Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Przegląd doniesień mass mediów o GieKSie: Piłkarki GieKSy wicemistrzyniami Polski w futsalu kobiet U-16

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarki i piłkarze przygotowują się do startu rozgrywek ligowych rundy wiosennej sezonu 2020/21. W minionym tygodniu piłkarki rozegrały mecz sparingowy z faworytkami Ekstraligi – ekipą Górnika Łęczna. Niestety nasza drużyna przegrała 1:6. Piłkarki z „Akademii Młoda GieKSa” w kategorii U – 16 zdobyły tytuł wicemistrzyń Polski w futsalu. Przegraną zanotowała również męska drużyna – 2:3 z Odrą Opole.

W sobotę siatkarze rozegrali mecz ligowy z Treflem Gdańsk, ulegając na wyjeździe 1:3. W tym tygodniu siatkarze rozegrają jeszcze spotkania z Indykpolem AZS Olsztyn (w środę, na wyjeździe) i z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle ( w niedzielę, w Szopienicach). Hokeiści rozegrali dwa zwycięskie spotkania na wyjeździe: ze Stoczniowcem Gdańsk 8:2 oraz w piątek z Ciarko STS Sanok 2:1.

 

PIŁKA NOŻNA

nto.pl – Odra Opole pokonała w sparingu GKS Katowice 3-2

[…] Pierwszą bramkę miejscowi mogli zapisać na swoim koncie dzięki nieporozumieniu w szeregach rywali. Wówczas to bowiem jeden z obrońców wycofał piłkę do golkipera i ta niespodziewanie minęła go i wpadła do siatki. 10 minut później już gospodarze sami dopięli swego, a trafienie zanotował debiutujący w niebiesko-czerwonych barwach Szymon Drewniak.

Po zmianie stron wydawało się, że podopieczni Dietmara Brehmera kontrolują sytuację. Na półmetku tej odsłony przyjezdni złapali kontakt gdy rzut karny wykorzystał Kurbiel. Niespełna kwadrans później wyrównał Dominik Kościelniak po tym gdy wymanewrował pół naszej drużyny. Na szczęście niebawem na indywidualną akcję zdecydował się Adam Żak i strzałem w długi róg ustalił wynik spotkania.

 

dziennikzachodni.pl – Odra Opole – GKS Katowice 3:2

Piłkarze GKS Katowice przegrali w sparingowym meczu z Odrą Opole 2:3. Zespół Rafała Góraka lepiej zaprezentował się w drugiej połowie.

[…] Katowiczanie przegrali w Opolu z Odrą, ale w drugiej połowie zaprezentowali się całkiem nieźle. Odrobili wtedy straty poniesione po przypadkowym golu, gdy piłka odbiła się od nierównej sztucznej nawierzchni, oraz po stałym fragmencie gry.

Po zmianie stron GKS doprowadził do remisu. Najpierw Piotr Kurbiel wykorzystał jedenastkę, a potem Dominik Kościelniak pokazał klasę w indywidualnej akcji.

Ostatnie słowo znów należało jednak do gospodarzy.

 

facebook.com – Wielosekcyjna Akademia „Młoda Gieksa”

WICEMISTRZYNIE POLSKI w Futsalu Kobiet U-16❗????????????

Wielkie gratulacje dla całego zespołu oraz sztabu trenerskiego ????????

Mecz finałowy z Wierzbowianka – Akademia Piłkarska zakończył się remisem 2⃣:2⃣. W konkursie rzutów karnych skuteczniejsze okazały się przeciwniczki (5:4).

Bramki dla naszego zespołu zdobyła Zuzanna Witek, która została wybrana najlepszą zawodniczką Turnieju ????⚽????

 

tylkokobiecyfutbol.pl – MMPU16 : Wierzbowianka mistrzem Polski

Za nami bardzo emocjonujący weekend z futsalem w wydaniu do lat 16. W podkrakowskich Proszowicach rozegrano turniej finałowy Młodzieżowych Mistrzostw Polski w futsalu. Po pasjonującym finale po rzutach karnych wygrały zawodniczki Wierzbowianki, które w pokonanym polu zostawiły zawodniczki katowickiej GieKSy. Turniej skradła jednak Zuzanna Witek właśnie ze śląskiego zespołu i do niej powędrował tytuł MVP całych zawodów.

Nagrody indywidualne :

Najlepsza zawodniczka: Zuzanna Witek (GKS)

Królowa strzelczyń: Patrycja Kozarzewska (UKS Ząbkovia Ząbki) – 10 goli

Najlepsza bramkarka: Amelia Jarguz (Wierzbowianka Wierzbno)

Klasyfikacja końcowa :

1.      Wierzbowianka Wierzbno

2.      GKS Katowice

3.      Ząbkovia Ząbki

4.      UKS 3 Staszkówka Jelna

 

dziennikwschodni.pl – GKS Katowice – GKS Górnik Łęczna 1:6

GKS Górnik Łęczna jeszcze nie przegrał żadnego sparingu w zimowym okresie przygotowawczym. W niedzielę podopieczne Piotra Mazurkiewicza ograły aż 6:1 GKS Katowice.

To był znakomity występ mistrzyń Polski, które kompletnie zdominowały swojego ligowego rywala. Na pierwszego gola w Nowinach, gdzie był rozgrywany ten mecz, trzeba było czekać do 25 min. Wówczas w zamieszaniu podbramkowym największym sprytem wykazała się Małgorzata Grec i z bliska wpakowała piłkę do siatki. Do przerwy więcej goli już nie padło.

Worek z bramkami rozwiązał się dopiero po zmianie stron. Jako pierwsza w drugiej połowie katowicką obronę naruszyła Nikola Karczewska, która dobiła piłkę po strzale Grec. Później swoje gole również zdobyły największe gwiazdy Górnika – Ewelina Kamczyk i Emilia Zdunek. Kolejne dwie bramki natomiast dołożyły młode talenty łęcznianek Roksana Ratajczyk i Maja Osińska. Ta pierwsza mogła mieć na koncie jeszcze jedno trafienie, ale zmarnowała rzut karny. Katowiczanki stać było tylko na honorowego gola – w 81 min zdobyła go Klaudia Maciążka

[…] Ekstraliga wznowi rozgrywki w pierwszy weekend marca, a pierwszym przeciwnikiem będzie LKS Rolnik B.

 

sportdziennik.com – Podpis bramkarza

Mimo wyróżnienia uzyskanego przez Akademię Młodej GieKSy w corocznym plebiscycie Zgodnie z naszymi informacjami, nowym bramkarzem katowickiego II-ligowca został Patryk Królczyk. Na Bukową trafił w ramach wypożyczenia do końca sezonu z Piasta Gliwice.

26-latek dołączył do GieKSy przed zgrupowaniem w Bielsku-Białej i dał się poznać z na tyle dobrej strony, że podjęto decyzję o jego pozyskaniu. Królczyk – mimo 1,5-rocznego pobytu w Piaście – nie zadebiutował w ekstraklasie, bo niepodważalną pozycję wśród golkiperów mają w nim Frantiszek Plach i Jakub Szmatuła. Wcześniej strzegł bramki Warty Gorzów Wielkopolski, Pniówka 74 Pawłowice, Olimpii Grudziądz, Porońca Poronin czy Nadwiślana Góra.

– Patryk był z drużyną na tygodniowym obozie i bardzo pozytywnie zaprezentował się na treningach oraz w meczach kontrolnych. Wraz z Bartoszem Mrozkiem, Kamilem Korczakiem i Patrykiem Kukulskim będzie w gronie czterech bramkarzy rywalizujących o miejsce w składzie pierwszej drużyny. Funkcjonujący dotychczas z zespole Marcel Zocłoński trenuje z drugą drużyną – poinformował Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GieKSy.

Pierwszy raz w II lidze katowiczanie dysponować będą bramkarzem-niemłodzieżowcem. Nr 1 powinien pozostać Mrozek. Gdy w grudniu do Zagłębia Sosnowiec odszedł jego dubler, Szymon Frankowski, przy Bukowej zadecydowano, że kandydatami na zmiennika Mrozka nie mogą być wyłącznie juniorzy.

Stąd też pozyskanie Królczyka, który może być ostatnim tej zimy ruchem kadrowym ekipy z Bukowej. Przypomnijmy, że z wiceliderem II ligi – poza wspomnianym Patrykiem Kukulskim (ostatnio Concordia Piotrków Trybunalski) – związał się pomocnik Rafał Figiel (Podbeskidzie).

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – GKS Katowice ma czego żałować

[…] Siatkarze GKS-u Katowice, choć skazywani przez wielu fachowców grę o utrzymanie się w PlusLidze, ciągle mają szansę na występy w play offie. Jednak w rewanżowym spotkaniu z Treflem w Gdańsku nie sprostali rywali i przegrali 1:3. Jednak wyprawa na północ kraju trwa nadal, bowiem katowicka ekipa wczoraj przeniosła się z Trójmiasta do Olsztyna. Już jutro dojdzie chyba do kluczowego meczu o „8” z Indykpolem AZS-em. Zwycięzca na pewno zwiększy szansę na premiowane miejsce.

Trefl to więcej niż solidna drużyna, mająca w swoich szeregach indywidualność, potrafiąca w trudnych momentach zdobywać punkty. Mariusz Wlazły, bo o nim mowa, mocno dał się we znaki GKS-owi. Może nie uderzał z taką potężną siłą, ale precyzyjnie, a ponadto sprytnie obijał blok, doprowadzając do irytacji katowiczan. Był liderem zespołu gospodarzy zasłużył na statuetkę MVP, który otrzymał po spotkaniu.

Siatkarze z Katowic grali więcej niż poprawnie, ale o ich porażce zadecydowały drobne detale. Przede wszystkim popełnili za 16 błędów w zagrywce, nie zaliczając żadnego punktu. Serwis nie funkcjonował tak jakbyśmy życzyli, a gospodarze też nie grzeszyli pomyłkami, ale zaliczyli 3. asy.

– Tak się złożyło, że zagrywką trafialiśmy w przyjmujących, a oni sobie z nią radzili i mogli konstruować akcję – mówił po meczu trener GKS-u, Grzegorz Słaby, który w tym momencie był już myślami przy potyczce. – Graliśmy dobrze, ale trafiliśmy na silniejszego rywala z mocnym liderem Wlazły, odgrywającym istotną rolę w drużynie.

Zaczęło się wielce obiecująco dla katowiczan, bo w I secie szybko zdobyli przewagę i skrzętnie ją utrzymywali. Podstawą była dobra gra w obronie, bo katowiczanie wiele piłek podbili i mogli konstruować kontrę. Skutecznie ze środka siatki punkty zdobywał Emanuel Kohut, a Jakub Jarosz wspierany przez kolegów również był skuteczny na skrzydle. Pewna wygrana dawała iskierkę nadziei na kolejne odsłony. A dwóch kolejnych katowiczanie mogą żałować, bo mieli realne szansę na wygrane.

W II partii najpierw był remis 21:21, a przy stanie 22:23 Kamil Kwasowski zepsuł zagrywkę. Z kolei w następnej przy stanie 22:22 udaną akcją zakończył Pablo Crer, a chwilę potem Bartosz Pietruczuk, wchodzący tylko do pola serwisowego, popisał się asem. Wprawdzie Miłosz Zniszczoł zmniejszył stratę, ale potem wszystko w swoje ręce wziął Wlazły. IV set był już wyraźnie pod kontrolą gospodarzy.

– Szkoda, bo była szansa na punkty czy punkt, ale nie mam pretensji do chłopaków, bo zrobili wszystko co w swojej mocy – dodał szkoleniowiec GKS-u. – Tym spotkaniem tylko potwierdzili, że ich forma poszła w górę. Teraz z nadziejami jedziemy do Olsztyna.

Zespół z Gdańska zrewanżował się za porażkę 2:3 w Katowicach i dość mocno usadowił się na 3 miejscu w tabeli.

Trefl Gdańsk – GKS Katowice 3:1 (21:25, 25:22, 25:23, 25:21)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Sympatycznie było…

Jedyną zagadką były rozmiary zwycięstwa GKS-u. Trener Andrej Parfionow dokonał roszad w formacjach, ale meczem ze Stoczniowcem na pewno nie rozwiązał problemów personalnych.

Goście od początku zaczęli bombardować bramkę Stoczniowca. Gdy Michał Sadowski II powędrował na boksu kar, 27 sek. później Miika Franssilla silnie uderzył i krążek przemknął między parkanami golkipera gospodarzy.

U gospodarzy niezłe okazję mieli Krystiana Mocarski i Jakub Stasiewicz, ale Juraj Szimboch był czujny i zaliczył „czyste konto”, bo w II tercji jego miejsce zajął Maciej Miarka. Ostatnia tercja to było już takie ślizganie i dogrywanie meczu.

Stoczniowiec Gdańsk – GKS Katowice 2:8 (0:3, 1:3, 1:1)

hokej.net – Feralna ostatnia minuta. GieKSa zgarnia trzy punkty

Hokeiści Ciarko STS Sanok przegrali z GKS Katowice 1:2 tracąc decydującego gola na 17 sekund przed końcem spotkania. Celny cios na wagę trzech punktów zapewnił aktywny w tym spotkaniu Bartosz Fraszko. To trzecie spotkanie z rzędu gdzie sanoczanie w ostatniej minucie tracą punkty w meczu ligowym.

– Nie umiem zebrać myśli po takim meczu. Szacunek dla drużyny z Sanoka bo pokazują charakter a my musimy zacząć lepiej grać – powiedział po meczu Grzegorz Pasiut, kapitan GKS Katowice.

– Czujemy niedosyt po takim meczu gdzie tracimy bramkę na 17 sekund przed końcem. To już trzecie spotkanie z rzędu gdzie dajemy sobie wyrwać punkty w samej końcówce. Szkoda, bo zasłużyliśmy na sprawienie niespodzianki a być może zwycięstwa w dogrywce. Niepotrzebne są te kary w końcówce, które nas osłabiają – dodał Maciej Bielec, napastnik Ciarko STS Sanok.

Ciarko STS Sanok – GKS Katowice 1:2 (0:1, 1:0, 0:1)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Žilina jest jak żmija

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wraz z tryumfem Hiszpanii na mundialowych boiskach dobiegł końca maraton nocnych meczów za oceanem, a uczestniczący w nich piłkarze udali się na zasłużone urlopy. Natomiast nasi ulubieńcy są już zwarci i gotowi, aby rozpocząć rozgrywki, które będą nas przyprawiać o zdecydowanie szybsze bicie serca niż sam Mundial. Jednak zanim z kopyta ruszy Ekstraklasa, GKS napisze pierwszy i – mamy nadzieję – jeden z wielu rozdziałów w Lidze Konferencji Europy. Jak wysoka jest pierwsza przeszkoda, jaką los postawił na naszej drodze? O MŠK Žilina opowiedział nam Piotr Słonka, użytkownikom Twittera szerzej znany jako BuckarooBanzai – pasjonat piłki nożnej, groundhopper, wnikliwy obserwator futbolu w wydaniu ukraińskim, czeskim i właśnie słowackim. W ubiegłym sezonie na meczach MŠK bywał częściej niż niejeden niedzielny kibic na stadionie swojej lokalnej drużyny, więc to właśnie jego poprosiliśmy o przybliżenie sylwetki pierwszego rywala GieKSy w kwalifikacjach Ligi Konferencji.

Na ile łaskawy był dla nas los przydzielając nam MŠK Žilina jako pierwszą przeszkodę na drodze do Ligi Konferencji Europy?
W ubiegłym sezonie widziałem na żywo kilkanaście meczów MŠK, a po raz pierwszy pojechałem do Żyliny 17 lat temu na decydujący o wejściu do Ligi Europy mecz z Partizanem. Od tego czasu co najmniej kilka razy w roku bywam na tym stadionie, a jeśli jestem w Polsce, to nawet kilkanaście. Wielokrotnie próbowałem scharakteryzować ten zespół, jednak nie jest to łatwe. Na ten moment Žilina jest przede wszystkim zespołem niekompletnym, w permanentnej budowie, wielokrotnie wyprzedawanym i uzupełnianym nowymi piłkarzami. Zdarzało się, że kluczowe zmiany kadrowe zachodziły w trakcie kampanii eliminacyjnej do europucharów. Podobnie może być i w tym sezonie. Priorytetem zarządu jest zarabianie na piłkarzach, aczkolwiek dziś nie widzę tam gracza o wysokim potencjale sprzedażowym. Jest za to kilku bardziej doświadczonych zawodników, którzy mają gwarantować stabilizację zespołu, jednak są to gracze przeciętni nawet na ligę słowacką. Dlatego moim zdaniem to GKS jest faworytem – o ile w pierwszym meczu scenariusze mogą być różne, to ostateczny awans powinien stać się udziałem GieKSy. Žilina jest jak żmija, która może ukąsić każdego, ale koniec końców te rany nie powinny być dla GKS-u zabójcze.

Ubiegły sezon ligi słowackiej zakończył się bezdyskusyjnym tryumfem Slovana Bratysława, a Žilina skończyła dopiero na czwartym miejscu. Jak w porównaniu do Ekstraklasy oceniasz potencjał całej ligi, jej mistrza i naszego najbliższego rywala?
Na Słowacji mamy ligę z hegemonem w postaci Slovana, który pędzi niczym TGV, a gonią go kiepskie ciuchcie, które co rusz trzeba reperować. Nie przysparza to kibicom zbyt wielu emocji. Sam mistrz Słowacji byłby wysoko w tabeli Ekstraklasy, jednak ciężko to ocenić, skoro w swojej lidze gra zazwyczaj na 30% możliwości, których pełnię pokazuje dopiero w Europie. W lidze nie musi wrzucać czwartego biegu, o piątym nawet nie wspominając. Nawet mecze na szczycie są po prostu nudne. Piłkarze z Bratysławy mogą przespać większą część meczu i przycisnąć dopiero w końcówce, co i tak zwykle wystarcza do zwycięstwa. Na tym tle Žilina wypada znacznie słabiej i gdyby chciała nawiązać rywalizację, to musiałaby zmienić politykę transferową. Ma wprawdzie super akademię, lepszą niż wiele polskich klubów, bardzo dobrze pracując z młodymi zawodnikami, którzy przez rezerwy trafiają do pierwszego zespołu i szybko wypływają na szersze wody. Samymi młodymi talentami nie utrzymałaby się jednak w Ekstraklasie. Mając natomiast budżet, jakim dysponują polskie kluby, mogłaby szybko podnieść swój poziom.

Przepustkę do Europy MŠK zdobył dzięki tryumfowi w krajowym pucharze. Jak w Żylinie oceniono ubiegły sezon, który w lidze nie poszedł po ich myśli?
Drużyna na boisku prezentowała się chimerycznie – chociażby z Rakowem w pewnych fragmentach wyglądała bardzo dobrze, by ostatecznie przegrać w dwumeczu 1:6. Podobnie zresztą było ostatnio z Hajdukiem – w pierwszej połowie w Splicie mogli trafić do siatki, co się jednak nie udało i skończyło się stratą dwóch goli. Nawet z ligowymi outsiderami zdarzało im się gubić punkty. Tak się jednak zdarza drużynom opartym na młodzieży – często brakuje stabilności. Czwarte miejsce w lidze nie było więc rozpatrywane w klubie jako porażka, bo filozofia klubu się nie zmienia. Z kolei wygrany finał Pucharu Słowacji, rozgrywany właśnie w Żylinie, był wielkim świętem dla klubu, który od wielu lat nie włożył nic do gabloty. Ten sukces przykrył nienajlepszy sezon w lidze.

Wspomniałeś już o dwóch pojedynkach, które mogą interesować kibiców GieKSy. Pierwszy to ubiegłoroczna rywalizacja w kwalifikacjach LKE z innym zespołem z Polski, czyli Rakowem. Tuż przed tym spotkaniem rozmawiałem z Michałem Cybulskim z Częstochowy, który ostrożnie podchodził do słowackiego rywala. Tymczasem Medaliki bez większych problemów pokonały tę przeszkodę.
Žilina mogła objąć prowadzenie w pierwszej połowie meczu w Częstochowie, jednak typowo dla siebie zmarnowała dogodne sytuacje. Słowacy nie byli jednak w stanie grać całego meczu na tak wysokich obrotach i w drugiej połowie gospodarze zrobili swoje. Mecze, w których Żylina atakuje od pierwszego do ostatniego gwizdka zdarzają się, ale należą do wyjątków. Najczęściej są to krótkie okresy, w których przejmują inicjatywę. Jeśli więc nie wykorzystuje się wypracowanych w tym czasie sytuacji, to kolejnych może już nie być. MŠK chce grać ofensywnie, próbuje atakować i dawać radość kibicom. Często przekłada się to jednak na dziury w obronie i tak też było z Rakowem.

Tymi samymi słowami można by scharakteryzować kolejny dwumecz, o którym chciałem porozmawiać, a więc niedawną rywalizację z Hajdukiem.
Scenariusz był bardzo podobny. W pierwszej połowie meczu w Splicie Słowacy mieli dwie doskonałe okazje na gola, których jednak nie wykorzystali, a kilka chwil później przegrywali już 0:2 i nie wyglądali zbyt dobrze. Strata przed rewanżem była więc spora i mimo że u siebie od początku grali lepiej, to pierwszego gola zdobył Hajduk. Po przerwie dominowała już jednak Žilina: padły dwa gole, był też strzał w poprzeczkę i jedna doskonała sytuacja, niewykorzystana przez Roginicia. Było to jednak za mało, aby odrobić straty z Chorwacji.

Z jednej strony wygrana z Hajdukiem może świadczyć o dobrej dyspozycji MŠK, z drugiej jednak nasi kibice mogą w nią powątpiewać, skoro o sile rażenia Žiliny decyduje Marko Roginić, który przed laty w ataku pierwszoligowej GieKSy delikatnie mówiąc nie zachwycał.
Żylina bazuje na wychowankach, co szczególnie nasiliło się w okresie kowidowym, kiedy mocno ograniczono wysokość pensji zawodników. Zespół budowano na bardzo młodych graczach, a piłkarzy bardziej doświadczonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Wyjątkiem było okienko transferowe przed poprzednim sezonem i to właśnie wtedy sprowadzono Marko Roginicia. Dziwiłem się temu ruchowi, oceniając go jako krok w tył dla klubu. Tymczasem Chorwat okazał się graczem idealnie sprofilowanym pod potrzeby zespołu. Z przodu wygląda bardzo dobrze – jak na warunki ligi słowackiej jest szybki, nie unika walki fizycznej z obrońcami, a do tego jest w miarę skuteczny. Mimo że czasem zawodzi w prostych sytuacjach, to w ataku MŠK prezentuje się zdecydowanie lepiej niż obwoływany przed laty wielkim talentem Dawid Kurminowski. Z drugiej strony świadczy to o poziomie ligi słowackiej, w której dobre noty zbiera zawodnik zupełnie niewyróżniający się w polskiej 1. lidze.

Skoro tak, to czy dla słowackiego piłkarza transfer do Polski jest celem i spełnieniem sportowych ambicji? A jeśli tak rzeczywiście jest, to co w Żylinie robi Fabian Bzdyl, który wybrał odwrotny kierunek?
Zdecydowanie, transfer do Polski jest kierunkiem, o którym myśli wielu zawodników z ligi słowackiej, szczególnie w ostatnim okresie, gdy Ekstraklasa pnie się do góry w europejskich rankingach. Sam nie mogę się nadziwić i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że dziś mamy szansę wprowadzić dwa zespoły do Ligi Mistrzów, a w europejskich pucharach gramy coraz więcej i coraz lepiej. Dlatego dla każdego zawodnika ze Słowacji transfer do Polski to sportowy awans. Z kolei Fabian Bzdyl nie grał zbyt dużo w Cracovii, mimo że zadebiutował dość wcześnie, bo w wieku 16 lat. Transfer do Żyliny był moim zdaniem najlepszym na tamten moment wyborem, bo pokazuje się tu z bardzo dobrej strony. Doskonale odnajduje się w środku, nie ustępując pola starszym zawodnikom. Pod względem umiejętności piłkarskich zachwyca tutejszych obserwatorów i zanosi się, że w przyszłości będzie jednym z droższych transferów wychodzących. Dlatego mimo że zamiana Polski na Słowację może się wydawać krokiem w tył, to Bzdyl znalazł tu świetne warunki do rozwoju i pokazania swoich umiejętności. Žilina jest doskonałym oknem wystawowym dla takich graczy jak Fabian – często zaglądają tu skauci z Włoch, Niemiec czy krajów Beneluksu. Jego nazwisko z pewnością znalazło się w notesach niejednego z nich. W Żylinie wiedzą jak pracować z młodymi zawodnikami.

Wspomniałeś wcześniej, że dziś nie ma w Žilinie „gwiazd” z wielkim potencjałem sprzedażowym. Na kogo więc, oprócz Bzdyla i Roginicia, zwracać szczególną uwagę w pojedynku z GieKSą?
Poprzednia generacja młodych talentów została w zasadzie w całości wyprzedana, a do gry powoli wchodzi kolejna: Bzdyl, František Kóša czy Rumun Andrei Florea. Sztab stawia sobie za cel promowanie takich zawodników, którzy dostają sporo szans, nawet z bardziej renomowanymi przeciwnikami. Oprócz Roginicia z przodu jest jeszcze Michal Faško, a za ich plecami gra z kolei Miroslav Káčer – mózg drużyny, który odpowiada za współpracę wszystkich formacji. Jest to piłkarz kluczowy dla systemu gry Žiliny. Z kolei dyspozycja dnia młodzieży zawsze pozostaje pewną niewiadomą.

Jak oceniasz sam fakt, że piąty pucharowy slot dla Polski zgarnęła właśnie GieKSa?
Oglądałem w całości kilka ostatnich meczów GKS-u w poprzednim sezonie. Jako osoba śledząca europejskie rankingi chciałem, aby do pucharów awansowały zespoły z wysokimi współczynnikami. Najważniejsze dzieje się jednak na boisku, którego odzwierciedleniem jest tabela. GKS zapracował na to piąte miejsce. Poza tym w Katowicach zawsze jest doskonała atmosfera – trybuny praktycznie wypełnione kibicami w żółtych barwach, głośno reagującymi na boiskowe wydarzenia, co dodaje kolorytu telewizyjnej transmisji. Fani jeżdżą też za tym klubem na wyjazdy i nie inaczej będzie w czwartek. Byłem na waszym starym stadionie, pamiętam GKS z historycznych meczów. Nie waham się powiedzieć, że macie status legendy w polskich realiach i życzę wam, aby GKS nawiązał do najlepszych czasów, pracował na swój ranking i za rok znów awansował do europejskich pucharów, pokazując super formę, którą mam nadzieję zobaczyć w najbliższych meczach przeciwko Żylinie i kolejnym rywalom. Wiem, że o awans do fazy ligowej może być ciężko, ale jeśli zagracie na swoim najwyższym poziomie, jak wiosną z Lechem czy Rakowem, to nie jesteście bez szans.

Spora liczba kibiców GieKSy wybiera się w czwartek do Żyliny. Jak w tym aspekcie prezentuje się nasz rywal?
Jeśli uda się dojść do porozumienia, to jest szansa, że miejscowi oddadzą GieKSie całą trybunę za jedną z bramek, podobnie jak było w przypadku Rakowa. Barwy obu klubów są podobne, więc stadion będzie się pięknie prezentował pod względem wizualnym. Niemniej jednak, niezależnie od tego ile miejsc dostaną kibice GKS-u, to i tak tylko oni będą słyszani w trakcie meczu. Od wielu lat kibice MŠK są w konflikcie z zarządem. Po awansie klubu do Ligi Mistrzów w 2010 roku właściciel wprowadził kolosalne podwyżki cen biletów. Doprowadziło to do wielkiej kłótni i mimo weryfikacji cen wejściówek konfliktu nie zażegnano. Nie tylko ultrasi, ale i zwykli kibice przestali przychodzić na stadion. Było kilka prób pojednania, ale do dziś się to nie udało. Na mecze chodzi około 2 tysięcy widzów, wśród nich sporo dzieci i młodzieży, która próbuje pociągnąć doping, natomiast wciąż wygląda to słabo.

Jaki twoim zdaniem przebieg będzie miał czwartkowy mecz i kto ostatecznie wyjdzie zwycięsko z całej konfrontacji?
Moim zdaniem Žilina zacznie bardzo mocno i wiele będzie zależało od tego, jak ułoży się początek meczu. GKS będzie faworytem, ale jeśli gospodarze zdobędą jednego lub dwa gole, uzyskując wyraźną przewagę, to szanse na awans mogą się wyrównać. Jeżeli jednak GieKSa przetrwa początek bez dotkliwych strat, to z czasem przejmie inicjatywę i będzie dyktować warunki, zarówno w czwartkowym meczu, jak i w całej rywalizacji. Zakładam remis lub minimalne zwycięstwo GieKSy na Słowacji i spokojne doprowadzenie do awansu w rewanżu w Katowicach. Przewaga GKS-u nad MŠK będzie moim zdaniem większa niż Hajduka w poprzedniej rundzie.

Jaki wynik padnie więc w czwartek?
1:0 dla GKS-u.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie możemy tak działać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Wisła Kraków – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Jop i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gratulacje dla Wisły pierwszego zwycięstwa po powrocie do ekstraklasy. Duże wydarzenie na trybunach, imponująca sprawa. Dziękuję naszym kibicom za bardzo dobre wklejenie się w to wszystko. Kapitalny doping, ważne, że kibice umieją się docenić, mimo dużych animozji, ale tak to powinno wyglądać. Wielkie gratulacje dla jednej i drugiej społeczności kibicowskiej.

Co do meczu to wiadomo że jeśli początek sezonu, to wiadomo, że im krócej, tym lepiej. Na razie nie ma co robić górnolotnych wywodów.

Mogliśmy bezapelacyjnie wyciągnąć więcej z tego spotkania, graliśmy tak jak założyliśmy pierwszą połowę. Szukałem tylko możliwości zdobycia bramki, te sytuacje były, wydawało mi się, że będą coraz bliższe, ale w drugiej połowie po raz drugi nam się to przydarza, bo szybko w drugiej połowie tracimy bramkę.

Nie możemy w taki sposób dzisiaj działać, że taki karny, który jest podyktowany – nie mamy nic na obronę, nie powinniśmy się tak zachować. Druga bramka, gdy jest jeden piłkarz Wisły w polu karnym, a moich trzech obrońców mają zająć punkty referencyjne i powinni dziesięć na dziesięć razy taką sytuację wybronić. Stąd dużo we mnie piłkarskiej złości i chęci, by od jutra mocno wziąć się do pracy i wziąć na siebie odpowiedzialność w szatni za każdą pomyłkę, za każde niedopatrzenie, bo  mówimy o straconych bramkach, ale też mieliśmy swoje sytuacje pod bramką Wisły i mogliśmy je zamienić na gole. I mogło być zgoła odmiennie. Tak to bywa, wracamy bez punktów, wracamy do siebie, mamy krótki czas i musimy w czwartek załatwić sprawę z Żiliną, mamy rywala blisko – jedną bramkę straty i zrobimy wszystko, aby to spotkanie wygrać.

Mariusz Jop (trener Wisły Kraków):
Gratuluję zespołowi, było to ciekawe spotkanie, sporo emocji. Były momenty, że spotkanie było otwarte z obu stron. Myślę, że początek meczu trochę dla rywala, pierwsze 15 minut, kilka strat mieliśmy i napędziliśmy tym przeciwnika. Rywal stwarzał sytuacje po fazach przejściowych, bardzo dobrze w jednej takiej sytuacji zachował się Marcel.

Później uporządkowaliśmy tę grę, szczególnie druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, wyszliśmy wysoko, zamknęliśmy rywala w polu karnym, szkoda, że trzecia bramka nie została uznana, bo na pewno byłoby nam łatwiej kontrolować to spotkanie. Za szybko i za nisko się cofnęliśmy, nie wykorzystaliśmy momentów, w których przejmowaliśmy piłkę w obronie niskiej, za dużo było nerwowości i trochę strat.

Podsumowując bardzo cieszymy się ze zwycięstwa, pierwszy mecz jest zawsze niewiadomą. Było to dobre widowisko, myślę, że dobry impuls daliśmy sobie i kibicom. Gratuluję kibicom świetnego dopingu, to naprawdę było wydarzenie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Piłka to gra momentów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Gdy GieKSa straciła gola na 0:3 to ręce mi opadły najniżej jak się da, a niesmak i złość była potężna. Po rozegraniu niezłej pierwszej połowy, stracenie trzech bramek w siedem minut zakrawało o skandal i totalną rozsypkę. Już byłem załamany po tych dwóch golach, ale po odwołaniu bramki przez VAR poczułem ulgę. Ulgę na razie wynikającą z tego, że unikamy kompromitacji.

Potem było już trochę lepiej. Wisła już tak nie napierała, a GKS strzelił gola i mógł to spotkanie wyrównać. Niestety ostatecznie liczy się efekt, a ten był niekorzystny. Zespół przegrał drugi mecz z rzędu na początek sezonu i tytuł mojego poprzedniego felietonu jest już nieaktualny. Ale mimo wszystko – patrzę szerzej – lepiej przegrać 1:2 niż 0:3, bo taka wtopa dla psychiki zespołu byłaby dużo gorsza na tym etapie.

Cudów od tej drużyny nie wymagam, ale chciałbym, żeby była rzetelna i mitycznie „powtarzalna”. Na razie ta powtarzalność to niekoniecznie ta, o którą nam chodzi. Czyli jakiś meltdown – większość pierwszej połowy w Żilinie oraz pierwsze dwadzieścia minut drugiej w Krakowie. Sprokurowany rzut karny. W końcu – wynik meczu. Oba mecze w pewnych aspektach podobne, choć różne.

Najgorsze albo najlepsze (już sam nie wiem) w tym wszystkim jest to, że GKS nie zagrał na Wiśle jakiegoś złego meczu. Wystarczy spojrzeć na trzy ostatnie wyjazdy z poprzedniego sezonu – Kielce, Gliwice, Szczecin. Uważam, że spotkanie z Wisłą w wielu aspektach było lepsze od każdego z nich. W pierwszej połowie mieliśmy swoje znakomite sytuacje, w końcówce też mogliśmy po raz drugi strzelić gola Wiśle. Znów gdyby wyjąć te feralne powiedzmy 10 minut to moglibyśmy uznać, że nie jest źle, a i wynik mógłby być pozytywny.

Problem polega na tym, że piłka to gra momentów. Możesz przez 80 minut grać dobry mecz, ale jeśli nie jesteś skuteczny, a przeciwnik swoje 10 minut wykorzysta, to przegrasz. Wisła grała solidnie przez całe spotkanie, była dynamiczna żwawa, a jak im nagle zaczęło wychodzić i wchodzić wszystko, to było po meczu. Żadna filozofia, taka jest piłka. My popełniliśmy katastrofalne błędy, a oni wykorzystali sytuacje. Za to oni takich błędów nie popełnili.

No właśnie – te stracone bramki to była katastrofa. Znów nie popisał się Gabriel Kobylak, który nie wiedzieć czemu sparował lekką i prostą wydawałoby się piłkę – chyba jej nie wiedział. No a potem niezrozumiałe zachowanie Marcina Wasielewskiego, który objął w pół przeciwnika stojącego tuż przed bramką. Nie wiem, o czym myślał Marcin, ale chyba się po prostu zapomniał. Karny więcej niż ewident i było 1:0. A po chwili nasi środkowi obrońcy zachowywali się tak, jakby Sanchez był na spalonym, więc go odpuścili. Problem był taki, że zaraz piłka poszła do przodu i to ona wyznaczała linię spalonego – nasi zawodnicy już się nie cofnęli i niepilnowany piłkarz Wisły trafił do siatki. Ostatecznie przyznam, że dość specyficzna sytuacja, ale nie popisali się nasi stoperzy. I naprawdę miałem wielkie „uff”, że po chwili jednak nie było 3:0.

Niektórzy zawodnicy nie prezentują się najlepiej na początku sezonu. Bramki tracimy – to jedno. Nie dają nam zbyt wiele wahadła, Borja Galan i Marcin Wasielewski są kompletnie nieefektywni. Bartek Nowak póki co nie jest sobą. Ilja niestety póki co nie ogarnął się i w dotychczasowych dwóch meczach nie dał wiele drużynie. Mowa bardziej o meczu w Krakowie, bo w Żilinie w pierwszej połowie był mocno odcięty od gry. Debiut Pau Resty – przeciętny.

Jest też chyba coś w tym, że nowi zawodnicy muszą się nauczyć pewnych zasad. Ale może dotyczy to też niektórych starych? Nasi zawodnicy czasem wyglądają tak, jakby nie zakładali, że przeciwnik może zastosować taki aspekt piłki nożnej jak pressing czy inny doskok. Stoją z piłką przy nodze, bez takiej czujności, bez takiego napięcia – podbiega przeciwnik i wygarnia futbolówkę spod nóg. To się zdarza choćby Bartoszowi Wolskiemu, a przecież techniczni zawodnicy właśnie są na to narażeni bardziej, gdy zapominają o pressingu rywala. Z Bartka będziemy mieli jeszcze wiele pożytku, ale tych taktycznych niuansów musi się jeszcze nauczyć.

Chciałbym pochwalić za to Kacpra Łukasiaka, uważam, że ten zawodnik zagrał naprawdę dobre zawody i wygląda na to, że właśnie sobie wywalcza miejsce w podstawowym składzie. Pracował na szerokości, doskakiwał, jest aktywny i agresywny, choć nie przesadza z tą agresją. No i Szymon Bartlewicz wszedł i zdobył swego gola.

Tak więc GKS przegrał ten mecz w dużej mierze na własne życzenie. Gdyby nie te głupstwa w obronie, z taką grą – nawet mimo mankamentów – była szansa na remis, a może nawet zwycięstwo. To są rzeczy, które absolutnie nadal wymagają pracy, bo z tym pressingiem to nie pierwszyzna, a i jak rywal włącza wyższy bieg, to my zwykle się gubimy – tak było w poprzednim sezonie, tak jest i teraz.

Z rzeczy pobocznych, ale pewnie też istotnych. Absolutnym skandalem jest doliczenie do tego meczu tylko czterech minut. Sam sobie to sprawdziłem na relacji z Canal Plus – od podyktowania karnego do strzału minęło dokładnie 2,5 minuty, a od trzeciego gola, do wznowienia gry po jego anulowaniu około 5,5 minuty. Same te dwie sytuacje to już 8 minut. A do tego przecież 10 zmian. To nie jest błąd typu karny czy coś w tym stylu, ale przecież do cholery jakieś tam kolegium sędziów powinno się przyjrzeć takiej sytuacji, bo wygląda na to, że sędzia skrócił to spotkanie o co najmniej 5 minut! A GieKSa przecież nacierała i wcale nie jest tak niemożliwe, że w tym czasie nie strzeliłaby gola.

Tym samym przegrywamy czwartą ligową inaugurację z rzędu. Przerywamy passę ligowych meczów bez porażki. Już na wstępie.

Jednak było, minęło. Zawaliliśmy ten mecz po całości, podobnie jak ten w Żilinie. Ale dziś jest poniedziałek, zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania. W sporcie i piłce nie zawsze wszystko idzie gładko. Mieliśmy swoje euforie i radości na koniec poprzedniego sezonu, teraz trochę zimnej wody się na nasze twarze wylało. Jednak póki co nie zdarzyła się kompletnie żadna katastrofa. Mecz ligowy to jeden z wielu, a straty ze Słowakami można odrobić. Naprawdę więc wiele w kwestii mentalnej, ale też w kontekście „ułożenia” tego sezonu będzie zależało od czwartkowego meczu. Tam już nie będzie miejsca na potknięcie. GKS zagra w końcu na swoim stadionie, a wiemy, że u siebie wygląda to inaczej. I jeśli zdołamy tę Żilinę przejść – nastroje znacząco się poprawią.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga