Felietony
Baśnie z tysiąCZa i jednej noCZy
W dniu 21 marca ukazał się w „Sporcie” obszerny wywiad z Ireneuszem Królem przeprowadzony przez Zbigniewa Cieńciałę. Poniżej prezentujemy odpowiedź bardzo dobrze obeznanego w temacie kibica GieKSy – Jurka, na niektóre kwestie z tegoż wywiadu. Kursywą zaznaczone fragmenty wypowiedzi Ireneusza Króla.
Baśnie z tysiąCZa i jednej noCZy
Zacznijmy od wątku pobocznego, czyli od Rozwoju Katowice. Przywołanie przez Irka tego klubu jest bardzo nie na miejscu, bo Rozwój to klub rozsądnie prowadzony, z wyczuciem i po gospodarsku, gdzie mierzy się siły na zamiary. Jego przychody z działalności marketingowej przebijają te, jakie osiąga klub pod auspicjami Centrozapu, a zrównoważona polityka transferowa pozwala na osiąganie oczekiwanych efektów sportowych. Gdyby ten klub miał takich kibiców i takie wsparcie Miasta jak GieKSa, to o ekstraklasę w Katowicach możnaby było być spokojnym.
„GieKSa bez budżetu na poziomie 6-7 milionów złotych nie będzie dobrze funkcjonować w pierwszej lidze”
Jeśli ktoś płaci blisko 10 tysięcy złotych pracownikom za pojawianie się w pracy około południa i wyprowadzanie pieska na spacer oraz zatrudnia emerytowane gwiazdy z pensjami sięgającymi kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, to nic dziwnego, że nie potrafi budżetu skalkulować.
Budżet w granicach 6-7 milionów, przy rozsądnym gospodarowaniu, pozwala w cuglach awansować do ekstraklasy (i to wliczając już półtora miliona premii za awans dla drużyny). Gdy swego czasu Śląsk Wrocław walczył o awans (skutecznie) trener Tarasiewicz powtarzał, że to jest tylko pierwsza liga, dlatego nie zgodzi się, by którykolwiek z jego zawodników zarabiał więcej niż 10 tysięcy złotych. Gdzie jest Śląsk wiadomo, tymczasem nam bliżej do przykładu Wisły Płock, która gdy jeszcze płaciła petrozłotówkami i pozwalała sobie na płacenie piłkarzom w przedziale 20–30 tysięcy złotych, zaliczyła spadek z zaplecza ekstraklasy. Tak to jest, jak ktoś gospodaruje nie swoimi pieniędzmi i nie ma szacunku do klubowej złotówki.
Jeśli ktoś ma pojęcie, ile się płaci na zapleczu ekstraklasy, wie, że budżet na spokojne przetrwanie to 3,5 miliona, na awans wypada mieć od pięciu w górę, choć zdarzały się przypadki, że z mniejszymi pieniędzmi awansowano.
„Skoro nie ma firm chętnych do sponsorowania i wsparcia klubu, to trzeba spojrzeć prawdzie w oczy”, „czy Katowice stać na klub pierwszoligowy?”
W czasach prosperity SSK klub pozyskał kilkudziesięciu partnerów, wśród których przeważali ci drobni, ale byli też sponsorzy średniego, a nawet większego kalibru (PKP Cargo, KHW, PKE). W roku 2008 przychody z działalności marketingowej grubo przekroczyły trzy miliony złotych.
To pokazuje, że da się, tylko trzeba chcieć. Tymczasem Spółka Akcyjna w cztery miesiące potrafiła skutecznie zniechęcić jedynego reklamodawcę, jakiego dostała w posagu od Urzędu Miasta (Energomontaż Południe S.A.).
Idźmy dalej i rozejrzyjmy się wokoło – nie po innych miastach wojewódzkich jak Szczecin czy Bydgoszcz, ale po miastach naszego województwa: Bytom, Zabrze, Chorzów, Bielsko-Biała – wszędzie tam potrafią pozyskiwać sponsorów, reklamodawców i partnerów biznesowych. Mamy uwierzyć, że kilka kilometrów stąd się da, a w mieście wojewódzkim nie? A może to główny akcjonariusz jest trędowaty i nikt nie chce mu ręki podać?
„Katowice nie mają pieniędzy na klub. Miasto umyło ręce i zajęło wygodną, wyczekującą pozycję”
Miasto wspiera klub kwotą 2 milionów złotych na sezon (łącznie blisko 4 miliony)! Połowa klubów w ekstraklasie marzy o takim wsparciu samorządu, nie licząc już pierwszoligowców. Miasto przyprowadziło też inwestorów/sponsorów w postaci EP S.A. i Invest 6. Miasto utrzymuje stadion i planuje jego rozbudowę.
Narzekanie w tej sytuacji zakrawa o schizofrenię. Widać Pan Król wymarzył sobie prowadzenie klubu z bajońskim budżetem, bez nakładania żadnych obowiązków na swoich pracowników, no bo przecież za to powinno płacić miasto. Widać stawianie pierwszych kroków biznesowych w rzeczywistości socrealistycznej odcisnęło trwałe piętno na czyjejś psychice.
„Dziś nikt już nie pamięta, że mieliśmy 8-milionowy garb, a obecnie niewiele pozostało do spłacenia starych długów”
Nikt nie pamięta też jak zdobywaliśmy Puchar UEFA oraz czasów, gdy tempo wzrostu polskiego PKB dorównywało Chinom.
Pewnie dlatego, że w Pucharze UEFA dotarliśmy najdalej do III rundy, a dług który odziedziczyła S.A. wynosił ok. 3,8 mln. Swoją drogą to w tak bezczelne kłamstwa wierzyć mogą tylko przemęczeni permanentnymi libacjami zblazowani redaktorzy gazety „Sport”.
O strukturach klubowych rozwijać się nie warto. Wie to każdy, kto zawitał na Bukową zbyt wcześnie z rana (np. o 10) lub nieludzką porą popołudniową (po 14) i odbił się od klamki. Swoją drogą przejrzystej struktury organizacyjnej S.A., która istniałaby choćby na papierze nie widział po półtora roku nikt.
„Na same koncepcje miasto wyładowało mnóstwo kasy. Na obiekt niefunkcjonalny (…) Takich uwag mielibyśmy więcej, tylko że z nami nikt projektu nie konsultował”
Dziwnym trafem od dwóch lat regularnie na temat stadionu potrafi rozmawiać z Miastem SK1964. Na jednym ze spotkań był prezes spółki Pan Krysiak, faktycznie tych uwag miał tak wiele, że nie mógł się zdecydować, od której zacząć! Myślał tak trzy godziny, aż się spotkanie skończyło, a on nie zdążył zabrać głosu…
W dalszej części wywiadu dowiadujemy się, dlaczego jaśnie nam panujący nie raczył przybyć na zaproszenie Prezydenta Miasta. Otóż jak Prezydent chce porozmawiać z jaśnie oświeconym, to wie gdzie i kiedy może go spotkać – na posiedzeniu Rady Nadzorczej. Wtedy mogą porozmawiać oficjalnie, bo na prywatną audiencję widać Prezydent Miasta nie zasługuje.
„Miasto nie zachowuje się racjonalnie”
Pewnie, Urząd Miasta zainwestował pieniądze w klub, nakłonił innych inwestorów, a teraz bezczelnie domaga się informacji, jak jego pieniądze zostały zainwestowane. Postawa niegodna prawdziwego gracza rynkowego.
Na koniec prawdziwy hit. Okazuje się że dwa lata temu Łaska Pańska na nas spłynęła, bo o wpływy jaśnie oświeconego zabiegała cała piłkarska Polska!
Gdy w 2009 roku, bez żadnego powodu, Centrozap zerwał rozmowy z SSK, dowiedzieliśmy się że ma oferty współpracy od wszystkich drużyn ze Śląska. Jego przedstawiciele pojawili się nawet na kilku rozmowach. Byli w Odrze Wodzisław, Bytomiu (dziwne że gdzie się nie pojawili, tam spadały klęski). Minęło trochę czasu i wyszło na jaw, że rzutem na taśmę sprzątnęliśmy Centrozap Legii Warszawa! W sumie szkoda, jakby Legioniści zaznali profesjonalizmu Irka, to by potem Waltera na rękach nosili…
P.S. Ile trzeba mieć tupetu, arogancji, braku taktu i ludzkiej przyzwoitości, żeby dostać klub za darmo, zgarnąć 5,5 miliona (UM + Invest 6 + EP) narobić ponad 4 miliony dodatkowego długu i żądać na wychodnym 8 mln za fatygę…
Jurek
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Paolo
22 marca 2012 at 05:23
Czekamy na kolejny ruch naszego lwa biznesu 😐 Niech idzie do Odry i zbiera laury za utrzymanie…
Tommaso
22 marca 2012 at 08:52
Dobre i niestety prawdziwe
ojciec
22 marca 2012 at 11:34
Z wypowiedzi Pana Króla wynika ,że szkoli młodzierz – jako rodzic napisze krótko RATUNKU !!!!
Mirek
22 marca 2012 at 11:46
Punktujemy 🙂
TORCA
22 marca 2012 at 17:00
ZŁODZIEJE!
Asia
23 marca 2012 at 08:58
nie wiem czy to warto komentować….szkoda słów….;/ chociaż nie, ciśnie mi się na usta tylko jedno: ZŁODZIEJSTWO !
coloner
25 marca 2012 at 11:05
Klub z taką tradycją, z tak dobrymi układami z ratuszem i z tak okropnym sk****synem jak Pan Król. Aż się nóż w kieszeni otwiera kiedy się widzi, że takie rzeczy mają miejsce.
Kandice
12 sierpnia 2015 at 19:27
This is the place where I started out plus it has to be
great start in your case as well. They are helpful and comparatively safer they do not employ any harmful chemicals
and so are made out of natural elements. There are so many strategies and weight loss tips for after pregnancy available you’re guaranteed to get confused.