Felietony
Walka o marzenia
Było gorąco. Przyznam, że takiej kumulacji emocji nie widziałem wśród kibiców GieKSy dawno. Negatywnych emocji, bo to była złość granicząca niemal z furią. Po przegranym trzecim meczu z rzędu kibice ruszyli pod szatnię żądać wyjaśnień od drużyny i trenera. Po kilkunastu minutach zespół wyszedł na schody i się tłumaczył.
Od razu trzeba wyjaśnić kilka spraw. Mimo, że poziom emocji był bardzo duży – nie doszło do rękoczynów, o czym piszę dlatego, bo wiadomo, że już jednego z drugim pismaka ręka by świerzbiła, żeby stworzyć na ten temat wiekopomny artykuł i móc dodatkowo błyszczeć w mediach społecznościowych. Chyba bardzo było dziennikarzom – nomen omen nie na rękę – że nie została naruszona nietykalność cielesna zawodników i trenera, bo szybko w internecie pojawiły się „zastępcze” rewelacje dotyczące owego spotkania. Dodajmy – kłamliwe rewelacje. Czyli to mityczne użycie gazu. Prawda, że zdanie „ochrona była zmuszona do użycia gazu ze względu na agresywnych kibiców” ma swój wydźwięk? Skąd pismaki wzięły ten gaz? Nie wiadomo. Znaczy wiadomo – ze swoich głów i urojeniowych interpretacji rzeczywistości. Albo celowego działania…
Drugim kłamstwem, tutaj iście kuriozalnym, było przytoczenie rzekomych słów Kazimierza Moskala ze spotkania z kibicami i dodatkowo uczynienie z tegoż „cytatu” chwytliwego tytułu artykułu, oczywiście tak, by nabić jak najwięcej wejść. Słowa „Jeśli myślicie, że nie chcieliśmy wygrać, to jesteście idiotami” nie padły, ale tak zostało napisane na stronie jednego z katowickich dzienników. Idiotą – rzeczywiście trzeba być, żeby tak przeinaczyć fakty. Pal licho z nierzetelnością w tym momencie, ale wpychanie takich słów w usta szkoleniowca jest po prostu chamstwem i robieniem mu dodatkowego problemu. O wiele rzeczy można się do trenera Moskala przyczepić (o tym dalej), ale braku kultury zarzucić mu nie można i mimo, że również był zdenerwowany, nie pozwoliłby sobie na takie stwierdzenie. Pismaki musiały jednak zrobić swoje i tradycyjnie w niezdrowy sposób podgrzać atmosferę. Oczywiście nie generalizujemy tego na wszystkich dziennikarzy. Na przykład Maciej Blaut bzdur nie wypisywał, a następnego dnia przeprowadził wywiad z prezesem, rozwiewając wszelkie wątpliwości. Można?…
Z rzeczy, które nie powinny się wydarzyć, prawdą była jedynie jedna stłuczona szyba. Dla tych, którzy jednak myślą, że kibice mieli z tego ubaw, spieszę z wyjaśnieniem. Osoba, która tę szybę rozbiła dostała taki opierdol od innych kibiców, że wolałbym nie być w jej skórze w tym momencie i szczerze żałowałbym tego chwilowego afektu. Nikt w Katowicach nie toleruje niszczenia własnego stadionu. Natomiast tak jak wspomniałem, do rękoczynów nie doszło, bo odpowiednie osoby rzetelnie zadbały, żeby takie sceny nie miały miejsca. Dyskusja była więc burzliwa, emocjonalna, ale normy nie zostały przekroczone.
Właśnie, jeśli mówimy o normach. Są osoby, które uważają, że istotnie – normy zostały przekroczone. Te osoby uważają, że rola kibica powinna ograniczać się do „kibicowania”, czyli dopingowania na trybunach. I koniec. Wedle tego kibice nie powinni uczestniczyć w życiu klubu w sensie organizacyjnym. Oni są tylko konsumentami – płacą za bilet i dostają produkt. Tylko problem jest taki, że dla kibiców klub czy stadion to nie jest estrada, na trybuny której przychodzą tylko dla przyjemności i po to by obejrzeć koncert. Tutaj wchodzi coś więcej – wchodzą silne emocje, marzenia, rywalizacja, utożsamianie, wspomnienia, przyjaciele, a dla niektórych całe życie albo przynajmniej spory jego procent. W tej sytuacji bycie zwykłym konsumentem jest naprawdę niemożliwe.
Tym bardziej, że właśnie gdyby takie czysto konsumenckie podejście kierowało nami – kibicami, to już nie mielibyśmy swojego klubu, bo GKS by po prostu nie istniał! Kto uratował ten klub po spadku z ekstraklasy i nieprzyznaniu licencji na drugą ligę? Kto zdecydowanymi (ale zgodnymi z prawem!) działaniami wykopał oszusta Ireneusza Króla z Katowic? Oczywiście moglibyśmy za pierwszym czy drugim razem olać sprawę (bo przecież powinniśmy być tylko konsumentami), ale dzisiaj nie mielibyśmy komu kibicować. Więc po czyjej stronie jest racja?
W tym kontekście, dwukrotnego uratowania GieKSy, wygłaszane zdania, że kibice nie mają prawa protestować, nawet w stanowczy sposób, są nieuzasadnione. Obecny GKS to dziecko kibiców – najpierw tych z Komitetu Ratujmy GieKSę i SSK, a potem tych wszystkich, którzy aktywnie włączyli się w niedopuszczenie to powstania tworu KP Katowice. Oczywiście bez wsparcia Miasta Katowice nie byłoby to możliwe, ale to już był efekt działania kibiców, to od nich rozpoczynały się wszelkie inicjatywy ratowania klubu.
W związku z tym głośno możemy mówić, że tak – my kibice GKS Katowice mamy prawo wypowiadać się na temat klubu i aktywnie uczestniczyć w jego FORMALNYM życiu – sugerować, protestować, negować, podpowiadać, rozmawiać z zarządem i wspólnie myśleć nad rozwiązaniami. Możemy pisać pisma o obniżenie ceny biletów, gdy mamy taki pomysł. Wbrew temu, co chcieliby dziennikarze – czyli nietraktowania kibiców i Stowarzyszenia po partnersku – zarząd GieKSy z Wojciechem Cyganem i Marcinem Janickim z kibicami rozmawia i bierze pod uwagę ich sugestie – choć nie musi się ze wszystkimi zgadzać i wszystkie realizować. Choćby niektórzy przeciwni takim standardom dziennikarze na rzęsach stanęli – takie są fakty. Jeden napisał, że piłkarze i trener nie powinni wychodzić do kibiców, bo nie mają obowiązku się tłumaczyć. Sugestia jest jasna, kibice nie zasługują na wytłumaczenie. Nie mają prawa tego żądać.
To wszystko w kontekście tego krytykowanego nieraz i wręcz ironicznego podchodzenia przez dziennikarzy do okrzyków „GieKSa to my!”. W obliczu wspomnianego dwukrotnego ratunku klubu i wieloletniego trwania przy nim – w tej zapyziałej pierwszej lidze, z zapyziałymi piłkarzami, z permanentnym brakiem wyników – my jesteśmy na meczach czy to na Bukowej czy w całej Polsce, my robimy oprawy, my mamy swoje kibicowskie media, przeprowadzamy dziesiątki akcji charytatywnych, więc tak – szanowni dziennikarze – GieKSa TO MY! I to nam należą się wytłumaczenia beznadziejnej postawy. Należą się nam, jak nikomu innemu. My, którzy poświęcamy całe serce GieKSie oczekujemy i żądamy, że jacyś najemnicy, którzy przyszli zarabiać do naszego domu wytłumaczą nam się ze swojej beznadziejnej gry.
Na spotkaniu kibiców z piłkarzami nie doszło do rękoczynów i nie było takiej opcji. Pisanie więc o wytwarzaniu atmosfery strachu jest nadużyciem. Kibice nie przyszli pod szatnię, żeby „spuścić wpierdol” (tak, tak, wiem, zaraz ktoś przypomni Łęczną, więc darujcie sobie), tylko żeby głośno wykrzyczeć swoją frustrację związaną z postawą zawodników. Strach? Nie wiem, czy piłkarze się bali, możliwe. Ale ja jeśli się boje pająka, to czy mogę winić za to pająka?… Na pewno była atmosfera presji, olbrzymiej presji, bo w Katowicach już tak mamy, że wytwarzamy presję. Trudno byłoby przez tyle lat beznamiętnie podchodzić do boiskowych wydarzeń, a że kibice z natury biernymi obserwatorami nie są, to tę presję wytwarzają. Nie trzeba tego od razu utożsamiać z czynną agresją.
Zdumienie mnie ogarnia, gdy czytam w mediach, że kibice GKS są w gorącej wodzie kąpani, że są najbardziej niecierpliwi w Polsce, bo „wytrzymali tylko 15 dni” czy że „protestują już po trzeciej kolejce”. Dochodzi nawet do kuriozalnych stwierdzeń, że jesteśmy kibicami sukcesu czy nie jesteśmy z klubem na dobre i na złe, więc nie jesteśmy prawdziwymi kibicami. Doprawdy interesujące stwierdzenia dotyczące osób, które są prawie na każdym meczu od kilku czy kilkunastu lat, uczestniczą w tych kiepskich widowiskach i notorycznie przeżywają sportowe upokorzenia, ale mimo wszystko trwają, trwają, trwają… Podejrzewam, że dla piszących takie brednie osób wiara w ideę bez względu na wszystko jest czymś ponad ich możliwości. Współczuję, bo jest to ułomność.
Właśnie – tylko czym jest ta wiara? My kibice wiemy albo raczej czujemy, o co chodzi. Chodzi o wiarę w ideę. To jest coś ponad drużynę, piłkarzy, trenerów, działaczy, spółkę. Ktoś, kto kibicem nigdy nie był, a jedynie sympatykiem piłki czy dziennikarzem, nigdy nie zrozumie, o co chodzi. Bo ten bezrefleksyjnie powtarzany slogan „na dobre i na złe” wiele osób utożsamia z drużyną piłkarską danego klubu. Tylko i wyłącznie. Jeśli kibice odwracają się od drużyny, niezależnie od przyczyn, to zawsze kilka wynalazków (albo więcej niż kilka) napisze, że to nie są prawdziwi kibice. A co jeśli piłkarz danej drużyny chleje przed meczem? A co jeśli okaże się, że sprzedał mecz? Wedle „pięknych słów” powinniśmy być z takim piłkarzem, bo przecież „na dobre i na złe”… Przed ołtarzem też się przysięga, ale czy to oznacza, że mamy trwać przez lata w zdradzie i kłamstwie?…
Myślę, że wcześniej przytoczone wydarzenia z przeszłości dobitnie wskazują, że byliśmy z tym klubem w czasach najgorszych, w czasach agonii. Wtedy na wsparcie mediów liczyć nie mogliśmy. Ale byliśmy właśnie z naszą ideą, przyświecającą przez całe życie, czyli ideą o nazwie GKS Katowice.
Wróćmy jednak do meritum, czyli do tego, dlaczego kibice wpadli w taką wściekłość po meczu z Niecieczą? Nie, to nie jest w żadnym wypadku kwestia 15 dni czy ostatnich trzech meczów. Być może wiele osób pewnych rzeczy nie zarejestrowało. To co się dzieje, ciągnie się już od dłuższego czasu, a dokładnie od początku roku. GKS Katowice wygrał od marca 3 mecze z 20. W rundzie wiosennej tych wygranych było 2 na 16, a licząc mecz awansem z jesieni 2013, na 17 meczów. Nikt i nigdy w życiu nie przekona mnie, że to zwykła obniżka formy, która ma prawo przydarzyć się każdej drużynie. Jeśli na jesień zespół potrafi mieć serię 3 wygranych z rzędu, potem 3 remisów, a potem znów 3 wygranych, jeśli tworzy Twierdzę Bukowa i jest praktycznie w strefie awansu, to nikt nie wmówi mi, że ci sami zawodnicy kilka miesięcy później mogą wygrać tylko co ósmy mecz.
Nie tacy zawodnicy. Janusz Gancarczyk, Grzegorz Fonfara, Tomasz Wróbel czy Przemysław Pitry to zawodnicy, którzy na ligowej piłce (w ekstraklasie) zęby zjedli i w zapyziałej piłkarsko pierwszej lidze choćby samym ustawieniem czy minimalnym pomyślunkiem, dokładając do tego ich umiejętności techniczne, powinni wygrać co najmniej kilka meczów więcej. Z takimi zawodnikami wręcz kilka meczów powinno się wygrać samo. Dlaczego więc się nie wygrało? No właśnie – odpowiedzi należy szukać w kwestiach pozasportowych. Każdy, kto bywa regularnie na meczach GieKSy (a nie trzy razy z doskoku na rundę) doskonale widział, co się działo. Wymienieni zawodnicy, ale też cała reszta, po prostu nie przykładała się nawet w minimalnym stopniu do swoich obowiązków. Przylgnęło do niektórych określenie „hamulcowi” – każdy może to rozumieć inaczej. Ja nigdy nie oskarżyłem i nie oskarżam nikogo o sprzedanie meczu czy granie u bukmachera, bo nawet nie mam dowodów na to. Za to oskarżałem i oskarżam piłkarzy, że obowiązek godnego reprezentowania klubu mieli totalnie w dupie. Przechodzili wiele meczów, odstawiali nogę, nie byli na boisku agresywni, dawali przeciwnikom spokojnie konstruować akcje. To było widać gołym okiem, że im po prostu nie zależy na tym, żeby wyszarpać rywalowi zwycięstwo. No i ich zachowanie po przegranych meczach, telefony, lansik, uśmieszki i żarty. Jak im się na chwilę zachciało, to przegonili w drugiej połowie GKS Bełchatów tak, że świetnie radzący sobie w ekstraklasie rywale, łącznie z rewelacyjnymi braćmi Makami, nie wiedzieli co się dzieje i tylko patrzyli za plecy, jak im zawodnicy GKS odjeżdżają i raz po raz tworzą sytuacje bramkowe. Jedna połowa, w której im się zachciało. Jak to kontrastowało z pozostałymi meczami, to aż strach sobie przypominać…
Hamulcowi (prawie wszyscy) odeszli, w związku z czym liczyliśmy na lepszy sezon. Sezon z walką, z wielką ambicją, z gryzieniem trawy i z „zajeżdżaniem” przeciwnika. Niechciani zawodnicy odeszli, ale ci, co zostali nie zaczęli wcale od zera. Oni też muszą walczyć z całych sił o odzyskanie zaufania kibiców, bo przecież również w tej żenującej rundzie wiosennej grali, choć bardziej adekwatne jest stwierdzenie – udawali, że grali. To im powinno zależeć najbardziej na tym, żeby jeździć na dupach i pokazać, że akurat w ich przypadku beznadziejna runda wiosenna to była po prostu zła dyspozycja. A co mamy?
Mamy to, że ci zawodnicy (Czerwiński, Kamiński, Jurkowski, Cholerzyński, Duda, Pietrzak) odwalają taki kabaret, że nie można na to patrzeć. Typowo piłkarsko wyglądają jeszcze gorzej niż na wiosnę. Rozumiem, że piłkarz może być słaby, tak zwyczajnie po ludzku słaby. Ale nie mogę przyjąć i zaakceptować, że gość, który trenuje i gra w piłkę od kilkunastu lat, a do tego zarabia kilka czy kilkanaście tysięcy, na boisku:
a) notorycznie podaje do przeciwnika
b) pozwala rywalowi bezkarnie hasać w polu karnym i nawet nie markuje dobiegu (Cholerzyński)
c) ma w dupie wracanie się do obrony (Pietrzak)
d) przegrywa większość pojedynków 1 na 1 (Czerwiński)
e) ma czas reakcji pijaka z trzema promilami (Jurkowski)
f) gra tylko jak mu się zachce i wtedy jest profesorem (Pitry)
g) nowi, którzy przyszli, na razie kompletnie nie są wzmocnieniem (poza Kujawą).
Do tego dochodzą przegrane pojedynki fizyczne, kompletny brak agresji na boisku (markowany pressing). Tu także olbrzymia wina trenerów Moskala i Bahra, którzy kompletnie nie potrafią umotywować tych beznamiętnych graczy, a dodatkowo chyba coś szwankuje fizycznie. Bo jak wytłumaczyć to, że po wyrównanej połowie z Niecieczą, w drugiej rywal klepie piłkę jak chce, a nasi grają jedynie w stylu trenera Piotra Świerczewskiego (czyli „na chaos”), jak wytłumaczyć, że w upale w Legnicy rywale hasają po boisku przez cały mecz na świeżości, a nasi zawodnicy jak muchy w smole? (szybkie wyrównanie było efektem wejścia świeżych zawodników). Dodatkowo zagubienie szkoleniowca i miotanie się z systemami gry, nieumiejętność dostosowania taktyki do wątpliwych jakości zawodników. Zachowanie trenera, który stoi beznamiętnie przy ławce rezerwowych z rękami w kieszeni też świadczy, że albo nie ma wiary w ten zespół, albo już sam nie wie, co można jeszcze wymyślić. Przypominamy, że szkoleniowiec złożył dymisję po meczu z Arką Gdynia, dając sygnał, że nie radzi sobie z zespołem. Szczerze mówiąc, przewidując przyszłość, słuchając i patrząc na mowę niewerbalną szkoleniowca oraz cały kontekst sytuacji, nie zdziwimy się, jeśli za chwilę historia się powtórzy.
Nie wspomnieliśmy jeszcze o czymś bardzo wymiernym, czyli odpadnięciu z Pucharu Polski. U siebie z Chrobrym Głogów, który w lidze osiągnął oszałamiające wyniki 0:6, 2:2 i 1:2. Mam wrażenie, że Puchar Polski w tym klubie poważnie traktują tylko kibice, bo to jest dla nas historia, trzykrotny triumf, a obecnie jedyna okazja, żeby poczuć „wielką piłkę” (nie tą sprzed domu Irka Króla, swoją drogą była to moja prywatna piłka) na Bukowej. Marzymy o tym, żeby po latach w otchłani piłkarskiej na Bukową przyjechał raz, dwa razy w roku zespół z ekstraklasy. A co mamy? Poza zeszłorocznym miłym wyłomem, wcześniejsze cztery lata to były kompromitacje w pierwszej rundzie z zespołami z niższych lig. Teraz w końcu dostaliśmy szansę gry na Bukowej ze słabszym rywalem, ale stare demony wróciły i znów odpadliśmy w przedbiegach. Rywal słaby, nie radził sobie, ale nasi zawodnicy sprezentowali im dwie bramki, a oliwy do ognia dodał trener, który po meczu powiedział, że „rywalom się bardziej chciało”. Czy to kuźwa znaczy, że nam się nie chciało? Co to w ogóle za tłumaczenie w profesjonalnej piłce? Jak napisał jeden z kibiców na forum, to tak jakby chirurg po operacji powiedział rodzinie, że „pacjent zmarł, bo lekarzom nie za bardzo chciało się operować”. Czujecie to? Zasranym obowiązkiem zarówno lekarza i piłkarza jest to, żeby mu się chciało. Trener taką deklaracją, a zawodnicy swoją postawą, napluli kibicom w twarz i powinni tak naprawdę zwrócić pieniądze za bilety. Bo co jak co, za wynik kibice nie płacą, ale płacą za to, żeby zobaczyć drużynę, której się chce. Jeśli się nie chce, to kibice są najzwyczajniej w świecie okradani. Czyste złodziejstwo.
To wszystko powoduje frustrację kibiców. Nie żadne pieprzone trzy kolejki czy 15 dni, o których tak namiętnie krzyczą pismaki. Wszystko co przytoczyłem skumulowało się w ostatnim czasie i miało swój efekt w postaci wizyty kibiców pod szatnią i wszelkimi emocjonalnymi reakcjami, śpiewami, okrzykami, które się tam pojawiły. Nie możemy znieść już marazmu, jaki serwuje nam ta drużyna. Wszystko w klubie idzie do przodu, Miasto pomaga, rozwija się marketing, rozwijają się media klubowe, są akcje, jest promocja. Tylko nie nadążają ci, którzy paradoksalnie pracują najmniej i zarabiają najwięcej, czyli piłkarze i trenerzy. Ten klub byłby dużo bardziej do przodu, gdyby nie ten – trochę ważny jakby nie patrzeć – dział w klubie. Dział sportowy. Można na głowie stawać i robić promocję i marketing, ale bez wyniku sportowego wiele się nie osiągnie. Tyle, że żeby ten wynik był możliwy, trzeba najpierw się zaangażować.
Moja skromna osoba udziela się na GieKSie od dziewięciu lat. Od samego początku narzuciłem sobie spore tempo, dużo obowiązków. Przez te 9 lat robiłem niemal wszystko jeśli chodzi o media związane w GKS Katowice. Od czwartej ligi nie byłem tylko na 12 meczach – czy to u siebie czy na wyjeździe. Napisałem setki relacji i artykułów na strony internetowe i do „Bukowej”, przeprowadziłem setki wywiadów, prowadziłem oficjalną stronę internetową, filmowałem mecze dla trenerów i robiłem skróty dla kibiców, skomentowałem ponad sto meczów w naszym GieKSiarskim radiu, założyłem stronę GieKSa.pl. Poza rocznym okresem (2007), kiedy byłem zatrudniony w klubie za 800 złotych oraz kilkoma „meczowymi” za sfilmowanie meczu (50 złotych) wszystko to robiłem społecznie i kompletnie w wolnym czasie, nieraz siedząc po nocach, bo tak w ogóle to normalnie pracuję na pełny etat w swoim zawodzie. Przez udzielanie się na GieKSie i obecność na prawie wszystkich meczach zaniedbałem swój rozwój zawodowy, bo gdyby nie to, byłbym dziś dużo dalej w zawodzie i byłbym ustawiony finansowo. A tak pracuję prawie za minimalną krajową i na „drugim etacie” przy GKS – wolontaryjnie. To mój wybór.
Uważam więc, że mam prawo do krytykowania piłkarzy, nawet w tak ostentacyjny sposób i bez ceregieli, jak to robię ostatnio w artykułach na stronie, ze wszelkimi epitetami. Bo ja zapieprzam przez tyle lat i pewnie czasowo, a na pewno jakościowo, więcej robię przy GieKSie niż zawodnicy. Robię to, bo to kocham, bo kocham ten klub i chcę dać trochę radochy kibicom. Nie mogę jednak znieść tego, że banda mieniąca się piłkarzami GKS Katowice swoim podejściem do obowiązków niszczy to, czemu poświęciłem lwią część swojego życia. Ta banda niszczy moje marzenia, nadzieje na lepszą przyszłość. I oni robią to ot tak, bo po treningu przecież mogą wybrać się do swojej ulubionej Silesii. Szkoda, że nie umieją się polansować na boisku dobrą grą i wolą walki…
Myślę, że wielu aktywnych kibiców myśli podobnie. Tych, którzy działają od lat, poświęcają wiele ze swojego prywatnego życia, masę kasy i nerwów. Oni – tak jak ja – mają prawo głosu. I korzystają z tego, wyrażając swoje niezadowolenie i próbując zrobić coś, żeby było lepiej.
Serce mnie boli, gdy piszę coraz to kolejne artykuły, w których dosadnie wyrażam się na temat drużyny i piłkarzy. Przez wiele miesięcy starałem się być dyplomatyczny. Nigdy też nie przychodziło mi i nie przychodzi łatwo powiedzieć komuś coś negatywnego, czuję się wtedy okropnie. Po rundzie wiosennej jednak coś we mnie pękło, ogarnęła mnie jedna wielka niechęć do tego wszystkiego, łącznie z myśleniem o rezygnacji z udzielania się w GKS. Te wątpliwości na szczęście szybko minęły – jestem i działam. Nie potrafię jednak już oszczędzać zespołu w żaden sposób, stąd teksty z mojej strony są, jakie są. Za każdym razem, gdy piszę o „ułomnych interwencjach”, „tragikomikach” itd. czuję, że mogę komuś sprawić przykrość. Ale piszę, to co myślę i nie widzę powodu, żeby nie pisać w taki sposób. Miarka się przebrała na wiosnę i przebiera się nadal.
To nie jest tak, że nie lubię piłkarzy. Właśnie problem w tym, że sporo z nich lubię. Lubię Przemysława Pitrego, lubię Mateusza Kamińskiego, Alana Czerwińskiego, Sławomira Dudę, lubię trenera Moskala. Bo to w gruncie rzeczy są bardzo sympatyczni ludzie. Ale na stronie nie mogę mieć sentymentów i kwestia sympatii w grę nie wchodzi. Oceniam to, jakimi są piłkarzami i jakie mają zaangażowanie. Natomiast domyślam się, że piłkarze nie lubią mnie i rzygają na mój widok. Trudno. Mnie nie zależy, żeby mnie lubili, oni mają po prostu się angażować i grać w piłkę. Tylko – i aż tyle. Nie krytykuję też piłkarzy z zasady. Przecież po udanych akcjach, jak choćby piękny gol w Legnicy, chwalę ich. Jeśli Alan Czerwiński nagle w obronie zacznie czyścić, a przy okazji zaliczać asysty ze skrzydła będę pierwszym, który uderzy się w pierś i przyzna się, że się mylił.
Moja wiara polega na tym, że mimo wszystko wierzę, że kiedyś będzie dobrze. Że nie będzie w GieKSie partaczy, tylko prawdziwi piłkarze. Że ci, którzy są obecnie, przejdą jakąś cudowną metamorfozę i w końcu im się zachce. Że w końcu zaczną coś grać nowi zawodnicy. Że wygramy w Świnoujściu.
Ze sportowym pozdrowieniem do wszystkich GieKSiarzy – zawsze pamiętajcie, że GieKSa TO MY! Nikt i nic tego nie zmieni!
Michał Murzyn – Shellu
Redaktor Naczelny GieKSa.pl
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Wesoły
20 sierpnia 2014 at 11:24
Piękny artykuł. Piłkarze do roboty ,żebyśmy nie musieli się stale wstydzić i wychodzić z bukowej z opuszczoną głową, mając w pamięci szydercze miny i chamskie gesty piłkarzy z takich footbolowych stolic polski jak głogów ,czy nieciecza…
Harry64
20 sierpnia 2014 at 12:29
Artykuł wymiata! Poczytajcie sobie pier…ne pismaki, może coś do was dotrze.
Przegosc
20 sierpnia 2014 at 13:27
jak czerwinski jest za wisla krakow to jak ma dobrze grac w waszych barwach
Mariusz
20 sierpnia 2014 at 14:57
Czerwinski pilkarz kibicem wisły Długajczyk szef zabezpieczenia ochrony za GKS Tychy a my dalej pod gorke mamy
Trójkolorowy Mundek
20 sierpnia 2014 at 15:19
Doskonały, szczery artykuł! Podpisuje się pod nim obiema rękami.
Doti
20 sierpnia 2014 at 15:21
Świetnie napisane! I trafione w samo sedno! Brawo Shellu, dzięki za wyrażenie myśli tak wielu z nas 🙂
Igor
20 sierpnia 2014 at 15:28
Artykuł świetny. Doskonałe podsumowanie tego co działo się w ostatnim roku. Świetnie uchwycone braki piłkarzy (które na tym poziomie nie miały prawa się zdarzyć). W normalnym kraju po takim tekście od razu zgłosiła by się po Ciebie jakaś gazeta, no ale to Polandia (bananowa republika kolesiów), więc preferowane są dziennikarzyny piszące bajki.
Ale… ta cała Gieksa (którą kochamy) to chyba jedna wielka ustawka. Choć nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, trudno oprzeć się wrażeniu, że klub ma… nie awansować. Głównym sponsorem jest… miasto (to taka polska specyfika w wielu klubach). Miasto ma długi, bo zaczęło mnóstwo inwestycji. Miasta nie stać na ekstraklasę, to rzuca ochłap i mówi: gwarantujemy przetrwanie ale o awansie nie myślcie. Nie od dzisiaj w polskiej lidze przekręt goni przekręt (tylko patrzeć jak Termalika przegra parę meczy, bo przecież też nie może awansować).
Zmieni się coś tylko wtedy jak będzie kasa, czyli potężny sponsor. I TYLKO WTEDY! Trzeba kupić paru prawdziwych piłkarzy, zmodernizować stadion na ekstraklasę a wtedy pojawią się wyniki. Do momentu znalezienia sponsora będzie trwał ten cyrk, piłkarze będą udawać, że grają, trener będzie mówił głupoty, prezes co pół roku zmieni paru pracowników, miasto da 2-3 mln kroplówki. I tylko kibice będą jak ci ostatni frajerzy wychodzić z siebie bo będą myśleli, że to wszystko na serio. Albo się w końcu opamiętają i piłkarze ujrzą puste trybuny. Bo nie warto wspierać fikcji.
Kibicuję Gieksie od 1984 roku. Chodzę teraz na mecze z dwoma synami. I jest mi przykro, że te dzieci muszą to oglądać (i chyba tylko dla nich tam jestem). Czegoś takiego co dzieje się od roku, nie widziałem na Gieksie nigdy…
SzymsterPodlesie
20 sierpnia 2014 at 16:40
Wspaniały artykuł… nic dodać nic ująć, brawo Shellu 😉 !
a.m
20 sierpnia 2014 at 20:12
Bardzo dobry felieton.Popieram w 100%.
Jak jestem na szpilu to z nostalgią spoglądam na Furtoka ,Koniarka, Jojke,Piekarczyka, trenera Gornika…ach co to były za czasy…
Ech...
20 sierpnia 2014 at 20:46
„Po kilkunastu minutach zespół wyszedł na schody i się tłumaczył.” I dlatego właśnie mój kilkuletni syn w przyszłości pojedzie grać za granicę. Nie po to inwestuję w jego przyszłość w prywatnej szkółce piłkarskiej, aby potem „tłumaczył” się (komu?… napisałbym dosadnie, ale to mnie różni…). Kurcze, a tyle lat na Gieksę jeździłem, dzieciństwo i młodzieżowy okres zaślepione miłością do Klubu. A teraz, gdy to czytam…
Mój syn na meczu z San Marino (miał 6 lat), zapytał, gdy nasi kibice (przez małe „k”) gwizdali: Tato, a dlaczego oni gwiżdżą, przecież piłkarze się na pewno starają. Tak! bo On to wie, bo gra od 5go roku życia, bo wie, że czasem się stara, a nie wychodzi. Ale z poziomu krzesełka i kilku przekleństw na ustach, gdy się wyda parę zeta na bilet i się myśli, że się utrzymuje klub…
„Piłkarze do roboty” – Stary, a kim Ty jesteś??? Ja, jako piłkarz, to bym splunął na takie słowa i w życiu bym w takim miejscu nie zagrał (bo Klub to nie kibice, Klubowi się kibicuje, a Wam się we łbach przewraca). Dyrektorzy 😉 Prezesi 😉 a w pracy najniższy szczebel Pracownika często.
Dziennikarka sportowa
20 sierpnia 2014 at 21:15
Witam, jako dziennikarz sportowy muszę przyznać, że Pan M. Murzyn, mimo, że wiele osób się bulwersuję to bardzo celnie podsumował obecne dokonania zespołu w lidze. Bardziej celnie nawet niż połowa piłkarzy GKS-u próbujących kopnąć piłkę. Jeśli w szatni jest źle, są lubiani i mniej lubiani oraz dziwne układy to nigdy nie będzie pełnej współpracy na murawie. Ponadto zawodnicy wyjątkowo pokazują brak dobrego przygotowania czyli należałoby zmienić może samą formę treningów. Do tego parę dobrych transferów. Koło ratunkowe rzucone tylko czy ktoś je chwyci ręką, skorą nogą nie potrafi??
Tomasz
20 sierpnia 2014 at 21:43
Doskonały artykuł Panie Michale, Nie znam Pana ale czapki z głów po takim felietonie. Nie jeden pseudopismak mógłby uczyć się od Pana pisać. Jestem kibicem GK-Su Katowice od 40 lat, pomimo tego, że wychowałem się w chorzowie batorym. Serce mi pęka jak patrzę na tych grojków. Zero ambicji i „umierania” na boisku. Brak słów, natomiast SZACUNEK dla takich kibiców. Aha i proszę nie pisać z dużej litery „ireneusz król”. Dla tego kundla to tylko miska z wodą. Pozdrawiam
wyszo
21 sierpnia 2014 at 00:45
Dwiema rękami się podpisuje … niemal takie same odczucia mam po każdym meczu od początku tego roku …. a Ty „ech…” wyjedz za granice i nie wracaj, bo widac co sie dla Ciebie liczy …
ech
21 sierpnia 2014 at 06:42
wyszo, liczy się dla mnie GKS. Ale życie to życie. A hobby to hobby. Ja dzieciom przekazuję, co do piłki, że jeśli będą piłkarzami, to piłka to dla nich praca, a nie wartości, przywiązanie do klubu. Od rozliczania Pracownika jest Pracodawca. Kibic płacił mu nie będzie (patrz: Rasiak – i co z tego, jak „kibice” w Polsce na niego reagowali, dla Niego i Jego Rodziny ważny jest poziom życia, który zagwarantował sobie grając w piłkę, a nie to, czy ktoś się tak czy siak uzewnętrznił na necie czy na trybunie). Fakt, artykuł ok. Ale mnie się wydaje, że kibice tworzą wokół siebie rzeczywistość inną niż ta, która jest. Akcje, działania kibiców itd. to jest zabawa, coś dla zabicia czasu, jak wyjście do kina czy do teatru, to, że ktoś się angażuje w zabawę, to w zamian za to piłkarz ma „dla niego” grać??? Sorry, ale logika pokrętna. A np. dlaczego czyjąś ambicję oceniać po wyniku? Jak dla mnie bobsleiści jamajscy są wzorem ambicji, a jakoś zawsze na zawodach są raczej traktowani jak egzotyczne zjawisko. Mnie chodzi o to, że, po prostu, nie powinno się obrażać Ludzi. Co innego mówić o kiepskich wynikach, słabej grze, nieodpowiednim przygotowaniu, a co innego formułowanie opinii o Osobie, pisanie o „bandzie, tragikomikach itd… Ludzie, piłkarz przychodzący do Klubu, podpisuje umowę, umowę o pracę, kontrakt, za wynagrodzenie konkretne itd. Piłkarz nie „wstępuje w związek małżeński z Klubem, kibicami…” :-). Jeśli tak do tego podchodzicie, to dlaczego przez tyle lat z tak miłujących Klub kibiców, nie wyszkoliło się tylu fanatycznych wychowanków, aby stworzyć drużynę?… To, wbrew pozorom, nie jest trudne w dłuższym okresie czasu. Jeśli chcezie „zarządzać” Klubem, zatrudnijcie trenerów, stwórzcie akademię i wyszkolcie „swoją” drużynę. Przepraszam, ale dla piłkarza kibic nie jest Pracodawcą, żoną, partnerem. Podsumowując, opinie na temat gry, postawy itd. są moim zdaniem jak najbardziej trafione. CO do zwyczajnego obrażania Osób – jest to niekulturalne po prostu.
I, wyszo, po co mam za granicę jechać? Kocham mój kraj, co nie znaczy, że z każdym jego obywatelem zgadzać się muszę. Ale też nie muszę go obrażać w przypadku odmiennych, nawet bardzo, poglądów, czy też idei dla niego ważnych.
Shellu
21 sierpnia 2014 at 09:22
„Ja dzieciom przekazuję, co do piłki, że jeśli będą piłkarzami, to piłka to dla nich praca, a nie wartości, przywiązanie do klubu” – współczuję twoim dzieciom. Jesli od malego sa uczeni, ze pilka to tylko kasa, to skoncza w LZS-ie. No ale jak to bedzie niemiecki czy inny zachodni LZS to tatus bedzie wniebowziety. Grunt zeby kibice nie wywierali presji. Wspolczuje dzieciom i tobie, bo olewanie wartosci na rzecz kasy jest dzis bardzo czeste, ale wtedy czlowiek na starosc staje sie nieszczesliwy i zgorzknialy, bo cos przegapil…
Korek Zawodzie
21 sierpnia 2014 at 10:17
Artykuł świetny, dobrze opisujący to, co się dzieje w klubie.
I tylko człowiek który kocha GieKSę, żyje GieKSą, mógł coś takiego napisać.
Bo kto inny, jak nie kochający ten klub kibice, ma krytykować piłkarzy?
Mam głęboką nadzieję, że ten artykuł przeczyta każdy piłkarz GieKSy,potem niech spojrzy w lustro i zada sobie pytanie „czy zawsze na boisku robiłem wszystko aby wygrać?” i z ręką na sercu niech sobie odpowie.
Bo z perspektywy trybun…… no właśnie, wygląda jak wygląda.
O pismakach sportowych nie będę pisał, bo szkoda nerwów.
Na koniec życzę każdemu Gieksiarzowi, co by nie musiał słuchać przy B1 „kurwa mać GieKSa grać”
Aha i jeszcze jedno skasujcie te wpisy ech-a, bo jak to przeczyta być może jakiś młody talent, to po talencie.
Pozdro.
lukste
21 sierpnia 2014 at 10:47
Znakomity artykuł!
andreasw1959
21 sierpnia 2014 at 21:30
Piekny rzeczowy artykul jestem pelen podziwu malo ludzi w tym kraju umie przedstawiac rzeczy takie jakie sa i nazywac je po imieniu Shellu przedstawiles w tym artykule to CO CZUJA KIBICE GIEKSY W TYM I MOJE podziwiam twoj zapal i twe zaangarzowanie to co robisz. PISMAKI UCZCIE SIE OD SHELLA JAK PRZEDSTAWIAC PRAWDE,MOZE W TYM KRAJU NAPRAWDE COS SIE ZMIENI JAK BEDZIECIE PISAC TAK JAK SCHELLU. CALE MOJE ZYCIE TO GKS KATOWICE