Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd doniesień mediów: Rozstania i wzmocnienia. „Na rynku transferowym będziemy działać bardzo rozważnie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Władze Katowic pochwaliły się osiągnieciami poszczególnych sekcji w bieżącym sezonie. W ramach dwudziestej kolejki rozgrywek Ekstraligi piłkarki pokonały na wyjeździe Medyka Konin 2:0 (0:0). Do zakończenia rozgrywek pozostały dwie rundy spotkań – w pierwszej z nich, za tydzień w niedzielę GieKSa zagra z Rekordem Bielsko–Biała. Mecz rozpocznie się o godzinie 10:15 na boisku Podlesianki. Piłkarze, rozegrali wyjazdowe spotkanie w przedostatniej kolejce rozgrywek. GieKSa wygrała 2:1 (1:0) z Koroną Kielce. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Ostatnią rundę rozgrywek drużyny Fortuna I Ligi rozpoczną w niedzielę (22 maja) o godzinie 12:40. GieKSa zmierzy się z mający aspiracje barażowe ŁKS-em.

Po zakończeniu rozgrywek w PlusLidze przez siatkarzy GieKSy podpisywane są umowy zmieniające terminy ważności kontraktów. W minionym tygodniu przedłużono umowy z Jakubem Szymańskim i Marcinem Kania.

Po zakończeniu rozgrywek w PHL trwają pierwsze rozmowy na temat nowych kontraktów dla zawodników. Ostatnio z GieKSą, w mediach społecznościowych, pożegnał się Patryk Wronka, który podpisał kontrakt z Cracovią. Mateusz Michalski złożył wypowiedzenie kontraktu, prawdopodobnie otrzymał propozycję gry w Cracovii. Z GieKSą rozstał się również Carl Hudson. Według słów Rocha Bogłowskiego działacze GieKSy będą bardzo rozważnie działać ws transferów.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: To był bardzo udany sezon. Miasto chwali się sukcesami swojego sztandarowego klubu

Władze miasta pochwaliły się wynikami osiągniętymi w ostatnim sezonie przez wszystkie sekcje GKS Katowice. Rezultaty katowickich hokeistów, siatkarzy, piłkarzy i piłkarek oraz szachistów zadowoliły właściciela klubu, a przy okazji udało się też zmniejszyć o kilka milionów w skali roku koszty funkcjonowania wielosekcyjnej GieKSy.

– Miasto od lat buduje tę markę, bo z GKS identyfikuje się wielu mieszkańców Katowic, a klub ma także swoich sympatyków także poza jego granicami. Inwestujemy w obiekty sportowe czego najlepszym dowodem jest budowa nowego Stadionu Miejskiego przy ul. Upadowej. Udało się ustabilizować sytuację finansową klubu, a także rozwija się szkolenie dzieci i młodzieży, na czym nam bardzo zależało. To pokazuje, że decyzje personalne były trafione i postawienie na czele klubu prezesa Marka Szczerbowskiego było dobrym posunięciem – powiedział Bogumił Sobula, pierwszy wiceprezydent Katowic.

Radości z ostatnich wyników GKS nie ukrywał drugi z wiceprezydentów miasta Waldemar Bojarun.

– Największy sukces odnieśli oczywiście hokeiści, którzy zdobyli pierwszy tytuł mistrza Polski dla Katowic od 52 lat. Siatkarze po raz pierwszy w historii swoich występów w PlusLidze awansowali do play off, Piłkarze rok wcześniej awansowali do I ligi, a teraz spokojnie się w niej utrzymali i nie musieliśmy drżeć o to do ostatniej kolejki, a piłkarki zajęły czwarte miejsce w kraju, co jest najlepszym wynikiem w historii tej sekcji. Szachiści są wicemistrzami Polski, a o wynikach naszego zawodnika Jana-Krzysztofa Dudy głośno jest w całym świecie. Te sukcesy to był wysiłek całego miasta – stwierdził Bojarun.

Tytuł mistrza Polski wywalczony przez hokeistów mocno przeżył Marek Szczerbowski.

– Od urodzenia mieszkam naprzeciw Satelity, a pierwszy raz na meczu hokeistów pojawiłem się w 1982 r. jak miałem 11 lat. Przez wszystkie te lata marzyłem, żeby GKS zdobył złoty medal i teraz w końcu się to spełniło. Tylko ktoś kto tyle czekał na tego mistrza wie jaka to jest radość. W dodatku ten wspaniały sukces został osiągnięty pod okiem trenera Jacka Płachty, katowiczanina, którego doskonale pamiętam jeszcze z czasów, gdy był u nas hokeistą – powiedział prezes GKS Katowice.

Kibice Gieksy zastanawiają się, gdzie klub będzie rozgrywał swoje mecze w Hokejowej Lidze Mistrzów. Decyzja w tej sprawie zapadnie dopiero po losowaniu grup CHL, które odbędzie się 25 maja w Tampere, bo wtedy poznamy dokładne terminy domowych spotkań katowiczan w tych rozgrywkach.

W tym roku miasto przeznaczy na GKS sumę 17,5 mln zł, a w przyszłym klub może liczyć na podobną kwotę. Trzy lata temu GKS wydawał 25-26 mln zł na rok, a teraz kilka milionów mniej, choć niemal wszystkie ceny wzrosły.

– W liście skierowanym do prezydenta Marcina Krupy członkowie Klubu Biznesu GKS zadeklarowali wsparcie klubu, więc my mówimy teraz sprawdzam. Przygotowujemy pakiety sponsorskie i liczymy, że odzew na nie będzie na miarę emocji zawartych w tym liście. Nie podoba nam się zachowanie części kibiców, którzy w kwietniu wywołali burdy na stadionie na Bukowej i zamierzamy mocno dać wyraz temu, że nie zgadzamy się w naszym mieście na takie rzeczy – dodał Sobula.

Jak poinformował wiceprezes klubu Łukasz Czopik w Wielosekcyjnej Akademii „Młoda Gieksa” ćwiczy obecnie 600 młodych sportowców, a w akcji „Serduszko GieKSy” regularnie bierze udział ponad 500 katowickich przedszkolaków. Zakończą ją igrzyska przedszkolaków, a od września „Serduszko GieKSy” będzie kontynuowane na jeszcze większą skalę.

 

lajt.lm.pl – Oliwia Szymczak nie zatrzymała GKS-u Katowice. Medyk z kolejną porażką

Niezła pierwsza połowa i popisy bramkarskie Oliwii Szymczak w drugiej części gry – tak w skrócie można podsumować dzisiejsze spotkanie.

Od początku więcej z gry miały katowiczanki, natomiast nie powodowało to wielkiego zagrożenia dla Oliwii Szymczak. Medyczki odpowiedziały tak naprawdę tylko jednym, ale za to soczystym uderzeniem z dystansu w poprzeczkę Liwii Lizik. W rezerwach regularnie decyduje się na takie zagrania, co czasami daje efekt w postaci bramek. Uprzedzając fakty – ona i Szymczak w konińskim zespole spisały się dzisiaj najlepiej.

Po przerwie sygnał do ataku dała Anna Gawrońska jednak z jej uderzeniem poradziła sobie Kinga Seweryn. Odpowiedź gości była niemal natychmiastowa. W 50. minucie w polu karnym Olga Zubczyk trafiła w nogi Klaudii Maciążki. I faul oczywiście był, natomiast poprawnie do tej pory prowadząca zawody Karolina Bojar-Stefańska tego nie widziała i zareagowała dopiero po krzyku napastniczki z Katowic. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podeszła Marlena Hajduk i okazję zamieniła na gola.

Potem koninianki próbowały jeszcze coś wskórać pod bramką rywalek, ale strzał Karliny Miksone to było zdecydowanie za mało. W 81. minucie Klaudia Maciążka zdecydowała się na uderzenie przy bliższym słupku. Piłka odbiła się od głowy Anastasiji Rocane, zmyliła Oliwię Szymczak i GKS prowadził już 2:0. W innych akcjach bramkarka Medyka pokazała swoje umiejętności, kilkukrotnie broniąc strzały rywalek. Nie dała się oszukać m.in. w sytuacjach sam na sam z Klaudią Maciążką, czy Nikolą Brzęczek. Honorowego gola próbowała strzelić jeszcze Hanna Skryhanava, ale jej uderzenie z przewrotki padło łupem golkiperki gości.

 

sportdziennik.com – Rafał Górak: Wykonaliśmy trzyletni plan

Rozmowa z Rafałem Górakiem, trenerem GKS-u Katowice.

GieKSa utrzymała się w pierwszej lidze. Jakie w związku z tym towarzyszą panu przemyślenia?

Rafał GÓRAK: – W piątek okazało się, że GKS Katowice w tym sezonie zrealizuje plan, który nazywa się utrzymanie w pierwszej lidze. Dla mnie to moment trochę refleksyjny. Skończył się 3-letni plan, który miałem w głowie zero-jedynkowo, gdy wróciłem do GKS-u po spadku, zastając klub w drugiej lidze. Wtedy założyliśmy, że awansujemy do pierwszej i go w tej lidze utrzymamy. To był pierwszy, duży, ważny plan na to wszystko. Być może teraz otwierają się wrota do tego, by wykorzystać ten czas, doświadczenie i momenty, które mamy za sobą. Moim zdaniem zrobiliśmy bardzo dużo – dzięki zawodnikom, których miałem przyjemność przez te trzy lata prowadzić, dzięki zaangażowaniu ludzi nade mną. To było ogromne wsparcie i ogromna praca w kierunku tego, by GKS wrócił do pierwszej ligi i tę ligę dla Katowic nadal miał.

Czy wiadomość o pewnym utrzymaniu wpłynęła na kształt składu na derby z Jastrzębiem?

Rafał GÓRAK: – Nie. Rozumiem, że weryfikacją jest mecz, ale my chcemy zawsze wygrywać. Coś na pewno w dwóch ostatnich kolejkach w składzie się wydarzy, ale nie będzie to żaden huragan, który wywróci drużynę do góry nogami. Ona ma swój trzon, podstawy.

Jastrzębiu strzelaliście gole po stałych fragmentach gry. Pierwszy raz rzut karny egzekwował Filip Szymczak.

Rafał GÓRAK: – Chyba wykonywaliśmy dotąd najmniej karnych ze wszystkich drużyn w lidze. Wcześniej strzelał Arek Jędrych. Wyznaczonych mamy trzech zawodników, daję chłopakom dowolność. Widocznie ten, kto był numerem 1, oddał Filipowi piłkę uznając, że w młodości siła. Satysfakcja z tego, że strzelamy po stałych fragmentach, jest duża. Szczególnie ta pierwsza bramka, po rzucie wolnym, była poprzedzona modelowym rozegraniem. Szacunek dla chłopaków, super to zrobili. Z gry też jednak trzeba umieć strzelić. Mieliśmy sytuacje, nie wpadło, a gdyby wpadła jeszcze jedna czy dwie, to wcale bym się nie obraził.

Utrzymanie to sukces czy obowiązek?

Rafał GÓRAK: – Ktoś oczywiście powie – z przekąsem, jak zwykle w Katowicach – „ach, utrzymanie to był wasz obowiązek”. To żadna prawda, tylko i wyłącznie czcze gadanie. W tej lidze bardzo trudno jest się utrzymać, bardzo trudno w niej walczyć. W sobotę graliśmy z GKS-em Jastrzębie, który spada. Pamiętam, gdy po powrocie do GieKSy graliśmy z Jastrzębiem sparing, wtedy ta drużyna zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Powiedziałem swoim zawodnikom – a media to podchwyciły – że „gdyby to jadł pies, to by zdechł”. I że jeśli kiedyś będziemy grać tak, jak Jastrzębie, to znaczy, że jesteśmy pierwszoligowcami pełną gębą. Zrobiliśmy przez ten czas masę pracy, z czego bardzo się cieszę. Teraz jest nowe otwarcie. Zobaczymy, jakimi kolorami będzie pisało to wszystko, co przed nami. Oby zawsze było dobrze, a na razie wykonany został 3-letni plan.

Kiepski start, multum traconych goli, wrzesień kończony na dnie tabeli. Wiosną – trzy domowe porażki, zamknięcie trybun przy Bukowej, średni klimat wokół klubu i kibice niezadowoleni z funkcjonowania spółki mimo hokejowego mistrzostwa. Chyba rzeczywiście można odnieść wrażenie, że to był sezon, w którym można było spaść?

Rafał GÓRAK: – Po 10 meczach mieliśmy 7 punktów i 23 stracone bramki. Znaleźliśmy się na samym dnie tabeli. Jako drużyna i sztab stanęliśmy na wysokości zadania, pozmienialiśmy pewne kwestie, odbywało się to wszystko bardzo dynamicznie. Od 11. kolejki znaleźliśmy się w całkowicie innym miejscu (licząc tabelę za okres od października do dziś, lepiej od GieKSy punktują tylko 3 zespoły – dop. red.). To istotne. A klimat… W Katowicach, w sporcie, wydarzyło się w tym roku sporo. Gdzie się spojrzy, to jest wiele dobrego. W hokeju, w piłce też. To nasz ogromny sukces, że jesteśmy, gdzie jesteśmy – pamiętając, z jakiego punktu startowaliśmy. Komuś może się wydawać, że z drugiej ligi łatwo awansować, ale niejedni jeszcze na tych rozgrywkach się rozjadą. Każdy awans jest bardzo trudny. Nie chcę nikogo pouczać, bo jestem tylko i wyłącznie trenerem sekcji piłki nożnej w GKS-ie Katowice i wiem, jaka jest moja rola. Chcę, by przynosiła kibicom satysfakcję, byłbym bardzo szczęśliwy, by cały klub był radosny. Trochę mnie martwi, co się dzieje. Pusty stadion to zawsze temat przygnębiający. Trzeba się bardzo mocno zreflektować.

Byliście w stanie wytrzymać ciśnienie w newralgicznych momentach – przede wszystkim wygrać dwa razy ze Stomilem, mając niełatwy okres.

Rafał GÓRAK: – W ostatnim czasie mecze istotne, kluczowe, drużyna wygrywała. Było kilka takich momentów, kiedy czuliśmy, że musimy zwyciężyć, bo to nam bardzo pomoże. Ważne, że zespół stawał na wysokości zadania. Być może odwracamy trend, bo kiedyś GKS te ważne mecze przegrywał. Ale to, co w przeszłości, zostawmy kronikarzom.

Przed wami ważne okienko, zwłaszcza że do Lecha Poznań wróci Filip Szymczak, a trzeba się liczyć z odejściem do ekstraklasy innego czołowego młodzieżowca Patryka Szwedzika. Jak sprawić, by GieKSa nie była słabsza, a silniejsza?

Rafał GÓRAK: – Chyba na tyle znacie dyrektora Góralczyka, by wiedzieć, że praca wre cały czas. Myślimy o tym, co w przyszłym sezonie. Chcemy pomóc drużynie, by wycisnąć z niej to, co najlepsze. Akurat przepis o młodzieżowcu jest bardzo niewdzięczny, totalnie sztuczny i nikt nigdy mnie nie przekona, że jest dobry. Nie chodzi o to, czy ktoś stawia na młodzież, czy nie. Ja nigdy nie bałem się grać młodymi ludźmi, ale ważne mają być umiejętności, nie rocznik czy przynęta w postaci niemałych pieniędzy. To nie jest OK, ale zostawmy to. Pracujemy nad tym, by w przyszłym sezonie wykorzystać ogromne doświadczenie z tego obecnego, który jest totalną weryfikacją. Musimy podjąć wiele decyzji personalnych i przygotować zespół do nowych rozgrywek.

Nim one nadejdą, przed wami jeszcze dwie kolejki, rozegracie je z atrakcyjnymi rywalami.

Rafał GÓRAK: – Mamy przed sobą fajne dwa egzaminy: w Kielcach i u siebie z ŁKS-em. To drużyny, które mierzą w coś więcej. Takie właśnie były te rozgrywki: albo walczyłeś na dole, albo o coś więcej. Chciałbym, byśmy w tych dwóch meczach uszczknęli punkty faworytom i pokazali, że pracujemy nad tym, co będzie w przyszłości.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Damian Musiak: przekrój sezonu pokazuje, że wykonaliśmy dobrą robotę

– Nie doszło do scenariusza, w którym dobrze zaczęliśmy sezon, by potem pozwolić, by coś nam na sam koniec uciekło. Przekrój całego sezonu pokazuje, że wykonaliśmy dobrą robotę – ocenił drugi trener siatkarskiej GieKSy Damian Musiak.

3 grudnia 2021 roku, wyjazdowe spotkanie w Kędzierzynie-Koźlu. Dowiaduje się pan, że z powodów zdrowotnych na ławce zabraknie Grzegorza Słabego i będzie musiał pan go zastąpić. To była najbardziej stresująca chwila w całej dotychczasowej pracy w siatkówce?

Damian Musiak: – Ciężko porównać takie doświadczenie chociażby do początków mojej pracy w siatkówce i pierwszych meczów w roli statystyka albo do debiutu w kadrze narodowej podczas mistrzostw Europy czy świata. Każde doświadczenie czegoś po raz pierwszy jest momentem stresującym, natomiast faktycznie, kiedy dowiedziałem się w Kędzierzynie-Koźlu, że może zabraknąć trenera Słabego i będę musiał go zastąpić w roli pierwszego szkoleniowca podczas meczu, nie wiedziałem, jak się zachować. Głównie dlatego, że do meczu zostały zaledwie trzy godziny i trudno było mi się oswoić z taką myślą, przygotować się do niespodziewanej sytuacji. Trzeba było skoczyć na głęboką wodę, dlatego tak dużo emocji mi towarzyszyło w tamtych chwilach.

W minionym sezonie GKS Katowice musiał przejść przez wiele stresujących chwil i trudnych okresów, ale koniec końców osiągnął historyczny rezultat. Co było kluczowe do przezwyciężenia gorszych chwil?

– Początek sezonu był trudny przez różne wydarzenia, ale jak mówi znane powiedzenie: nieważne, jak zaczynasz, a ważne, jak kończysz. Moim zdaniem fakt, że druga część sezonu była zdecydowanie lepsza niż pierwsza, świadczy o pracy, jaką wykonaliśmy i że w końcowym wyniku nie było żadnego przypadku. Osiągnęliśmy jeden z najlepszych wyników w historii klubu i bardzo cieszymy się z faktu, że poradziliśmy sobie z trudnościami. Nie doszło do scenariusza, w którym dobrze zaczęliśmy sezon, by potem pozwolić, by coś nam na sam koniec uciekło. Przekrój całego sezonu pokazuje, że wykonaliśmy dobrą robotę.

Można powiedzieć, że czasem sprzyjały nam okoliczności, bo na przykład gdy brakowało nam Tomasa Rousseaux z powodów zdrowotnych, do gry wchodził Jakub Szymański, który grał na wysokim poziomie. A kiedy „Gelu” złapał kontuzję, do dobrej formy wrócił Tomas, co pomogło nam w lidze. Podstawą do poradzenia sobie z problemami było to, że stworzyliśmy fajną drużynę, która po prostu się lubiła i stanowiła jedność w trudnych momentach. Wiadomo, że od czasu do czasu przychodzą chwile, kiedy trzeba kogoś zastąpić albo podać komuś pomocną dłoń i członkowie zespołu wiedzieli, jak sobie wzajemnie pomagać.

[…] Utrzymaliście zdecydowaną większość zawodników na sezon 2022/2023, co jest bardzo dobrą wiadomością z punktu widzenia stabilizacji całej sekcji siatkówki w GKS-ie.

– Stabilizacja dla naszego klubu jest bardzo ważna, a nawet kluczowa z prostej przyczyny. Część klubów ma wysokie budżety, z którymi nie możemy konkurować, a to oznacza, że nie możemy sobie pozwolić na ryzyko w postaci decyzji transferowych, co do których nie jesteśmy w stu procentach przekonani albo które nie do końca przemyśleliśmy. Jedna-dwie takie nietrafione decyzje to może być dla nas wypadnięcie z walki o czołową ósemkę ligi. Udało nam się zatrzymać większą część zespołu, wiemy, czego się spodziewać po tych ludziach i jak pracować nad tym, by grali jeszcze lepiej. Klub odpowiednio wcześnie podjął rozmowy z zawodnikami i to dało dobry efekt, natomiast my postaramy się o wykorzystanie tego potencjału i wypracowanie jeszcze lepszego wyniku w kolejnym sezonie.

Naszą siłą w początkowym etapie kolejnego sezonu może być fakt, że drużyna jest oparta na dobrze znanych nam graczach i każdy będzie wiedział, co ma robić. Zakładam, że składy większości naszych rywali w lidze będą zdecydowanie różne od tych z ostatnich rozgrywek, co oznacza, że będziemy mieli przewagę zgrania w pierwszych tygodniach rywalizacji.

Do tej pory przed sezonami PlusLigi GKS Katowice był typowany do zajęcia miejsca w dolnych rejonach tabeli. Jest szansa, by się to zmieniło?

– Uważam, że potrzeba dużej odwagi, żeby przed sezonem wskazywać palcem drużyny, które mają spaść z ligi, a jeszcze większej, żeby po sezonie uderzyć się w pierś i przyznać, że nie miało się racji. Wiadomo, że z biegiem sezonu mało kto przywiązuje duża uwagę do takich ocen, natomiast mogą one podziałać mobilizująco na zawodników. Jeżeli słyszy się różne komentarze osób oceniających zespoły na podstawie samych nazwisk, to każdy ambitny gracz będzie chciał udowodnić, że jest zdecydowanie więcej wart, niż wskazują na to media. Do tej pory z każdych takich typowań wychodziliśmy obronną ręką i oby tak było nadal.

 

sportdziennik.com – W siatkarskiej GieKSie postawili na stabilizację

Marcin Kania i Jakub Szymański to kolejni zawodnicy, którzy zdecydowali się przedłużyć umowę na nowy sezon z katowickim klubem. Kadra zespołu liczy już ośmiu graczy.

Dla Kanii bieżące rozgrywki były pierwszymi w brawach GieKSy. Przyszedł z Aluronu CMC Warty Zawiercie, w której występował trzy lata. Z miejsca wywalczył miejsce w podstawowym składzie, tworząc parę środkowych z Piotrem Hainem. Wystąpił w 28 spotkaniach, w których zdobył 182 punkty (6,5 punktu w meczu), w tym 135 punktów atakiem, 38 blokiem i 9 zagrywką.

[…] Szymański w GKS występuje natomiast od 2019 roku i z roku na rok radził sobie coraz lepiej. W bieżących rozgrywkach był jednym z liderów drużyny. Jego dobrą grę zauważył też Nikola Grbić, nowy trener reprezentacji Polski. Powołał go do szerokiego składu na Ligę Narodów. Ostatecznie „odpadł” jako jeden z pierwszych, ale potwierdził, że już niedługo może być czołową postacią ligi na pozycji przyjmującego.

[…] W minionym sezonie Szymański wystąpił w 21 meczach, zdobywając 228 punktów.

Przypomnijmy, że wcześniej umowy z klubem przedłużyli rozgrywający Micah Ma’a, atakujący Jakub Jarosz i Damian Domagała, środkowy Piotr Hain oraz przyjmujący Gonzalo Quiroga i Tomas Rousseaux.

 

HOKEJ

hokej.net – Patryk Wronka żegna się z GieKSą

To jeden z najgorętszych transferów tego lata! Patryk Wronka, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, opuszcza GKS Katowice. 26-letni napastnik pożegnał się z kibicami w mediach społecznościowych i w ciągu najbliższych dni zostanie zaprezentowany w nowym klubie! Gdzie trafi „Wronczes”?

[…] Według naszych informacji, Patryk Wronka zostanie zawodnikiem Comarch Cracovii, która chce odzyskać tytuł mistrzowski oraz jako pierwszy polski zespół wyjść z grupy w Hokejowej Lidze Mistrzów.

 

Rozstania i wzmocnienia. „Na rynku transferowym będziemy działać bardzo rozważnie”

16 maja przygotowania do nowego sezonu rozpoczną hokeiści GKS-u Katowice. Wiemy już, że w składzie mistrzów Polski dojdzie do kilku zmian.

– Niemal od razu rozpoczęliśmy rozmowy o kształcie drużyny na kolejny sezon. Nie budujemy od zera, bo zarówno trener Jacek Płachta jak i część zawodników mają ważne kontrakty. Chcę podkreślić, że wszyscy kluczowi zawodnicy mistrzowskiej drużyny wskazani przez trenerów, którym kończyły się umowy, otrzymali propozycje pozostania w GKS-ie – wyjaśnił Roch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie.

[…] Z możliwości przedłużenia dotychczasowej umowy nie skorzystał Patryk Wronka, który nie przyjął też umowy nowego kontraktu. Wszystko wskazuje na to, że w ciągu najbliższych dni zostanie zaprezentowany jako nowy zawodnik Comarch Cracovii.

– Już najbliższe dni przyniosą pierwsze informacje kontraktowe na kolejny sezon. Na rynku transferowym będziemy jednak działać bardzo rozważnie. W ramach naszych możliwości budżetowych zależy nam na zbudowaniu zespołu, który godnie będzie reprezentował Katowice – podkreślił Roch Bogłowski.

Znany jest też już wstępny plan przygotowań do nowego sezonu. Zawodnicy będą realizować plany treningowe indywidualnie według specjalnie przygotowanych rozpisek.

– Treningi biegowe połączone z pracą na siłowni pozwolą wypracować odpowiednią formę fizyczną. Powrót na lód planowany jest na 1 sierpnia – czytamy na oficjalnej stronie internetowej mistrzów Polski.

 

Oficjalnie. Wronka dołączył do Comarch Cracovii

To z pewnością jeden z hitów transferowych tego lata! Patryk Wronka, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, przenosi się do Comarch Cracovii. 26-letni napastnik podpisał dwuletni kontrakt.

 

Michalski złożył wypowiedzenie. Czy zmieni klub?

Mateusz Michalski zamierza odejść z GKS-u Katowice. Reprezentant Polski wypowiedział kontrakt, ale szefostwo GieKSy nie chce tracić swojego zawodnika. 30-letni Michalski wypowiedział kontrakt, powołując się na jeden z zapisów w kontrakcie. Z argumentacją zawodnika nie zgadzają się katowiccy działacze. Widocznie zdają sobie sprawę z tego, że zawodnik znalazł się na celowniku Comarch Cracovii, która oferuje mu lepsze warunki niż katowicki GKS.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek. 

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie do złamania

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.

Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.

Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.

Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.

Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.

Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.

Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.

To był kolejny  tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.

Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.

I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.

Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.

Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.

Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.

Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.

No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.

Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.

Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.

Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.

Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.

Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga