościowym zawodnikiem tego turnieju. W GKS-ie spędzi przynajmniej jeden sezon – kontrakt Ukraińca został podpisany do 2025 roku.

Trzeci sparing i trzecie zwycięstwo Aluron CMC Warty Zawiercie

Po bardzo wyrównanym spotkaniu Aluron CMC Warta Zawiercie pokonała GKS Katowice 3:1 w trzecim meczu kontrolnym w ramach przygotowań do sezonu 2024/2025. 23 sierpnia obie drużyny rozegrają kolejny mecz sparingowy w Zawierciu.

Michał Winiarski posłał do boju ten sam skład, co 8 dni wcześniej w domowym meczu z BBTS-em Bielsko-Biała. Spotkanie od początku było dość zacięte, ale lekką inicjatywę przejęła drużyna z Zawiercia. W końcówce na podwójnej zmianie w miejsce Miguela Tavaresa i Karola Butryna pojawili się Jakub Nowosielski oraz Mobin Nasri, który pod nieobecność Kyle’a Ensinga (nie dotarł jeszcze do Zawiercia po igrzyskach olimpijskich) pełnił w tej sytuacji rolę atakującego. Jurajscy Rycerze utrzymali do końca minimalną przewagę, wygrywając do 23.

W drugiej partii Nasri pojawił się już na nominalnej pozycji, zmieniając na przyjęciu Patryka Łabę. Przebieg gry przez długi czas był bardzo podobny i wynik oscylował wokół remisu. Za półmetkiem goście odskoczyli na trzy oczka, korzystając z dobrej gry w relacji blok-obrona. Zawiercianie szybko odrobili część strat i zbliżyli się na punkt, a kilka minut później wyrównali na 19:19 po udanej kontrze przez środek Tavaresa z Jurijem Gladyrem. Cały czas inicjatywa należała jednak do GKS-u, ale przy stanie 23:23 blok gospodarzy dobrze zareagował na krótką rywali, a Butryn skończył kontrę i to wicemistrzowie Polski mieli pierwszego setbola. Wtedy w ataku pomylił się Damian Domagała i ponownie gracze z Jury wygrali 25:23.

Od trzeciego seta Nowosielski na stałe zastąpił Tavaresa, na przyjęciu obok siebie stanęli Łaba i Nasri, a na boisku po raz pierwszy pojawili się Adrian Markiewicz, Wiktora Rajsner i Szymon Gregorowicz. Po okresie gry punkt za punkt Aluron CMC Warta odskoczyła na 9:7 po asie Łaby, ale tym samym zrewanżował się chwilę później Domagała. Po raz kolejny doszło do wyrównanej końcówki, ale tym razem przebieg był nieco inny. Najpierw gospodarze zbudowali przewagę i po bloku Markiewicza było już 21:17, ale dzięki punktowym blokom katowiczanie doszli na 22:23, a następnie wyrównali, broniąc piłki setowej. Podczas długiej gry na przewagi obie drużyny miały okazje, by zakończyć partię, a ostatecznie uczynili to goście po asie Jewhenija Kisiluka na 32:30.

Podobnie jak w poprzednich sparingach, w czwartym secie na boisko wszedł pomagający zawiercianom w treningach Sławomir Busch, który zastąpił Butryna. Lepiej zaczęli goście, którzy zbudowali przewagę 11:8, ale wtedy cztery punkty z rzędu pozwoliły Jurajskim Rycerzom objąć prowadzenie. Po asie Rajsnera gospodarze odskoczyli na 19:16 i kontrolowali wynik już do końca, a ostatni punkt w meczu zdobył atakiem z szóstej strefy Nasri.

Aluron CMC Warta Zawiercie – GKS Katowice 3:1 (25:23, 25:23, 30:32, 25:23)

Jurajscy rycerze z kolejną wygraną nad GKS-em Katowice

Decydująca faza przygotowań wiąże się z dużą liczbą sparingów, o czym mieli się okazje przekonać zawodnicy GKS-u Katowice i Aluronu CMC Warty Zawiercie. W drugim meczu kontrolnym pomiędzy zespołami ponownie górą okazali się wicemistrzowie Polski. Podopieczni Michała Winiarskiego grali konsekwentnie swoje, zaś czarę goryczy po drugiej stronie siatki przelał nieudany czwarty set. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 na konto jurajskich rycerzy.

Oba zespoły dobrze rozpoczęły spotkanie, ale za sprawą skuteczności w ataku na prowadzenie wysunęli się katowiczanie (7:5). Przy wizycie w polu serwisowym Wiktora Rajsnera GKS stracił przewagę (9:9). Ataki Bartosza Gomułki i zagrania Joshua Tuanigi na rozegraniu przełożyły się na prowadzenie 13:11. Goście z Zawiercia starali się wykorzystać słabe przyjęcie oponentów, co zapewniało grę na kontakcie, zmuszając trenera Grzegorza Słabego do wzięcia czasu. Odpowiedzią były dobre zagrywki GieKSy i skuteczność w ofensywie Aymena Bouguerry (21:18). Po skutecznej zagrywce typu float Krulickiego GKS miał w górze piłki setowe (24:20). Set zakończył jednak atakiem autowym Karol Butryna – 20:25.

Drugiego seta lepiej rozpoczęli siatkarze z Zawiercia, konsekwentnie budując przewagę (3:1, 12:7). Znakomita passa podopiecznych Michała Winiarskiego nie mogła trwać wiecznie, z czego skorzystali gospodarze (12:14). Przede wszystkim katowiczanom udało się poprawić obronę, a ostoją drużyny okazał się  Bartosz Gomułka. GKS nieustannie gonił wynik, punktując po pozytywnym przyjęciu, lecz Warta ponownie objęła prowadzenie 21:17. Nie była to jednak jednostronna końcówka. Gospodarze dwa razy zatrzymali Patryka Łabę, jednak jurajscy rycerze postawili na swoim, wygrywając 25:23. Decydujący cios tym razem zadał Bartosz Kwolek.

Trzeci set to ponownie dobra postawa drużyny z Zawiercia. Podopieczni trenera Winiarskiego brylowali w ataku, a ich mocną stroną po raz kolejny okazała się zagrywka. Z każdą minutą przewaga gości zadawała się rosnąć (11:6), jednak z czasem ponownie stanęli w miejscu. GieKSie cennych punktów dostarczył Jewhenij Kisiliuk i Piotr Fenoszyn (13:16). Przy remisie po 19 gra zaczęła się od nowa. Wynik do samego końca oscylował wokół remisu. O wyniku końcowym zadecydowała krótka gra na przewagi, która dała zwycięstwo jurajskim rycerzom (26:24).

Początek czwartej odsłony spotkania należał do niesamowicie wyrównanych (6:6). Nie trwało to jednak długo, bowiem po wizycie Mobina Nasriego w polu serwisowym przełożyła się na prowadzenie przyjezdnych 13:9. Trener katowiczan przerwał grę, lecz niewiele to dało. Nieustające problemy pokrzyżowały plany gospodarzy, którzy w czwartym secie ponieśli porażkę 17:25.

GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 1:3 (25:20, 23:25, 24:26, 17:25)

Przed PL: GKS Katowice uchroni się przed spadkiem?

Od 2016 roku w PlusLidze występuje sekcja siatkówki mężczyzn GKS-u Katowice. W ostatnich sezonach klub plasował się raczej w drugiej części tabeli. Podobny scenariusz rysuje się także w nadchodzącym sezonie, a z racji tego, że z ligi spadają aż trzy zespoły zasadne wydaje się stwierdzenie, że o uniknięcie właśnie takiego losu powalczy GKS. Zapraszamy na kolejną część przedsezonowego cyklu Strefy Siatkówki.

W 2015 roku drużyna TKKF Czarni Katowice roku awansowała do I ligi. Przed rozpoczęciem rozgrywek Czarni podpisali umowę z GKS-em Katowice na mocy której występowali pod nazwą i z herbem GieKSy. Podopieczni trenera Grzegorza Słabego okazali się najlepsi na zapleczu PlusLigi i następnie spełnili niezbędne warunki, aby wystartować w PlusLidze. W lipcu 2016 GKS GieKSa Katowice S.A. na mocy porozumienia z TKKF Czarni oficjalnie przejęła drużynę siatkarzy i od tego momentu występuje w rozgrywkach Plusligi. Sekcja siatkarska jak na razie bezskutecznie próbuje nawiązać do sukcesów z przełomu lat 50 i  60 ubiegłego wieku, gdzie zdobywała trzy brązowe (1958/59 , 1962/63 , 1963/64) i dwa srebrne medale mistrzostw Polski (1959/60, 1960/61) i Puchar Polski (1959/60).

Katowiczanie nie odnoszą w lidze spektakularnych sukcesów. W pierwszych dwóch sezonach w lidze uplasowali się kolejno na miejscach 10. i 11. , w następnych latach było już nieco lepiej, GKS w kolejnych sezonach zajmował miejsca w czołowej dziesiątce, a najwyższe – 6. Zajął w rozgrywkach 2019/2020.  Ostatnie dwa sezony jednak, to kolejny raz miejsca w drugiej części tabeli, najpierw 11., a w ostatniej kampanii po rywalizacji z zespołem z Lubina GKS zajął miejsce 13.

Już w poprzednim sezonie katowiczanie nie mogli być spokojni, jeżeli chodzi o pozostanie w lidze, cały czas okupowali miejsca na samym dole tabeli. Ostatecznie to im się udało i w fazie play-off z sukcesem walczyli z Cuprum Lubin o 13. pozycję. Na 32 rozegrane mecze GKS wygrał 10.

Jak w każdym klubie, także i w GKS doszło przed sezonem do zmian personalnych. Najważniejszą wydaje się odejście kapitana i lidera – Jakuba Jarosza, który wielokrotnie prowadził zespół do zwycięstwa.  Odeszli także inni wartościowi dla klubu gracze, jak Lukas Vasina i Marcin Waliński. Pożegnał się także doświadczony rozgrywający Davide Saita.  Pozostali za to obaj libero, Dawid Ogórek i Bartosz Mariański, który będzie nowym kapitanem zespołu, a także środkowi Łukasz Usowicz, Maciej Wóz i Bartłomiej Krulicki.  Kolejny sezon w GieKSie spędzą także rozgrywający Piotr Fenoszyn i atakujący Damian Domagała.

Ciekawym transferem na pewno było pozyskanie z Indykpolu AZS rozgrywającego Joshuy Tuanigi, który ma już na swoim koncie występy w kadrze USA. Sporo do gry wniesie też zapewne młody atakujący, Bartosz Gomułka, który mimo spadku drużyny z Radomia pokazał się z dobrej strony w ostatnim sezonie. Znalazł się zresztą w kręgu zainteresowań Nikoli Grbica. Ogromne zmiany zaszły na pozycji przyjmującego. Pozyskano doświadczonych obcokrajowców – Austriaka Alexandra Bergera, Ukraińca Jewhenija Kisiliuka i młodszego zawodnika Aymena Bouguerrę z Tunezji, jedynym Polakiem na lewym skrzydle będzie pozyskany z I ligi Krzysztof Gibek. Skład uzupełnił środkowy Damian Hudzik. Czy to zestawienie da utrzymanie? Przekonamy się niebawem. Na pewno stać jednak GKS na to, aby uplasować się na bezpiecznym miejscu.

Ciekawostki:

Przed GKS 9. sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej

  • Aymen Bouguerra będzie pierwszym przedstawicielem z Afryki w klubie
  • Grzegorz Słaby z klubem czy to w roli pierwszego czy drugiego trenera związany jest nieprzerwanie od 2014 roku, jeszcze przed przejęciem klubu przez GKS, wprowadził zespół do PlusLigi
  • GKS jest cały czas prowadzony przez polskich szkoleniowców w I lidze był to trener Słaby, w latach 2016-2019 był to Piotr Gruszka, w latach 2019-2020 Dariusz Daszkiewicz i od 2020 roku niezmiennie rolę pierwszego trenera ponownie pełni Grzegorz Słaby.

Skład GKS Katowice na sezon 2024/2025:

Przyjmujący: Aymen Bouguerra, Krzysztof Gibek, Jewhenij Kisiliuk, Alexander Berger

Libero: Bartosz Mariański, Dawid Ogórek

Rozgrywający: Joshua Tuaniga, Piotr Fenoszyn

Atakujący: Damian Domagała, Bartosz Gomułka

Środkowi: Bartłomiej Krulicki, Maciej Wóz, Łukasz Usowicz, Damian Hudzik

Sztab GKS Katowice na sezon 2024/2025:

Trener: Grzegorz Słaby

Asystent trenera: Emil Siewiorek

Statystyk: Maciej Barczyński

Trener przygotowania fizycznego: Piotr Karlik

Fizjoterapeuta: Tomasz Szpunar

Przewidywane miejsce:

W nadchodzącym sezonie z racji tego, że liga będzie zmniejszana z 16 do 14 zespołów opuszczą ją aż trzy drużyny. Przed zespołem z Katowic jeszcze trudniejsze zadanie, jeżeli chodzi o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale nie będzie to dla ekipy trenera Słabego mission impossible. Niezwykle istotny dla GKS-u będzie każdy wygrany set. Nie da się także ukryć, że ligowe doświadczenie także może się okazać ogromnym atutem, jeżeli chodzi o realizację celu.

HOKEJ

hokej.net – Czyste konto Murraya i zwycięstwo GieKSy! Decydowały rzuty karne

W pierwszym meczu rozgrywanego w Oświęcimiu Turnieju o Puchar Prezesa KRU Architekci Krzysztofa Rudzielewicza GKS Katowice pokonał po rzutach karnych HK Duklę Ingemę Michalovce 1:0. Jako jedyny swój najazd wykorzystał Stephen Anderson.

Ekipa z Michalovec to brązowy medalista poprzedniego sezonu słowackiej Tipos Extraligi. Zespół dowodzony przez Tomka Valtonena przyjechał do Oświęcimia bez kilku ważnych ogniw. Na zgrupowania reprezentacji Łotwy udali się czołowi napastnicy Kaspars Daugavinš i Renars Krastenbergs, a kadrę Francji zasilił blisko dwumetrowy golkiper Julian Junca. Dziś poza składem znaleźli się też obrońcy Jakub Cibák i Ján Marcinko oraz napastnicy Filip Vašaš i Dávid Hajnik.

Najsilniejszego składu nie wystawił też Jacek Płachta. W meczowym zestawieniu nie znaleźli się trzej napastnicy: Grzegorz Pasiut, Ben Sokay, Igor Smal oraz Błażej Chodor.

W pierwszej tercji z lepszej strony zaprezentowali się Słowacy. Podopieczni Tomka Valtonena mieli więcej z gry i stworzyli sobie kilka dogodnych okazji. Nie zdołali jednak pokonać dobrze dysponowanego Johna Murraya. Reprezentant Polski pod koniec drugiej tercji dał próbkę dobrego refleksu i wyrachowania, gdy zatrzymał szarżujących rywali w akcji 2 na 1.

Wicemistrzowie Polski najlepszą okazję na otworzenie wyniku mieli w 24. minucie. Wówczas w sytuacji sam na sam z Vladimirem Glosarem nie wykorzystał Stephen Anderson. Przed zejściem na przerwę dobrą szansę miał Jakub Hofman, ale uderzony przez niego krążek ostemplował słupek.

Zmiany wyniku nie doczekaliśmy się również w trzeciej odsłonie. O zwycięstwie przesądziła więc seria rzutów karnych, w której jako jedyny trafił Stephen Anderson. Dwa „oczka” powędrowały na konto katowiczan.

Na bakier ze skutecznością. GieKSa przegrywa ze słowackim ekstraligowcem

Hokeiści GKS Katowice w swoim drugim meczu Turnieju o Puchar Prezesa KRU Architekci Krzysztofa Rudzielewicza przegrali z HK Poprad 0:4. Podopieczni Jacka Płachty mieli ogromne problemy ze skutecznym wykończeniem akcji.

Wczoraj wicemistrzowie Polski po rzutach karnych pokonali HK Duklę Ingemę Michalovce 1:0. Dziś zaprezentowali się nieco słabiej i musieli uznać wyższość innego słowackiego ekstraligowca – HK Poprad.

„Kozice” w przekroju całego spotkania okazały się drużyną dojrzalszą. Były dokładniejsze, płynniej poruszali się po lodzie i wykazały się lepszą skutecznością.

Po pierwszej odsłonie wypracowali sobie dwubramkową zaliczkę. W 7. minucie wynik spotkania, podczas gry w przewadze, otworzył Oldrich Kotvan. Na 2:0 podwyższył Markus Suchý, który zrobił użytek z podania zza bramki Cole’a Coskeya.

Po zmianie stron ekipa z Popradu zadała jeszcze dwa ciosy i de facto przesądziła o losach spotkania. Sposób na Michała Kielera znaleźli kolejno Orrin Centazzo (z najbliższej odległości) i Andrew Calof.

Trzeba dodać, że najlepsze okazje katowiczanie stworzyli sobie w trzeciej odsłonie. Sęk w tym, że nie potrafili ich zamienić na gole.

Filip Belanyi w 46. minucie zatrzymał uderzenie Mateusza Bepierszcza, który po przechwycie znalazł się w sytuacji sam na sam.

Później groźny kontratak przeprowadził duet Stephen Anderson – Dante Salituro, ale uderzenie tego drugiego Belanyi efektownie złapał do raka. Słowacki golkiper chwilę później znów pokazał klasę, broniąc rzut karny egzekwowany przez Joukę Juholę. Jakby tego było mało – tuż przed końcową syreną krążek uderzony przez Salituro odbił się od słupka.

Dziesięć serii rzutów karnych i zwycięstwo GieKSy. Oświęcimianie mają czego żałować

Za nami Turniej o Puchar Prezesa KRU Architekci Krzysztofa Rudzielewicza. W ostatnim meczu tych zmagań Re-Plast Unia Oświęcim uległa po rzutach karnych GKS-owi Katowice 2:3, choć kilkanaście sekund przed końcem prowadziła 2:1 i miała ogromną szansę na sięgnięcie po zwycięstwo zarówno w meczu, jak i całym turnieju. Nieroztropność oświęcimian sprawiła, że w końcówce wicemistrzowie Polski wyrównali, a następnie triumfowali po serii najazdów.

Po tym, jak HK Poprad pokonał HK Duklę Ingemę Michalovce 2:0 stało się jasne, że oświęcimianie do triumfu w całych zmaganiach potrzebują zwycięstwa z katowiczanami w regulaminowym czasie gry. Każdy inny wynik sprawiał, że puchar trafiał w ręce „Kozic” z Popradu.

Trener Nik Zupančič znów musiał dokonać kilku roszad w składzie. W meczowym zestawieniu podobnie, jak w starciach ze słowackimi ekstraligowcami, zabrakło dwóch ofensywie usposobionych obrońców: Kallego Valtoli i Carla Ackereda. Dziś Słoweniec musiał zestawić skład bez Miłosza Noworyty, Romana Diukowa, Erika Ahopelto i Hampusa Olssona. Powodem ich nieobecności były drobne urazy.

Jacek Płachta nie mógł skorzystać z usług Błażeja Chodora oraz Bena Sokaya. Kanadyjczyk polskiego w pierwszym meczu finału play-off złamał kostkę i ma być gotowy do gry na początku września.

Spotkanie było bardzo wyrównane. Co prawda oba zespoły tworzyły sobie sytuacje strzeleckie, ale ze swoich zadań dobrze wywiązywali się obaj golkiperzy. Zarówno Linusowi Lundinowi, jak i Johnowi Murrayowi w kilku sytuacjach dopisało szczęście.

W 6. minucie krążek znalazł się w oświęcimskiej bramce. Gumę spod linii niebieskiej uderzył Albin Runesson, a tor lotu krążka zmienił jeszcze któryś z napastników, myląc Lundina. Sędziowie najpierw wskazali na bramkę, a następnie po konsultacjach nie zaliczyli gola, argumentując swoją decyzję zagraniem wysoko uniesionym kijem.

Chwilę później swoją szansę mieli gospodarze, ale krążek uderzony przez Daniela Olssona Trkulję zatrzymał się na słupku. W 18. minucie w sytuacji sam na sam z Murayem znalazł się Henry Karjalainen, ale nie zdołał trafić do siatki. Po pierwszych dwudziestu minutach na tablicy świetlnej widniał więc bezbramkowy remis.

Po zamianie stron do krążka wybijanego przez oświęcimskiego bramkarza dopadł Grzegorz Pasiut. Kapitan GieKSy długo się nie zastanawiał i zdecydował się na strzał w kierunku opuszczonej bramki, ale w ostatniej chwili znakomitą interwencją popisał się Joonas Uimonen, który przyjął krążek na klatę.

Worek z bramkami rozwiązał się dopiero w 36. minucie wynik spotkania otworzył Daniel Olsson Trkulja, który po dograniu Sama Marklunda popisał się fantastycznym uderzeniem z prawego bulika. „Jasiek Murarz” nie miał w tej sytuacji żadnych szans na skuteczną interwencję.

Katowiczanie nie pozostali dłużni i wyrównali w 47. minucie po uderzeniu Mateusza Bepierszcza. 33-letni skrzydłowy zrobił użytek z podania Bartosza Fraszki i zmieścił gumę między parkanami Linusa Lundina.

GieKSa próbowała pójść za ciosem i wydawało się, że świetną okazją na zdobycie kolejnego gola będzie okres gry w przewadze. Przeciwnie -podczas wykluczenia Daniela Olssona Trkulji – do siatki trafili biało-niebiescy. W sytuacji sam na sam z Johnem Murrayem ponownie znalazł się Henry Karjalainen i 37-letni golkiper znów obronił strzał fińskiego skrzydłowego. W odpowiednim miejscu znalazł się jednak Ville Heikkinen i skierował gumę do odsłoniętej części bramki. Później Unia przez 45 sekund grała w podwójnej przewadze, ale nie przekuła jej na trzeciego gola.

Na 120 sekund przed końcową syrenąJacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. I ta zagrywka się opłaciła, choć kilkanaściesekund przed końcem regulaminowego czasu gry o losach spotkania definitywnie mógł przesądzić niezwykle aktywny w tym spotkaniu Henry Karjalainen. Fiński skrzydłowy uderzył sprzed linii czerwonej i spudłował. Sędziowie odgwizdali uwolnienie, a GieKSa wygrała wznowienie i na 2 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry do wyrównania doprowadził Santeri Koponen, który popisał się soczystym uderzeniem.

Regulamin turnieju nie przewidywał dogrywki, więc oba zespoły przystąpiły do egzekwowania rzutów karnych. Zwycięzcę poznaliśmy dopiero w dziesiątej serii, a decydujący cios zadał Stephen Anderson.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga