Dołącz do nas

Piłka nożna

Gra obronna, czyli sala samobójców

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po bramkarzach przechodzimy do analizy formacji obronnej. Na początek liczby: w 16 meczach tego roku GKS stracił 25 bramek, co daje średnią 1,56 bramki na mecz. Łatwo dojść do wniosku – oczywiście to uproszczenie – że jedna bramka strzelona w każdym meczu nie dałaby nawet remisu (dwie strzelone dałyby zwycięstwo). Z taką statystyką, a także faktem, że tylko w dwóch z tych szesnastu meczów udało się zachować czyste konto – nie dziwi, że udało się wygrać tylko dwa spotkania.

Podstawowy blok obronny tworzyli w tej rundzie Alan Czerwiński (prawa strona), Mateusz Kamiński i Adrian Jurkowski (stoperzy) i Rafał Pietrzak (lewa flanka).

Prawa obrona
Na tej pozycji od początku rundy grał Alan Czerwiński. Od zarania dziejów mówiliśmy, że ten zawodnik nie nadaje się na obronę, nie ma umiejętności defensywnych kompletnie, a najpierw trener Rafał Górak, a potem Kazimierz Moskal konsekwentnie go na obronie wystawiali, co skutkowało nieraz katastrofą. Ponoć gdy pierwszy raz Czerwiński był obserwowany w Rekordzie Bielsko-Biała, to akurat przypadkiem zagrał w obronie, bo wcześniej grał w pomocy (taka krąży historia po mieście). I wizja tego zawodnika jako obrońcy została. Generalnie ta runda w wykonaniu Alana nie była tak tragiczna jak poprzednie, ale nie ustrzegł się poważnych błędów zwłaszcza na początku wiosny. Od zawsze jego piętą achillesową były pojedynki 1 na 1 i to się potwierdziło co do joty już w ciągu pierwszy trzech meczów. Najpierw w Nowym Sączu dał się ograć „na raz”, dzięki czemu gdy już jechał na czterech literach po nieudanym wślizgu za boisko, rywal spokojnie strzelał gola. W meczu z Bełchatowem natomiast w ciągu trzech minut dwa razy identycznie dał się ograć Michałowi Makowi, który dośrodkowując w pole karne zaliczył asysty. Gdy po meczu zapytaliśmy Maka, czy cieszył się, że będzie znów grał przeciw Czerwińskiemu (wspominając katastrofalny mecz z Bełchatowa), ten tylko się uśmiechnął…

Po meczu z Bełchatowem trener posadził Alana na ławce rezerwowych i w Legnicy dał szansę Dominikowi Sadzawickiemu. Sadza grał w GieKSie po przyjściu za czasów trenera Góraka, ale potem poszedł w odstawkę. Spotkanie z Miedzą było więc znakomitą okazją do przypomnienia się kibicom. Niestety Dominik nie podołał temu zadaniu. Zagrał bardzo słabo, a przy pierwszym golu przegrał i piłkarsko, i czysto fizycznie z rywalem, który strzelił bramkę. W związku z tym jego udział w tym momencie zakończył się na jednym meczu.

Z Łęczną do składu powrócił Czerwiński, grał także z Arką. Zawodnik w tych meczach nie popełnił karygodnych błędów, ale nie było w ogóle tego, za co go chwalimy – czyli włączania się do akcji ofensywnych. Grał bojaźliwie, notował rekordową ilość podań do tyłu do Mateusza Kamińskiego. Możliwe, że także to zauważył trener Moskal, bo w Rybniku znów zabrakło Alana.

Na kolejne dwa mecze ponownie wskoczył Sadzawicki. Jak się później okazało – były to dwa mecze na zero z tyłu. Wielkiej roli w braku utraty bramki Sadza nie odegrał, z ROW Rybnik zagrał poprawnie, ale był jednym z najmniej wyróżniających się zawodników. W Ząbkach miał sporo problemów z szybkim Łukaszem Sierpiną, ale też nie popełnił karygodnych błędów.

Po wyjazdowej trylogii na mecz u siebie z Kolejarzem wrócił Czerwiński. Przy kuriozalnym golu Wojciecha Trochima nie miał wielkiego udziału, zaliczył natomiast świetną asystę przy golu Michała Zielińskiego. To dało nadzieję, że będzie próba gry do przodu w następnych meczach. I tak mogło być w Niepołomicach – kolejna świetna centra, ale fatalnie spartaczył ją Tomasz Wróbel. Coś zacięło się w meczu z Olimpią, gdzie jednak cała drużyna zagrała bardzo słabo.

Gdy stało się jasne, że GKS nie gra już o nic, trener postanowił spróbować czegoś nowego i na mecz z Niecieczą postawił na młodego Aleksandra Januszkiewicza. Zawodnik jak na debiut spisał się dobrze, był aktywny, próbował swoich sił także w akcjach ofensywnych. Niestety miał spory udział w utracie bramki, gdzie najpierw stracił piłkę, potem źle zastawiał pułapkę ofsajdową, w końcu dał uciec rywalowi. Zrzuciliśmy to na karb zmęczenia – to było widać. W meczu w Olsztynie natomiast po pół godzinie ujrzał drugi żółty kartonik i musiał przedwcześnie opuścić boisko. Zastąpił go na tej pozycji… Radosław Sylwestrzak i nic dobrego z tego nie wniknęło.

Nie poruszamy w tym artykule postawy Alana Czerwińskiego w pomocy – na to przyjdzie czas. Zasygnalizujemy tylko, że grając na prawej pomocy zaliczył naprawdę udane momenty, jak choćby gol z Tychami. O tym wkrótce.

Środkowi obrońcy
Tutaj – jak pisaliśmy – podstawowymi zawodnikami byli Mateusz Kamiński i Adrian Jurkowski. A jednak z powodu urazu Jurkowskiego jeszcze w okresie przygotowawczym na początku rundy z Kamińskim grał Adrian Napierała.

I taki duet wybiegł w Nowym Sączu. W pierwszych spotkaniach – także z Bełchatowem – większych błędów stoperzy nie popełnili, ale trzeba przyznać, że nie byli pewni. Z Okocimskim dawali puszczać często piłkę w uliczkę, nie uchronili zespołu przed utratą bramki z Brunatnymi nie ratowali sytuacji po błędach Czerwińskiego. Kiksów jednak nie było – ot zwykłe sytuacje boiskowe, choć dać sobie strzelić gola po kontrze najsłabszemu zespołowi ligi na swoim boisku chluby nie przynosi.

W meczu z Miedzią mieliśmy „one man show”, czyli performance Mateusza Kamińskiego. Zawodnik nie grał źle, ale miał niesamowitego pecha. Dwa gole samobójcze i honorowe zachowanie po meczu, kiedy cały zespół został oblany wiadrem pomyj pod sektorem gości a Kamyk pokazywał, że to jego wina.

W spotkaniu z Łęczną do składu wrócił Jurkowski, który zastąpił Napierałę. Aż do meczu z Tychami ten duet grał w każdym meczu – z wyjątkiem spotkania z Puszczą, kiedy na to jedno spotkanie Jurkowskiego znów zastąpił Napierała.

Był to zły okres naszych zawodników. W meczu z Łęczną mimo że udało się uniknąć większych błędów, to zaskakiwała nerwowość i elektryczność obu stoperów. Dodatkowo Jurkowski tak niefortunnie interweniował w polu karnym, że wyłożył piłkę rywalowi, który strzelił bramkę. Katastrofalnie obaj spisali się w Gdyni, gdzie po w dużej mierze indywidualnych błędach stoperów, rywale strzelili trzy bramki. Zaskakująco kilka dni później Kamyk i Jurkowski… świetnie zagrali z ROW. Grali pewnie dobrze i skutecznie, skutkiem tego było czyste konto po stronie strat. Również gola nie straciliśmy w Ząbkach, choć tutaj więcej było szczęścia niż rozumu – rywale ostrzeliwali poprzeczkę czy oddawali strzały tuż obok bramki. Nie zmienia to faktu, że to był dobry mecz obrońców.

Dobry obraz posypał się w meczu z Kolejarzem. Tragiczna postawa i stanięcie w polu karnym przy golu Trochima do dziś śni się kibicom po nocach. Niewytłumaczalne było zachowanie naszych zawodników, którzy może i założyli, że piłka opuściła boisko, ale to nie zwalnia ich od grania do gwizdka. Najwięcej mieli pretensji do sędziego, a nie do samych siebie. Kolejny beznadziejny mecz zdarzył się w Grudziądzu. Zawodnicy ofensywni rywali robili z naszymi obrońcami co chcieli. I tutaj katowiczanie stracili kuriozalną bramkę, kiedy to nagle w polu karnym lub tuż przed nim znalazło się czterech kompletnie niepilnowanych zawodników rywala. Wyglądało to tak, jakby żaden z obrońców nie wiedział, jakie ma zadania w polu karnym. Przypominamy jednak, że przy golu Roberta Szczota zawodnicy z pomocy kompletnie olali kwestię pomocy kolegom z defensywy, więc nie tylko na stoperach ciążyła odpowiedzialność. Jurkowskiemu nerwowość została w meczu z Niecieczą, gdzie momentami chyba myliły mu się pola karne i na przykład przepuszczał piłkę pod nogami we własnej szesnastce niczym napastnik w polu karnym rywala. Zawalił powrót przy straconej bramce. Kamyk natomiast strzelił swoją trzecią bramkę samobójczą w rundzie.

W meczach ze Stomilem i Tychami GKS stracił w sumie sześć bramek i duża część z nich była udziałem stoperów. W obu meczach grał Kamiński, w Olsztynie z Jurkowskim, w derbach z Napierałą. Nie ma sensu opisywać traconych bramek, ale znów należy powiedzieć, że rywale bez problemu rozmontowywali nasze defensywy.

W ostatnim meczu w Płocku z Jurkowskim zagrał Radosław Sylwestrzak i spisał się poprawnie.

Lewa obrona
Tutaj bezdyskusyjnie rządził i dzielił Rafał Pietrzak. Zagrał we wszystkich meczach oprócz tego z Bełchatowem i Miedzią (wszedł w drugiej połowie jako pomocnik). Różne miał momenty w tej rundzie – faktem jest, że ciężko jest wyjść ponad przeciętność czy raczej… słabość całej drużyny. Na minus na tym etapie rozwoju dla zawodnika są kwestie powrotów. Zapędza się w akcje ofensywne, ale często nie ma siły wrócić. Problem w tym, że wówczas brakuje w zespole asekuracji. Zabrakło go na przykład przy golu Okocimskiego na Bukowej. Po meczu z Arką pisaliśmy wręcz „Czasem można się zastanawiać, czy lewy obrońca w ogóle jest zainteresowany obroną. W tym spotkaniu nieraz jego stroną gdynianie przeprowadzali akcje, a Pietrzak gdzieś tam kilka metrów dalej truchtał sobie niezainteresowany”. A z Kolejarzem: „Gdzie był lewy obrońca przy pierwszej bramce? Prawdopodobnie cały czas przy polu karnym przeciwnika”. Te opisy mówią same za siebie.

W meczu z Łęczną kapitalnie włączył się do ofensywy i to nie na skrzydle, a w środku, i strzelił swojego jak na razie jedynego gola w GKS Katowice, a sytuację wykorzystał jak rasowy napastnik.

Generalnie notował przeciętne lub poprawne występy, a z Olimpią był jedynym, który pokazał cień ambicji. W międzyczasie podpisał nowy kontrakt z GieKSą, ale nie przełożyło się to na jakieś świetne występy. Ale i tak w perspektywie całej rundy był jednym z najlepszych zawodników, czy raczej najmniej złych.

Na lewej stronie zastąpił go w meczach z Bełchatowem i Miedzią Bartłomiej Chwalibogowski. Niestety zawalił jeśli chodzi o pilnowanie zawodników w polu karnym. Był aktywny z Bełchatowem, ale to rywale strzelali bramki w wyniku braku krycia.

Podsumowanie
Obrona poza bardzo dobrym (ROW), czy średnimi meczami (np. Dolcan, Chojniczanka) spisywała się generalnie bardzo słabo. Kuriozalne błędy, nerwowość, przegrywane pojedynki 1 na 1, brak powrotów i asekuracji, samobójcze bramki, krycie na kilometrowy radar we własnym polu karnym – to wszystko oglądaliśmy w tej rundzie w wykonaniu defensorów GKS.

Problemem w sezonie, jak i na nadchodzące rozgrywki jest brak zmienników. Kompletny brak. Bo na prawej stronie jest wybór Alan Czerwiński (nie nadaje się), Dominik Sadzawicki (przeciętny bardzo) czy Aleksander Januszkiewicz (musi się jeszcze bardzo dużo uczyć). Na stoperze dla wymienionej – przeciętnej piłkarsko – dwójki, alternatywą mógł być Adrian Napierała, który jest coraz mniej zwrotny i w ogóle prawdopodobnie nie będzie już czynnym zawodnikiem w GKS. Wycofywanie Radosława Sylwestrzaka czy Kamila Cholerzyńskiego będzie już kombinowaniem. Na lewej stronie póki co jest Rafał Pietrzak, ale po odejściu Chwalibogowskiego już zupełnie pozostanie bez zmiennika. Chyba, że powróci Bartosz Sobotka z wypożyczenia.

Wzmocnienia na obronę są więc niezbędne – zarówno, żeby zastąpić tych podstawowych zawodników, którzy nie gwarantują jakości, jak i po to, by byli w zespole jacykolwiek zmiennicy. Bo jak na razie to taki skład obrony tylko prosi się, aby dostawać bramkę za bramką…

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Arka Gdynia – GKS Katowice Live

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

26.05.2024 Gdynia

Arka Gdynia – GKS Katowice 0:1 (0:1)

Bramki: – Błąd (26)

Arka Gdynia: Lenarcik – Navaro, Marcjanik, Dobrotka, Azackiv (59. Gagrindaszwili), Borecki (82. Turski), Skóra (59. Lipkowski), Milewski, Adamczyk (67. Sidibe), Kobacki, Czubak

GKS Katowice: Kudła – Wasielewski (83. Jaroszek), Jędrych, Kuusk, Komor, Repka, Rogala (76. Shibata)– Błąd (82., Kozubal, Mak (69. Marzec) – Bergier (83. Arak)

Żółte kartki:  Milewski – Bergier

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)

Widzów:

 

    Kontynuuj czytanie

    Felietony Piłka nożna

    Górak nie musi odchodzić, czyli RE:Dlaczego Rafał Górak musi odejść?

    Avatar photo

    Opublikowany

    dnia

    Przez

    Po awansie GKS Katowice napisał do nas Bartek, którego felieton pod tytułem: „Dlaczego Rafał Górak musi odejść?” (tutaj) publikowaliśmy już na łamach GieKSa.pl. Niedawno otrzymaliśmy drugi tekst od niego, który także publikujemy. Przypominamy także, że nasza strona jest dostępna dla Was wszystkich – wystarczy napisać do nas na maila gieksainfo[at]gmail.com.

    6 grudnia zeszłego roku popełniłem artykuł, w którym zebrałem, w tamtym czasie jak najbardziej zasadne argumenty za rozglądaniem się za nowym trenerem. Zapewne większość kibiców po lekturze się ze mną zgadzała. Nie spotkałem się z żadnym głosem – „Bartek, oni zaskoczą, daj szansę”. Szczerze mówiąc, nie miałem w tamtym czasie żadnej nadziei, że nastąpi jakiś wielki przełom i gdyby tylko dało się obstawić w tabeli 12. miejsce, to pewnie bym to zrobił.

    Natomiast wszystko to, co zdarzyło się później jest totalnie nielogiczne dla kogoś z zewnątrz. W Katowicach zawsze jest do góry nogami. Tak sobie myślę, że to jest typowa GieKSa. Co roku mieliśmy oczekiwania, że w końcu awansujemy – więc nie było awansu. Mieliśmy wydawałoby się pakę na awans za Stawowego, za Brzęczka, ale z tego czasu pamiętamy pewnie głównie gol dla Kluczborka z połowy boiska. Sporo z nas wspomina GieKSę za czasów Nawałki – było biednie, ale ambitnie, a wynik był ponad stan. Jak miało być dobrze, to było słabo i na odwrót.

    W związku z tym sześć miesięcy temu nie było już żadnych oczekiwań, piłkarze grali bez jakiejkolwiek presji. Wydawało się, że to się nie może udać. Trener, z syndromem atakowanej twierdzy, skłócony z Kibicami, skłócony z Prezesem. Właściwie brak transferów w zimie, które mogłyby zwiastować renesans formy. Nakreślona przez Prezesa w trakcie spotkania z Kibicami wizja: „Przeczekajcie te kilka miesięcy”. No i co? Za nami najbardziej zajebista wiosna w historii GKS-u, jaką bym pamiętał i w jakiej bym uczestniczył. Wygraliśmy wszystkie ważne dla kibiców mecze i to we wspaniałym stylu 5:2 z Wisłą, 1:0 z Lechią grając w dziesięciu, do tego walnęliśmy Zagłębie 4:0 i Tychy 3:2, na ich terenie. No i jeszcze 8:0 ze Stalą Rzeszów. No kurwa, takie historie tylko w Katowicach!

    Trenerze, pomyliłem się, zwracam honor, chylę czapkę! Trenerze, gdybyś odszedł to by się nie udało, na bank mielibyśmy przebudowę i sezon przejściowy. Wygląda na to, że to jednak Rafał Górak jest tym trenerem na lata. Do miana legendy potrzebny jest jeszcze sukces w Ekstraklasie, ale sam fakt, że w końcu wróciliśmy na nasze miejsce to wielka zasługa Trenera. Każdy z nas czuje się trochę kozakiem, ma przekonanie, że poprowadziłby kadrę Polski lepiej niż obecny i poprzedni selekcjonerowie. Ja zostałem zweryfikowany, nie znam się na piłce, ale to jest niewiarygodnie przyjemna pomyłka.

    Przyznaję się, że nie wierzyłem, że możliwa jest seria wygranych – a my mieliśmy dwie. Ta druga mam nadzieję, oby jak najdłuższa, niech trwa dalej w Ekstraklasie. Miałem poczucie, że gramy nieźle w piłkę i pewnie powinniśmy na jesieni zdobyć więcej punktów, ale na wiosnę w optymalnym składzie byliśmy bezbłędni. Pamiętajmy, że po meczu z Lechią zaczęliśmy tracić punkty, bo graliśmy osłabieni brakiem wykartkowanych Kuuska, Repki, a kontuzję złapał jeszcze Komor. A ich brak był wyraźnie widoczny w jakości gry, szczególnie z tyłu. Zaczęło nam sprzyjać szczęście – mecze z Wisłą, Stalą super się od początku układały. Gdyby Kobacki nie strzelił w słupek, gdyby Mena nie wszedł między sześciu Arkowców tydzień temu, właśnie szykowalibyśmy się do baraży.

    W zimowej przerwie super robota została zrobiona w dwóch obszarach. Byliśmy kapitalnie przygotowani fizycznie. Drużyna biegała do końca każdego meczu, co zaowocowało bramkami w końcówkach meczów z Lechią, Polonią i Tychami. No i stałe fragmenty – w grudniu wskazywałem ten obszar jako jeden z kluczowych do poprawy. Widać było olbrzymi progres, praktycznie w każdym meczu stały fragment przynosił nam bramki. Dokładnie tak się gra w pierwszej lidze – wybieganie oraz pomysł na rzuty rożne i karne.

    W grudniu napisałem również, że objęta przez klub droga ewolucji, wymiany słabszych ognim to dobry kierunek, ale nie spodziewałem się, że wprowadzenie jednego, nowego zawodnika może zrobić tak wielką różnicę. W mojej opinii transfer Kuuska to najlepsze posunięcie ostatnich lat – od kiedy gra z tyłu jest o wiele spokojniej. On po przejęciu piłki szukał rozegrania, czasem trochę ryzykował szukając podania – ale to jest dobra droga. Lepsza niż wybicie na aut. Razem z Komorem i Jędrychem stanowili na prawdę monolit w defensywie. Nagle nasza gra wszerz i mnóstwo podań nabrała sensu, kiedy w dobrym momencie zagrywaliśmy na boki do Rogali, Wasielewskiego lub jednej z naszych dziesiątek, którzy potrafili zrobić przewagę dryblingiem albo klepką. Na duży plus też powtarzalne, crossowe podania za linię obrony. Żadna rakietowa technologia, ale jednak powtarzalny, skuteczny pomysł na grę w ataku pozycyjnym.

    Czepiałem się również braku rozwoju zawodników, i znowu nie miałem racji, Kozubal wygląda od kilku meczów jak Pan Piłkarz – mam nadzieję, że awans do Ekstraklasy pozwoli nam przedłużyć wypożyczenie, ale w Lechu byliby skończonymi idiotami, gdyby nam go oddali na kolejny rok.

    Pomysł z przesunięciem Marca na lewe wahadło był doskonały. Jego zejścia od linii bocznej do środka i parę bardzo podobnych bramek tylko to potwierdza. Lewe wahadło to pewnie nasza najsolidniej obsadzona pozycja. Repka, toporny w swoich ruchach też miał świetną rundę, bardzo dobrze uzupełniali się z Kozubalem i liczę, że fajnie pokaże się w Ekstraklasie.

    Jesteśmy teraz wszyscy w euforii. Jest kilka aspektów, za które chciałbym podziękować:

      • Dziękuję Stowarzyszeniu Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” – dopiero ta runda pokazała, jak ważne było pozbycie się szkodnika Szczerbowskiego. Jak patrzę na wyniki Tychów pod koniec sezonu, to chociaż za nimi nie przepadam to współczuję, bo wiem jak boli granie o 8. miejsce w tabeli.
      • Dziękuję tym wszystkim 2142 Kibicom (najmniej w sezonie), którzy przyszli na mecz u siebie z Niecieczą. To jest to grono, które chodzi bez względu na wynik, bez względu na pogodę, bez względu na dzień tygodnia i godzinę meczu. Wiadomo, że awans to sukces całej braci kibicowskiej, ale ci, którzy są zawsze zasługują na szczególne wyróżnienie.
      • Szacunek dla imponujących liczb na wyjazdowych meczach. Szkoda, że nie będzie wyjazdu do Bielska-Białej.
      • Wielkie podziękowania dla Piłkarzy, którzy prowadząc ze Stalą Rzeszów 7:0, z Podbeskidziem 4:0, z Sosnowcem 3:0 dalej chcieli strzelać gole – awansowaliśmy w świetnym stylu i z tym rozpędem wejdźmy do GieKSaklasy.
      • Ukłony dla Trenera Góraka, że tym wszystkim nie jebnął, jak trybuny w czasie Spodek Super Cup niespecjalnie mu sprzyjały.
      • Ukłony dla Dariusza Mrózka – był taki moment meczu z Wisłą Kraków, gdy dłużej leżał obrońca Wisły – dobrze było widzieć energię Trenera, rady, którymi obdzielał zawodników – w mojej opinii poza Kuuskiem i Komorem to top 3 transferów w tym sezonie.
      • Kubie Arakowi – może poza bramką Błąda w Gdynii i paradoksalnie Meny w Gdańsku żadne bramki nie dały mi takiej radości. Nie zasłużyłeś na szyderę, wtedy kiedy trzeba było bardzo pomogłeś drużynie.

    Teraz czeka nas nielada wyzwanie. Dwóch z trzech beniaminków zaliczyło szybki spadek. Cieszy mnie, że awansowaliśmy w dobrym stylu. Jeżeli na jesieni będziemy grali to samo, to jestem spokojny o ligowy byt. Natomiast ŁKS i Miedź też wjeżdżały z impetem do Ekstraklasy, a kończyło się bardzo źle, także potrzeba dużo pokory i racjonalnych ruchów na rynku transferowym.

    Uważam, że koniecznie trzeba dać szansę drużynie, która zrobiła awans i zaufać Trenerowi. Trzymajmy się ewolucyjnej ścieżki – niech transfery będą 3-4, ale jakościowe. Pewnie największym wyzwaniem będzie odejście Kozubala – to powoduje od razu trzy problemy. Tracimy mózg w środku pola i pewnego wykonawcę stałych fragmentów, nie bardzo mamy młodzieżowca do gry, no i pewnie grający młodzieżowiec nie będzie grał w środku pola, tylko na mniej ryzykownej pozycji – co wyciągnie ze składu jednego z obecnych pewniaków.

    Podjąłbym ryzyko transferów gotówkowych młodych zawodników. Nasza kadra musi posiadać kilku perspektywicznych zawodników. Kilku młodych fajnie pokazało się w Rezszowie (chociaż niekoniecznie z nami), fajną piłkę grał Karasek z Niecieczy, może Kobackiemu nie uda się awansować do Ekstraklasy. Ponadto poszukałbym zawodnika do środka pola, w miejsce Kozubala – może Wolski z Motoru, gdyby nie awansowali? Jeden zawodnik na środek obrony i kogoś do pomocy na dziesiątce – np. Nagamatsu? Bierzmy ludzi, którzy są na ścieżce wzrostowej – dlatego rozglądałbym się w 1. Lidze.

    Kluczowe żebyśmi nie stali się kolejnym przystankiem dla obcokrajowców, którym nie robi rożnicy, gdzie grają. Nie pamiętam, żeby w polskiej piłce pojawił się 30-letni Słowak, Czech czy inny Bałkaniec i pozamiatał naszą ligę. Plus niekoniecznie Polak, który od kilku lat zmienia kluby w Ekstraklasie będzie wartością dodaną.

    Wielka praca przed całym klubem. Mamy świetną bazę, żeby regularnie zapełniać Bukową na jesieni i przygotować dobrą bazę do przeprowadzki na nowy obiekt. Poniżej kilka pomysłów, nad którymi bym się pochylił:

    • Wprowadzenie biletu premium – takiego za np. 100 złotych z kiełbaską, piwkiem i np. miejscem parkingowym w cenie.
    • Skoro miasto i tak mocno dopłaca do klubu, to proponuję jednorazowy bilet za 1 złotych dla podatników PIT w Katowicach – może uda się ściągnąć nowych kibiców.
    • Intensywne prace już teraz nad sprzedażą sky-boxów, to powinna być połowa dochodów z dnia meczowego.
    • Zwiększenie dochodów z dnia meczowego – na każdym meczu jest duża kolejka do sklepu z gadżetami – takich punktów powinno być więcej na każdym meczu. Może warto, żeby klub dogadał się z „Blaszokiem”, co do współpracy?
    • Koniecznie koszulki okolicznościowe (jak te z meczu z Chorzowem)
    • Już teraz pomyśleć, czy meczu GKS – Górnik nie dałoby się zorganizować na Stadionie Śląskim.

    Teraz się bawimy, a już za 8 tygodni wracamy na nasze miejsce! Nie zapomnijmy, że polska piłka stoi na głowie, o mistrza walczyły ekipy, które ledwo się utrzymały w poprzednim sezonie. Właścicielem mistrza polski jest Prezes PZPN-u (skąd my to znamy). Kluby z najwyższymi budżetami kopią się w czoło i błądzą z durnymi transferami – reasumując wszystko się może zdarzyć.

    Bartek

    Kontynuuj czytanie

    Galeria Piłka nożna

    Komplet kibiców na Bukowej

    Avatar photo

    Opublikowany

    dnia

    Przez

    Zapraszamy do obszernej galerii z Bukowej. GieKSa pokonała Wisłę Kraków 5:2, a spotkanie oglądał komplet publiczności. Zdjęcia przygotowała dla Was Madziara. 

    Kontynuuj czytanie

    Zobacz również

    Made with by Cysiu & Stęga