Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Skandal w Jastrzębiu. Chuligani pobili hokeistę GKS Katowice. Jaakko Turtiainen w szpitalu. Policja szuka prezesa GKS Jastrzębie czyli multisekcyjny przegląd mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali kolejne zwycięskie spotkanie w ramach rozgrywek II ligi, tym razem wygrali, na wyjeździe, z Górnikiem Polkowice 1:0 (0:0). Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj.
Ekstraliga Pań, pauzuje ze względu na mecze reprezentacji kolejne mecze ligowe zaplanowano na weekend 12-13 października.
Siatkarze przygotowują się do sezonu ligowego na własnych obiektach. W ubiegłym tygodniu rozegrali mecz sparingowy z Jastrzębskim Węglem, przegrywając 1:4 (25:22, 17:25, 22:25, 15:25, 16:25). W piątek siatkarze zmierzyli się z zawodnikami Alruon Virtu CMC Zawiercie, wygrywając 4:0 (25:14, 25:20, 30:28, 25:20).
Hokeiści rozegrali spotkanie w ramach meczy o Puchar Wyszechradzki z słowacką drużyną HC 07 Detva, wygrywając 2:1 (1:0, 0:1, 1:0). W ubiegłym tygodniu były zaplanowane dwa mecze ligowe. Pierwszy z nich, z JKH Jastrzębie, się nie odbył, drużyna nie wyszła na lód na znak solidarności z pobitym w trakcie rozgrzewki Jaakko Turtiainen. W drugim spotkaniu GieKSa pewnie pokonała w Satelicie, KH Energa Toruń 3:1 (3:0, 0:0, 0:1).
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.pl – Rafał Górak: Musimy dalej naparzać
– Droga jest obrana, cel namierzony, ale naszym wyznacznikiem jest cierpliwość, spokój, zaufanie i pokora – mówi Rafał Górak, trener GKS-u Katowice.
Jakie refleksje towarzyszą panu przed meczem w Polkowicach?
Rafał GÓRAK: – Największą frajdą jest dla mnie to, że tak dużą liczbą ludzi już ćwiczymy. Nawet Dominik Bronisławski, w kontekście którego zdawaliśmy sobie sprawę, że przez całą jesień nie będzie do naszej dyspozycji, wrócił do treningu. Są także Łukasz Wroński i młody Patryk Szwedzik. To nas cieszy.
Łukasz Wroński jest gotowy na sobotę?
Rafał GÓRAK: – Jeszcze teraz się o to nie pokusimy, ale na najbliższy mecz przy Bukowej, z Elaną, będzie już do dyspozycji. Co do Bronisławskiego – wszystko idzie super i w takim tempie, że już w listopadzie ma wejść do wspólnych zajęć z zespołem. To dla mnie niezmiernie radosna nowina.
[…] Co do młodzieżowców: trudno będzie zastąpić na prawej obronie pauzującego za czerwoną kartkę Kacpra Michalskiego?
Rafał GÓRAK: – To wbrew pozorom świetne pytanie. Do reprezentacji U-20 powołano naszego bramkarza, Bartka Mrozka, ale nie przekładamy z tego tytułu meczu z Elaną, choć mamy do tego prawo. Cieszę się, że pracuję z takim dyrektorem jak Robert Góralczyk, bo myślimy podobnie. Dziś w GKS-ie Katowice nikt nie jest tak dobry, by jego absencja zaważyła o tym, że w danym spotkaniu będziemy słabsi. Idąc dalej: nikt z nas nie jest też tak słaby, byśmy martwili się: „Ludzie, jak on zagra, jak zastąpi reprezentanta, jak zastąpi kogoś wykartkowanego”. Problem był, gdy mieliśmy 10 kontuzji. Nie możemy mieć problemu, gdy jeden młody chłopak wypadnie ze składu.
„Zbieracie” rywali po Widzewie. Na ile miarodajna jest analiza gry waszych przeciwników? Zwłaszcza że w „Sercu Łodzi” niejeden wespnie się na wyżyny, da z wątroby, potraktuje to jak mecz sezonu?
Rafał GÓRAK: – W ciekawym kierunku idziemy. Podkreślę jednak, że analizując przeciwnika przywiązujemy dużą wagę, czy gramy z nim w roli gospodarza czy gościa. Przekładając to na grunt Polkowic, ważniejszy z naszego punktu widzenia jest mecz, który Górnik rozegrał dwa tygodnie temu u siebie z Elaną. Wygrał wtedy 3:0. Swoją drogą, to polkowiczanie przypominają trochę tę Elanę, którą wprowadzałem do drugiej ligi w 2018 roku. Graliśmy podobnie, odważnie. Punktowaliśmy co prawda lepiej, ale nie ma opcji, by zlekceważyć Polkowice. Ma fajnych chłopaków, szkolonych na Dolnym Śląsku, a tam odbywa się to niebanalnie.
Wyjechaliście w przeddzień meczu?
Rafał GÓRAK: – Tak, to dobre dla mnie i dla zespołu. Padło też pytanie, czy powinniśmy urządzać zgrupowania przed meczami u siebie. Jest wiele pomysłów. Niektóre zamykam ja, uważając, że należy robić to, co konieczne – zamiast tego, co ponadprzeciętne. Do Polkowic moglibyśmy się nawet pokusić o wyjazd w dniu meczu, zatem bardzo sobie cenię, że klub stwarza nam takie warunki. Możemy liczyć, że będziemy fajnie wyspani, zresetowani, odprawieni i gotowi do walki.
SIATKÓWKA
siatka.org – Jastrzębski Węgiel pokonał w sparingu GKS Katowice
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla pokonali w sparingowym meczu GKS Katowice. Pomarańczowi w katowickiej hali rozprawili się z rywalami w czterech setach. Goście wygrali też dodatkową piątą partię. Zespoły te zmierzyły się w przedsezonowych sparingach po raz drugi. 19 września w jastrzębskiej Hali Widowiskowo-Sportowej również triumfowali podopieczni Roberto Santillego.
Drugi sparing GKS-u Katowice z Jastrzębskim Węglem przed nowym sezonem różnił się od pierwszego starcia przede wszystkim składem gości. Do zespołu jastrzębian zdążyli wrócić po mistrzostwach Europy m.in. Lukas Kampa i Christian Fromm. Natomiast w składzie GKS-uy zabrakło Rafał Szymury, powołanego do reprezentacji Polski na rozgrywany w Japonii Puchar Świata.
W pierwszych akcjach spotkania GKS korzystał często z pomyłek rywali, ale dopiero ustabilizowanie akcji po obronie umożliwiło mu na wyjście na prowadzenie 10:9. Jastrzębianie nie zwalniali ręki, także w polu serwisowym, co sprawiło, że byli w stanie utrzymywać wynik okołoremisowy, a następnie wygrywać 17:15 po asie Jurija Gładyra.
[…] Brązowi medaliści ostatniego sezonu PlusLigi szybko wyciągnęli wnioski i przyspieszyli grę, co dało im przewagę, jednak GKS odpowiadał szczelnym blokiem na prawym skrzydle (3:6). Zespół Dariusza Daszkiewicza był w stanie odrobić część strat i dzięki punktom Jarosza doprowadzić do wyniku 16:13 dla rywala, ale nakręcający się z każdą wygraną dłuższą wymianą goście nie wypuścili z rąk okazji do wyrównania stanu meczu. Katowicka drużyna odpowiedziała serię czterech punktów na starcie seta numer trzy: przeciwnik był w stanie zniwelować przewagę dzięki zagrywce, ale sytuacja GKS-u poprawiła się po tym, jak właściwy rytm na prawym skrzydle złapał Wiktor Musiał. Do samego końca seta nie wiadomo było, kto przechyli szalę zwycięstwa na swoją stronę i dopiero chwile zawahania GKS-u w przyjęciu zagrywki zadecydowały o tym, że to rywale wygrali do 22.
Przegrywająca ekipa, podrażniona przegraną końcówką partii, zaczęła czwartą część z animuszem, co jednak nie przełożyło się na prowadzenie. Jastrzębianie dzięki presji wywieranej zagrywką i dobrym ustawieniu w obronie byli w stanie kontrolować rezultat i dość szybko wypracować spory dystans punktowy (10:18). GKS robił, co mógł, by zyskać jak najwięcej oczek, ale ostatecznie set skończył się wynikiem 25:15 dla przyjezdnych. Na życzenie obu ekip rozegrano jeszcze ostatnią, piątą partię, w której Jastrzębski Węgiel dość szybko osiągnął przewagę sześciu punktów (9:3). Udane akcje z drugiej linii poderwały GKS do boju i jeszcze jednej próby odmiany sytuacji, jednak jastrzębianie zachowali szybkość i precyzję działania z poprzednich setów. Efektem tego było ich kolejne wysokie zwycięstwo (25:16).
W sparingu GKS Katowice lepszy od graczy z Zawiercia
W Katowicach kolejny sparing rozegrali siatkarze miejscowego GKS-u, którzy podejmowali Alruon Virtu CMC Zawiercie. Od początku do końca warunki na boisku dyktowali siatkarze miejscowej drużyny, którzy dość pewnie wygrali 3:0, a na swoim koncie zapisali również dodatkową odsłonę.
Spotkanie od mocnego uderzenia rozpoczęli siatkarze z Katowic, którzy wygrali aż osiem pierwszych akcji. Na tablicy wyników cały czas utrzymywała się wysoka przewaga ekipy Dariusza Daszkiewicza, która nie oddała go do końca premierowej odsłony, pewnie wygrywając 25:14.
[…] Już nie tak imponująco, ale również dobrze, kolejną partię rozpoczęli katowiczanie (8:6), którzy wraz z rozwojem partii powiększali swoje prowadzenie (16:12). Ponownie nie dali rywalom doprowadzić do remisu i dzięki dobrej postawie przede wszystkim w ofensywie mogli cieszyć się z prowadzenia w całym meczu 2:0. W całym pojedynku najbardziej wyrównany był trzeci set, w którym długo żadnej z drużyn nie było dane zbudować wyraźnej przewagi. Wydawało się, że końcówka należeć będzie do GKS-u, a (21:18), ale swoje straty odrobili siatkarze z Zawiercia. Nie wystarczyło to jednak do wygranej, bowiem w zaciętej końcówce kropkę nad i postawili gospodarze.
[…] Na przestrzeni całego pojedynku katowiczanie nie dali szans rywalom, świetnie spisując się w ofensywie. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza zanotowali 57% udanych ataków. Po stronie GKS-u najwięcej punktów zdobył Jan Nowakowski – 13, a 11 dołożył Miłosz Zniszczoł.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Puchar Wyszehradzki. Katowiczanie lepsi od słowackiego ekstraligowca
W pierwszym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Wyszehradzkiego GKS Katowice pokonał na wyjeździe słowacki HC 07 Detva 2:1. Bramki dla GiekSy zdobyli Teddy Da Costa i Miika Franssila. Katowiczanie jako pierwsi objęli prowadzenie. W 9. minucie wynik spotkania otworzył Da Costa, który z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej.
Słowacy odpowiedzieli po przerwie, po trafieniu Maroš Surový, które zostało zdobyte podczas… liczebnej przewagi brązowych medalistów Polskej Hokej Ligi.
W trzeciej odsłonie podopieczni Risto Dufvy zdobyli drugiego gola (Miika Franssila) i ostatecznie wygrali całe spotkanie. Rewanż odbędzie się 15 października w „Satelicie”.
dziennikzachodni.pl – Skandal w Jastrzębiu. Chuligani pobili hokeistę GKS Katowice. Jaakko Turtiainen w szpitalu. Policja szuka prezesa GKS Jastrzębie
Zaplanowany na piątek na godz. 18 mecz Polskiej Hokej Ligi pomiędzy JKH GKS Jastrzębie i GKS Katowice nie doszedł do skutku. Katowiczanie odmówili gry po tym jak jeden z hokeistów Gieksy Jaakko Turtiainen został zaatakowany przez chuliganów w trakcie rozgrzewki. Kibice JKH zdecydowanie zaprzeczają, jakoby mieli coś wspólnego z bandyckim napadem na hokeistę.
[…] Fiński zawodnik GKS Katowice Jaakko Turtiainen został zaatakowany i pobity w trakcie rozgrzewki przed meczem z JKH GKS Jastrzębie przez chuliganów. Zdarzenie miało miejsce przed lodowiskiem Jastor w Jastrzębiu.
– Do hokeisty z Katowic spacerującego przed halą podbiegło dwóch mężczyzn. Najpierw go uderzyli, a później zabrali koszulkę katowickiego klubu, w którą był ubrany – poinformowała aspirant Halina Semik z Komendy Miejskiej Policji w Jastrzębiu.
[…] Jastrzębska policja opublikowała wizerunek podejrzewanego o dokonanie rozboju na zawodniku drużyny z Katowic. Okazało się, że drugim z napastników jest wiceprezes GKS Jastrzębie!
[…] Na lód wyszli tylko sędziowie i zawodnicy gospodarzy. Arbitrzy po dwóch minutach zakończyli spotkanie.
Szerzej klub odniesie się do zaistniałego zdarzenia podczas sobotniej konferencji prasowej. Sprawę na Facebooku skomentował natomiast prezydent Katowic Marcin Krupa.
„Dziś w Jastrzębiu doszło do skandalicznej sytuacji – przed meczem z JKH, podczas rozgrzewki pobity został hokeista GieKSy Jaakko Turtiainen. W wyniku obrażeń zawodnik trafił do szpitala – znajduje się obecnie pod specjalistyczną opieką lekarską. W związku z tym, solidaryzując się z kolegą, cały zespół, po konsultacji ze sztabem trenerskim i zarządem Klubu nie wyjechał na lodowisko. W pełni popieram podjęcie takiej decyzji! Zdecydowanie potępiam wszelką przemoc i agresję w sporcie – na boisku, jak i poza nim. Wierzę, że ta sytuacja nie doprowadzi do kolejnych aktów przemocy, a sprawcy tego oburzającego czynu zostaną surowo ukarani. Jaakko – życzę Ci dużo zdrowia – byś jak najszybciej wrócił na lodowisko i z resztą zespołu podtrzymał świetną passę zwycięskich meczów GieKSy – napisał prezydent Katowic.
Aspirant Semik wyjaśniła, że od wyniku badań medycznych hokeisty zalezą dalsze czynności policji.
– Z opinii lekarza wynika, że zawodnik doznał miejscowego otarcia z zasinieniem w części potylicznej. Hokeista został przesłuchany na komendzie. Pierwsze czynności zostały już podjęte i na ich podstawie mamy wstępnie wytypowanego jednego z chuliganów – dodała oficer prasowa jastrzębskiej policji.
Do zdarzenia, które miało miejsce przed lodowiskiem Jastor odnieśli się także gospodarze spotkania – JKH GKS Jastrzębie.
„W związku z incydentem z udziałem nieznanych sprawców i zawodnika GKS Katowice, który miał miejsce poza terenem lodowiska Jastor oraz poza terenem parkingu lodowiska, czyli obiektami chronionymi przez służby ochrony Jastrzębskiego Klubu Hokejowego GKS Jastrzębie, drużyna GKS Katowice odmówiła gry w piątkowym meczu i nie wyszła na taflę. Zakupione przez kibiców bilety zachowują ważność na kolejny mecz z Energą Toruń” – napisał klub z Jastrzębia w oficjalnym komunikacie.
Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej prezes klubu z Jastrzębia stwierdził:
– Z informacji, które przekazała nam ochrona, wynika, iż po godz. 16:00 drużyna gości zaczęła rozgrzewać się w różnych miejscach, w tym na parkingu przed lodowiskiem Jastor, a także na parkingu przed Halą Widowiskowo-Sportową, a nawet na chodniku i ścieżce rowerowej przy al. Jana Pawła II. Dokładnie nie wiemy, gdzie miał miejsce wspomniany incydent. Prawdopodobnie stało się to w okolicach skrzyżowania al. Jana Pawła II z wjazdem pod Halę Widowiskowo-Sportową. Posiadamy informację, że istnieje fotografia, na której widnieje rejestracja samochodu (napastników – przyp. red.). Podobno jest to rejestracja inna niż jastrzębska – poinformował Kazimierz Szynal.
Prezes JKH GKS dodał także:
– Nie możemy jako klub odpowiadać za incydent, który zdarzył się na terenie miasta. Podkreślę, że nie jest rolą naszego klubu chronienie porządku w mieście. Ubolewamy z tytułu tego zdarzenia i życzymy zawodnikowi powrotu do zdrowia. Myślę jednak, że ta sytuacja w niczym nie uprawnia do nie rozegrania meczu. To wydarzenie miało miejsce poza terenem lodowiska Jastor. Gdyby miało ono miejsce na terenie lodowiska, sytuacja byłaby inna. Tymczasem jest ona jednoznaczna. Z zeznań osób, które zajmują się ochroną oraz człowieka, który zrobił wspomniane zdjęcie, wynika, że miało to miejsce daleko poza obszarem, gdzie zwyczajowo rozgrzewają się zawodnicy – dodał Szynal.
– Jesteśmy wstrząśnięci sytuacją, do jakiej doszło przed piątkowym meczem w Jastrzębiu. Liczymy, że sprawca, sprawcy zostaną zidentyfikowani i przykładnie ukarani. To szok dla całego środowiska hokejowego – stwierdził Robert Walczak, wiceprezes PZHL dodając – Mam nadzieję, że fiński hokeista szybko wróci do zdrowia.
– Sędziowie odczekali regulaminowe dwie minuty, a kiedy drużyna gości się nie pojawiła, odgwizdali koniec meczu. Delegat sporządzi raport z całej sytuacji, poprosimy o wyjaśnienia gospodarzy, służbę ochronny, policję i ekipę gości. Na tej podstawie decyzję o rozstrzygnięciu meczu podejmie zarząd PHL – wyjaśniła Komisarz Ligi Marta Zawadzka na stronie związku.
Czy JKH GKS Jastrzębie może zostać ukarany walkowerem?
– Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jeśli powinien być walkower, to w drugą stronę. Wszak nasz klub, JKH GKS Jastrzębie, zapewnił wszystkie przewidziane prawem zabezpieczenia. Obiekt był przygotowany należycie i zgodnie z przepisami. Sytuacja jest wręcz odwrotna, ponieważ to nasz klub poniósł koszty organizacji tego spotkania, które nie odbyło się – stwierdził prezes Szynal.
infokatowice.pl – Łatwe zwycięstwo GieKSy z Energą Toruń
GieKSa już po ośmiu minutach prowadziła z torunianami 3:0. Potem katowiczanie wyraźnie odpuścili i mecz zakończył się ostatecznie wynikiem 3:1.
Trójkolorowi przystąpili do dzisiejszego spotkania bez Turtiainena, który w piątek został pobity przez pseudokibiców (a raczej idiotów) w Jastrzębiu i oglądał potyczkę swojej drużyny z trybun. Od pierwszego gwizdka sędziego podopieczni trenera Risto Dufvy ruszyli do natarcia i w drugiej minucie objęli prowadzenie po golu Paszka. W ciągu kolejnych kilku minut Spesnego pokonali także Michalski i Franssila i już w 8 min. na tablicy świetlnej widniał wynik 3:0. Od tego momentu katowiczanie wyraźnie spuścili z tonu, a przyjezdni długo nie byli w stanie pokonać Rahma. Ta sztuka udała mi się tylko raz, w samej końcówce spotkania, które skończyło się spokojnym zwycięstwem GieKSy 3:1. Jak na razie GKS jest więc w tym sezonie jedyną drużyną, która nie zaznała smaku porażki.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Piłka nożna Wywiady
Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni
Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem.
Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?
Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.
Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.
Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.
To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?
Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.
Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?
Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.
W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?
Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.
Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.
Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.
W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.
Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.
Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?
Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.
Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?
Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Najnowsze komentarze