Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd doniesień mediów na temat GieKSy: Głosuj w plebiscycie „Złote Buki 2020”!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarki i piłkarze w dniu dzisiejszym rozpoczęli przygotowania do rundy wiosennej sezonu 2020/21. Już tylko do jutra można oddać głos na najlepszego sportowca i wydarzenie minionego 2020 roku wielosekcyjnej GieKSy.
W minionym tygodniu siatkarze rozegrali dwa spotkania z drużynami ze ścisłej czołówki ligowej: Jastrzębskim Węglem i ZAKSĄ Kędzierzyn – Koźle. Niestety rywale nie pozostawili złudzeń kto jest lepszy – oba spotkania nasza drużyna przegrała po 0:3. Kolejny mecz zespół rozegra 17 stycznia, w Katowicach, z Vervą Warszawa Orlen Paliwa. Hokeiści rozegrali trzy spotkania, z Ciarko STS Sanok, drużyna wygrała 6:1. W drugim spotkaniu zespół zmierzył się z Podhalem, z którym przegrał 1:2, a wczoraj wygrał z Cracovią 5:2.
PIŁKA NOŻNA
gkskatowice.eu – Głosuj w plebiscycie „Złote Buki 2020”!
Rozpoczyna się 13. edycja plebiscytu „Złote Buki”, w którym wybieracie najlepszych sportowców wielosekcyjnej GieKSy minionego roku. Zapraszamy do głosowania!
„Złote Buki” to tradycyjny plebiscyt organizowany przez Klub we współpracy z redakcją GieKSa.pl, w którym fani wybierają najlepszych sportowców poszczególnych sekcji reprezentujących barwy GKS-u Katowice. Wybierane jest także najważniejsze wydarzenie ostatnich 12 miesięcy.
W obecnej, już trzynastej edycji plebiscytu, można oddawać głosy w następujących kategoriach: „piłkarka roku”, „piłkarz roku”, „hokeista roku”, „siatkarz roku” oraz „wydarzenie roku”. W każdej z kategorii wyboru można dokonać spośród trzech nominacji. Ponadto wyróżnienie w naszym plebiscycie otrzyma najlepiej punktujący w szachowej Ekstralidze zawodnik Wasko Hetmana GKS-u Katowice.
Szansę na zdobycie drugiej statuetki Złotego Buka z rzędu mają piłkarka Kinga Kozak, piłkarz Adrian Błąd i hokeista Grzegorz Pasiut. Spodziewamy się wyrównanej i bardzo ciekawej rywalizacji o Wasze głosy w każdej kategorii. Jak zawsze szczególne emocje powinien wzbudzić wybór „wydarzenia roku”. Szansę na wyróżnienie mają podopieczni „Młodej GieKSy”, którzy wywalczyli awanse do CLJ, a także kibice naszego Klubu, którzy w pierwszych miesiącach pandemii koronawirusa w Polsce wykazali się trójkolorowymi sercami i wsparli najbardziej potrzebujących w tym trudnym czasie. Równie istotny był powrót do Klubu historycznych pamiątek, w tym sztandaru i figury Św. Barbary.
Głosować można na stronie zlotebuki.gkskatowice.eu od 7 do 12 stycznia. Laureatów głosowania przedstawimy w styczniu.
Lista wszystkich nominacji w plebiscycie „Złote Buki 2020”
Piłkarka roku: Zofia Buszewska, Kinga Kozak, Klaudia Maciążka
Piłkarz roku: Adrian Błąd, Arkadiusz Jędrych, Marcin Urynowicz
Siatkarz roku: Jan Firlej, Jakub Jarosz, Miłosz Zniszczoł
Hokeista roku: Patryk Krężołek, Grzegorz Pasiut, Filip Starzyński
Wydarzenie roku: awanse „Młodej GieKSy”, powrót historycznych pamiątek do Klubu, zbiórka kibiców GieKSy dla szpitali
SIATKÓWKA
polsatsport.pl – Jastrzębski Węgiel pewnie wygrał z GKS
W zaległym meczu z 10. kolejki PlusLigi Jastrzębski Węgiel pokonał GKS Katowice 3:0. Najwięcej emocji przyniosła pierwsza odsłona, zakończona rywalizacją na przewagi. Dwa kolejne sety zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem gospodarzy.
Pierwszy set przyniósł sporo emocji i kilka interesujących, zaciętych akcji. Przewaga przechodziła z rąk do rąk. Jastrzębianie prowadzili 6:4, by kilka chwil później przegrywać 6:8. Tak było do samego końca. Gospodarze przegrywali 21:23, ale odrobili traty. Po zepsutej zagrywce rywali GKS miał piłkę setową (24:23), ale w kolejnych akcjach jastrzębianie rozstrzygnęli seta na swoją korzyść. Jurij Gladyr zaatakował z krótkiej, następną akcję skończył Michał Szalacha, a w ostatniej Jakub Jarosz posłał piłkę w aut (26:24). Katowiczanie przegrali mimo lepszych statystyk w przyjęciu i ataku.
W drugiej odsłonie siatkarze Jastrzębskiego Węgla szybko wypracowali sobie przewagę (7:4). W dalszej części seta jeszcze ją powiększyli, nadając ton wydarzeniom na boisku. Dominowali w bloku, wykorzystali też słabszą skuteczność rywali w ofensywie. W końcówce kontrolowali sytuację. Punktowy blok przyniósł im piłkę setową, a ostatni punkt przyniósł im autowy atak rywali (25:18).
W początkowych fragmentach seta numer trzy oglądaliśmy wyrównaną grę obu ekip (6:6, 13:13). Jastrzębianie odskoczyli na kilka oczek, po asie serwisowym Rafała Szymury było 16:13. Rywale zdołali jeszcze złapać punktowy kontakt (17:16), ale gospodarze odpowiedzieli serią serią zwieńczoną blokiem Grzegorza Kosoka, który zdobył pierwszy punkt po powrocie do klubu z Jastrzębia-Zdroju. As serwisowy Tomasza Fornala przyniósł gospodarzom piłkę meczową (24:17), a punktowy blok zakończył tę konfrontację (25:18).
[…] W statystykach rzuca się w oczy dominacja jastrzębian w bloku (13–2)
[…] Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:0 (26:24, 25:18, 25:18)
16–0 siatkarzy ZAKSY! GKS nie zagroził liderowi PlusLigi
W zaległym meczu 7. kolejki PlusLigi Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała GKS Katowice 3:0. Siatkarze trenera Nikoli Grbicia odnieśli szesnaste zwycięstwo w tym sezonie i pozostają jedyną niepokonaną drużyną w ekstraklasie. Katowiczanie nie wykorzystali swojej szansy na wygraną w drugiej partii, w dwóch pozostałych pewnie triumfowali gospodarze.
Jedynie w początkowych fragmentach premierowej partii siatkarze GKS nawiązali z gospodarzami wyrównaną walkę (9:8). Później kędzierzynianie całkowicie przejęli inicjatywę. Dominowali w każdym elemencie, rozpoczynając od zagrywki (3–0 w całym secie), a kończąc na bloku (2–0). To przekładało się na wynik, który kształtował się po myśli ZAKSY (14:9, 20:12). Pomyłka rywali w ataku dała gospodarzom piłkę setową (24:15), a wynik na 25:16 ustalił Kamil Semeniuk.
Podrażnieni katowiczanie efektownie rozpoczęli drugą odsłonę (0:5). Wydawało się, że znaleźli sposób na faworytów, bo prezentowali się znacznie lepiej niż w pierwszym secie i długo utrzymywali wyraźną przewagę (9:14, 13:17). Kędzierzynianie ruszyli do odrabiania strat, ale po ataku Miłosza Zniszczoła GKS miał dwie szanse na skończenie seta (22:24). ZAKSA pokazała jednak klasę w kolejnych akcjach. Najpierw Jakub Kochanowski wcisnął piłkę na stronę rywali, w kolejnej akcji piłka po bloku kędzierzynian otarła się o plecy Adriana Buchowskiego i gospodarze doprowadzili do remisu (24:24). Gdy katowiczanie przebili atak Semeniuka w aut, ZAKSA pierwszy raz w tej partii uzyskała przewagę. Punktowy blok w kolejnej akcji oznaczał wynik 26:24 dla ZAKSY i koniec zabawy w tym secie.
Taki obrót sprawy mógł nieco osłabić morale katowiczan. Gospodarze wykorzystali to i szybko uzyskali przewagę w trzecim secie (7:3, 10:5). Grali skutecznie i konsekwentnie, a w końcówce kontrolowali sytuację, pewnie zmierzając po zwycięstwo. Trener Nikola Grbić rotował składem, dał pograć kilku rezerwowym zawodnikom. Bartłomiej Kluth wywalczył piłkę meczową asem serwisowym (24:15), a spotkanie zakończyła zepsuta zagrywka przyjezdnych (25:16).
[…] Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – GKS Katowice 3:0 (25:16, 26:24, 25:16)
HOKEJ
hokej.net – „GieKSa” na szóstkę
Hokeiści GKS Katowice pewnie pokonali Ciarko STS Sanok 6:1 w 25. kolejce Polskiej Hokej Ligi. Dwie bramki i asystę zanotował dla gospodarzy Jesse Rohtla, a dla gości pierwszą bramkę przeciwko „GieKSie” w tym sezonie po 165 minutach zdobył Marek Strzyżowski.
Zanim sędzia po raz pierwszy rzucił krążek na taflę włodarze katowickiego klubu oficjalnie pożegnali kończącego karierę Mikołaja Łopuskiego. Później wydarzenia potoczyły się jak w filmach Alfreda Hitchcocka – najpierw było trzęsienie ziemi, a później napięcie już tylko rosło.
Gospodarze zaczęli od mocnego uderzenia. Już w 13. sekundzie wynik spotkania otworzył Jesse Rohtla, dobijając krążek po solowej akcji Patryka Krężołka. Odpowiedź gości byłą niemal natychmiastowa: z niebieskiej potężnie uderzył Bogusław Rąpała, Marek Strzyżowski zmienił lot krążka i kiedy wydawało się że musi paść gol, na wysokości zadania stanął Maciej Kruczek, wybijając gumę z linii bramkowej. To podziałało na katowiczan jak płachta na byka. W 6. minucie zamknęli oni sanoczan w ich tercji obronnej; można było odnieść wrażenie, że „GieKSa” gra w przewadze. Pomimo kilku wyśmienitych okazji ani Patryk Krężołek, ani Mikael Kuronen nie potrafili znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Patrika Spěšnego. Później swoje okazje miał również Bartosz Fraszko, jednak bramkarz gości pokazał klasę i nie dał się pokonać. Pierwsza odsłona zakończyła się skromnym prowadzeniem klubu z Katowic.
Druga tercja rozpoczęła się od świetnej kontry gospodarzy: w sytuacji 2 na 1 Pasiut kapitalnie dograł do Mularczyka, lecz strzał młodego napastnika efektownym szpagatem wybronił Spěšný. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. W 31. minucie Jesse Rohtla sprytnie zmienił lot krążka po wrzutce Jyriego Martinena i na tablicy pojawił się wynik 2:0. Gospodarze poszli za ciosem i między 36. a 38. minutą dwukrotnie pokonali golkipera gości. Najpierw Dominik Nahunko otrzymał świetne podanie z narożnika i strzałem po lodzie spomiędzy bulików umieścił gumę przy słupku, a następnie Mateusz Michalski z chirurgiczną precyzją posłał krążek w okienko ponad odbijaczką Patrika Spěšnego. Goście z ulgą przyjęli syrenę kończącą drugą odsłonę, w której stracili aż trzy gole, nie będąc w stanie poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Juraja Šimbocha.
W trzeciej tercji sanoczanie od początku rzucili się do odrabiania strat, ale gospodarze wcale nie zamierzali być gorsi. Trzy minuty po wznowieniu gry Mateusz Michalski objechał bramkę gości, a jego podanie na gola zamienił Kamil Paszek. W 46. minucie padła honorowa bramka dla zespołu z Podkarpacia. Marek Strzyżowski celnym strzałem obok prawej nogi Šimbocha wykończył kontrę 2 na 1, kiedy goście grali w liczebnej przewadze po pierwszym wykluczeniu nałożonym na katowiczan. Warto w tym miejscu dodać, że było to pierwsze trafienie sanoczan w meczach z „GieKSą” w tym sezonie. To jednak było wszystko, na co było w tym starciu stać przyjezdnych. W 53. minucie gości ostatecznie dobił kapitan górniczego zespołu Grzegorz Pasiut. Napastnik gospodarzy dostał świetne podanie tuż przed bramką, kapitalnym półobrotem wymanewrował bramkarza i strzałem po lodzie dopełnił formalności. Była to najpiękniejsza bramka tego spotkania, w pełni pokazująca różnicę klas między rywalizującymi zespołami.
[…] GKS Katowice – Ciarko STS Sanok 6:1 (1:0, 3:0, 2:1)
Punkty jadą na Podhale!
Po niezwykle wyrównanym pojedynku GKS Katowice przegrał w „Satelicie” z Tauronem Podhalem Nowy Targ 1:2. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył Timo Hiltunen, wykorzystując okres gry w przewadze.
W kontekście zbliżających się play-offów każdy wywalczony punkt jest na wagę złota – taka myśl przyświecała zawodnikom obu ekip. Od pierwszego wznowienia grali bardzo uważnie, starając się nie popełnić błędu w obronie. Co prawda optyczną przewagę posiadali katowiczanie, jednak to goście jako pierwsi stworzyli groźną sytuację. Wyszli z kontrą 2 na 1, jednak strzał Ernesta Bochnaka obronił Juraj Šimboch.
Starając się powstrzymać przeciwnika „Górale” nie przebierali w środkach, czego efektem były trzy wykluczenia. Katowiczanie nie potrafili jednak wykorzystać przewagi liczebnej. I kiedy wydawało się że tercja zakończy się bezbramkowym remisem, kapitalnym uderzeniem popisał się Andriej Stiepanow. Debiutujący w barwach GieKSy hokeista wypalił prawdziwą bombę pod poprzeczkę obok głowy bezradnego Ihara Brykuna. 1:0!
Druga tercja rozpoczęła się od mocnego uderzenia „Szarotek”. Bartłomiej Neupauer popędził prawym skrzydłem, wyłożył krążek Adrianowi Gajorowi, który mocnym uderzeniem w długi róg doprowadził do wyrównania. Ten gol rozpętał prawdziwą wymianę ciosów. Najpierw okazję na podwyższenie wyniku miał Fabian Kapica, a w odpowiedzi Grzegorz Pasiut ostemplował słupek bramki Brykuna. W tej odsłonie więcej szans na zmianę rezultatu mieli nowotarżanie, lecz ani Adrian Gajor, ani Bartłomiej Neupauer nie znaleźli sposobu na doskonale dysponowanego Šimbocha. Ze strony gospodarzy kapitalną okazję zmarnował Filip Starzyński, który mając przed sobą pustą bramkę minął się z krążkiem podawanym przez Dominika Nahunkę. Po dwóch tercjach mecz niejako zaczynał się od początku.
Świadomość upływającego czasu i chęć wywalczenia pełnej puli sprawiły, że w trzeciej odsłonie obie drużyny od początku ruszyły do ataku. Co chwilę dochodziło do groźnych sytuacji pod obiema bramkami, jednak bramkarze pokazali, że doskonale znają swój fach. Gospodarze grali ostro, ale fair – w całym spotkaniu złapali jedynie trzy kary osobiste. Pech chciał, że to właśnie w osłabieniu stracili gola decydującego o wyniku spotkania. Kiedy w boksie kar przebywał Grzegorz Pasiut goście wygrali wznowienie na buliku, Adrian Gajor podał wzdłuż linii niebieskiej do Timo Hiltunena, a ten mocnym strzałem pokonał Šimbocha.
Katowiczanie bardzo chcieli odrobić straty. Na półtorej minuty przed końcem spotkania nadarzyła się ku temu doskonałą sposobność, gdyż na ławkę powędrował Robert Mrugała. Niestety błąd przy zmianie zakończył się karą techniczną za nadmierną ilość graczy na lodzie i marzenia o dogrywce prysnęły jak bańka mydlana. Ostatecznie po bardzo zaciętym spotkaniu Podhale pokonało GieKSę 2:1.
[…] GKS Katowice – Tauron KH Podhale Nowy Targ 1:2 (1:0, 0:1, 0:1)
GieKSa wygrywa w Krakowie
Hokeiści Comarch Cracovii przegrali na własnym lodowisku z GKS Katowice 2:5. Goście zwyciężyli pierwszą i drugą odsłonę spotkania a 39 strzałów padło łupem Juraja Śimbocha.
Mecz rozpoczął się od zdecydowanych ataków obydwu ze stron. Do bronienia bardzo dużej ilości strzałów zmuszeni byli zarówno Petrasek jak i Śimboch. Pierwszym poważnym zagrożeniem bramki był jednak dopiero strzał Franka z siódmej minuty spotkania. Po wyrównanym początku coraz śmielej do głosu zaczęli dochodzić gracze „Pasów”, nieustannie nękający Śimbocha. Zwieńczeniem tej przewagi była bramka strzelona przez Welsh’a, w piętnastej minucie spotkania. I gdy wszystkim zgromadzonym wydawało się, że Cracovia pójdzie za ciosem, błyskawiczne dwa ciosy wyprowadzili goście! Najpierw bardzo ładne podanie Stiepanowa wszerz tercji bezbłędnie wykończył Zieliński a zaledwie minutę później prowadzenie sprytnym strzałem podwyższył Michalski. Do końca tercji stroną dyktującą warunki byli katowiczanie jednak nie przełożyło się to na dalsze zdobycze bramkowe.
Druga tercja rozpoczęła się od gry gości w podwójnej przewadze. Jednak GKS rozgrywał krążek zbyt wolno i bez pomysłu w efekcie czego Cracovia bez problemu wybroniła się z tego osłabienia. Katowiczanie mimo wszystko kontrolowali przebieg meczu co udowodnił Rohtla zdobywając ładną bramkę w 25 minucie spotkania. Cracovia próbowała kontratakować, najskuteczniejszą sytuacją był strzał Csamango, który ostatecznie trafił w słupek. GKS panował na lodzie i na koniec tercji tylko to potwierdził bramką Stiepanowa.
Trzecia tercja rozpoczęła się atakami GKS-u jednak Cracovia błyskawicznie je przełamywała dochodząc coraz częściej do głosu. W połowie tercji nadzieję w serca kibiców Pasów wlał Murphy, który wykorzystał podanie Guli i zmniejszył straty do gości. Zaledwie minutę później, podczas kolejnej kontry Fraszko dobijając swój własny strzał pozbawił Cracovię złudzeń i udowodnił kto w tym meczu zasłużył na trzy punkty. Do końca meczu gospodarze próbowali zmniejszyć rozmiar kary, ale skuteczna obrona katowiczan uniemożliwiła im to.
[…] Comarch Cracovia – GKS Katowice 2:5 (1:2, 0:2, 1:1)
Doświadczony obrońca o krok od GieKSy. To młodzieżowy mistrz świata!
Szefostwo GKS-u Katowice zamierza wzmocnić swoją formację obronną. Wkrótce do drużyny dołączy Kiriłł Lamin, który podpisze kontrakt po pomyślnym przejściu testów medycznych.
Lamin (187 cm, 94 kg) ma w swoim CV 597 meczów w KHL, w których zdobył 28 bramek i zaliczył 90 asyst. Na ławce kar spędził 463 minuty. Reprezentował tam barwy między innymi Awangardu Omsk, Awtomobilista Jekaterynburg i Nieftiechimika Niżniekamsk
34-letni defensor w tym sezonie występował w moskiewskich klubach: Spartaku (2 spotkania) i Dinamie (4). Jest to obrońca wpisujący się w charakterystykę określaną za oceanem mianem „stay-at-home”. Jego atutami oprócz dobrej gry w destrukcji i podczas liczebnych osłabień są tez umiejętność czytania gry i dobre otwierające podanie.
W swoim dorobku ma też grę w młodzieżowej reprezentacji Rosji do lat 18 i 20. Z tą pierwszą zdobył złoty medal mistrzostw świata, z „dwudziestką” srebrny. Dzielił wówczas szatnie choćby z Jewgienijem Małkinem, gwiazdą Pittsburgh Penguins oraz Aleksandrem Radułowem i Siemionem Warłamowem.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!

Najnowsze komentarze