Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
„Satelita” odleciał, a planety szaleją… Media o ubiegłym tygodniu w wykonaniu sekcji GieKSy
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
Piłkarki pauzowały ze względu na przygotowania reprezentacji Polski do spotkań eliminacji Mistrzostwa Świata. Następny mecz zawodniczki rozegrają u siebie w najbliższy weekend z Medykiem Konin. Piłkarze rozegrali w minionym tygodniu jedno spotkanie w ramach Fortuna I Liga z Puszczą Niepołomice. GieKSa wygrała 1:0 (1:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.
W trzeciej kolejce PlusLigi siatkarze przegrali 0:3 z beniaminkiem LUK Lublin, na wyjeździe. Kolejny mecz siatkarze zagrają z drużyną Indykpol AZS Olsztyn w Katowicach. Spotkanie rozpocznie się 31 października o godzinie 20:30. Spotkanie będzie transmitowane na antenie Polsat Sport.
Hokeiści rozegrali dwa mecze: oba w Satelicie. W piątek pokonali Comarch Cracovie 4:2. W niedzielę zespół wygrał z kolejnym pretendentem do tytułu Mistrza Polski GKS Tychy 5:2. Nasza drużyna jest liderem rozgrywek z przewagą ośmiu punktów nad KH Energa Toruń.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.pl – W Katowicach rozmawiali o stadionach
Najważniejsze inwestycje w infrastrukturę sportową były tematem posiedzenia ostatniej Komisji Kultury, Promocji i Sportu przy radzie miasta Katowice.
Posiedzenie komisji zbiegło się w czasie z rozpoczęciem budowy kompleksu sportowego z nowym stadionem i halą na Załęskiej Hałdzie w sąsiedztwie autostrady A4, która symbolicznie zainaugurowana została w ubiegłym tygodniu.
– Przeprowadziliśmy dwa postępowania przetargowe – przypominał Adam Kochański, naczelnik Wydziału Inwestycji katowickiego magistratu. – Pierwsze to wybór inżyniera kontraktu. 12 sierpnia podpisaliśmy umowę z firmą Sweco, która będzie prowadzić nadzór nad realizacją inwestycji. Drugi przetarg zakończyliśmy 31 sierpnia podpisaniem umowy z generalnym wykonawcą, firmą NDI, z terminem realizacji do 31 sierpnia 2024 roku za 166 milionów złotych netto, za co powstanie stadion, hala, dwa boiska treningowe, spinający to wszystko układ komunikacyjny i część parkingu na około 250 miejsc postojowych. Jest już zaplecze budowy, rozpoczęto prace geodezyjne, wytyczanie terenu. Wykonawca wystąpił do gestorów sieci – wodociągów, energetyki – o warunki podłączenia do prądu i wody. W poniedziałek zaczęły się prace ziemne związane z wykonaniem kanalizacji i doprowadzeniem wody do zaplecza budowy. W najbliższym czasie, końcówce tego tygodnia, pełną parą ruszą prace związane z wycinką drzew. Kolejny etap to wykonanie robót ziemnych – wyliczał Kochański.
Krzysztof Pieczyński, przewodniczący komisji, usłyszał od naczelnika potwierdzenie, że trybuna, na której zlokalizowana będzie część biznesowa, budowana będzie po stronie zachodniej. To problem znany z Bukowej, bo trybuna główna usytuowana jest pod słońce. Pieczyński dopytywał też o zaplecze biznesowe.
Na nowym stadionie powstanie 16 skyboxów o powierzchni od 20,16 do 21,23 m2, wszystkie z balkonami umożliwiającymi oglądanie meczu nie tylko zza szyby. Poruszano też kwestię zaplecza gastronomicznego oraz konferencyjnego. – Cała strefa gastronomiczna zostanie przez wykonawcę przygotowana w stanie deweloperskim. Przyszły użytkownik będzie musiał zagospodarować ją sobie na swoje potrzeby – stwierdził naczelnik Wydziału Inwestycji.
– Rozmawiałem z wiceprezydentem Sobulą. Na stadionie nie będzie wielkiego centrum konferencyjnego, by nie robić konkurencji Międzynarodowemu Centrum Kongresowemu przy „Spodku”. Nowy obiekt ma spełniać cele przede wszystkim sportowe – dodał Pieczyński.
Katowicki radny, kibic GieKSy regularnie oglądający jej mecze na żywo, złożył też interpelację w sprawie utworzenia tymczasowej platformy widokowej przy terenie budowy stadionu dla chętnych mieszkańców i kibiców.
„Zainteresowanie tą inwestycją jak i samym procesem budowy jest więc bardzo duże wśród mieszkańców. Oczywiście teren budowy dla osób postronnych jest ogrodzony i niedostępny, mimo to zapewne sporo osób będzie zainteresowanych postępami prac. W związku z powyższym zwracam się z propozycją o wystąpienie do głównego wykonawcy inwestycji, firmy NDI, o utworzenie tymczasowej platformy widokowej w sąsiedztwie terenu budowy, tak by zainteresowani mieszkańcy, a także przedstawiciele mediów podejrzeć postęp prac na budowie. Proponuję, by taka platforma rozpoczęła swe funkcjonowanie po zakończeniu prac przygotowawczych, wraz z rozpoczęciem prac budowlanych” – napisał Pieczyński w interpelacji.
W Katowicach trwają też inne inwestycje. Buduje się basen na Zadolu, rozpoczyna się modernizacja boiska „Rapid” w Koszutce (występuje tam m.in. Sparta Katowice, czołowy zespół „okręgówki”), a coraz bliżej jest otwarcia kompleksu przy ul. Asnyka w Piotrowicach, dedykowanego m.in. IV-ligowemu Rozwojowi.
– Buduje go firma Greta Sport od 7 sierpnia 2020 do 7 czerwca 2022 za 37 mln zł – powiedział naczelnik Kochański. – Aktualnie prowadzone są prace wewnątrz budynku socjalnego, związane z instalacjami sanitarnymi, elektrycznymi, niskoprądowymi. Prawie skończone jest już boisko do gry w baseball, zasiano trawę, powstały piłkochwyty. Wykonano też podbudowę pod boisko wielofunkcyjne i pod dwa boiska do piłki plażowej. Na głównym boisku, do piłki nożnej, została do ułożenia folia i rozłożenie sztucznej trawy. To planowane jest na okres wiosenny, sprzyjające warunki pogodowe, podobnie jak prace nad bieżnią lekkoatletyczną. Cała ta inwestycja jest już bardzo mocno zaawansowana.
dziennikzachodni.pl – Rafał Musioł: PZPN dosypał pieniędzy do I ligi
– W aktualnej klasyfikacji pierwszej ligi w PJS w czołowej siódemce mieści się aż pięć naszych klubów, w poprzednich rozgrywkach nie zarobił żaden – pisze Rafał Musioł, zastępca szefa działu sportowego Dziennika Zachodniego.
Trochę bez echa przeszła decyzja nowych władz Polskiego Związku Piłki Nożnej o zmianie zasad premiowania w Pro Junior Systemie na poziomie pierwszej ligi. Postanowiono mianowicie dosypać pieniędzy do puli nagród oraz rozszerzyć wypłaty na wszystkich uczestników rozgrywek, a nie tylko siódemkę, która zgromadzi największą liczbę punktów, jak miało to miejsce do tej pory.
Do tego elitarnego grona trafi – jak dotychczas – sześć milionów złotych, natomiast reszta ligi podzieli między siebie kolejne trzy miliony. Wypłaty będą dokonywane proporcjonalnie do liczby zdobytych punktów w klasyfikacji końcowej. To najpoważniejsza zmiana od nowelizacji z 2020 roku, gdy uznano, że pieniądze mogą trafiać także do spadkowiczów. Do tej – powiązanej z pandemią i ryzykiem przedwczesnego zakończenia rozgrywek – decyzji, było to wykluczone. Chodziło o to, by nie ryzykować wypaczania idei systemu przez wystawianie młodzieżowców przez zespoły pewne degradacji już na kilka kolejek przed zakończeniem sezonu.
W aktualnej klasyfikacji pierwszej ligi w PJS w czołowej siódemce mieści się aż pięć naszych klubów. Drugie jest Zagłębie Sosnowiec, czwarte Podbeskidzie Bielsko-Biała, piąta Skra Częstochowa, szósty GKS Jastrzębie, a siódmy jego imiennik z Katowic. Dla porównania – w poprzednich rozgrywkach na liście beneficjentów nie znalazł się żaden przedstawiciel Śląska i Zagłębia. Tuż za kreską oznaczającą wypłaty finiszowali tyszanie, którzy teraz są na miejscu… przedostatnim, a liczącym się w obecnej grze sosnowiczanom i jastrzębianom było znacznie bliżej do ogona niż czuba peletonu.
Jak widać coś w tej materii wyraźnie drgnęło, ale w wielu przypadkach trudno te zmiany wytłumaczyć. Gdy nie wiadomo o co chodzi, można przypuszczać, że w tle leżą pieniądze. I to niekoniecznie te z puli Systemu. Przykładem jest Zagłębie, szastające do tej pory kasą na obcokrajowców i weteranów, a które najwyraźniej wreszcie mocno zmieniło spojrzenie na wypełnianie szatni.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – Piątek z PlusLigą: LUK Lublin – GKS Katowice 3:0
[…] Lubelski zespół u siebie zagrał tylko raz – w dodatku z mistrzem Polski Jastrzębskim Węglem – i przegrał 1:3. W dwóch kolejnych meczach, już wyjazdowych, poszło mu jeszcze gorzej, bo z Suwałk i Kędzierzyna-Koźla nie wywiózł choćby jednej wygranej partii. Za to o GKS Katowice było bardzo głośno po dwóch meczach rozegranych w hali w Szopienicach, bo podopieczni trenera Grzegorza Słabego najpierw wygrali 3:2 z Treflem Gdańsk, a sześć dni później do zera ograli Asseco Resovię Rzeszów. Pierwsza porażka przyszła dopiero w ostatniej kolejce, gdy katowicka drużyna, choć mocno powalczyła, to jednak przegrała z Zawierciu z Aluronem CMC Wartą 1:3.
Gospodarze pewnie wygrali pierwszego seta, choć jego początek nie wskazywał na takie rozstrzygnięcie. LUK zaczął powiększać przewagę od stanu 12:12. Po stronie gości było kilka błędów w ataku, po drugiej stronie dobrze funkcjonował blok. Niebawem mieliśmy 18:13 i podopieczni trenera Dariusza Daszkiewicza nie oddali prowadzenia. Bartosz Filipiak zdobył pięć, a Milan Katić cztery.
W końcówce drugiej partii zanosiło się na pewną wygraną LUK-u, który zdobył pięć punktów w serii i prowadził 21:18, a następnie 24:20. Jednak m.in. dzięki trudnym zagrywkom Kamila Drzazgi katowiczanie wyrównali. Kolejny serwis gracza GKS był zepsuty, a za chwilę lublinianie mogli cieszyć się z pierwszego punktu w PlusLidze. Po dwóch setach mieli zapisane w swoich statystykach dziewięć bloków.
Graczom z Lublina nie wystarczył jeden punkt. Uparcie parli do przodu. Objęli prowadzenie i to ich rywale musieli częściej gonić. Gdy Sobala uzyskał 22 punkt blokiem wygrana była na wyciągnięcie ręki. Ale gospodarze popełnili dwa fatalne błędy i było tylko 22:21. Jednak gospodarze utrzymali prowadzenie i mogli cieszyć się ze zwycięstwa. Bartosz Filipiak zasłużenie otrzymał statuetkę MVP, ale cichym bohaterem był Wojciech Sobola, które skutecznie punktował blokiem w ważnych momentach meczu. GKS po świetnym starcie zanotował drugą porażkę z rzędu.
LUK Lublin – GKS Katowice 3:0 (25:19, 26:24, 25:22)
sportdziennik.com – Drugi wyjazd katowiczan i druga porażka z rzędu
W Lublinie siatkarze GKS-u Katowice nie zdołali urwać nawet seta beniaminkowi.
Goście mieli prosty sposób na pokonanie LUK-u. Punkty miały im zapewnić mocna zagrywka oraz silny atak. Pomysł na mecz miejscowych był podobny, więc kibice od początku oglądali wymianę ciosów.
Gra była prosta i opierała się na wystawianiu do skrzydeł. Micah Ma’a, rozgrywający gości co kilka akcji starał się korzystać też ze środkowych. Dobrze wyglądała jego współpraca z Marcinem Kanią, co przyniosło katowiczanom kilka punktów.
Więcej atutów mieli jednak gospodarze. Świetnie prezentowali się Bartosz Filipiak oraz Wojciech Włodarczyk. Przede wszystkim jednak miejscowi popełniali mniej błędów i skuteczniejsi byli w bloku. Te elementy zdecydowały o ich triumfie, pierwszym w rozgrywkach.
siatka.org – Pierwsze zwycięstwo beniaminka
Siatkarze i kibice LUK Lublin w końcu doczekali się wygranej beniaminka PlusLigi. We własnej hali lublinianie odnieśli pierwsze ligowe zwycięstwo i to od razu za trzy punkty i bez straty seta. Pokonaną drużyną jest GKS Katowice. Katowiczanie szczególnie w drugim secie mogli powrócić do meczu, ale przegrali końcówkę i na Śląsk pojadą z zerowym dorobkiem.
HOKEJ
hokej.net – GieKSa zwycięska! Sędziowskie popisy…
W meczu 14. kolejki Polskiej Hokej Ligi GKS Katowice pokonał na własnym lodzie Comarch Cracovię 4:2. Tym samym podopieczni Jacka Płachty umocnili się na fotelu lidera. Nie popisali się za to sędziowie, którzy kilka razy mocno się pogubili i przedłużali spotkanie, naradzając się po wcześniej podjętych decyzjach.
Katowiczanie bardzo dobrze weszli w piątkowy mecz gdyż już w 45. sekundzie po strzale Grzegorza Pasiuta gumę do bramki skierował Patryk Wronka. W 9. minucie drugiego gola strzałem pod poprzeczkę zdobył Patryk Krężołek. Cracovia jednak po dwóch ciosach nie zamierzała się poddać. Tuż przed przerwą kontaktowego gola zdobył Grigorij Miszczenko.
W drugiej odsłonie serie kar otrzymała drużyna prowadzona przez Rudolfa Roháčka, co skrzętnie wykorzystali gospodarze. Najpierw Grzegorz Pasiut trafił po rykoszecie do bramki Pieriewozczikowa, a następnie błąd defensywy wykorzystał w sytuacji sam na sam Jakub Prokurat. W tej odsłonie nie popisali się sędziowie, którzy swoje decyzje podpierali długimi naradami między sobą bądź zawodnikami i trenerami obu drużyn. Gospodarze w tej odsłonie grali ponad 15 minut w przewadze. Oddali aż 22 strzały, ale w bramce Comarch Cracovii bardzo dobrze spisywał się Dienis Pieriewozczikow. Rosjanin dzięki swoim interwencjom utrzymywał swój zespół w grze w tym spotkaniu.
W ostatnich dwudziestu minutach Cracovia próbowała gonić wyniku. Co prawda goście zdobyli drugiego gola po składnej akcji pierwszego ataku i celnym uderzeniu Damiana Kapicy, jednak na więcej nie pozwolili gospodarze.
Pod koniec spotkania sędzia liniowy również dał „popis”, gdy przy sygnalizowanej karze dla gości, do boksu zjechał John Murray, a ten omyłkowo wskazał sygnalizację „sześciu zawodników na lodzie”. Przez ostatnie dwie minuty goście grali bez bramkarza, lecz katowiczanie nie dali sobie wydrzeć zasłużonego zwycięstwa.
sportdziennik.pl – „Satelita” odleciał…
Michael Cichy otrzymał 52 minuty: za bójkę, ostrość w grze, podwójną karę meczu oraz karę mniejszą – jak na razie to ligowy rekord.
Chóralne śpiewy licznie zgromadzonych kibiców, a po końcowej syrenie feta na stojąco na cześć ulubieńców – to nieomylny znak, że w śląskich derbach GKS-ów lepszy był ten z Katowic. Wyższość gospodarzy nie podlegała dyskusji. To był niezwykle udany weekend zespołu katowickiego. „Satelita” odleciał, a planety szaleją…
Zespół z Tychów przyjechał do Katowic z powracającym po kontuzji Ondrejem Raszką w bramce oraz z nowym rosyjskim defensorem, Grigorijem Żełdakowem (29 lat, 185 cm/86 kg). Rosjanin w CV ma medale młodzieżowych MŚ, grał w KHL, a ostatnio reprezentował Donbas Donieck. Goście doskonale zdawali sobie z ciężaru gatunkowego tej potyczki, ale rozpoczęli w kiepskim stylu. Gospodarze rzucili się do ataku i raz po raz zatrudniali Raszkę, który sporo się napracował, ale nie zdołał uchronić swojej drużyny od straty goli. Najpierw pokonał go Patryk Wronka i przy tym uderzeniu mógł lepiej zachować.
Przy golu Patryka Krężołka nie miał wiele do powiedzenia, bo akcja była błyskawiczna, a strzał precyzyjny. W 11 min wydawało się, że katowiczanie zmiażdżą rywali, a tymczasem najpierw Radosław Galant zdołał oszukać Johna Murraya i zmniejszył straty. W 14:01 min Jakub Wanacki faulował szarżującego Denisa Sierguszkina i sędziowie podyktowali karnego. Nieszczęśliwym strzelcem okazał Michael Cichy. Jednak Rosjanin zdołał pokonać Murraya, gdy wcześniej na małej przestrzeni „zabawił” się kilkoma zawodnikami gospodarzy. Murraya też zdołał położyć na lodzie.
W 27 min doszło do bójki między Cichym i Mathiasem Lehtonenem – obaj otrzymali kary meczu, jednak Cichy jako prowodyr otrzymał karę większą i gdy Jan Krzyżek odsiadywał dodatkowe 5 min, gospodarze zdobyli 2 gole. Najpierw na 1:19 min przed końcem kary Raszkę pokonał Grzegorz Pasiut, a na 24 sek. przed końcem Bartosz Fraszko. Już do końca tej odsłony gospodarze mieli przewagę i kilka okazji, jednak uderzali niecelnie.
Katowiczanie swoją grę udokumentowali tylko bramką Roberta Fraszki, ale Raszka został wystawioną na trudną próbę i musiał się sporo napracować. Gospodarze znajdują się w wysokiej formie i pewnie usadowili się w fotelu lidera.
Felietony Piłka nożna
Opór przed rozwojem
Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:
2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.
Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.
Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.
Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.
Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.
Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.
Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.
Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.
Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.
Absolutnie niepojęte jest to, jak my na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.
I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.
Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.
<ogląda skrót>
<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>
<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>
Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.
Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.
Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.
I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.
Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.
Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.
Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.
Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.
Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.
Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.
Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.
Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.
Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.
Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.
Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…
Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.
I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…
Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.
Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.
Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.
A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.
Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.
Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.
No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.
No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.
I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.
Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.
Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic
Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.


Najnowsze komentarze