Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mediów na temat GieKSy: Głosuj w plebiscycie „Złote Buki 2020”!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarki i piłkarze w dniu dzisiejszym rozpoczęli przygotowania do rundy wiosennej sezonu 2020/21. Już tylko do jutra można oddać głos na najlepszego sportowca i wydarzenie minionego 2020 roku wielosekcyjnej GieKSy.
W minionym tygodniu siatkarze rozegrali dwa spotkania z drużynami ze ścisłej czołówki ligowej: Jastrzębskim Węglem i ZAKSĄ Kędzierzyn – Koźle. Niestety rywale nie pozostawili złudzeń kto jest lepszy – oba spotkania nasza drużyna przegrała po 0:3. Kolejny mecz zespół rozegra 17 stycznia, w Katowicach, z Vervą Warszawa Orlen Paliwa. Hokeiści rozegrali trzy spotkania, z Ciarko STS Sanok, drużyna wygrała 6:1. W drugim spotkaniu zespół zmierzył się z Podhalem, z którym przegrał 1:2, a wczoraj wygrał z Cracovią 5:2.
PIŁKA NOŻNA
gkskatowice.eu – Głosuj w plebiscycie „Złote Buki 2020”!
Rozpoczyna się 13. edycja plebiscytu „Złote Buki”, w którym wybieracie najlepszych sportowców wielosekcyjnej GieKSy minionego roku. Zapraszamy do głosowania!
„Złote Buki” to tradycyjny plebiscyt organizowany przez Klub we współpracy z redakcją GieKSa.pl, w którym fani wybierają najlepszych sportowców poszczególnych sekcji reprezentujących barwy GKS-u Katowice. Wybierane jest także najważniejsze wydarzenie ostatnich 12 miesięcy.
W obecnej, już trzynastej edycji plebiscytu, można oddawać głosy w następujących kategoriach: „piłkarka roku”, „piłkarz roku”, „hokeista roku”, „siatkarz roku” oraz „wydarzenie roku”. W każdej z kategorii wyboru można dokonać spośród trzech nominacji. Ponadto wyróżnienie w naszym plebiscycie otrzyma najlepiej punktujący w szachowej Ekstralidze zawodnik Wasko Hetmana GKS-u Katowice.
Szansę na zdobycie drugiej statuetki Złotego Buka z rzędu mają piłkarka Kinga Kozak, piłkarz Adrian Błąd i hokeista Grzegorz Pasiut. Spodziewamy się wyrównanej i bardzo ciekawej rywalizacji o Wasze głosy w każdej kategorii. Jak zawsze szczególne emocje powinien wzbudzić wybór „wydarzenia roku”. Szansę na wyróżnienie mają podopieczni „Młodej GieKSy”, którzy wywalczyli awanse do CLJ, a także kibice naszego Klubu, którzy w pierwszych miesiącach pandemii koronawirusa w Polsce wykazali się trójkolorowymi sercami i wsparli najbardziej potrzebujących w tym trudnym czasie. Równie istotny był powrót do Klubu historycznych pamiątek, w tym sztandaru i figury Św. Barbary.
Głosować można na stronie zlotebuki.gkskatowice.eu od 7 do 12 stycznia. Laureatów głosowania przedstawimy w styczniu.
Lista wszystkich nominacji w plebiscycie „Złote Buki 2020”
Piłkarka roku: Zofia Buszewska, Kinga Kozak, Klaudia Maciążka
Piłkarz roku: Adrian Błąd, Arkadiusz Jędrych, Marcin Urynowicz
Siatkarz roku: Jan Firlej, Jakub Jarosz, Miłosz Zniszczoł
Hokeista roku: Patryk Krężołek, Grzegorz Pasiut, Filip Starzyński
Wydarzenie roku: awanse „Młodej GieKSy”, powrót historycznych pamiątek do Klubu, zbiórka kibiców GieKSy dla szpitali
SIATKÓWKA
polsatsport.pl – Jastrzębski Węgiel pewnie wygrał z GKS
W zaległym meczu z 10. kolejki PlusLigi Jastrzębski Węgiel pokonał GKS Katowice 3:0. Najwięcej emocji przyniosła pierwsza odsłona, zakończona rywalizacją na przewagi. Dwa kolejne sety zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem gospodarzy.
Pierwszy set przyniósł sporo emocji i kilka interesujących, zaciętych akcji. Przewaga przechodziła z rąk do rąk. Jastrzębianie prowadzili 6:4, by kilka chwil później przegrywać 6:8. Tak było do samego końca. Gospodarze przegrywali 21:23, ale odrobili traty. Po zepsutej zagrywce rywali GKS miał piłkę setową (24:23), ale w kolejnych akcjach jastrzębianie rozstrzygnęli seta na swoją korzyść. Jurij Gladyr zaatakował z krótkiej, następną akcję skończył Michał Szalacha, a w ostatniej Jakub Jarosz posłał piłkę w aut (26:24). Katowiczanie przegrali mimo lepszych statystyk w przyjęciu i ataku.
W drugiej odsłonie siatkarze Jastrzębskiego Węgla szybko wypracowali sobie przewagę (7:4). W dalszej części seta jeszcze ją powiększyli, nadając ton wydarzeniom na boisku. Dominowali w bloku, wykorzystali też słabszą skuteczność rywali w ofensywie. W końcówce kontrolowali sytuację. Punktowy blok przyniósł im piłkę setową, a ostatni punkt przyniósł im autowy atak rywali (25:18).
W początkowych fragmentach seta numer trzy oglądaliśmy wyrównaną grę obu ekip (6:6, 13:13). Jastrzębianie odskoczyli na kilka oczek, po asie serwisowym Rafała Szymury było 16:13. Rywale zdołali jeszcze złapać punktowy kontakt (17:16), ale gospodarze odpowiedzieli serią serią zwieńczoną blokiem Grzegorza Kosoka, który zdobył pierwszy punkt po powrocie do klubu z Jastrzębia-Zdroju. As serwisowy Tomasza Fornala przyniósł gospodarzom piłkę meczową (24:17), a punktowy blok zakończył tę konfrontację (25:18).
[…] W statystykach rzuca się w oczy dominacja jastrzębian w bloku (13–2)
[…] Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:0 (26:24, 25:18, 25:18)
16–0 siatkarzy ZAKSY! GKS nie zagroził liderowi PlusLigi
W zaległym meczu 7. kolejki PlusLigi Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała GKS Katowice 3:0. Siatkarze trenera Nikoli Grbicia odnieśli szesnaste zwycięstwo w tym sezonie i pozostają jedyną niepokonaną drużyną w ekstraklasie. Katowiczanie nie wykorzystali swojej szansy na wygraną w drugiej partii, w dwóch pozostałych pewnie triumfowali gospodarze.
Jedynie w początkowych fragmentach premierowej partii siatkarze GKS nawiązali z gospodarzami wyrównaną walkę (9:8). Później kędzierzynianie całkowicie przejęli inicjatywę. Dominowali w każdym elemencie, rozpoczynając od zagrywki (3–0 w całym secie), a kończąc na bloku (2–0). To przekładało się na wynik, który kształtował się po myśli ZAKSY (14:9, 20:12). Pomyłka rywali w ataku dała gospodarzom piłkę setową (24:15), a wynik na 25:16 ustalił Kamil Semeniuk.
Podrażnieni katowiczanie efektownie rozpoczęli drugą odsłonę (0:5). Wydawało się, że znaleźli sposób na faworytów, bo prezentowali się znacznie lepiej niż w pierwszym secie i długo utrzymywali wyraźną przewagę (9:14, 13:17). Kędzierzynianie ruszyli do odrabiania strat, ale po ataku Miłosza Zniszczoła GKS miał dwie szanse na skończenie seta (22:24). ZAKSA pokazała jednak klasę w kolejnych akcjach. Najpierw Jakub Kochanowski wcisnął piłkę na stronę rywali, w kolejnej akcji piłka po bloku kędzierzynian otarła się o plecy Adriana Buchowskiego i gospodarze doprowadzili do remisu (24:24). Gdy katowiczanie przebili atak Semeniuka w aut, ZAKSA pierwszy raz w tej partii uzyskała przewagę. Punktowy blok w kolejnej akcji oznaczał wynik 26:24 dla ZAKSY i koniec zabawy w tym secie.
Taki obrót sprawy mógł nieco osłabić morale katowiczan. Gospodarze wykorzystali to i szybko uzyskali przewagę w trzecim secie (7:3, 10:5). Grali skutecznie i konsekwentnie, a w końcówce kontrolowali sytuację, pewnie zmierzając po zwycięstwo. Trener Nikola Grbić rotował składem, dał pograć kilku rezerwowym zawodnikom. Bartłomiej Kluth wywalczył piłkę meczową asem serwisowym (24:15), a spotkanie zakończyła zepsuta zagrywka przyjezdnych (25:16).
[…] Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – GKS Katowice 3:0 (25:16, 26:24, 25:16)
HOKEJ
hokej.net – „GieKSa” na szóstkę
Hokeiści GKS Katowice pewnie pokonali Ciarko STS Sanok 6:1 w 25. kolejce Polskiej Hokej Ligi. Dwie bramki i asystę zanotował dla gospodarzy Jesse Rohtla, a dla gości pierwszą bramkę przeciwko „GieKSie” w tym sezonie po 165 minutach zdobył Marek Strzyżowski.
Zanim sędzia po raz pierwszy rzucił krążek na taflę włodarze katowickiego klubu oficjalnie pożegnali kończącego karierę Mikołaja Łopuskiego. Później wydarzenia potoczyły się jak w filmach Alfreda Hitchcocka – najpierw było trzęsienie ziemi, a później napięcie już tylko rosło.
Gospodarze zaczęli od mocnego uderzenia. Już w 13. sekundzie wynik spotkania otworzył Jesse Rohtla, dobijając krążek po solowej akcji Patryka Krężołka. Odpowiedź gości byłą niemal natychmiastowa: z niebieskiej potężnie uderzył Bogusław Rąpała, Marek Strzyżowski zmienił lot krążka i kiedy wydawało się że musi paść gol, na wysokości zadania stanął Maciej Kruczek, wybijając gumę z linii bramkowej. To podziałało na katowiczan jak płachta na byka. W 6. minucie zamknęli oni sanoczan w ich tercji obronnej; można było odnieść wrażenie, że „GieKSa” gra w przewadze. Pomimo kilku wyśmienitych okazji ani Patryk Krężołek, ani Mikael Kuronen nie potrafili znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Patrika Spěšnego. Później swoje okazje miał również Bartosz Fraszko, jednak bramkarz gości pokazał klasę i nie dał się pokonać. Pierwsza odsłona zakończyła się skromnym prowadzeniem klubu z Katowic.
Druga tercja rozpoczęła się od świetnej kontry gospodarzy: w sytuacji 2 na 1 Pasiut kapitalnie dograł do Mularczyka, lecz strzał młodego napastnika efektownym szpagatem wybronił Spěšný. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. W 31. minucie Jesse Rohtla sprytnie zmienił lot krążka po wrzutce Jyriego Martinena i na tablicy pojawił się wynik 2:0. Gospodarze poszli za ciosem i między 36. a 38. minutą dwukrotnie pokonali golkipera gości. Najpierw Dominik Nahunko otrzymał świetne podanie z narożnika i strzałem po lodzie spomiędzy bulików umieścił gumę przy słupku, a następnie Mateusz Michalski z chirurgiczną precyzją posłał krążek w okienko ponad odbijaczką Patrika Spěšnego. Goście z ulgą przyjęli syrenę kończącą drugą odsłonę, w której stracili aż trzy gole, nie będąc w stanie poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Juraja Šimbocha.
W trzeciej tercji sanoczanie od początku rzucili się do odrabiania strat, ale gospodarze wcale nie zamierzali być gorsi. Trzy minuty po wznowieniu gry Mateusz Michalski objechał bramkę gości, a jego podanie na gola zamienił Kamil Paszek. W 46. minucie padła honorowa bramka dla zespołu z Podkarpacia. Marek Strzyżowski celnym strzałem obok prawej nogi Šimbocha wykończył kontrę 2 na 1, kiedy goście grali w liczebnej przewadze po pierwszym wykluczeniu nałożonym na katowiczan. Warto w tym miejscu dodać, że było to pierwsze trafienie sanoczan w meczach z „GieKSą” w tym sezonie. To jednak było wszystko, na co było w tym starciu stać przyjezdnych. W 53. minucie gości ostatecznie dobił kapitan górniczego zespołu Grzegorz Pasiut. Napastnik gospodarzy dostał świetne podanie tuż przed bramką, kapitalnym półobrotem wymanewrował bramkarza i strzałem po lodzie dopełnił formalności. Była to najpiękniejsza bramka tego spotkania, w pełni pokazująca różnicę klas między rywalizującymi zespołami.
[…] GKS Katowice – Ciarko STS Sanok 6:1 (1:0, 3:0, 2:1)
Punkty jadą na Podhale!
Po niezwykle wyrównanym pojedynku GKS Katowice przegrał w „Satelicie” z Tauronem Podhalem Nowy Targ 1:2. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Timo Hiltunen, wykorzystując okres gry w przewadze.
W kontekście zbliżających się play-offów każdy wywalczony punkt jest na wagę złota – taka myśl przyświecała zawodnikom obu ekip. Od pierwszego wznowienia grali bardzo uważnie, starając się nie popełnić błędu w obronie. Co prawda optyczną przewagę posiadali katowiczanie, jednak to goście jako pierwsi stworzyli groźną sytuację. Wyszli z kontrą 2 na 1, jednak strzał Ernesta Bochnaka obronił Juraj Šimboch.
Starając się powstrzymać przeciwnika „Górale” nie przebierali w środkach, czego efektem były trzy wykluczenia. Katowiczanie nie potrafili jednak wykorzystać przewagi liczebnej. I kiedy wydawało się że tercja zakończy się bezbramkowym remisem, kapitalnym uderzeniem popisał się Andriej Stiepanow. Debiutujący w barwach GieKSy hokeista wypalił prawdziwą bombę pod poprzeczkę obok głowy bezradnego Ihara Brykuna. 1:0!
Druga tercja rozpoczęła się od mocnego uderzenia „Szarotek”. Bartłomiej Neupauer popędził prawym skrzydłem, wyłożył krążek Adrianowi Gajorowi, który mocnym uderzeniem w długi róg doprowadził do wyrównania. Ten gol rozpętał prawdziwą wymianę ciosów. Najpierw okazję na podwyższenie wyniku miał Fabian Kapica, a w odpowiedzi Grzegorz Pasiut ostemplował słupek bramki Brykuna. W tej odsłonie więcej szans na zmianę rezultatu mieli nowotarżanie, lecz ani Adrian Gajor, ani Bartłomiej Neupauer nie znaleźli sposobu na doskonale dysponowanego Šimbocha. Ze strony gospodarzy kapitalną okazję zmarnował Filip Starzyński, który mając przed sobą pustą bramkę minął się z krążkiem podawanym przez Dominika Nahunkę. Po dwóch tercjach mecz niejako zaczynał się od początku.
Świadomość upływającego czasu i chęć wywalczenia pełnej puli sprawiły, że w trzeciej odsłonie obie drużyny od początku ruszyły do ataku. Co chwilę dochodziło do groźnych sytuacji pod obiema bramkami, jednak bramkarze pokazali, że doskonale znają swój fach. Gospodarze grali ostro, ale fair – w całym spotkaniu złapali jedynie trzy kary osobiste. Pech chciał, że to właśnie w osłabieniu stracili gola decydującego o wyniku spotkania. Kiedy w boksie kar przebywał Grzegorz Pasiut goście wygrali wznowienie na buliku, Adrian Gajor podał wzdłuż linii niebieskiej do Timo Hiltunena, a ten mocnym strzałem pokonał Šimbocha.
Katowiczanie bardzo chcieli odrobić straty. Na półtorej minuty przed końcem spotkania nadarzyła się ku temu doskonałą sposobność, gdyż na ławkę powędrował Robert Mrugała. Niestety błąd przy zmianie zakończył się karą techniczną za nadmierną ilość graczy na lodzie i marzenia o dogrywce prysnęły jak bańka mydlana. Ostatecznie po bardzo zaciętym spotkaniu Podhale pokonało GieKSę 2:1.
[…] GKS Katowice – Tauron KH Podhale Nowy Targ 1:2 (1:0, 0:1, 0:1)
GieKSa wygrywa w Krakowie
Hokeiści Comarch Cracovii przegrali na własnym lodowisku z GKS Katowice 2:5. Goście zwyciężyli pierwszą i drugą odsłonę spotkania a 39 strzałów padło łupem Juraja Śimbocha.
Mecz rozpoczął się od zdecydowanych ataków obydwu ze stron. Do bronienia bardzo dużej ilości strzałów zmuszeni byli zarówno Petrasek jak i Śimboch. Pierwszym poważnym zagrożeniem bramki był jednak dopiero strzał Franka z siódmej minuty spotkania. Po wyrównanym początku coraz śmielej do głosu zaczęli dochodzić gracze „Pasów”, nieustannie nękający Śimbocha. Zwieńczeniem tej przewagi była bramka strzelona przez Welsh’a, w piętnastej minucie spotkania. I gdy wszystkim zgromadzonym wydawało się, że Cracovia pójdzie za ciosem, błyskawiczne dwa ciosy wyprowadzili goście! Najpierw bardzo ładne podanie Stiepanowa wszerz tercji bezbłędnie wykończył Zieliński a zaledwie minutę później prowadzenie sprytnym strzałem podwyższył Michalski. Do końca tercji stroną dyktującą warunki byli katowiczanie jednak nie przełożyło się to na dalsze zdobycze bramkowe.
Druga tercja rozpoczęła się od gry gości w podwójnej przewadze. Jednak GKS rozgrywał krążek zbyt wolno i bez pomysłu w efekcie czego Cracovia bez problemu wybroniła się z tego osłabienia. Katowiczanie mimo wszystko kontrolowali przebieg meczu co udowodnił Rohtla zdobywając ładną bramkę w 25 minucie spotkania. Cracovia próbowała kontratakować, najskuteczniejszą sytuacją był strzał Csamango, który ostatecznie trafił w słupek. GKS panował na lodzie i na koniec tercji tylko to potwierdził bramką Stiepanowa.
Trzecia tercja rozpoczęła się atakami GKS-u jednak Cracovia błyskawicznie je przełamywała dochodząc coraz częściej do głosu. W połowie tercji nadzieję w serca kibiców Pasów wlał Murphy, który wykorzystał podanie Guli i zmniejszył straty do gości. Zaledwie minutę później, podczas kolejnej kontry Fraszko dobijając swój własny strzał pozbawił Cracovię złudzeń i udowodnił kto w tym meczu zasłużył na trzy punkty. Do końca meczu gospodarze próbowali zmniejszyć rozmiar kary, ale skuteczna obrona katowiczan uniemożliwiła im to.
[…] Comarch Cracovia – GKS Katowice 2:5 (1:2, 0:2, 1:1)
Doświadczony obrońca o krok od GieKSy. To młodzieżowy mistrz świata!
Szefostwo GKS-u Katowice zamierza wzmocnić swoją formację obronną. Wkrótce do drużyny dołączy Kiriłł Lamin, który podpisze kontrakt po pomyślnym przejściu testów medycznych.
Lamin (187 cm, 94 kg) ma w swoim CV 597 meczów w KHL, w których zdobył 28 bramek i zaliczył 90 asyst. Na ławce kar spędził 463 minuty. Reprezentował tam barwy między innymi Awangardu Omsk, Awtomobilista Jekaterynburg i Nieftiechimika Niżniekamsk
34-letni defensor w tym sezonie występował w moskiewskich klubach: Spartaku (2 spotkania) i Dinamie (4). Jest to obrońca wpisujący się w charakterystykę określaną za oceanem mianem „stay-at-home”. Jego atutami oprócz dobrej gry w destrukcji i podczas liczebnych osłabień są tez umiejętność czytania gry i dobre otwierające podanie.
W swoim dorobku ma też grę w młodzieżowej reprezentacji Rosji do lat 18 i 20. Z tą pierwszą zdobył złoty medal mistrzostw świata, z „dwudziestką” srebrny. Dzielił wówczas szatnie choćby z Jewgienijem Małkinem, gwiazdą Pittsburgh Penguins oraz Aleksandrem Radułowem i Siemionem Warłamowem.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Felietony Piłka nożna
Niezłomność i perełki
Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.
Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.
Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.
Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.
Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.
Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.
Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.
Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.
Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.
Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.
Trenerze Urban. Ty wiesz co.
Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.
Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.
Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.
Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.
Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.
W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.
W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.
No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.
W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.
Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.
Galeria Piłka nożna
Szkurin show w Zabrzu!
Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

Najnowsze komentarze