Blaszok Felietony Hokej Kibice Klub Piłka nożna SK 1964
Jak przez trzy lata wyglądała „współpraca” Marka Szczerbowskiego z kibicami?
Na naszej stronie pojawił się w lutym tekst kibiców GKS Katowice (tutaj), który został napisany łącznie przez kilkunastu fanów. Wbrew temu, co niektórzy sugerowali, nie byłem jego współautorem, moja rola ograniczyła się jedynie do językowej korekty. Dziś chciałbym przedstawić Wam moje spojrzenie na aktualną sytuację, które mam nadzieję, nakreśli Wam szerszy kontekst obecnego konfliktu.
W zeszłym tygodniu grupy kibicowskie przedstawiły tylko krótką informację skierowaną do naszych kibiców odnośnie do tego, że zdecydowaliśmy się na bojkot domowych spotkań. Zdaję sobie sprawę, że część z Was mogła być skołowana, szczególnie po medialnych atakach, które zostały na nas przypuszczone. Tym bardziej podziękowania dla Was za dostosowanie się do kibicowskich apeli. Znamienne, że duża część osób chciałaby rzekomo usunąć „kibolstwo” ze stadionu, a jak „kibolstwo” samo się z niego na pewien czas usunęło, to… też źle.
Pisanie wstępu ma taki plus, że zazwyczaj robi się to… na samym końcu. Ja już wiem, jak długa czeka Was lektura. Pokazywałem tekst kilku osobom przed publikacją i one same z siebie podrzucały: „ale czemu nie napisałeś o X”, „zapomniałeś o Y”. Rzeczywiście o wielu kwestiach zapomniałem, ale nie chciałem temu artykułowi dodawać kolejnych akapitów. Jeśli zbierze się więcej „zapomnianych” spraw lub dojdą nowe (oby nie, ale trudno wierzyć, że będzie normalnie), to po prostu… powstaną kolejne teksty. Starałem się też nie powielać poruszanych wcześniej na naszej stronie tematów. W zależności od kontekstu raz pisałem w liczbie pojedynczej, a raz mnogiej. Za wszelkie niedopatrzenia i błędy (w tym te ortograficzne) winę ponoszę jedynie ja.
Napisałbym miłej lektury, ale tak przecież nie będzie. To nie będzie miły tekst i nie sprawił mi żadnej przyjemności, wręcz przeciwnie. Wy także nie będziecie czerpać radości z czytania, ale widać tak czasem musi być. Najbardziej przeraża mnie jednak, że to zapewne nie koniec.
Zamykamy Blaszok
Marek Szczerbowski po objęciu funkcji prezesa zaczął spotykać się z poszczególnymi grupami – sportowcami, pracownikami, członkami Klubu Biznesu, były piłkarzami. Przyszedł też czas na spotkanie z kibicami. Dużym zaskoczeniem była dla nas obecność na nim dwóch osób – Justyny Zaręby (sekretarki, która potem zrobiła spektakularną karierę, awansując na dyrektorkę) oraz Roberta Góralczyka. Szybko wyjaśniła się obecność tego ostatniego, ponieważ prezes praktycznie na wstępie zaczął od tego, że zapewne jesteśmy ciekawi tego… ile zarabiali i ile będą teraz zarabiać piłkarze. Nas to nigdy nie interesowało, temat ucięliśmy, nim dyrektor sportowy zdążył się odezwać (i mimo tego, że spotkanie było dość długie, to siedział na nim cicho do samego końca). „Najlepsze” miało jednak dopiero nadejść. W trakcie rozmowy prezes stwierdził, że analizował słabą frekwencję (tutaj w mojej głowie pojawiła się myśl, że zaraz zaproponuje ciekawe rozwiązanie marketingowe na to, by temu zaradzić), wobec czego wpadł na pomysł, by… zamknąć Blaszok, a wszystkich kibiców zebrać na Trybunie Głównej i dzięki temu zaoszczędzić pieniądze na organizacji meczu. Tak – na pierwszym spotkaniu z kibicami prezes, zamiast zaproponować działania zmierzające do zwiększenia frekwencji, rzucił pomysłem zamykania trybun.
Prezes na białym koniu i trudne spotkania
Nasi przedstawiciele nie raz i nie dwa spotykali się z prezesem oraz wyznaczonymi przez niego pracownikami. Za każdym razem odbywało się w to w normalnej atmosferze, w którym dobro GKS Katowice było stawiane na szczycie. Czasem wydawało się wręcz, że druga strona nas rozumie, ale potem prawie za każdym razem coś szwankowało. Trudno roztrząsać tutaj każdy przypadek osobno, ale chciałbym wspomnieć o czymś, co nas niezmiernie irytowało.
Prezes miał taką taktykę, że na pierwsze spotkania w danym temacie (np. odnośnie do karnetów) wyznaczał poszczególnych pracowników klubu, którzy mieli nam przedstawić wymyślone przez niego absurdalne pomysły (np. karnety na Blaszok w drugiej lidze za około 400 złotych). Potem następowało kolejne spotkanie, na którym obecny był już prezes, który rugał przy nas pracowników i składał już normalną propozycję. Taktyka wjeżdżania na białym koniu była groteskowa i później zaczęliśmy mówić, że my przyjdziemy dopiero na to drugie spotkanie, bo szkoda naszego czasu i nerwów na pierwsze. Podobną taktykę próbował stosować w późniejszym czasie Łukasz Czopik.
Jak trudne były działania przy prezesie, niech zobrazuje fakt, że po awansie do pierwszej ligi chcieliśmy od razu ruszać z promocją karnetów, ale sam prezes i pracownicy klubu nie chcieli działać od razu, tylko twierdzili, że muszą odpocząć… po zdobytym (!) awansie. Tak jakby to oni ten awans wywalczyli na boisku. Na szczęście jeszcze wtedy udało nam się postawić na swoim, czego efektem było natychmiastowe sprzedanie kilkuset karnetów na pierwszą ligę.
Pozorowanie działań
Jakbym miał wskazać jeden punkt, który nas najbardziej różnił, to byłoby działanie. My zawsze byliśmy gotowi do działania i promowania klubu, wykorzystywania każdej nadarzającej się okazji, każdego małego sukcesu czy zwycięstwa. Niestety często napotykaliśmy na ścianę niezrozumienia. Z jednej strony winne wszystkiemu było sformalizowanie najdrobniejszych działań przez karty spraw (m.in. przez to często na meczu nie było GieKSika, bo rozbijało się o brak podpisu pod kwotą kilkudziesięciu złotych). Z drugiej jednak strony nie można wszystkiego zrzucić tylko na karb karty spraw czy prezesa. Dla przykładu obrazującego problem – organizowaliśmy zapisy na dzielnicach i FC na bilety/karnety, przyjeżdżaliśmy z listami i pieniędzmi do klubu, ale w nim – mimo kilku osób w dziale biletowym – nie było nikogo, kto zająłby się nabiciem wejściówek. W klubie wychodzono z założenia, że niech każdy sobie sam kupi, po co oni mają to robić. To brzmi tak absurdalnie, ale właśnie tak wyglądało – robiliśmy wszystko od początku do końca i zamiast dziękuję, słyszeliśmy, że nikt w klubie się tym nie zajmie.
Innym pozorowaniem działania było zatrudnienie Michała Fortuńskiego, który w przeszłości był… rzecznikiem prasowym sosnowieckiego SLD. W GieKSie został zatrudniony na stanowisku dyrektora ds. sprzedaży, marketing i komunikacji. Mimo rocznej obecności w klubie nie wykazał się żadnym sukcesem, a o jego wysokich zarobkach huczały klubowe korytarze…
Płacenie za darmowe bilety dla dzieci
16 września 2021 roku na meczu z Arką Gdynia wywiesiliśmy na Blaszoku transparent: „Na mecz z Banikiem sami zrobiliśmy frekwencję, wy dalej siedzicie i umywacie ręce”. Prawdę napisał w swoim tekście Maciej Grygierczyk, który odezwał się wtedy do mnie z prośbą o rozwinięcie tematu, ale odmówiłem, bo zdecydowaliśmy się nie wychodzić jeszcze poza nasze środowisko, ciągle wierząc, że jesteśmy w stanie zmienić urzędniczą mentalność wśród pracowników klubu. Dziś możemy już napisać, co mieliśmy wtedy na myśli. Nie chodziło nam jedynie o samą frekwencję – która na meczu z Banikiem była wyłącznie naszą zasługą – ale o całokształt naszej „współpracy” przy tym spotkaniu. Skupię się na najważniejszych rzeczach, bo opisywanie całości zaniedbań i pretensji do klubu, nie zmieściłoby się w jednym tekście.
Przede wszystkim już na starcie był ogromny problem, bo klub nie potrafił w PZPN tak poprzesuwać pozostałych spotkań, by można było zagrać z Banikiem, choć przy tego typu okazjach jest to normalna praktyka (z czego korzystał także nasz klub w przeszłości). Bardzo nieładnie traktowano wtedy klub z Ostravy, komunikując się z nim jak z niechcianym petentem Ostatecznie sprawę „uratował” Filip Szymczak, a dokładniej powołanie dla niego do młodzieżowej reprezentacji kraju, które pozwoliło nam na przełożenie ligowego spotkania.
Dla nas od samego początku miał to być mecz nie tylko dla kibiców, ale także dla dzieci. Niestety nasza wizja, by wpuścić najmłodszych za darmo na obiekt, napotkała silny opór w klubie. Zarząd uważał, że może się na to zgodzić, o ile… my jako kibice zapłacimy za te bilety. Wychodzili z założenia, że lepiej mieć puste miejsca na stadionie niż dać je najmłodszym. Patowa sytuacja trwała co najmniej kilkanaście dni, w pewnym momencie byliśmy gotowi wyłożyć pieniądze, ale ostatecznie w klubie poszli po rozum do głowy i zgodzili się wpuścić najmłodszych za darmo. Efektem było ponad 700 (!) dzieci. Tutaj trzeba oddać klubowi, że gdy zobaczyli, jak świetnym to było pomysłem, to na kolejne spotkania dzieci do 13. roku życia mogły wchodzić za darmo.
Warto także zaznaczyć, że cały dochód z biletów trafił do klubu, a wszelkie atrakcje, których jak pewnie pamiętacie, było multum, zapewniło stowarzyszenie kibiców wraz z kibicami z dzielnic i FC (szeroko pojęta ekipa wyjazdowa). To tylko dzięki tym osobom mecz wyszedł tak świetnie, a dzieci miały co robić. Było kilka dmuchańców, didżej, dodatkowe stanowiska cateringowe, ugoszczono kibiców z Ostravy. Za zgodowe torty dla piłkarzy obu klubów także płacili kibice. Całość wydatków, także tych promujących mecz, wyniosła około 30 tys. złotych.
Na sam koniec, gdy dzień lub dwa po meczu rozliczałem się za bilety z dzielnic i FC, zostałem praktycznie wprost (przynajmniej tak uważają świadkowie, w tym ludzie z klubu) oskarżony o przywłaszczenie kilkuset złotych. Jak się okazało, błąd był po stronie pracownika spółki, który źle wyliczył należną kwotę, a z naszej strony wszystko się zgadzało. Wtedy podchodziłem do tego na zasadzie, że może ktoś ma po prostu taki „specyficzny” charakter, że łatwo oskarża, a potem nie przeprasza. Dziś bliżej mi ku temu, że takie podejście do kibiców zostało w klubie dosłownie wyhodowane. Prezes przyszedł do klubu z tezą, że kibice na nim zarabiają i to przeniknęło na pracowników niższego szczebla.
Złamanie umowy i ukaranie chorego dziecka
Utrata zaufania do klubu i zawierania z nim jakichkolwiek umów, związana jest także z przewijającym się tematem w mediach i jednym z punktów porozumienia dotyczącym „pieniędzy z biletów z sektora gości”. Jeden z dziennikarzy, który skompromitował się już wcześniej (tutaj), zasugerował, że pieniądze miały rzekomo trafiać do stowarzyszenia kibiców. To nie jest prawda. Ten punkt porozumienia ma inną historię. Przed rundą jesienną poprzedniego sezonu zawarliśmy z klubem dżentelmeńską umowę, że dochód z biletów z sektora gości trafi na wybrany cel charytatywny. Wspólnie z klubem wybraliśmy pomoc jednemu choremu dziecku, które jest naszym kibicem. Po zakończonych spotkaniach podliczono, że będzie to kwota ponad 16 tys. złotych.
I wtedy się zaczęło… Najpierw klub zdecydował się odliczyć od tej kwoty podatek i VAT (to tak na marginesie do medialnych sensacji, że bilety były sprzedawane w drugim obiegu), co wzbudziło w nas duży niesmak, bo wcześniej nie było o tym mowy. To nie był jednak koniec – następnie zaczęto odliczać… kary nałożone przez PZPN, w tym także np. 2000 złotych za to, że piłkarze przybili po domowym meczu z GKS-em Tychy piątki z dziećmi z sektora drugiego (klub nie tylko od tej, ale także od innych kar nigdy się nie odwołał). Po wszystkich odliczeniach kwota pomocy zmalała do około… 5 tys. złotych. Jakby tego było mało, to pieniądze miały trafić do rodziców dziecka na święta Bożego Narodzenia. Karty sprawy oraz przeboje związane z pomniejszaniem kwoty doprowadziły do przeniesienia tematu na styczeń. W międzyczasie sprawę ze strony klubu (po odejściu Grzegorza Górskiego, którego próbowano obarczyć winą za zaistniałą sytuację) przejął Maciej Blaut.
Z przekazywanych nam informacji wynikało, że blokadę ze strony klubu spowodował Łukasz Czopik, który później próbował doprowadzić do spotkania z nami, na którym rzekomo chciał przedyskutować ostateczną kwotę wsparcia, ale wiążąc ją ze sprawami związanymi z rundą wiosenną. Na to z naszej strony nie było zgody – powiedzieliśmy, że nie możemy dyskutować o przyszłości, jeśli klub nie potrafi się wywiązać z tak prostej, wydawałoby się umowy. Osobiście czułem ogromne obrzydzenie na samą myśl, że chore dziecko było przedmiotowo wykorzystywane przez klub i grało się jego zdrowiem. Pieniądze miały trafić do rodziców dziecka na gali „Złote Buki”, ale ostatecznie trafiły kilka tygodni później w kwocie 10 tys. złotych. Ze strony klubu panowało jeszcze zdziwienie, że nie doceniamy tego, że kwota była prawie dwa razy wyższa niż 5 tys. złotych, które wyliczył sobie wcześniej klub (niezgodnie z naszymi wspólnymi ustaleniami) i nikt nie umiał zrozumieć, że dziecku zabrano ponad 6 tys. złotych. Czy ktoś się teraz dziwi, dlaczego nie mamy zamiaru angażować się w żadne kwestie związane z biletami na sektor gości oraz że czujemy dużą nieufność do jakichkolwiek umów z klubem?
Zmarnowane mistrzostwo i chwalenie się nie swoimi działaniami
Nawiązując do antykibicowskiego nastawienia w klubie i szukania wszędzie spisków, warto wspomnieć o sytuacji, w której postanowiliśmy jako kibice rozpocząć rywalizację dzielnic i FC na domowych spotkaniach hokeja, by pobudzić frekwencję i sprawić, że nudne spotkania sezonu zasadniczego nabiorą należytej oprawy. To się udało – byliśmy chwaleni w całej Polsce za dodanie kolorytu trybunom. W specyficzny sposób docenił to także prezes Szczerbowskim, który… przypisał sobie wszystkie zasługi. W kilku wywiadach odnosił się do tego, że w mistrzowskim sezonie sekcja hokeja na lodzie miała rekordową frekwencję i rekordowe przychody z biletów. Nie zająknął się jednak ani słowem, czyje działania miały na to wpływ. Nie byłem osobą, która z naszego środowiska była zaangażowana w ten temat, więc tylko mogę sobie wyobrazić, co czuło te kilka osób, które tydzień w tydzień boksowało się z pracownikami klubu o takie banały jak wydruk biletów, plakatów czy filmów promujących mecz. Byłem z tym jednak na bieżąco, bo na jednej z naszych wewnętrznych grup, zdawano relacje, jak to wygląda i jakie są problemy. Często wręcz chwytałem się za głowę, ale najbardziej zapamiętałem, gdy jedna z osób relacjonowała, że w klubie zrobiono spotkanie, na którym pracownicy głowili się… w jaki sposób możemy próbować ich oszukać na biletach.
Przy hokeju nie można nie wspomnieć o braku wykorzystania zdobytego Mistrzostwa Polski. Sam fakt, że spontaniczną fetę organizowali pod Spodkiem kibice, a dyrektorka działu organizacji ograniczyła się jedynie do poinformowania kibiców, że to jest „nielegalne zbiorowisko” (miała zapewne na myśli zgromadzenie), mówi wiele. Mimo to pracownicy jej działu próbowali ogrzać się w blasku mistrzostwa, ale szybko zostali wyproszeni ze schodów katowickiego Spodka. Klub zrobił, wyłącznie z powodu nacisków miasta, wewnętrzne spotkanie dla polityków. Nie zadbano w ogóle o zwykłych kibiców, a jedyną możliwością zobaczenia pucharu na żywo było… przyjście na mecz siatkarzy do Spodka. Życie kibica GieKSy nie należy do obfitującego w sukcesy, więc wykorzystywanie każdego najmniejszego sukcesu jest dla naszej społeczności na wagę złota. Tak było między innymi z awansem na zaplecze Ekstraklasy, kiedy zorganizowaliśmy fetę pod Spodkiem, wracając z wyjazdowego meczu z Ostródy. Pracownicy klubu o niczym nie wiedzieli i w niczym nie pomogli.
Pogrzebanie najlepszej społecznej akcji GKS Katowice
To punkt, który mnie najbardziej boli, bo jestem jednym z pomysłodawców projektu i drugą osobą w kolejności, która włożyła w to najwięcej czasu. Pierwszą była oczywiście Olga Bieganowska, którą prezes zwolnił w 2020 roku. Dodajmy, że Olga tego czasu na projekt poświęciła dużo, dużo więcej niż ja, ale uważam, że mam prawo nazywać się jednym z ojców tej akcji.
Tegoroczna edycja miała być jubileuszową dziesiątą. Z ramienia klubu został do niej wyznaczony Aleksander Matusek. Tutaj też należy nakreślić kontekst, że w klubie w pewnym momencie doszli do wniosku, że może mamy rację i trzeba mieć dział marketingu. Przez ponad dwa miesiące nasi przedstawiciele spotykali się z pracownikami klubu, w końcu ci mieli ogłosić nazwisko nowego szefa marketingu. Gdy okazało się, że po tych wszystkich spotkaniach zdecydowano się na Lyja, heh… musielibyście widzieć nasze miny. Szczególnie że pracownicy klubu, którzy dokonali takiego wyboru, wprost przyznawali, że nie sprawdził się on jako rzecznik prasowy.
Niestety, patrząc na to, że klub potwierdził swoje kłamstwo w ostatnich dniach, że projekt był gotowy do odpalenia, to najpewniej będę musiał się do tego odnieść w osobnym, dużo obszerniejszym tekście. Co mi w ogóle nie sprawia przyjemności, bo boli mnie każda litera i zdanie, kiedy o tym piszę. Sam Lyjo też zebrał swoje po internetowej dupie za zawalenie projektu i kompletnie nie rozumiem, dlaczego pracownicy działu komunikacji wystawiają go ponownie na lincz. Szczególnie iż sam zainteresowany wie, jak bardzo zawalił.
Na razie nie chcę wchodzić w to szczegółowo, ale jeśli prawdą byłoby, że klub był gotowy na odpalenie projektu i nie chciał go robić z kibicami (rzekomo z powodu meczu z Widzewem), to przecież powinien był go zorganizować samemu. My byliśmy jedynie współorganizatorami, odpowiadaliśmy za wąską działkę, która nie była niezbędna do realizacji projektu (zapewnialiśmy koordynatorów na każdej lokalizacji). Niemniej wychodzi na to, że przez zachowanie kibiców, klub postanowił ukarać… dzieci, choć rzekomo był gotowy na start akcji. Absurdalne i pozbawione logiki tłumaczenie. W zamian przyłączono się do Dzielnicowych Mistrzostw Katowic organizowanych przez MOSiR. Jak relacjonowało nam kilka osób to na tych turniejach, przez brak wyobraźni i doświadczenia organizatorów, doszło do ekscesów na tle (o, ironio!) kibicowskim.
Po ogłoszeniu bojkotu klub robi to, o co walczyliśmy od lat
Nie mam zamiaru odnosić się do frekwencji na niedzielnym meczu z Termaliką, bo każdy, kto widział zdjęcia lub był na stadionie, zdaje sobie sprawę, że nie było na meczu 1021 widzów (jak to zostało podane przez klub). Prostowanie medialnych bzdur jakoby dochód z tego meczu był dużo wyższy niż z kibicami, nie ma sensu, bo to oczywistość, że tak nie było. Rozdano bardzo dużo biletów najmłodszym, ściągnięto młodych piłkarzy AMG czy sportowców innych sekcji. I… bardzo dobrze, bo właśnie takich działań od klubu oczekiwaliśmy, o takie działania apelowaliśmy od samego początku, ale nie wiedzieć czemu, zaczęto je realizować, dopiero gdy ogłosiliśmy bojkot.
Choć dla osób postronnych może to wydawać się dziwne, dla nas takim nie jest. Pamiętacie, gdy napisaliśmy tekst o organizacyjnej klapie na jednym z domowych spotkań (tutaj)? Po jego publikacji pracownicy klubu próbowali dociec, kim jest jego autor i to na tym się skupiali, a nie na poprawieniu swoich zaniedbań. Pamiętacie tekst grupy kibiców z tego roku, który pisało kilkunastu fanów, a którym wspominałem na wstępie (tutaj)? Po jego publikacji klub na moment ruszył z działaniami marketingowymi, choć pary nie starczyło na wiele, ale między innymi dzięki temu mamy przy Bukowej dmuchańca dla dzieci. Za każdym razem najpierw przedstawialiśmy coś w klubie, próbowaliśmy do tego namówić prezesa, ale większość działań została podjęta, dopiero gdy zdecydowaliśmy się publicznie skrytykować klub. Dopiero wtedy prezes uruchamiał kartę sprawy i znajdowały się pieniądze. Na szczęście przez te lata pracownicy klubu dostali od nas gotowca do tego, by wreszcie godnie i efektywnie promować klub. Faktem jednak pozostaje (nawet biorąc wydumaną liczbę 1021 kibiców), że była to najmniejsza frekwencja na inauguracyjnym domowym meczu w historii klubu.
Kilka sprostowań odnośnie do medialnych publikacji
Na sam koniec chciałbym sprostować kilka nieprawdziwych informacji, które pojawiły się w mediach w ostatnim czasie. Nie będę się odnosił do każdego tekstu z osobna, szczególnie że większość z nich jest na żenującym poziomie. Dużo w nich emocji, chęci wywołania burzy, ale mało faktów. Niektórzy dziennikarze, nawet gdy dostali wgląd do korespondencji mailowej pomiędzy nami i klubem (co na marginesie uważam za załamanie wszelkich reguł przez pracowników klubu i między innymi dlatego uznaję, że żadne wcześniejsze dżentelmeńskie ustalenia już nie obowiązują), dalej popełniają błędy merytoryczne.
De facto jedyny tekst, w którym autor próbował zadać sobie trud odnośnie do przedstawienia całej sytuacji, był ten Macieja Grygierczyka ze „Sportu”. Jest w nim kilka błędów, ale wynikających głównie z tego, że autor nie mógł o pewnych rzeczach wiedzieć. Trzeba też oddać Grygierczykowi, że zwrócił się do mnie z prośbą o komentarz, ale odmówiłem, bo skupialiśmy się na niedzielnym meczu (informacja o bojkocie nie była naszym oświadczeniem, tylko informacją wewnętrzną dla kibiców, choć zdawaliśmy sobie sprawę, że rozniesie się szeroko w mediach). Nie ze wszystkim się zgadzam, bo np. przedstawienie sukcesów sportowych klubu pod wodzą prezesa można równocześnie zbić, przedstawiając sportowe porażki klubu w tym okresie (brak awansu piłkarzy, najwyższe dotacje miejskie na poszczególne sekcje nieprzekładające się (oprócz hokeistów) na najwyższe miejsce w swoich ligach itd.), niemniej to prawo autora.
Przede wszystkim, wbrew temu, co napisano w kilku miejscach i co sugerował także rzecznik prasowy, to sklep kibiców Blaszok nie przedłużył umowy z klubem, a nie klub wypowiedział ją sklepowi. To może nie byłoby tak ważne, gdyby nie próbowano osadzić całego konfliktu w kontekście rzekomej utraty wpływów przez nasze środowisko. Dlatego chciałbym, aby było to jasne. Klub próbował narzucić sklepowi Blaszok zapis umożliwiający mu zerwanie umowy z dnia na dzień, bez żadnego okresu wypowiedzenia, co przy prowadzeniu tak specyficznej działalności, było nie do zaakceptowania.
Prezes w jednym z wywiadów, a także kilku dziennikarzy zwracało uwagę, że w mailach z klubem odnośnie do „porozumienia” podpisywaliśmy się „Stowarzyszenie SK 1964”, nie podpisując się z imienia i nazwiska. Tak rzeczywiście było, ale już nikt nie chce zauważyć (także sam prezes), że to klub pierwszy napisał do nas maila, w którym podpisał się… „Z poważaniem, GKS GieKSa Katowice S.A. [email protected], +48 (32) 254 89 14”. I taka stopka widniała w każdej kolejnej wiadomości. Zauważyliśmy to od razu i specjalnie zagraliśmy według dziwnych reguł narzuconych przez klub. Niemniej nikt na Bukowej nie miał wątpliwości, z kim pisze, skoro co jakiś dołączano do korespondencji… mój prywatny adres mailowy. Jednakże, aby rozwiać wątpliwości – każdego maila pisałem ja, Piotr Koszecki. Oczywiście po konsultacji z zarządem i członkami stowarzyszenia.
Nieprawdą jest także informacja, że to my dodaliśmy do korespondencji wiceprezydentów Miasta Katowice: Waldemara Bojaruna i Bogumiła Sobulę oraz przewodniczącego Rady Nadzorczej Andrzeja Norasa. To zrobił nagle klub w drugim mailu, nie informując nas o tym wcześniej, po prostu dodając „Do wiadomości” kolejnych adresatów. Takie sytuacje dobrze obrazują działania klubu, który z jednej strony rzekomo próbował dojść z nami do porozumienia, a z drugiej zachowywał się w sposób nieprofesjonalny (choć wszystko przebiło wspomniane przeze mnie wcześniej udostępnienie tej korespondencji skompromitowanemu „dziennikarzowi”). Odpowiedzieliśmy na to w taki sam sposób – dodając Wojciecha Cygana (członka zarządu PZPN), Marcina Janickiego (szefa PLP) oraz Dariusza Łapińskiego (krajowego koordynatora projektu SLO w PZPN, którego jednym z zadań jest budowanie relacji na linii kibice-klub).
Sprowadzanie kwestii konfliktu kibiców z klubem do samego porozumienia jest nie na miejscu. To jedno z wielu działań, które napotykaliśmy w ostatnim czasie, które ma za zadanie uprzykrzyć życie kibicom. Sami widzicie, że ten tekst, jak i wcześniejsze, które ukazywały się na naszej stronie, porusza dużo szerszy zakres tematów. Do samego porozumienia zapewne niedługo odniesiemy się na łamach naszych mediów, bo jest tam kilka rzeczy wymagających odkłamania, niemniej to nie kwestia porozumienia jest powodem konfliktu i bojkotu.
Nie sposób także pozostawić bez komentarza słynnego stwierdzenia, że „kibice są od kibicowania”. Kto, jak nie my, jest lepszym przykładem, że to tylko pusty banał? Przecież zarówno odbudowując klub w 2005 roku, jak i później uwalniając go od Ireneusza Króla, musieliśmy zrobić dużo więcej niż tylko „kibicować”. W innym wypadku nie mielibyśmy na piłkarskiej mapie Polski GKS-u Katowice.
Na koniec
Po prostu dziękuję za doczytanie do samego końca. Cała GieKSa razem!
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Gizik
26 lipca 2022 at 19:45
Dzięki za takie zaangażowanie w swoim imieniu. Osobiście odczuwam ogromną gorycz z powodu tej całej sytuacji. Kocham ten klub, chodzę od dziecka na każdy mecz hokeja a to co serwuje zarząd po sezonie mistrzowskim (jak i w trakcie) to systematyczne plucie w twarz kibica. Mam nadzieję, że uda nam się przetrwać to wszystkoi stosunkowo szybko wyjdziemy zwycięsko z tej batalii.
Nerwusik
26 lipca 2022 at 19:46
Przez 8 klas ,nie przeczytałem tyle co tutaj.oczy krwawią
Bgc
26 lipca 2022 at 20:11
Tego się nie da czytać, a najgorsze jest to, że wiem, że to wszystko prawda. Marek Szczerbowski to zakompleksiony człowiek który na złość mamie odmrozi sobie uszy (niszczy GieKSe na złość kibicom). Dla mnie to niepojęte jak ktoś taki kto od lat ślizga się na stanowiskach urzędniczych i zawsze w stosunku do niego są różne kontrowersje mógł objąć taki klub jak GKS Katowice
Dariusz_Szczekociny
26 lipca 2022 at 20:16
Dzięki za całe informacje ja już widziałem jak nic nie robili w sprawie Mistrza Polski wiedziałem że coś jest nie tak i że nic nie robią z tak wielkim sukcesem! Banda do wyrabania! Mam nadzieję że zarząd jeszcze pójdzie po rozum i zrobi coś żeby się to wszystko poukładało.
GieKSiorz
26 lipca 2022 at 22:35
Niestety takich smutnym czasów dozylismy znowu, to jakieś fatum lub celowe działanie? tak to jest jak klub miejski jest kurwidolkiem dla pociotków, znajomych itd, którym nie zależy na Gieksie,prezes który jeździ na cicha,chop z marketingu z SLD z sosnowca to jest dramat, graffiti robi firma z gliwic która sympatyzuje z piastem co to kurwa jest???!!!ten czerwony szkodnik tzw prezes,moim zdaniem robi od lat na szkodę klubu i dąży tym samym do konfrontacji z kibicami którzy mają ten klub w sercu,moim zdaniem prowokuje różne sytuacje żeby przedstawić siebie jako biedny, zapracowany itd,mecz z widzewem dziwne że inne mecze podwyższonego ryzyka bez kibiców gości a tutaj prosze tak jakby ktoś liczył że będzie się działo i będzie to można wykorzystać i od tamtego czasu zaraz lawina działań antykibice? dla ludzi którzy mimo bojkotu chodzą choć nie wiem czy to kibice Gieksy,a może przebrani na potrzeby propagandy przez Marka.sz? Powiem szczerze wam że mi było by wstyd wpisywać się w propagandę tego szkodnika,za co za darmowy karnet,wate cukrowa, niektórzy pisza na różnych forach że w końcu z „kibolami” naczelny boski prezes robi porządek , popatrzcie obiektywnie i przeczytajcie powyższy tekst,tak jest super, doprawdy? będziecie niepotrzebni do celów propagandowych to o was zapomni albo odbije sobie darmowa watę, dmuchawce dla dzieci, darmowe karnety w inny sposób
GieKSiorz
26 lipca 2022 at 22:47
A gdzie jest Krupa, Pieczyński takie dupne kibice Gieksy?!czy aby Gieksy bo przyzwalanie na takie rzeczy to wygląda jak sabotaż!!!w UM widzą że wszystko jest tak super, to chyba ślepi są, nie widzą niszczenia klubu,braku walki o wyższa frekwencje, brak kompetencji ludzi zatrudnionych przez pana”prezesa”,braku profesjonalizmu i można wymieniać jeszcze, albo UM pasuje to?czysta komunistyczna, lewacka propaganda uprawiana przez czerwonego szkodnika,i te niektóre media tak broniące i szkalujące kibiców, nie wspomnę o obiektywnej ocenie bo z nikim nie komunikują się tylko z „guru, najlepszym z najlepszych” markiem sz, który pokazał jaki to „fachowiec” jako dyrektor stadionu śląskiego z którego go wyjebali za nieudolność,zakompleksiony czerwony karaluch , kawał ch….
dar26ber
26 lipca 2022 at 22:51
Dzięki Kosa za ten artykuł i wyjaśnienie kilku spraw.
Cezarea
27 lipca 2022 at 01:14
Nie potrafię zrozumieć jakim cudem kibice GKS-u nie potrafią sobie poradzić z chłopkiem-roztropkiem jakim jest Szczerbowski. Wieczny aparatczyk, wiecznie w jakiś strukturach, jednak niesamowicie mierny i bez żadnego autorytetu. I to nie on jest problemem, a problemem jest słabe Stowarzyszenie Kibiców, bo to żaden przeciwnik jest (w kategoriach rozgrywek w klubowych korytarzach). Król przy nim to był genialny strateg i waga ciężka.
Cezarea
27 lipca 2022 at 01:27
Pójdę nawet dalej, choć będzie to niepopularna opinia, bo przecież Szczerbowski jest częscią katowickiego establishmentu od lat, pomimo swoich lewackich korzeni. Ta cała klika złożona z Bojarunów, Witków czy innych Krup to musi mieć niezłą polewę z kibiców GieKSy przy każdej pitej wódce razem. Niestety dla nich SK1964 to nadal tylko i wyłącznie „chłopaczki w spodenkach”.
Konfucjusz
27 lipca 2022 at 01:49
No, w końcu lekkie rozjaśnienie, już trzeba było publicznie wcześniej.
Kejta
27 lipca 2022 at 05:19
A tymczasem klub daje dzisiaj newsa o sprzedazy biletow na mecz z Sosnowcem i nie ma juz cos takiego jak bilet na blaszok hehe bo kibice sa od kibicowania a my od zawsze robilismy duzo wiecej zeby uratowac ten klub przed upadkiem o dla tego teraz nie mamy szacunku od wladzy
Pan Katowice64
27 lipca 2022 at 08:47
Artykuł daje dużo do myślenia, ale….. przepadnie bez większego rozgłosu. My jako kibice nie mamy obecnie ŻADNEJ SIŁY PRZEBICIA. A Marek ma pełne poparcie UM. Jesteśmy na przegranej pozycji. Bojkot tego nie zmieni a jeszcze pogorszy sytuację.
Kato
27 lipca 2022 at 13:37
Miasto Katowice jest miastem/stolicą województwa i ma inne cele w/g władzy.
Tutaj wdała się polityka i o ile w miastach ościennych dba się i wspiera lokalną społeczność, tak w Katowicach pominięto społeczność. Nie dotyczy to tylko sportu i Klubów ale wszystkich dziedzin życia. Miasto nie radzi sobie z parkingami, a ma z ambicjami kibiców którzy chcą widzieć GIEKSE w wielkiej chwale. Widać to dla dowodu po radości władzy z majstra w hokeju.
Władza nie ma pojęcia jak ten sukces zagospodarować.
Smutne to, ale my kibice mamy jeszcze siłę przekazu, tylko musimy konsekwentnie mówić jednym zdaniem.
Do boju GKS Katowice!
Cała Kibicowska GIEKSA Razem!
Grzesiek
27 lipca 2022 at 21:16
Czy kiedyś będzie normalnie w Naszej GieKSie?Wycięliśmy wrzoda w postaci Króla ale na jego miejscu pojawił się następny.Smutne.ps.Kosa dziękuję za rozjaśnienie sprawy…
stary kibic
30 lipca 2022 at 20:57
W każdej dzielnicy jest kibic, jest grupa i w niej siła, zebrać się stworzyć np stowarzyszenie wybrać liderów lokalnych i działać dla miasta Katowic oraz GKS.
Przyjemne z pożytecznym. Jak mieszkańcy zauważa pozytywne działania to i w najbliższych wyborach samorządowych liderzy z dzielnic mogą powalczyć o miejsce w radzie miasta.
Przecież żadna partia polityczna w Katowicach nie liczy tyle osób co nas wszystkich.
Taki pomysł na porządek w mieście i na bukowej.