Kibice
Kibicowska zapowiedź sezonu 2022/2023
Siadając do artykułu zapowiadającego kibicowski sezon 2022/2023, zastanawiałem się kiedy ostatni raz mieliśmy taki koncert życzeń, jeśli chodzi o rywali na trybunach. Zapraszam Was do krótkiego zapoznania się, z kim będzie nam dane grać i kiedy ostatni raz ze sobą rywalizowaliśmy na trybunach.
Termalica Nieciecza
Wielu się pod nosem teraz zaśmiało, ale muszę o nich po prostu wspomnieć, ponieważ grając w Ekstraklasie zaliczyli wszystkie wyjazdy. Są traktowani jako pikniki, a ich wyjazdy przypominają zakładowe wycieczki, ale pojechać na koniec Polski to też sztuka i nie jedna ekipa mająca „markę” robiła zera. Słonie nie mają z nikim zgody. Ostatni raz byliśmy w Niecieczy wiosną 2019 roku w liczbie 366 głów.
Wisła Kraków
Z Wisłą nienawiść była jeszcze w czasach wspólnej gry w elicie, od samego początku lat 90. Po naszym spadku w 2005 roku nie graliśmy ze sobą kilkanaście lat, ale niechęć była zawsze, a związanie się układem chuligańskim z Ruchem Chorzów było tylko dolaniem benzyny do ognia. Mecze między nami będą wypatrywane przez całą kibicowską Polskę (i nie tylko). Fani Białej Gwiazdy obecnie mają jedną oficjalną zgodę, jest to włoskie Lazio Rzym. Układy mają także z Widzewem Łódź oraz Polonią Przemyśl. Należą do „układanki” WRWE Gang. W tym skrócie mieście się także Elana, jednak z torunianami są to prywatne kontakty. W dobrych relacjach żyją również z fanami Unii Tarnów oraz Slovana Bratysława. Jest jeszcze kilka ekip, z którymi żyją dobrze lub mają wobec siebie pozytywne nastawienie, wszystkie są powiązane ze swoimi układowiczami, ale w dzisiejszych czasach naprawdę ciężko dobrać właściwe słowo, żeby odpowiednio nazwać daną relację. Z niebieskimi oficjalnie mają układ „właściwych grup”, ale nie jeden traktuje relację HKS – TSW jak zgodę. Znak czasów. W Krakowie ostatni raz byliśmy jesienią 2003 roku w 260 głów.
Górnik Łęczna
Fani Górnika mają zgodę z Chełmianką Chełm oraz układ chuligański z Motorem Lublin. W Łęcznej ostatni raz byliśmy jesienią 2012 roku w 163 osoby. W późniejszych sezonach graliśmy ze sobą w lidze, ale za każdym razem coś nam wypadało – jak nie zakaz wyjazdowy, to pandemia. Trochę zleciało…
Arka Gdynia
Arka ma stare, ale dobrze pielęgnowane zgody. Są to: Cracovia i Lech Poznań (tworzą Triadę), Gwardia Koszalin, Polonia Bytom, Zagłębie Lubin i KSZO Ostrowiec. Z Arkowcami po długich latach mogliśmy się zobaczyć w Gdyni wiosną tego roku będąc tam w 361 głów. Arka w tym sezonie będzie miała prawdziwe wyjazdowe ciężary. Wszystko na południe Polski, jednak po naszym wytknięciu zera w Katowicach, jestem przekonany, że będą chcieli się tym razem dobrze pokazać.
Odra Opole
Opolanie również mają stare zgody – z Polonią Bytom i Zagłębiem Lubin, ale jesienią dużo mówiono o tym, że chcą odbić w stronę Ruchu Chorzów. Wytknęliśmy um to w Opolu, co mocno podgrzało nasze relacje, więc nadchodzące spotkania będą z pewnością ciekawe. OKS ma również zgodę z węgierskim FC Sopron. W Opolu byliśmy jesienią 2021 roku w 410 głów.
Chrobry Głogów
Głogowianie mają jedną, ale bardzo mocną zgodę ze Stilonem Gorzów. W Głogowie byliśmy ostatni raz jesienią 2016 roku w 198 głów. W późniejszych latach graliśmy ze sobą wielokrotnie, ale za każdym razem wyłapywaliśmy zakaz lub MZKS grał domowy mecz w Polkowicach.
Sandecja Nowy Sącz
Sączersi mają również stare i dobrze pielęgnowane zgody: Cracovia, GKS Tychy, Polonia Warszawa, Czarni Jasło i Stal Mielec. Mają również prywatne kontakty z chorwacką ekipą Istra Pula. W Nowym Sączu byliśmy ostatni raz jesienią 2018 roku w 206 głów. Obecnie Sandecja jest w trakcie budowy nowego stadionu i niestety nie przyjmuje fanów gości.
Podbeskidzie Bielsko-Biała
Fani TSP cały czas walczą o oderwanie się od opinii pikników i z biegiem czasu wychodzi im to coraz lepiej. Na pewno nie mają prawa być stawiani w jednym szeregu z kibicami Termaliki czy Puszczy Niepołomice. Nie mają z nikim zgody. W grudniu byliśmy tam w rekordowej liczbie 1150 osób.
ŁKS Łódź
Rodowici Łodzianie mają dwie bardzo stare sztamy. Pierwsza to Zawisza Bydgoszcz, która jest najdłuższa w Polsce oraz GKS Tychy. Od kilku lat mają zgodę z Lechem Poznań. Mają bardzo dobre relacje z Cracovią. Z ekip zagranicznych mają pozytywne relacje z Olimpique Lyon i Realem Madryt. W Łodzi ostatni raz na starym stadionie byliśmy wiosną 2010 roku w 717 głów, co jest naszym rekordem.
Resovia
O Resovii, kiedy pisałem rok temu prezentację ekipy, to naprawdę ciężko miałem wszystko ogarnąć w głowie… Ale wychodzą na prostą po wielu turbulencjach. Nie mają z nikim oficjalnie sztamy, należą do „Podkarpackiego sojuszu”, w którym głównym punktem ekipy są oni, JKS Jarosław i Stal Sanok. Do tego sojuszu, czyli układu będącego przeciwwagą dla „La Familii”, należą także Unia Nowa Sarzyna i Siarka Tarnobrzeg, czyl… zgoda i układowicz naszych układowiczów z Jarosławia. Na Resovii, która grała na stadionie Stali Rzeszów, byliśmy ostatni raz jesienią 2021 roku w 286 głów.
GKS Tychy
Tyscy, podobnie jak Arka i Sandecja, mają stare, ale dobrze utrzymane zgody. Cały czas trzymają się z Cracovią, ŁKS-em, Sandecją, Zawiszą i Górnikiem Wałbrzych. Ostatni raz w Tychach byliśmy jesienią 2018 roku w 703 osoby.
Skra Częstochowa i Puszcza Niepołomice
Tylko z kronikarskiego obowiązku przypomnę, że Skra nie ma kibiców. Natomiast, kopiąc się ze sobą w lidze od 3 sezonów, nie było nam dane jechać na ich stadion, bo grają wszystkie spotkania na wyjeździe, jako gospodarze. W II lidze grali na „Orliku”, który nie miał warunków do przyjęcia kibiców gości. W Niepołomicach ostatni raz byliśmy jesienią 2011 roku w 135 głów (Puchar Polski). W późniejszych latach graliśmy w lidze ze sobą wielokrotnie, ale za każdym razem wyłapywaliśmy zakaz. Może teraz się uda…
Zagłębie Sosnowiec
Zagłębie ma stare zgody z BKS-em Stal Bielsko-Biała, Legią Warszawa i Olimpią Elbląg. Mają także układ chuligański z Czuwajem Przemyśl. W bardzo dobrych relacjach żyją z fanami Slavii Praga i Beskidu Andrychów. Te relacje są z pewnością mocniejsze niż prywatne kontakt, ale nigdzie nie ogłosili, że łączy ich układ. Takie są obecne realia na naszej scenie. W Sosnowcu pojawiliśmy się na początku tego roku po ponad 30 latach w 225 osób. Mecze z Zagłębiem, z powodu wzajemnych awantur w ostatnich latach, urosły do rangi najważniejszych spotkań w sezonie.
Stal Rzeszów
Jedyną zgodą Stali są Karpaty Krosno. Obecnie mają układ chuligański z Polonią Przemyśl i Stal Stalową Wolą. Z tymi wszystkimi wymienionymi ekipami tworzą „La Familię”, do której należy także Łada Biłgoraj. Mają układ z Elaną Toruń, która należy do WRWE i po starej znajomości wciąż utrzymują prywatne kontakty z Widzewem, z którym dawniej mieli zgodę. Wokół ZKS-u i La Familii jest jeszcze kilka zrzeszonych ekip jak np. Pogoń Leżajsk czy Orzeł Przeworsk, ale nie jestem w stanie dobrać właściwego słowa, aby nazwać te relacje. Nie ogłoszono układu, a tym bardziej zgody, ale te ekipy regularnie się wsparają. Tak właśnie obecnie wygląda kibicowsko Podkarpacie. Po wielkich przetasowaniach na kibicowskiej mapie Polski, tam pralka wirowała najmocniej. W Rzeszowie na meczu ze Stalą ostatni raz byliśmy jesienią 2019 roku w 648 głów. Była to nasza pierwsza wizyta na ich stadionie w bezpośrednich ligowych starciach.
Chojniczanka Chojnice
Fani z Grodu Tura są fan clubem Lechii Gdańsk. Mają zgodę z KP Starogardem Gdańsk oraz układ z Moto-Jelcz Oławą, Gryfem Słupsk i Wierzycą Pepelin, czyli ekipach skupione wokół Betonów (Moto-Jelcz to fan club Śląska Wrocław). W Chojnicach byliśmy ostatni raz wiosną 2017 roku w 285 osób.
Ruch Chorzów
Prezentować nie trzeba nikomu, żyjemy ze sobą 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Ktoś spoza Górnego Śląska nie do końca zrozumie, jaka łączy nas „miłość”, bo jest to jedna z najgorętszych rywalizacji w kraju. Młodzi kibice, którzy dopiero wchodzą w kibicowskie życie, mogą nie uwierzyć, ale na samym początku lat 90., a dokładnie w 1991 roku była między nami przybita… zgoda. Trwała jedynie 45 minut, ale faktem jest, że pod koniec lat 80. i na początku 90. relacje GieKSy z Ruchem wyglądały poprawnie. Rzecz jasna nie było na to nazwy, ale wówczas modne były tzw. jednodniowe pakty (zresztą Ruch z Górnikiem Zabrze też takie tworzył). Kibice Ruchu potrafili pojechać z nami do Piotrkowa Trybunalskiego (1991 rok) na finał Pucharu Polski z Legią Warszawa (która w tym dniu odnowiła zgodę, trwającą do dziś, z Zagłębiem Sosnowiec) czy na Superpuchar Polski do Włocławka, na którym wspólnie z Apatorem Toruń stoczyli bijatykę z Zagłębiem Lubin wspieranym przez Zawiszę Bydgoszcz. Definitywny koniec pozytywnych relacji to 1993 rok. Nasze derby z Górnikiem Zabrze zostały odwołane i obydwie ekipy pojechały na mecz Ruchu z Pogonią Szczecin. Staliśmy jeszcze razem na Cichej, a Górnik z Portowcami. W trakcie meczu doszło do nieporozumień i rozpętała się awantura między nami, co było definitywnym zakończeniem jakichkolwiek relacji. To były szalone lata 90.
W późniejszym czasie derby to już była pełna walka o wpływy, ale głównym punktem rzecz jasna były Katowice, które były dosyć mocno niebieskie. Jednak na przestrzeni wszystkich lat, rosnąca siła chuliganów GieKSy w samych Katowicach i Górnym Śląsku sprawiła, że z chłopców do bicia, staliśmy się obecnie największą kosą Ruchu. Od powrotu Ruchu do ekstraklasy, czyli od połowy lat 90., nasze derby były jednymi z najgorętszych w Polsce. Trwały one do jesieni 2002 roku, kiedy ostatni raz mogliśmy się pojawić na Cichej w 1100 głów. W sezonie 2017/2018 po 14 latach była wzajemna okazja zobaczyć się na żywo, ale swoją niechlubną rolę odegrał wojewoda.
Niebiescy obecnie posiadają zgodę z Elaną Toruń i Widzewem Łódź. Z zagranicy mają już dosyć starą sztamę z Atletico Madryt. Jak wspomniałem przy prezentacji Wisły, mają ze sobą układ chuligański, ale dla wielu wygląda to jak zgoda. Od niepamiętnych czasów ich silnym fan clubem był KS Myszków. Inne ekipy, które działają pod szyldem fan clubu, są: Lechia Dzierżoniów, Pogoń Staszów, Unia Oświęcim oraz Igloopol Dębica. W przypadku fanów hokeja lub Morsów zapewne można byłoby się pokusić o inne określenie wzajemnych relacji, ale podobnie jak w przypadku Zagłębia, sami zainteresowani nigdy tego nie nazwali. Dobre relacje utrzymują także z rosyjską ekipą CSKA Moskwa oraz Slovanem Bratysława, z którym wcześniej mieli krótką zgodę. Pozytywne relacje mają również z ekipami Hejnału Kęty, które są zgodą Unii oraz KKS-em Kalisz, który jest zgodą Elany.
Eric Cantona
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze