Piłka nożna
[RELACJA] Nowy sezon, stare koszmary
Na inaugurację sezonu 2020/21 w drugiej lidze przyszło nam się zmierzyć z Hutnikiem. Z racji remontu na stadionie miejscowych zagraliśmy na obiekcie Garbarni, gdzie tydzień temu odpadliśmy z Pucharu Polski. Jak stwierdził przed dzisiejszym spotkaniem kapitan GieKSy Arkadiusz Jędrych – zaliczyliśmy w Krakowie mini falstart. Tym bardziej liczyliśmy na rehabilitację…
W składzie GKS Katowice mogliśmy zobaczyć trzech nowo sprowadzonych zawodników. W „jedenastce” znaleźli się pomocnik Bartosz Jaroszek, skrzydłowy Krystian Sanocki i napastnik Filip Kozłowski.
Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla GieKSy. Po kilkudziesięciu sekundach w polu karnym Krystian Sanocki faulował Hafeza i Piotr Stawarczyk pewnym strzałem zamienił „jedenastkę” na bramkę dla Hutnika. Bartosz Mrozek był bez szans. W 12. minucie oddaliśmy pierwszy strzał na bramkę rywali, ale Szymon Kiebzak uderzając z dystansu, przeniósł piłkę nad poprzeczką. Pięć minut później oddaliśmy pierwszy celny strzał – Filip Kozłowski dopadł do przypadkowej piłki i w sytuacji sam na sam trafił w bramkarza Hutnika. Obrońcy gospodarzy sygnalizowali spalonego, ale sędzia puścił grę. W 20. minucie dwa zero dla gospoarzy – po wrzutce z prawej strony naszej bramki z piłką minął się Mrozek, a Radek Dejmek nienaciskany przez rywali… skierował futbolówkę do własnej siatki. Absurdalna sytuacja, ale niestety do takich się już przyzwyczailiśmy w wykonaniu piłkarzy GieKSy… W 35. minucie głową uderzał Kozłowski, ale bramkarz Hutnika przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chwilę później odpowiedzieli rywale – Antoniak potężnym uderzeniem z ponad 30 metrów trafił w spojenie bramki bronionej przez Mrozka. W 43. minucie wyprowadziliśmy trochę przypadkową kontrę, w której na bramkę Hutnika uderzał Kiebzak, ale mocno niecelnie. W doliczonym czasie gry na 3:0 podwyższył Antoniak. Duże zamieszanie w naszym polu karnym, obrońcy nie za bardzo wiedzieli, co zrobić i skorzystał z tego piłkarz Hutnika.
W przerwie trener Rafał Górak zdecydował się na trzy zmiany. Boisko opuścili Grzegorz Rogala, Maciej Stefanowicz i Krystian Sanocki. W ich miejsce pojawili się Danian Pawłas, Marcin Urynowicz i Arkadiusz Woźniak. W pierwszej akcji po rozpoczęciu gry strzeliliśmy bramkę, której autorem został Kozłowski. Zaczęliśmy też grać trochę szybciej, a gospodarze lekko się pogubili – z dystansu próbował Kiebzak, ale ponownie niecelnie. W 56. minucie Kozłowski zdobył drugą bramkę, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Po 10 minutach drugiej połowy z szoku otrząsnęli się gospodarze i ponownie bardziej śmiało zaatakowali. Mieliśmy serię rzutów rożnych pod naszą bramką, po których mocno się kotłowało, ale żaden z zawodników Hutnika nie oddał czystego strzału. W 66. minucie gospodarze przeprowadzili groźną kontrę, ale mając dogodną okazję do podwyższenia prowadzenia, pogubili się i nasz obrońca wyjaśnił groźną sytuację. W 80. minucie Błąd tak zacentrowal, że wyszedł z tego strzał, który trafił na… aut, co było dobrym podsumowaniem ostatnich minut w naszym wykonaniu. W 89. minucie Urynowicz zdobył bramkę po rzucie rożnym, uderzając piłkę z kilku metrów, po tym gdy minęli się z nią obrońcy rywali. W doliczonym czasie gry mieliśmy jeszcze rzut rożny, pod bramkę Hutnika udał się nawet Mrozek, ale nic z tego nie wynikło. Przegraliśmy 2:3 z Hutnikiem.
GieKSa zasłużenie przegrała w Krakowie. W drugiej kolejce czeka nas pauza, a szansa na pierwsze punkty dopiero w trzeciej serii gier, gdy 13 września zagramy na Bukowej z rezerwami Lecha Poznań.
30.08.2020 Kraków
Hutnik Kraków 3:2 GKS Katowice (3:0)
Bramki: Stawarczyk (2-k), Dejmek (20-sam.), Antoniak (45) – Kozłowski (46), Urynowicz (90).
Hutnik: Smug – Jaklik, Kędziora, Drąg, Świątek, Sobala (86. Zając), Ozimek, Tetych (56. Hajduk), Stawarczyk, Kieliś, Hafez (26. Antoniak, 55. Olszewski).
GKS: Mrozek – Wojciechowski, Jędrych, Dejmek, Rogala (46. Pawłas) – Sanocki (46. Woźniak), Stefanowicz (46. Urynowicz), Jaroszek (83. Jaroszek), Błąd, Kiebzak (67. Szwedzik) – Kozłowski.
Żółte kartki: Tetych, Drąg, Olszewski.
Sędzia: Karol Iwanowicz (Lublin).
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Kibice Piłka nożna Wideo
Stadion znowu eksplodował
W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.
Piłka nożna
Oceny za wyszarpanie z Cracovią
Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za emocjonujący mecz z Cracovią, końcowo wygrany 3:2. Waszym MVP został Ilja Szkurin dzięki zdobyciu 30,4% głosów.
Gabriel Kobylak (4-) – Czy miał dużo pracy? Ależ skąd, Cracovia oddała trzy celne strzały, a i w rozegraniu do tyłu niezbyt przeszkadzała. Zasadniczo nie mógł nic poradzić na stracone bramki, może gdyby akurat idealnie wyczuł napastnika i podjął jakąś decyzję w ciemno – po prostu były to tak zwane „stuprocentowe sytuacje”.
Pau Resta (4-) – Świetne podanie już w drugiej minucie zostało przyćmione przez jego przegrane walki powietrzne w drugiej połowie meczu.
Lukas Klemenz (4-) – Bardzo pewnie wyglądał jako środkowa postać naszego bloku obronnego, zresztą jego mocne strony najlepiej pasują właśnie do tej pozycji. Może istnieje jeszcze margines do poprawy w komunikacji z pozostałą dwójką, ale po dwóch latach gry na boku tej formacji to w pełni zrozumiałe. Blisko był wpisania się na listę strzelców, zabrakło nieco szczęścia.
Alan Czerwiński (3) – Był aktywnym i dobrze odnajdywał się tam, gdzie powinien się znaleźć w danym momencie. Nie wychodziło mu co prawda idealnie wykręcanie liczb już na pozycji, ale nie można mu odebrać zaangażowania.
Marcin Wasielewski (3) – Zdecydowanie nie jest to Marcin Wasielewski w formie 'Top’, podobnie jak u Alana Czerwińskiego – prawa flanka nie miała swojego najlepszego dnia. Dzięki niemu cieszyliśmy się z rzutu karnego, nieustępliwie chciał wedrzeć się w szesnastkę i opłaciło mu (i nam) się to.
Mateusz Kowalczyk (4+) – Wrzut z autu na początku spotkania zaskoczył nie tylko nas, także Cracovia nie była przygotowana na taki wariant: ciekawe, czy musiał uzyskać pozwolenie na zostanie trebuszem. Razem z Łukasiakiem szczelnie zamknęli środek pola, jak zwykle dobrze widzieć takiego walczaka na murawie.
Kacper Łukasiak (4) – Cały czas drzemie w nim potencjał i momentami potrafi pokazać swój arsenał, choć czasami brakowało mu decyzji o ułamek sekundy szybszej. Dobrze zastawiał się z piłką i prowokował rywali do pressingu, otwierając tym pozostałe części boiska.
Mateusz Wdowiak (4+) – Ten rogal z pierwszej połowy zasługiwał na skończenie w siatce. Takich wahadłowych chce się oglądać.
Bartosz Nowak (4+) – Ależ z energią wyszedł na to spotkanie, spokojnie mógłby dopisać sobie o bramkę i asystę więcej. Szczęście mu tym razem nie sprzyjało, a cieszy także więcej decyzji o oddawaniu strzału.
Szymon Bartlewicz (4) – Oby skurcz złapany w jego ostatniej akcji został do końca wyleczony w przerwie na reprezentację. Pokazał, że chce zostawić serce na boisku, kolejny piłkarz, dla którego nie ma straconych piłek.
Ilja Szkurin (5, MVP) – Ponownie wygrał nam mecz. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym napastnikiem na świecie… po 90. minucie. Prawdopodobnie przy odrobinę lepszych decyzjach mógł strzelić bramkę już wcześniej.
Marcel Wędrychowski (4-) – Nie był kluczową postacią tego meczu, choć widać u niego chęć walki na boisku.
Erik Jirka (brak oceny) – Po jego wejściu Cracovia znajdowała mniej okazji na flance.
Bartosz Wolski (brak oceny) – W końcówce pokazał dokładnie to, czego od niego można oczekiwać – zagranie długiej piłki z perfekcyjną precyzją.
Marius Olsen (brak oceny) – Jego wyskok utrzymał przy życiu akcję na 3:2.
Borja Galan (brak oceny) – Zmiana w końcówce skutkująca asystą i kluczową akcją w defensywie? Ciężko oczekiwać więcej od występu trwającego kilka minut.

Rafał
30 sierpnia 2020 at 15:40
Po tym meczu trener powinien sam odejść razem ze swoim kolegą dyrektorem sportowym, Tego chcą kibice i to już.
Afera
30 sierpnia 2020 at 15:49
Złoty duecik GG do dymisji w trybie kurwa natychmiastowym,płacimy podatki to wymagamy.
Olo
30 sierpnia 2020 at 16:17
I co wam da zmiana trenera jak oni nie potrafią grac.Dzieci mają lepszy poziom jak grają na placu
Mleczak
30 sierpnia 2020 at 16:44
Jest źle, a nawet bardzo źle, ale pamiętajcie, że zawsze może być gorzej, więc na pewno będzie…
Arkadiusz
30 sierpnia 2020 at 17:00
Witam! Co tu dużo mówić… Górak powinien wylecieć na zbity pysk!
Rafał
30 sierpnia 2020 at 17:44
Olo- zmiana trenera(bajko opowiadacza) i jego kolegi, czyli dyrektor sportowy trza wymienić a wtedy da i to dużo, zamiast pierdolić farmazony to wzieli by się do roboty a nie bajki opowiadali. Ciekawe co tera za bajkę wymyśli trenerek. DYMISJA I TO NATYCHMIAST!!!!!!!!! ALBO WON Z KLUBU!!!!!!!!!!
jezyk
30 sierpnia 2020 at 17:53
Panowie niepotrzebnie się gorączkujecie Mecza i Irishman (poplecznik Króla w GKS Katowice) wyjaśnią wam ze wszystko jest ok. Fakt ze Górak nie ma żadnych wyników i gra wygląda tragicznie nie ma większego znaczenia. Tak naprawde Górak do zwolnienia natychmiast razem z teczowym prezesem i goralczykiem
Kato
30 sierpnia 2020 at 17:59
A prezes dalej milczy.
Mój fon poleciał raz po zjebie awansu, a tera zaś.
Takie moje koszta, a prezes dalej milczy i …. dalej wiadomo co z tymi kopaczami.
Dyrektor, trener a już zawodnicy to sobie mogą gadać i nakreślać wizje. Dla mnie kierunek i cele określa prezes. Reszta ma to wykonać i za to ma płacone.
Irishman
30 sierpnia 2020 at 18:01
Już nie mam sił i chęci tego komentować. I chyba to będzie mój ostatni post.
Nie sądziłem, że dożyję czasów, gdy będziemy chłopcem do bicia w…TRZECIEJ lidze! Zaczyna to przypominać sytuację, gdy graliśmy TOTALNY PIACH za Paszulewicza ale nikomu nie przyszło do głowy, że może zakończyć się to spadkiem. No ale tak to się skończyło…..
Dziad
30 sierpnia 2020 at 18:25
Śmiech na sali, a decyzyjni nadal zbierają grunty i milczą…
Daro
30 sierpnia 2020 at 18:56
Czemu mnie to nie dziwi… Coś czuję że z taką grą za 2 tygodnie u siebie z rezerwami Lecha też będzie w plecy. Może faktycznie zastosujmy pomysł, który kiedyś tutaj rzuciłem aby zrobić tak jak zrobili w Łodzi po ostatnim meczu tamtego sezonu kibice Widzewa. Wejść na stadion i tak z liścia niektórym dać a nie jak zawsze brawa dla Góraka, który zachowuje się jak małpa w zoo parodiując Klopa z Liverpoolu i powiedzieć mu aby spieprzał z klubu z swoim kolegą dyrkiem Góralczykiem i tęczowym prezesem Szczerbowskim.
Kato
30 sierpnia 2020 at 19:14
Irishman
Póki można, to trzeba walczyć i dociekać prawdy dla dobra GIEKSY.
A prawda jest nieprawdopodobnie zawiła i skomplikowana.
jezyk
30 sierpnia 2020 at 20:30
właśnie odsłuchałem pierdolenia góraka. Ten facet pierdoli jak potrzaskany. Z groźną mina próbuje ganić zespól tylko przypominam mu ze to on odpowiada za wyniki zespołu. Jak to jest ze optymalna kadra na awans znowu nie dala rady.
Piko
30 sierpnia 2020 at 21:15
Zmusiłem się żeby tego posłuchać . Pytanie – ile to już trwa ? Kiedy ostatnio ta drużyna zagrała przyzwoity mecz ? Wygrała ? Wygrała przekonująco ? Jaka jest taktyka tego nieszczęsnego trenera ? Kiedy ostatnio jakiś zawodnik z tej zbieraniny zabłysnął , coś pokazał ?
Piko
30 sierpnia 2020 at 21:41
Halo Panie Górak ! Pan jest trenerem tej drużyny od ponad roku , nie od 2 tygodni
Rafał
30 sierpnia 2020 at 20:44
Może czas najwyższy przykręcić kurek z forsą i za przegrane nikt niema płacone, za remis 1/3 a za wygraną całość. A Autokarem to mogą jeździć Piłkarki, Hokeiści i Siatkarze bo grają w ekstraklasach a te jebane kopacze na pociąg a nie busa zajmować. Ale i tak tera PREZES, TRENER i DYREKTOR SPORTOWY od pseudo piłkarzy WON!!!!!!
Daniel
30 sierpnia 2020 at 20:45
Mrozek to jakaś rodzina z Górakiem?! Czy może poszło o jakiś zakład w szatni i latawiec wygrał z kołczem miejce w bramce na cały sezon?
Roh
30 sierpnia 2020 at 23:13
Kurwa co za idiotom trzeba być żeby przedłuzac kontrakt z Wożnialiem i Urynowiczem. Ten Pavlas najgirszy ogniwo zespołu. dzieki Goralczyk za takiego nieudacznika. Niezły fachura z ciebie.
azalt
30 sierpnia 2020 at 23:15
Przegrana z Garbarnią, przegrana z Hutnikiem. Wy byście nawet przegrali z Wieczystą.
Bce
31 sierpnia 2020 at 13:30
Spytam krótko czemu oni nie są przygotowani do sezonu?
Pan za to odpowiada. Pytam gdzie młodzież, która niby od tyłu lat jest ogrywana. Kupa mułu i jeszcze więcej gruzy.
pablo eskobar
31 sierpnia 2020 at 15:33
Od lat widac ze cos jest nietak miasto niby daje kase ale widac ze on niechca tutaj ekstraklasy bo koszta wieksze i trzebaby stadion bodowac a poco ten w zupelnosci wystarczy na 2 lige jak tego niewezmie prywatny inwestor to tak to dalej bedzie wygladac granie w c..a nacalego