Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Stali

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Drużyna – to była główna przewaga GieKSy w meczu ze Stalą. Asekuracja była aż nadto widoczna, a nastawienie, z jakim zawodnicy wyszli na murawę, było dokładnie takie, jakiego oczekiwaliśmy. Po takich spotkaniach ocena zawodników to czysta przyjemność. Kolejny kluczowy mecz zagrany dokładnie tak, jak być powinien. Poniżej noty i opisy poszczególnych graczy.

Patryk Królczyk – 6,5

Dobry występ, choć wydawało się, że przy bramce miał szanse na efektywną paradę. Uratował nas przy 1-1 kapitalną interwencją na refleks po strzale z pierwszej piłki z pięciu metrów. Dobra gra nogami. Możemy już to powiedzieć, wszedł w bardzo trudnym momencie i świetnie zastąpił Mrozka.

Zbigniew Wojciechowski – 6,5

Jeżeli miałbym się czepiać kogoś, to trochę Wojciechowskiemu brakowało w tym meczu pomocy kolegów i często musiał się decydować na zagrania do tyłu, lub wychodzić prawą stronę do przodu nie mając przewagi liczebnej w sektorze. Nie był to najlepszy mecz Zbigniewa, ale była asekuracja i walka do końca.

Arkadiusz Jędrych – 6,5

Zdarzyło się kilka błędów, ale Arkadiusz mocno pomagał w asekuracji i walczył siłowo z rywalami.

Grzegorz Janiszewski – 8,0

Prawdopodobnie najlepszy mecz tego zawodnika w barwach GieKSy. Był wszędzie i świetnie asekurował kolegów. Zaskoczył mnie mocno swoją postawą, jak wcześniej sprawiał wrażenie elektrycznego, tak teraz notował pewne i przemyślane zagrania.

Danian Pavlas – 7,5

Jeden z najlepszych występów Pavlasa w barwach GieKSy. Dobrze się pokazywał w ofensywie, doskonała asysta do Woźniaka przy pięknej, kombinacyjnej akcji. Korzystał dużo ze swojego atutu szybkości, dzięki czemu gonił za piłkami, które wydawały się stracone. O kilka rzeczy w defensywie moglibyśmy mieć parę uwag, jest nad czym pracować.

Rafał Figiel – 8,0

Na takiego Figiela czekaliśmy. Dobry w odbiorze, kapitalne podanie w uliczkę do Pavlasa przy bramce. Spokój i opanowanie w środku pola, świetny występ.

Bartosz Jaroszek  – 7,5

To jest ten gość, który mentalnie pociągnął ten zespół w trudnym momencie. Od kilku meczów jego zaangażowanie i ambicja była nadto widoczna, teraz idzie z nim cały zespół ramię w ramię. Dał się ograć w polu karnym, gdzie uratował nas Królczyk, ale za to asystował podaniem na wolne pole do Woźniaka.

Dominik Kościelniak – 8,0

Pan piłkarz drybler, kiedyś był zawodnik określany w Katowicach jako „Messi” po kilku wariackich akcjach i podobnej fryzurze. Odnoszę wrażenie, że Kościelniak prowadzi piłkę w stylu barcelońskim i spokojnie drybluje przeciwnika za przeciwnikiem. Wykorzystał swoją szansę i stał się jednym z liderów drużyny.

Krystian Sanocki – 7,0

Zagrał dobry mecz, ale w ofensywie koledzy go nieco przyćmili swoim ciągiem na bramkę. Bardzo dobrze pracował w pressingu razem z Błądem. Mógł mieć fajne okazje do kontry kilkukrotnie, jednak był faulowany. Dobre zachowanie przy golu Woźniaka na 2-1, gdzie wyciągnął uwagę obrońców na długi słupek.

Adrian Błąd – 8,5

Nie zszedł poniżej poziomu z ostatnich spotkań. Wszedł jak po swoje przy bramce na 1-0, dostał takiego gazu, niczym Gareth Bale. Pięknie się oglądało Adriana, który ciągnie po boisku z drużyną na pełnych obrotach. Zanotował jeszcze asystę i kilka dobrych podań.

Arkadiusz Woźniak – 9,5

Miał kilka gorszych… a co ja będę pierdzielił o głupotach. Zagrał fantastyczne spotkanie. Nie będę mówił, że zamknął wszystkim usta, bo byłoby to nie fair, ponieważ miewał różne mecze w tym sezonie, a po Motorze osłabił zespół głupią kartką. Swoim występem myślę, że zaskoczył wszystkich na plus i potwierdził sobie i kibicom, że jest w stanie pomóc drużynie. Arkadiusz, byłeś jak dobry pilot i sprawiłeś, że Bukowa odleciała tego wieczoru, czapki z głów za występ, bliski ideału.

Marcin Urynowicz (grał od 66. minuty) – bez oceny

Bronił spokojnie z kolegami i czekał na momenty. Kilkukrotnie Stal ratowała się faulami, raz nie dojrzał go Kurbiel, bo był na doskonałej pozycji. Pozytywny występ. MY, MY, MY, NIE ONI!

Patryk Grychtolik (grał od 74. minuty) – bez oceny

Zastąpił mocno zmęczonego Wojciechowskiego i też poprawnie bronił. Raz poszedł na fantazji i głupio podał przed środek prosto do rywala na naszej połowie, ale asekuracja drużyny w tym meczu była gigantyczna. Uważam, że dobrze zrobił trener, że dał mu szansę.

Michał Gałecki (grał od 74. minuty) – bez oceny

Przejął środek pola i wybijał przeciwników z rozegrania. To był okres gry kiedy już wszyscy czekaliśmy na ostatni gwizdek.

Piotr Kurbiel (grał od 74. minuty) – bez oceny

Zmarnował fajną kontrę, szkoda, że nie podał do lepiej ustawionego Urynowicza. Kilka razy fajnie się zastawił i przetrzymał piłkę. Raczej na plus występ.

Patryk Szwedzik (grał od 82. minuty) – bez oceny

Wszedł poczuć atmosferę i poprzeszkadzać rywalom, mało się już działo na boisku w tym fragmencie meczu.

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    3kolory

    8 czerwca 2021 at 17:46

    Po takim meczu wiadomo wszystko super ale … chodzi o pozycję bramkarza
    Nawet w tych gorszych meczach GieKSy Mrozek zazwyczaj był chwalony ja również nic do niego nie mam ale myślę że Królczyk zrobił różnicę i to on powinien być nr 1 na przyszły sezon

  2. Avatar photo

    sołtys

    8 czerwca 2021 at 20:02

    Też uważam że królczyk jest duzo lepszy niz mrozek. Mrozek generalnie wpuszcza wszystko co leci w swiatlo bramki tylko czasami cos instynktownie odbije. Królczyk generealnie łapie prawie wszystko a wpuszcza tylko cos nie do obrony. Tymczasem mrozka zawsze usprawiedliwiacie a krolczyka juz nie. Prawda jest taka ze gdyby mrozek w tych dwoch meczach stal w bramce to awansu by nie bylo

  3. Avatar photo

    Mecza

    8 czerwca 2021 at 20:29

    Wczoraj usłyszałem pytanie jaki był przełomowy moment w tym sezonie. Odpowiedź kontuzja Mrozka (nie moja) Kibicuję chłopakowi i życzę jak najlepiej ale Królczyk mi zaimponował.

  4. Avatar photo

    Normalny

    9 czerwca 2021 at 09:14

    Panowie trochę szacunku!!!Chciałbym przypomnieć że w wielu meczach Mrozek uratował punkt lub punkty zespołowi oczywiście zdarzały mu się słabsze interwencje.A Królczyk to narazie na 4 bramki puszczone 2 zawalił (Motor,Stal Rzeszów) i miał jak narazie na plus to obroniony larny(Motor) i obronione uderzenie przy wyniku 1-1 ze Stałą .I to tyle z pozytywów….ale jego plusem jest to że grał w zwycięskich meczach na koniec sezonu i odbiła Wam euforia po wywalczeniu awansu.Apeluje używajcie na chłodno mózgu!!

  5. Avatar photo

    Scifo

    9 czerwca 2021 at 19:20

    No trochę pojechaliście po Mrozku, a to nie jest fair. Przypominam, że wygraliśmy z nim 19 meczy i że trener zdecydował, że na pozycji bramkarza zagramy młodzieżowcem. Nie raz nas ratował, miał podania otwierające drogę do bramki. Na pewno nie zasłużył na takie słowa jak wyżej, więcej szacunku!

  6. Avatar photo

    Toczmek

    10 czerwca 2021 at 12:09

    Mrozek na podstawie średniej ocen z 11. zawodników, którzy mieli najwięcej występów w tym sezonie:
    6,183 – najwyższa średnia

  7. Avatar photo

    3kolory

    10 czerwca 2021 at 15:33

    Najwyższa średnia i co z tego ???

    • Avatar photo

      Toczmek

      12 czerwca 2021 at 00:00

      nic z tego, napisałem to jako ciekawostkę, ponieważ dużo było niepochlebnych opinii, które są głównie wynikiem poprzedniego sezonu(moim zdaniem).
      Zgadzam się, że Królczyk gra dużo lepiej nogami, przynajmniej takie wrażenie robi.
      Mrozek miał asystę przez to, że uruchomił bodajże Błąda szybkim długim podaniem 🙂
      Ciężko ich porównać, bo jednak Królczyk duużo mniej grał, ale też jak wszedł nagle to udźwignął temat, za co duży plus.

  8. Avatar photo

    3kolory

    10 czerwca 2021 at 15:41

    Może Królczyk gdyby grał od początku miałby wyższą średnią ??? Mi głównie chodzi o wznowienie gry gdy trzeba szybko zagrać, podać celnie ogólnie gra nogami i na przedpolu …tego mi u Mrozka brakuje ale jak wcześniej pisałem nic do niego nie mam to nasz bramkarz i życzę mu jak najlepiej

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga