Dołącz do nas

Piłka nożna

[RELACJA] Nowy sezon, stare koszmary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Na inaugurację sezonu 2020/21 w drugiej lidze przyszło nam się zmierzyć z Hutnikiem. Z racji remontu na stadionie miejscowych zagraliśmy na obiekcie Garbarni, gdzie tydzień temu odpadliśmy z Pucharu Polski. Jak stwierdził przed dzisiejszym spotkaniem kapitan GieKSy Arkadiusz Jędrych – zaliczyliśmy w Krakowie mini falstart. Tym bardziej liczyliśmy na rehabilitację… 

W składzie GKS Katowice mogliśmy zobaczyć trzech nowo sprowadzonych zawodników. W „jedenastce” znaleźli się pomocnik Bartosz Jaroszek, skrzydłowy Krystian Sanocki i napastnik Filip Kozłowski.

Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla GieKSy. Po kilkudziesięciu sekundach w polu karnym Krystian Sanocki faulował Hafeza i Piotr Stawarczyk pewnym strzałem zamienił „jedenastkę” na bramkę dla Hutnika. Bartosz Mrozek był bez szans. W 12. minucie oddaliśmy pierwszy strzał na bramkę rywali, ale Szymon Kiebzak uderzając z dystansu, przeniósł piłkę nad poprzeczką. Pięć minut później oddaliśmy pierwszy celny strzał – Filip Kozłowski dopadł do przypadkowej piłki i w sytuacji sam na sam trafił w bramkarza Hutnika. Obrońcy gospodarzy sygnalizowali spalonego, ale sędzia puścił grę. W 20. minucie dwa zero dla gospoarzy – po wrzutce z prawej strony naszej bramki z piłką minął się Mrozek, a Radek Dejmek nienaciskany przez rywali… skierował futbolówkę do własnej siatki. Absurdalna sytuacja, ale niestety do takich się już przyzwyczailiśmy w wykonaniu piłkarzy GieKSy… W 35. minucie głową uderzał Kozłowski, ale bramkarz Hutnika przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chwilę później odpowiedzieli rywale – Antoniak potężnym uderzeniem z ponad 30 metrów trafił w spojenie bramki bronionej przez Mrozka. W 43. minucie wyprowadziliśmy trochę przypadkową kontrę, w której na bramkę Hutnika uderzał Kiebzak, ale mocno niecelnie. W doliczonym czasie gry na 3:0 podwyższył Antoniak. Duże zamieszanie w naszym polu karnym, obrońcy nie za bardzo wiedzieli, co zrobić i skorzystał z tego piłkarz Hutnika.

W przerwie trener Rafał Górak zdecydował się na trzy zmiany. Boisko opuścili Grzegorz Rogala, Maciej Stefanowicz i Krystian Sanocki. W ich miejsce pojawili się Danian Pawłas, Marcin Urynowicz i Arkadiusz Woźniak. W pierwszej akcji po rozpoczęciu gry strzeliliśmy bramkę, której autorem został Kozłowski. Zaczęliśmy też grać trochę szybciej, a gospodarze lekko się pogubili – z dystansu próbował Kiebzak, ale ponownie niecelnie. W 56. minucie Kozłowski zdobył drugą bramkę, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Po 10 minutach drugiej połowy z szoku otrząsnęli się gospodarze i ponownie bardziej śmiało zaatakowali. Mieliśmy serię rzutów rożnych pod naszą bramką, po których mocno się kotłowało, ale żaden z zawodników Hutnika nie oddał czystego strzału. W 66. minucie gospodarze przeprowadzili groźną kontrę, ale mając dogodną okazję do podwyższenia prowadzenia, pogubili się i nasz obrońca wyjaśnił groźną sytuację. W 80. minucie Błąd tak zacentrowal, że wyszedł z tego strzał, który trafił na… aut, co było dobrym podsumowaniem ostatnich minut w naszym wykonaniu. W 89. minucie Urynowicz zdobył bramkę po rzucie rożnym, uderzając piłkę z kilku metrów, po tym gdy minęli się z nią obrońcy rywali. W doliczonym czasie gry mieliśmy jeszcze rzut rożny, pod bramkę Hutnika udał się nawet Mrozek, ale nic z tego nie wynikło. Przegraliśmy 2:3 z Hutnikiem.

GieKSa zasłużenie przegrała w Krakowie. W drugiej kolejce czeka nas pauza, a szansa na pierwsze punkty dopiero w trzeciej serii gier, gdy 13 września zagramy na Bukowej z rezerwami Lecha Poznań. 

30.08.2020 Kraków
Hutnik Kraków 3:2 GKS Katowice (3:0)
Bramki: Stawarczyk (2-k), Dejmek (20-sam.), Antoniak (45) – Kozłowski (46), Urynowicz (90).
Hutnik: Smug – Jaklik, Kędziora, Drąg, Świątek, Sobala (86. Zając), Ozimek, Tetych (56. Hajduk), Stawarczyk, Kieliś, Hafez (26. Antoniak, 55. Olszewski).
GKS: Mrozek – Wojciechowski, Jędrych, Dejmek, Rogala (46. Pawłas) – Sanocki (46. Woźniak), Stefanowicz (46. Urynowicz), Jaroszek (83. Jaroszek), Błąd, Kiebzak (67. Szwedzik) – Kozłowski.
Żółte kartki: Tetych, Drąg, Olszewski.
Sędzia: Karol Iwanowicz (Lublin).

21 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

21 komentarzy

  1. Avatar photo

    Rafał

    30 sierpnia 2020 at 15:40

    Po tym meczu trener powinien sam odejść razem ze swoim kolegą dyrektorem sportowym, Tego chcą kibice i to już.

  2. Avatar photo

    Afera

    30 sierpnia 2020 at 15:49

    Złoty duecik GG do dymisji w trybie kurwa natychmiastowym,płacimy podatki to wymagamy.

  3. Avatar photo

    Olo

    30 sierpnia 2020 at 16:17

    I co wam da zmiana trenera jak oni nie potrafią grac.Dzieci mają lepszy poziom jak grają na placu

  4. Avatar photo

    Mleczak

    30 sierpnia 2020 at 16:44

    Jest źle, a nawet bardzo źle, ale pamiętajcie, że zawsze może być gorzej, więc na pewno będzie…

  5. Avatar photo

    Arkadiusz

    30 sierpnia 2020 at 17:00

    Witam! Co tu dużo mówić… Górak powinien wylecieć na zbity pysk!

  6. Avatar photo

    Rafał

    30 sierpnia 2020 at 17:44

    Olo- zmiana trenera(bajko opowiadacza) i jego kolegi, czyli dyrektor sportowy trza wymienić a wtedy da i to dużo, zamiast pierdolić farmazony to wzieli by się do roboty a nie bajki opowiadali. Ciekawe co tera za bajkę wymyśli trenerek. DYMISJA I TO NATYCHMIAST!!!!!!!!! ALBO WON Z KLUBU!!!!!!!!!!

  7. Avatar photo

    jezyk

    30 sierpnia 2020 at 17:53

    Panowie niepotrzebnie się gorączkujecie Mecza i Irishman (poplecznik Króla w GKS Katowice) wyjaśnią wam ze wszystko jest ok. Fakt ze Górak nie ma żadnych wyników i gra wygląda tragicznie nie ma większego znaczenia. Tak naprawde Górak do zwolnienia natychmiast razem z teczowym prezesem i goralczykiem

  8. Avatar photo

    Kato

    30 sierpnia 2020 at 17:59

    A prezes dalej milczy.
    Mój fon poleciał raz po zjebie awansu, a tera zaś.
    Takie moje koszta, a prezes dalej milczy i …. dalej wiadomo co z tymi kopaczami.
    Dyrektor, trener a już zawodnicy to sobie mogą gadać i nakreślać wizje. Dla mnie kierunek i cele określa prezes. Reszta ma to wykonać i za to ma płacone.

  9. Avatar photo

    Irishman

    30 sierpnia 2020 at 18:01

    Już nie mam sił i chęci tego komentować. I chyba to będzie mój ostatni post.

    Nie sądziłem, że dożyję czasów, gdy będziemy chłopcem do bicia w…TRZECIEJ lidze! Zaczyna to przypominać sytuację, gdy graliśmy TOTALNY PIACH za Paszulewicza ale nikomu nie przyszło do głowy, że może zakończyć się to spadkiem. No ale tak to się skończyło…..

  10. Avatar photo

    Dziad

    30 sierpnia 2020 at 18:25

    Śmiech na sali, a decyzyjni nadal zbierają grunty i milczą…

  11. Avatar photo

    Daro

    30 sierpnia 2020 at 18:56

    Czemu mnie to nie dziwi… Coś czuję że z taką grą za 2 tygodnie u siebie z rezerwami Lecha też będzie w plecy. Może faktycznie zastosujmy pomysł, który kiedyś tutaj rzuciłem aby zrobić tak jak zrobili w Łodzi po ostatnim meczu tamtego sezonu kibice Widzewa. Wejść na stadion i tak z liścia niektórym dać a nie jak zawsze brawa dla Góraka, który zachowuje się jak małpa w zoo parodiując Klopa z Liverpoolu i powiedzieć mu aby spieprzał z klubu z swoim kolegą dyrkiem Góralczykiem i tęczowym prezesem Szczerbowskim.

  12. Avatar photo

    Kato

    30 sierpnia 2020 at 19:14

    Irishman
    Póki można, to trzeba walczyć i dociekać prawdy dla dobra GIEKSY.
    A prawda jest nieprawdopodobnie zawiła i skomplikowana.

  13. Avatar photo

    jezyk

    30 sierpnia 2020 at 20:30

    właśnie odsłuchałem pierdolenia góraka. Ten facet pierdoli jak potrzaskany. Z groźną mina próbuje ganić zespól tylko przypominam mu ze to on odpowiada za wyniki zespołu. Jak to jest ze optymalna kadra na awans znowu nie dala rady.

    • Avatar photo

      Piko

      30 sierpnia 2020 at 21:15

      Zmusiłem się żeby tego posłuchać . Pytanie – ile to już trwa ? Kiedy ostatnio ta drużyna zagrała przyzwoity mecz ? Wygrała ? Wygrała przekonująco ? Jaka jest taktyka tego nieszczęsnego trenera ? Kiedy ostatnio jakiś zawodnik z tej zbieraniny zabłysnął , coś pokazał ?

      • Avatar photo

        Piko

        30 sierpnia 2020 at 21:41

        Halo Panie Górak ! Pan jest trenerem tej drużyny od ponad roku , nie od 2 tygodni

  14. Avatar photo

    Rafał

    30 sierpnia 2020 at 20:44

    Może czas najwyższy przykręcić kurek z forsą i za przegrane nikt niema płacone, za remis 1/3 a za wygraną całość. A Autokarem to mogą jeździć Piłkarki, Hokeiści i Siatkarze bo grają w ekstraklasach a te jebane kopacze na pociąg a nie busa zajmować. Ale i tak tera PREZES, TRENER i DYREKTOR SPORTOWY od pseudo piłkarzy WON!!!!!!

  15. Avatar photo

    Daniel

    30 sierpnia 2020 at 20:45

    Mrozek to jakaś rodzina z Górakiem?! Czy może poszło o jakiś zakład w szatni i latawiec wygrał z kołczem miejce w bramce na cały sezon?

  16. Avatar photo

    Roh

    30 sierpnia 2020 at 23:13

    Kurwa co za idiotom trzeba być żeby przedłuzac kontrakt z Wożnialiem i Urynowiczem. Ten Pavlas najgirszy ogniwo zespołu. dzieki Goralczyk za takiego nieudacznika. Niezły fachura z ciebie.

  17. Avatar photo

    azalt

    30 sierpnia 2020 at 23:15

    Przegrana z Garbarnią, przegrana z Hutnikiem. Wy byście nawet przegrali z Wieczystą.

  18. Avatar photo

    Bce

    31 sierpnia 2020 at 13:30

    Spytam krótko czemu oni nie są przygotowani do sezonu?
    Pan za to odpowiada. Pytam gdzie młodzież, która niby od tyłu lat jest ogrywana. Kupa mułu i jeszcze więcej gruzy.

  19. Avatar photo

    pablo eskobar

    31 sierpnia 2020 at 15:33

    Od lat widac ze cos jest nietak miasto niby daje kase ale widac ze on niechca tutaj ekstraklasy bo koszta wieksze i trzebaby stadion bodowac a poco ten w zupelnosci wystarczy na 2 lige jak tego niewezmie prywatny inwestor to tak to dalej bedzie wygladac granie w c..a nacalego

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga