Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mass mediów: Rozgrywki ligowe w cieniu koronawirusa…
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
W minionym tygodniu koronawirus pokrzyżował plany rozegrania spotkań przez piłkarzy oraz hokeistów. Piłkarze nie zagrali w 9 kolejce w meczu z Błękitnymi Stargard. Hokeiści z kolei doczekali się odwołania/przełożenia kolejnych spotkań z Zagłębiem i Stoczniowcem. Piłkarki na boisko wrócą w przyszły weekend, po przerwie reprezentacyjnej, w sobotę 31 października wyjazdowym spotkaniem z liderem Czarnymi Sosnowiec.
Przekładanie spotkań dotknęło również siatkarzy: z dwóch zaplanowanych na ten tydzień spotkań (z ZAKSĄ i Vervą), rozegrano tylko jeden, wyjazdowy z Vervą. GieKSa, pomimo dobrego pierwszego seta, całe spotkanie przegrała 1:3. Na ten tydzień siatkarze mają zaplanowane dwa spotkania: jutro (20.10), zaległe z MKS-em Będzin i w sobotę (24.10) ze Skrą Bełchatów (planowe z 9 kolejki).
PIŁKA NOŻNA
gs24.pl – Koronawirus w drużynie Błękitnych Stargard. Mecz z GKS Katowice odwołany
Piłkarze Błękitnych Stargard nie udadzą się na wyjazdowy mecz z GKS Katowice w II lidze. Powodem jest pozytywny przypadek koronawirusa w drużynie gości.
[…] Najnowszy przypadek dotyczy Błękitnych Stargard. Jeden z młodszych piłkarzy, znajdujących się w kadrze pierwszego zespołu, otrzymał pozytywny wynik badań na obecność koronawirusa. Przez co cały zespół zmuszony był przejść na kwarantannę, a weekendowe spotkanie z GKS zostało odwołane.
tylkokobiecyfutbol.pl – Czy koronawirus sparaliżuje Ekstraligę?
Niestety. Przed zgrupowaniem seniorskiej reprezentacji mamy jeden pozytywny wynik testu na koronawirusa. Wykryto go u Katarzyny Daleszczyk z AZS UJ Kraków. Teraz powinno to pociągnąć za sobą badania w całym zespole Jagiellonek. Co za tym idzie ostatnich dwóch rywali krakowskiego zespołu, czyli Lotos Gdańsk i Czarni Sosnowiec powinny zostać również przebadane.
Czekamy na reakcję PZPN-u, czy komunikaty klubów. Teraz trzeba działać. Nie możemy sobie pozwolić na kolejny lockdawn już na jesieni.
Co, gdy pojawią się kolejne zakażenia ? Do końca jesieni pozostaną nam cztery mecze – dwa w Ekstralidze i dwa w Pucharze Polski. Oby do końca roku udało się je rozegrać, bez perturbacji.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice wraca bez Firleja i Nowosielskiego
W ostatnim czasie o terminarzu PlusLigi najbardziej decydował koronawirus. Informacje o zakażeniach w kolejnych zespołach łączyły się z tymi o konieczności odwoływania spotkań i ustalaniu nowych terminów. Na szczęście powoli kluby zaczynają wracać do pracy, we wtorek na siłowni mogli spotkać się zawodnicy GKS-u Katowice, choć jeszcze nie w komplecie. Brakuje Jana Firleja i Jakuba Nowosielskiego.
Drużyna GKS-u Katowice wróciła w dniu 13 października do regularnego treningu po okresie kwarantanny wynikającym z wykrycia w zespole przypadków zachorowania na koronawirusa COVID-19 – poinformował oficjalnie katowicki klub.
W zajęciach uczestniczy dziesięciu zawodników. Na tę chwilę obaj rozgrywający, Jan Firlej i Jakub Nowosielski, z powodów zdrowotnych nadal nie mogą dołączyć do treningów drużyny. Mimo to zespół GKS-u Katowice kontynuuje przygotowania do nadchodzących spotkań PlusLigi.
Przełamanie warszawian w jedynym meczu 8. kolejki
Verva Warszawa Orlen Paliwa w ramach 8. kolejki podejmowała GKS Katowice. Chociaż katowiczanie lepiej weszli w mecz, wygrywając inauguracyjną odsłonę 25:21, w kolejnych to gospodarze dyktowali warunki. Dla stołecznej ekipy był to pierwszy wygrany mecz po zakończeniu kwarantanny.
[…]Katowiczanie otworzyli spotkanie bardzo dobrą grą w bloku, co dało im przewagę (4:2). Siatkarze GKS-u utrzymywali prowadzenie, dopiero mocny atak Piotra Nowakowskiego i skuteczny blok pozwolił gospodarzom doprowadzić do wyrównania (10:10). Między zespołami wywiązała się zacięta walka punkt za punkt, atakujący nie wstrzymywali ręki i nie popełniali błędów (16:16). Kończące akcję uderzenie Jakuba Szymańskiego i dotknięcie siatki przez warszawian pozwoliło podopiecznym trenera Grzegorza Słabego uzyskać przewagę (19:17). W końcówce as serwisowy Jakuba Jarosza i pojedynczy blok Emanuela Kohuta na Arturze Szalpuku przyczyniły się do powiększenia prowadzenia katowiczan, którzy zwyciężyli 25:21 po zepsutej zagrywce Jana Króla.
Podrażnieni porażką w pierwszej partii warszawianie mocno otworzyli drugą, głównie dzięki efektownym atakom Bartosza Kwolka i dobrej postawie w bloku (10:1). Przyjezdnym brakowało skuteczności na siatce, popełniali też bardzo dużo prostych błędów i ciężko przychodziło im zdobywanie punktów (5:13).
[…] Siatkarze GKS-u nie byli w stanie zagrozić przeciwnikom w tym secie, pojedyncze skończone ataki Wiktora Musiała i as serwisowy Kamila Drzazgi to było za mało, by zdołali odrobić nawet część strat (8:21). Seta zakończył Jakub Ziobrowski zdobywając punkt bezpośrednio z zagrywki (25:11).
Początek trzeciej partii był wyrównany, po stronie Vervy błędów w ataku nie popełniał Ziobrowski, a po stronie GKS-u Kohut (6:6). Dopiero mocne uderzenie Kamila Kwasowskiego i pomyłka Bartosza Kwolka dały katowiczanom przewagę (9:7). Gospodarze nie poddawali się, na boisku wywiązała się zacięta walka, a po bloku na Kwasowskim na tablicy wyników widniał remis (13:13). Chwilę później na prowadzeniu byli warszawianie dzięki skuteczności na kontrze (17:14). Mocne ataki Miłosza Zniszczoła na środku pozwoliły podopiecznym trenera Słabego doprowadzić do wyrównania (19:19). W końcówce zablokowany został Szymański, a Artur Szalpuk popisał się dwoma efektownymi uderzeniami z lewego skrzydła i zakończył seta na korzyść Vervy (25:22).
Od początku czwartej partii skutecznie atakował Bartosz Kwolek, natomiast katowiczanie popełnili kilka błędów, dzięki czemu warszawianie objęli prowadzenie (6:3). Mocne uderzenia Kohuta i Jarosza pozwoliły przyjezdnym odrobić część strat (8:9), jednak przy zagrywce Kwolka i za sprawą czujnego bloku Piotra Nowakowskiego podopieczni trenera Andrei Anastasiego ponownie zwiększyli dystans (16:10). Siatkarze GKS-u popełniali zbyt wiele błędów na zagrywce i mieli trudności ze skończeniem pierwszej akcji, natomiast warszawianie dobrze spisywali się w obronie, a kontry wykorzystywał Kwolek (21:14). Katowiczanie nie byli w stanie zagrozić gospodarzom, w końcówce efektownym zagraniem popisał się duet Kwolek-Nowakowski, przyjmujący Vervy dodatkowo zanotował punktowy blok, a autowy serwis Adriana Buchowskiego zakończył mecz (25:16).
Verva Warszawa Orlen Paliwa – GKS Katowice 3:1 (21:25, 25:11, 25:22, 25:16)
HOKEJ
hokej.net – Dwumeczowy postój?
Wszystko wskazuje na to, że hokeiści GKS-u Katowice będą mieli wolny weekend. W zespole GieKSy kilku zawodników jest chorych i ma niepokojące objawy.
Podopieczni Piotra Sarnika w piątek mieli zmierzyć się z Zagłębiem Sosnowiec i to spotkanie stanęło pod ogromnym znakiem zapytania.
Z naszych informacji wynika, że decyzja o tym, czy mecz ostatecznie dojdzie do skutku, zapadnie jutro. Hokejowa centrala czeka na szczegółowe informacje od katowickich działaczy.
Na pewno do skutku nie dojdzie niedzielne spotkanie ze Stoczniowcem Gdańsk.
– Gdańszczanie zapowiedzieli nam, że nie przyjadą na mecz – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GieKSy.
Sprężarka znów zepsuta. Powrót na Jantor?
Niestety serial o sprężarce mrożącej lód w „Satelicie” – małej hali Spodka – trwa. Urządzenie przestało działać. Na tafli lodowiska stoi woda – informuje katowickie wydanie „Gazety Wyborczej”.
Sprężarka, którą miasto naprawiło za ponad 58 tysięcy złotych, niestety ponownie odmówiła posłuszeństwa. Niewykluczone, że zniszczeniu ulegną reklamy, które znajdowały się na betonowej płycie lodowiska.
– Będziemy wyjaśniać, dlaczego tak się stało, a podmiotem naszych pytań będzie firma, która serwisowała sprężarki. Dziś nie potrafię odpowiedzieć, kto zawinił i dlaczego sprzęt nie działa – powiedziała na łamach „Gazety Wyborczej” Ewa Lipka, rzeczniczka prasowa UM w Katowicach.
Miasto podjęło decyzję, że nasz czas rozwiązania problemu lód w Spodku będzie mrozić zewnętrzna sprężarka tymczasowa.
Spory problem może mieć zespół GKS-u Katowice, który obecnie przebywa w izolacji. Jeśli usterka nie zostanie naprawiona, klub z alei Korfantego ponownie przeniesie się na Jantor. Sęk w tym, że obsługa tej tafli przebywa na razie na kwarantannie.
TYLKO U NAS. Przerwanie rozgrywek na dwa tygodnie?
W poniedziałek odbędzie się wideokonferencja przedstawicieli klubów, na której zostanie omówiona propozycja obniżki cen dostępów do transmisji internetowych. Ale nie jest to jedyna kwestia, która zostanie omówiona.
– W odpowiedzi na sytuację epidemiologiczną i związane z tym obostrzenia oraz biorąc pod uwagę prośby kibiców, Polska Hokej Liga zwróciła się do klubów z propozycją nowych zasad transmisji – tymi słowami rozpoczyna się oficjalny komunikat hokejowej centrali.
Obecnie jednorazowy dostęp do transmisji kosztuje 16 złotych, a z tej kwoty po 4 złote otrzymują oba kluby.
Władze PHL, na czas rozgrywania meczów bez udziału publiczności, zaproponowały klubom wprowadzenie nowych zasad transmisji, na podstawie których cena wykupu dostępu do jednego meczu wynosiłaby 8 zł.
Kluby otrzymywałyby wówczas po 2 złote, ale pod warunkiem, że zostałoby wykupionych 160 transmisji.
Ale to nie jedyna kwestia, która będzie omawiana na konferencji. Z naszych informacji wynika, że odbędzie się też głosowanie w kwestii zawieszenia rozgrywek na kilkanaście dni. Ma to oczywiście związek z faktem, iż w niektórych polskich klubach kilku zawodników i trenerów zmaga się z koronawirusem.
Warto też wspomnieć, że przedstawiciele niektórych klubów niezbyt przychylnie zapatrują się na najbliższe zgrupowanie reprezentacji Polski, które ma się odbyć na początku listopada. Z naszych informacji wynika, że pozwolą zawodnikom wyjechać na konsultację szkoleniową, jeśli związek pokryje koszty testów wykonanych zarówno przed, jak i po zakończeniu zgrupowania.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.


Najnowsze komentarze