Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mass mediów: Rozgrywki ligowe w cieniu koronawirusa…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

W minionym tygodniu koronawirus pokrzyżował plany rozegrania spotkań przez piłkarzy oraz hokeistów. Piłkarze nie zagrali w 9 kolejce w meczu z Błękitnymi Stargard. Hokeiści z kolei doczekali się odwołania/przełożenia kolejnych spotkań z Zagłębiem i Stoczniowcem. Piłkarki na boisko wrócą w przyszły weekend, po przerwie reprezentacyjnej,  w sobotę 31 października wyjazdowym spotkaniem z liderem Czarnymi Sosnowiec.

Przekładanie spotkań dotknęło również siatkarzy: z dwóch zaplanowanych na ten tydzień spotkań (z ZAKSĄ i Vervą), rozegrano tylko jeden, wyjazdowy z Vervą. GieKSa, pomimo dobrego pierwszego seta, całe spotkanie przegrała 1:3. Na ten tydzień siatkarze mają zaplanowane dwa spotkania: jutro (20.10), zaległe z MKS-em Będzin i w sobotę (24.10) ze Skrą Bełchatów (planowe z 9 kolejki).

 

PIŁKA NOŻNA

gs24.pl – Koronawirus w drużynie Błękitnych Stargard. Mecz z GKS Katowice odwołany

Piłkarze Błękitnych Stargard nie udadzą się na wyjazdowy mecz z GKS Katowice w II lidze. Powodem jest pozytywny przypadek koronawirusa w drużynie gości.

[…] Najnowszy przypadek dotyczy Błękitnych Stargard. Jeden z młodszych piłkarzy, znajdujących się w kadrze pierwszego zespołu, otrzymał pozytywny wynik badań na obecność koronawirusa. Przez co cały zespół zmuszony był przejść na kwarantannę, a weekendowe spotkanie z GKS zostało odwołane.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Czy koronawirus sparaliżuje Ekstraligę?

Niestety. Przed zgrupowaniem seniorskiej reprezentacji mamy jeden pozytywny wynik testu na koronawirusa. Wykryto go u Katarzyny Daleszczyk z AZS UJ Kraków. Teraz powinno to pociągnąć za sobą badania w całym zespole Jagiellonek. Co za tym idzie ostatnich dwóch rywali krakowskiego zespołu, czyli Lotos Gdańsk i Czarni Sosnowiec powinny zostać również przebadane.

Czekamy na reakcję PZPN-u, czy komunikaty klubów. Teraz trzeba działać. Nie możemy sobie pozwolić na kolejny lockdawn już na jesieni.

Co, gdy pojawią się kolejne zakażenia ? Do końca jesieni pozostaną nam cztery mecze – dwa w Ekstralidze i dwa w Pucharze Polski. Oby do końca roku udało się je rozegrać, bez perturbacji.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice wraca bez Firleja i Nowosielskiego

W ostatnim czasie o terminarzu PlusLigi najbardziej decydował koronawirus. Informacje o zakażeniach w kolejnych zespołach łączyły się z  tymi o konieczności odwoływania spotkań i ustalaniu nowych terminów. Na szczęście powoli kluby zaczynają wracać do pracy, we wtorek na siłowni mogli spotkać się zawodnicy GKS-u Katowice, choć jeszcze nie w komplecie. Brakuje Jana Firleja i Jakuba Nowosielskiego.

Drużyna GKS-u Katowice wróciła w dniu 13 października do regularnego treningu po okresie kwarantanny wynikającym z wykrycia w zespole przypadków zachorowania na koronawirusa COVID-19 – poinformował oficjalnie katowicki klub.

W zajęciach uczestniczy dziesięciu zawodników. Na tę chwilę obaj rozgrywający, Jan Firlej i Jakub Nowosielski, z powodów zdrowotnych nadal nie mogą dołączyć do treningów drużyny. Mimo to zespół GKS-u Katowice kontynuuje przygotowania do nadchodzących spotkań PlusLigi.

 

Przełamanie warszawian w jedynym meczu 8. kolejki

Verva Warszawa Orlen Paliwa w ramach 8. kolejki podejmowała GKS Katowice. Chociaż katowiczanie lepiej weszli w mecz, wygrywając inauguracyjną odsłonę 25:21, w kolejnych to gospodarze dyktowali warunki. Dla stołecznej ekipy był to pierwszy wygrany mecz po zakończeniu kwarantanny.

[…]Katowiczanie otworzyli spotkanie bardzo dobrą grą w bloku, co dało im przewagę (4:2). Siatkarze GKS-u utrzymywali prowadzenie, dopiero mocny atak Piotra Nowakowskiego i skuteczny blok pozwolił gospodarzom doprowadzić do wyrównania (10:10). Między zespołami wywiązała się zacięta walka punkt za punkt, atakujący nie wstrzymywali ręki i nie popełniali błędów (16:16). Kończące akcję uderzenie Jakuba Szymańskiego i dotknięcie siatki przez warszawian pozwoliło podopiecznym trenera Grzegorza Słabego uzyskać przewagę (19:17). W końcówce as serwisowy Jakuba Jarosza i pojedynczy blok Emanuela Kohuta na Arturze Szalpuku przyczyniły się do powiększenia prowadzenia katowiczan, którzy zwyciężyli 25:21 po zepsutej zagrywce Jana Króla.

Podrażnieni porażką w pierwszej partii warszawianie mocno otworzyli drugą, głównie dzięki efektownym atakom Bartosza Kwolka i dobrej postawie w bloku (10:1). Przyjezdnym brakowało skuteczności na siatce, popełniali też bardzo dużo prostych błędów i ciężko przychodziło im zdobywanie punktów (5:13).

[…] Siatkarze GKS-u nie byli w stanie zagrozić przeciwnikom w tym secie, pojedyncze skończone ataki Wiktora Musiała i as serwisowy Kamila Drzazgi to było za mało, by zdołali odrobić nawet część strat (8:21). Seta zakończył Jakub Ziobrowski zdobywając punkt bezpośrednio z zagrywki (25:11).

Początek trzeciej partii był wyrównany, po stronie Vervy błędów w ataku nie popełniał Ziobrowski, a po stronie GKS-u Kohut (6:6). Dopiero mocne uderzenie Kamila Kwasowskiego i pomyłka Bartosza Kwolka dały katowiczanom przewagę (9:7). Gospodarze nie poddawali się, na boisku wywiązała się zacięta walka, a po bloku na Kwasowskim na tablicy wyników widniał remis (13:13). Chwilę później na prowadzeniu byli warszawianie dzięki skuteczności na kontrze (17:14). Mocne ataki Miłosza Zniszczoła na środku pozwoliły podopiecznym trenera Słabego doprowadzić do wyrównania (19:19). W końcówce zablokowany został Szymański, a Artur Szalpuk popisał się dwoma efektownymi uderzeniami z lewego skrzydła i zakończył seta na korzyść Vervy (25:22).

Od początku czwartej partii skutecznie atakował Bartosz Kwolek, natomiast katowiczanie popełnili kilka błędów, dzięki czemu warszawianie objęli prowadzenie (6:3). Mocne uderzenia Kohuta i Jarosza pozwoliły przyjezdnym odrobić część strat (8:9), jednak przy zagrywce Kwolka i za sprawą czujnego bloku Piotra Nowakowskiego podopieczni trenera Andrei Anastasiego ponownie zwiększyli dystans (16:10). Siatkarze GKS-u popełniali zbyt wiele błędów na zagrywce i mieli trudności ze skończeniem pierwszej akcji, natomiast warszawianie dobrze spisywali się w obronie, a kontry wykorzystywał Kwolek (21:14). Katowiczanie nie byli w stanie zagrozić gospodarzom, w końcówce efektownym zagraniem popisał się duet Kwolek-Nowakowski, przyjmujący Vervy dodatkowo zanotował punktowy blok, a autowy serwis Adriana Buchowskiego zakończył mecz (25:16).

Verva Warszawa Orlen Paliwa – GKS Katowice 3:1 (21:25, 25:11, 25:22, 25:16)

 

HOKEJ

hokej.net – Dwumeczowy postój?

Wszystko wskazuje na to, że hokeiści GKS-u Katowice będą mieli wolny weekend. W zespole GieKSy kilku zawodników jest chorych i ma niepokojące objawy.

Podopieczni Piotra Sarnika w piątek mieli zmierzyć się z Zagłębiem Sosnowiec i to spotkanie stanęło pod ogromnym znakiem zapytania.

Z naszych informacji wynika, że decyzja o tym, czy mecz ostatecznie dojdzie do skutku, zapadnie jutro. Hokejowa centrala czeka na szczegółowe informacje od katowickich działaczy.

Na pewno do skutku nie dojdzie niedzielne spotkanie ze Stoczniowcem Gdańsk.

– Gdańszczanie zapowiedzieli nam, że nie przyjadą na mecz – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GieKSy.

 

Sprężarka znów zepsuta. Powrót na Jantor?

Niestety serial o sprężarce mrożącej lód w „Satelicie” – małej hali Spodka – trwa. Urządzenie przestało działać. Na tafli lodowiska stoi woda – informuje katowickie wydanie „Gazety Wyborczej”.

Sprężarka, którą miasto naprawiło za ponad 58 tysięcy złotych, niestety ponownie odmówiła posłuszeństwa. Niewykluczone, że zniszczeniu ulegną reklamy, które znajdowały się na betonowej płycie lodowiska.

– Będziemy wyjaśniać, dlaczego tak się stało, a podmiotem naszych pytań będzie firma, która serwisowała sprężarki. Dziś nie potrafię odpowiedzieć, kto zawinił i dlaczego sprzęt nie działa – powiedziała na łamach „Gazety Wyborczej” Ewa Lipka, rzeczniczka prasowa UM w Katowicach.

Miasto podjęło decyzję, że nasz czas rozwiązania problemu lód w Spodku będzie mrozić zewnętrzna sprężarka tymczasowa.

Spory problem może mieć zespół GKS-u Katowice, który obecnie przebywa w izolacji. Jeśli usterka nie zostanie naprawiona, klub z alei Korfantego ponownie przeniesie się na Jantor. Sęk w tym, że obsługa tej tafli przebywa na razie na kwarantannie.

 

TYLKO U NAS. Przerwanie rozgrywek na dwa tygodnie?

W poniedziałek odbędzie się wideokonferencja przedstawicieli klubów, na której zostanie omówiona propozycja obniżki cen dostępów do transmisji internetowych. Ale nie jest to jedyna kwestia, która zostanie omówiona.

– W odpowiedzi na sytuację epidemiologiczną i związane z tym obostrzenia oraz biorąc pod uwagę prośby kibiców, Polska Hokej Liga zwróciła się do klubów z propozycją nowych zasad transmisji – tymi słowami rozpoczyna się oficjalny komunikat hokejowej centrali.

Obecnie jednorazowy dostęp do transmisji kosztuje 16 złotych, a z tej kwoty po 4 złote otrzymują oba kluby.

Władze PHL, na czas rozgrywania meczów bez udziału publiczności, zaproponowały klubom wprowadzenie nowych zasad transmisji, na podstawie których cena wykupu dostępu do jednego meczu wynosiłaby 8 zł.

Kluby otrzymywałyby wówczas po 2 złote, ale pod warunkiem, że zostałoby wykupionych 160 transmisji.

Ale to nie jedyna kwestia, która będzie omawiana na konferencji. Z naszych informacji wynika, że odbędzie się też głosowanie w kwestii zawieszenia rozgrywek na kilkanaście dni. Ma to oczywiście związek z faktem, iż w niektórych polskich klubach kilku zawodników i trenerów zmaga się z koronawirusem.

Warto też wspomnieć, że przedstawiciele niektórych klubów niezbyt przychylnie zapatrują się na najbliższe zgrupowanie reprezentacji Polski, które ma się odbyć na początku listopada. Z naszych informacji wynika, że pozwolą zawodnikom wyjechać na konsultację szkoleniową, jeśli związek pokryje koszty testów wykonanych zarówno przed, jak i po zakończeniu zgrupowania.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna Wideo

Stadion znowu eksplodował

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W sobotę GieKSiarze wyglądali imponująco na trybunach i murawie, a stadion (kolejny już raz) eksplodował w 90. minucie. Nowa Bukowa zgromadziła prawie 12,5 tys. fanów, a do Katowic zawitała też liczna grupa sympatyków Cracovii ze swoimi zgodami. Zapraszamy do materiału wideo, na którym zarejestrowaliśmy doping kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Oceny za wyszarpanie z Cracovią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do zapoznania się z ocenami za emocjonujący mecz z Cracovią, końcowo wygrany 3:2. Waszym MVP został Ilja Szkurin dzięki zdobyciu 30,4% głosów.

Gabriel Kobylak (4-) – Czy miał dużo pracy? Ależ skąd, Cracovia oddała trzy celne strzały, a i w rozegraniu do tyłu niezbyt przeszkadzała. Zasadniczo nie mógł nic poradzić na stracone bramki, może gdyby akurat idealnie wyczuł napastnika i podjął jakąś decyzję w ciemno – po prostu były to tak zwane „stuprocentowe sytuacje”.

Pau Resta (4-) – Świetne podanie już w drugiej minucie zostało przyćmione przez jego przegrane walki powietrzne w drugiej połowie meczu.

Lukas Klemenz (4-) – Bardzo pewnie wyglądał jako środkowa postać naszego bloku obronnego, zresztą jego mocne strony najlepiej pasują właśnie do tej pozycji. Może istnieje jeszcze margines do poprawy w komunikacji z pozostałą dwójką, ale po dwóch latach gry na boku tej formacji to w pełni zrozumiałe. Blisko był wpisania się na listę strzelców, zabrakło nieco szczęścia.

Alan Czerwiński (3) – Był aktywnym i dobrze odnajdywał się tam, gdzie powinien się znaleźć w danym momencie. Nie wychodziło mu co prawda idealnie wykręcanie liczb już na pozycji, ale nie można mu odebrać zaangażowania.

Marcin Wasielewski (3) – Zdecydowanie nie jest to Marcin Wasielewski w formie 'Top’, podobnie jak u Alana Czerwińskiego – prawa flanka nie miała swojego najlepszego dnia. Dzięki niemu cieszyliśmy się z rzutu karnego, nieustępliwie chciał wedrzeć się w szesnastkę i opłaciło mu (i nam) się to.

Mateusz Kowalczyk (4+) – Wrzut z autu na początku spotkania zaskoczył nie tylko nas, także Cracovia nie była przygotowana na taki wariant: ciekawe, czy musiał uzyskać pozwolenie na zostanie trebuszem. Razem z Łukasiakiem szczelnie zamknęli środek pola, jak zwykle dobrze widzieć takiego walczaka na murawie.

Kacper Łukasiak (4) – Cały czas drzemie w nim potencjał i momentami potrafi pokazać swój arsenał, choć czasami brakowało mu decyzji o ułamek sekundy szybszej. Dobrze zastawiał się z piłką i prowokował rywali do pressingu, otwierając tym pozostałe części boiska.

Mateusz Wdowiak (4+) – Ten rogal z pierwszej połowy zasługiwał na skończenie w siatce. Takich wahadłowych chce się oglądać.

Bartosz Nowak (4+) – Ależ z energią wyszedł na to spotkanie, spokojnie mógłby dopisać sobie o bramkę i asystę więcej. Szczęście mu tym razem nie sprzyjało, a cieszy także więcej decyzji o oddawaniu strzału.

Szymon Bartlewicz (4) – Oby skurcz złapany w jego ostatniej akcji został do końca wyleczony w przerwie na reprezentację. Pokazał, że chce zostawić serce na boisku, kolejny piłkarz, dla którego nie ma straconych piłek.

Ilja Szkurin (5, MVP) – Ponownie wygrał nam mecz. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest najlepszym napastnikiem na świecie… po 90. minucie. Prawdopodobnie przy odrobinę lepszych decyzjach mógł strzelić bramkę już wcześniej.


Marcel Wędrychowski (4-) – Nie był kluczową postacią tego meczu, choć widać u niego chęć walki na boisku.

Erik Jirka (brak oceny) – Po jego wejściu Cracovia znajdowała mniej okazji na flance.

Bartosz Wolski (brak oceny) – W końcówce pokazał dokładnie to, czego od niego można oczekiwać – zagranie długiej piłki z perfekcyjną precyzją.

Marius Olsen (brak oceny) – Jego wyskok utrzymał przy życiu akcję na 3:2.

Borja Galan (brak oceny) – Zmiana w końcówce skutkująca asystą i kluczową akcją w defensywie? Ciężko oczekiwać więcej od występu trwającego kilka minut.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga