Felietony Piłka nożna
Post scriptum do mroźnej Bytovii
Wyjazd na mecz z Bytovią był dużym wyzwaniem pod kątem problemów technicznych i nie tylko. Na podsumowanie i opis tego, co nas spotkało, zapraszam do „Post scriptum”.
- Bytów to bardzo daleki wyjazd, w dodatku mecz odbywał się w środę. W trasę wybraliśmy się 3-osobowym składem około godziny 9:00.
- Nasza ekipa wyjazdowa była bardzo ciekawa na to spotkanie, ponieważ jechał ze mną i Maykiem nasz były rzecznik – Maurycy.
- Droga nas kompletnie nie rozpieszczała, mieliśmy masę problemów: własnych fizjologicznych oraz remontowo-drogowych. Na stadion dojechaliśmy szczęśliwie 10 minut przed meczem.
- Na jednej ze stacji spotkaliśmy czarnego kota, który przekazał pewne info na buka.
- Przebiegł nam drogę na szczęście i już wtedy wiedzieliśmy, że musi być dobrze.
- Na stadion wjechaliśmy jak szlachta zaraz za Prezesem Bytovii na parking klubowy zastawiając cały wyjazd.
- Nawet sam prezes zamykał za nami bramę wjazdową i pytał, czy możemy tak wjeżdżać.
- Jak tak zapytał, to normalnym było odpowiedzieć, że oczywiście, że tak.
- Tym bardziej że na sam stadion chwilę później na około weszliśmy z kierownikiem ds. bezpieczeństwa bez żadnych akredytacji i problemów.
- Na około, ponieważ zaparkowaliśmy w strefie, w której nie mogliśmy.
- Bardzo gościnne podejście gospodarzy, mieli na uwadze to, że nie ma czasu na pierdoły.
- Razem z nami przy okazji przez bramę weszli dwaj nasi kibice, którzy byli w pracy wyjazdowej akurat w okolicy.
- Po szybkim zajęciu miejsc na loży prasowej i uruchomieniu mini grzejnika rozpoczęła się walka o zasięg internetu i odpalenie relacji.
- Internet z jednego telefonu nie dał rady, na szczęście miałem drugi telefon, który pozwolił odpalić radio.
- Przygotowaliśmy się do tego, żeby wspólnie z Maurycym spróbować zrobić radio najlepiej, jak potrafimy i udało się ogarnąć i skonfigurować profesjonalny sprzęt.
- Niestety profesjonalny sprzęt dawał audio w takiej jakości, że internet nie był w stanie tego ogarnąć…
- Wszystko przerywało i nieco zniekształcało głos.
- Po walce w pierwszej połowie uznałem wyższość technologii i postawiłem na sprawdzone rozwiązanie mikrofonu wbudowanego, wtedy wszystko zaczęło funkcjonować.
- To nie wszystkie problemy, jakie mieliśmy z relacją, bo w trakcie meczu pisaliśmy także relację live.
- Tak na oko patrząc później, to jakieś 60% informacji z boiska pisanych w relacji na żywo postanowiło zostać na stadionie w Bytowie i nie przechodzić do internetu.
- Na domiar złego problemów technicznych, mieliśmy miejsce zaraz za kamerzystą oficjalnej strony.
- Na szczęście Seba nie należy do najgrubszych i zasłaniał nam tylko 1/3 boiska. Taka specyfika loży prasowej w Bytowie.
- Sama relacja z Maurycym wyglądała tak, że mówiliśmy ze zgrzytającymi zębami.
- Nasza super farelka ogrzewała mi tylko prawą rękę przy pisaniu relacji, więc szału nie było.
- Bytovia na szczęście częstuje wszystkich gorącą herbatą, mając świadomość niskiej temperatury.
- Nie na wszystkich stadionach jest to normalne.
- Piękne obrazki dla nas to cieszący się zespół z trenerem po kolejnej wygranej z rzędu.
- Spakowaliśmy się w 3 minuty i zasiedliśmy w samochodzie w celu spokojnego powrotu do domu.
- Dopiero po odmrożeniu rąk Mayek był w stanie napisać relację pomeczową.
- Trzeba przyznać, że on miał najbardziej przekichaną robotę w przypadku mrozów, czyli foto.
- Przed wyjazdem zapewniał on, że oczywiście wszystko zgra i ogarnie, bo przecież są tutoriale itp.
- No niestety, wszystko fajnie, ale Mayek miał niesprawny port kart pamięci SD.
- Ja miałem sprawny, ale nie miałem jak tego przegrać Maykowi…
- Także skorzystaliśmy kolejny już raz z pomocy niezawodnego Miśka, który po wysłaniu linka do serwera ogarnął temat.
- Na szczęście po 7 wygranych meczach z rzędu człowiek na takie rzeczy się nie denerwuje, tylko uśmiecha.
- Cała podróż powrotna szła płynnie, oprócz zatrzymania ruchu na A1 z uwagi na budowę wiaduktu.
- W Katowicach pojawiliśmy się po godzinie 2:00.
- Po takim meczu nawet wstawanie o 7 do pracy nie stanowi problemu.
- Trochę nam było przykro, że to ostatnie radio, które prowadziliśmy w tej rundzie.
- Trzeba przyznać, że sprawia nam to dużo radości, że słuchacie, komentujecie i śledzicie nasze relacje.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!
Piłka nożna Wideo Wywiady
Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26
Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

gaw
5 grudnia 2020 at 08:56
Dobra robota!
Kato
5 grudnia 2020 at 16:39
Oby dalej pozytywnie do przodu.
Świetnie się Was słucha.