Felietony Piłka nożna
Post scriptum do (nie)gościnnej Stali
Rzeszów był ostatnim wyjazdem w tym roku kalendarzowym, mieliśmy kilka przygód, śmiesznych sytuacji i zabawnych komentarzy. Zapraszam do ostatniego w tym roku „Post scriptum”.
- Mecz w Rzeszowie był o idealnej porze, niedziela 12:15. Mimo tego mieliśmy duży problem zebrać ekipę wyjazdową, finalnie pojechałem ja i Mayek.
- Cała trasa jest w dzień wolny do przejechania idealna, bo to w większości jazda autostradą A4.
- Przybyliśmy na stadion ponad godzinę przed meczem.
- Przyjęcie na bramie było wzorowe, kultura pomoc, podpowiedzi, gościnność.
- Mieliśmy 50/50 na przejechanie dobrą drogą za trybuną i wybraliśmy na szczęście dobrze.
- Zauważyliśmy, że obserwator nie był obecny, ponieważ na parkingu jego miejsce było puste.
- Nie ładnie tak się spóźniać, Pan Boniek nie byłby zadowolony.
- Miałem przez chwilę myśl, żeby zaparkować tam i wejść na białym koniu jako obserwator, ale byłem z Maykiem, a on jest zbyt porządny, żeby takie głupoty robić.
- Podeszliśmy do Pana ochroniarza kolejnego z zapytaniem: „gdzie dalej?”, ponieważ była tylko jedna strzałka „media” po schodach na trybuny.
- Okazało się, że nie ma dalej żadnej informacji, co i jak i wszystko odbywa się na zasadzie: HULAJ DUSZA PO STADIONIE.
- W zasadzie po trybunie – nic w tym złego, gdyby nie to, że usiedliśmy na miejscu młyna miejscowych.
- Dowiedzieliśmy się o tym w przerwie, przeglądając wpisy i wlepki w okolicy miejsca.
- Przyznam, że poczułem się nieswojo, widząc tam wlepki kibiców drużyny noszących dumnie niebieski kolor.
- Na szczęście wlepka wyblakła, przez co moje oczy przeżyły w spokoju ten kontakt z bliskim nam rywalem.
- W przerwie musiałem pilnie zlokalizować toaletę, okazało się, że jedna jest otwarta na samym dole.
- Spotkałem tam 15-20 kibiców Stali, którzy tam się dogrzewali w przerwie.
- Zostałem tak bardzo zweryfikowany wzrokiem, że stwierdziłem, że nie będę wchodził między przysłowiowego chłopa a pisuar.
- Tak duża sypiąca się trybuna ma w sobie wiele zakamarków.
- Wracając do samej pracy, oprócz tego, że siadamy dowolnie, to nie mieliśmy prądu, ani na czym postawić komputera.
- Było to bardzo przykre, bo było dość zimno, a ostatnio pomagała nam mocno elektryczna farelka.
- Były również mocne obawy o rozładowanie sprzętu, jednak przy tak niskich temperaturach baterie w komputerach zawodzą.
- Na szczęście jakoś wszystko zadziałało.
- Tym razem podjęliśmy decyzję, będąc we dwóch, że zrobimy live, relację plus nieco okrojoną galerię.
- Stąd relacja i galeria wpadła z minimalnym opóźnieniem, ale mam nadzieję, że to nam wybaczycie, bo dogrzewaliśmy ręce kolejne 30 minut w aucie po meczu 😀
- Na samym meczu również kilkukrotnie zdarzyło nam się krzyknąć głośno czy zdenerwować.
- Na szczęście tym razem to nie my w Rzeszowie rzucaliśmy termosem 🙂
- Po zakończeniu meczu nasi zawodnicy nie cieszyli się ostentacyjnie na środku boiska jak Chojnice u nas.
- Klasę i szacunek trzeba mieć jednak niezależnie od wyniku.
- Dobre zakończenie rundy, więc bardzo dobre humory na powrocie.
- Ja zdecydowałem się na klasyczne objedzenie wygranej w McDonaldzie.
- Mayek postawił na przygotowane przez siebie danie dietetyczne.
- Jak to mówią, o formę trzeba dbać.
- Także na podsumowanie podsumowania: ostatni mecz w tym roku opisywał dla Was niezastąpiony Mr Olympia oraz Pan Redaktor Toczmek.
P.S. do P.S. Mayek zrobił w końcu sam galerię, wiedziałem, że da radę!
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.







































Kejta
17 grudnia 2020 at 02:54
Shellu co sie z Toba stalo?? Straciles wiare w Giekse ze nie jezdzisz juz na mecze?? Nie dodajesz zadnych newsow? Napisz chociaz jakies podsumowanie tej rundy bo zawsze fajnie sie czytalo twoje felietony 😉 no i jesli naprawde straciles wiare to mam nadzieje ze ja szybko odzyskasz i wrocisz na gieksa.pl 😉