Niewątpliwym pozytywem sobotniego meczu jest wygrana. Poza tym trudno dopatrzyć się czegokolwiek mogącego dać nam nadzieję na przyszłość. Raczej raziło w oczy to, co negatywne, bo nawet jeśli pierwsza połowa była niezła (choć bez fajerwerków), to druga wywoływała złość i frustrację.
Plusy:
+ 3 punkty – po trzech meczach bez wygranej, punkty były na wagę złota. Udało się zdobyć komplet, co jest bardzo istotne w tabeli.
+ Nos trenera – jak krytykowaliśmy szkoleniowca za zmiany w poprzednich meczach, tak teraz do 93. minuty mogliśmy zrobić to samo. Wtedy jednak jeden zmiennik zaliczył asystę, a drugi strzelił gola.
+ Dariusz Zapotoczny – nie miał zupełnie czasu, aby wejść w mecz, ale w sytuacji bramkowej odnalazł się znakomicie – ustawienie, wykończenie – palce lizać. I to w ligowym debiucie!
Minusy:
– Tragedia po przerwie – doprawdy trudno zrozumieć, dlaczego po przyzwoitej pierwszej połowie, druga była tak słaba – to Stomil dominował i z przebiegu gry zasługiwał co najmniej na remis.
– Zwalnianie gry – to jest domena GieKSy już od kilku kolejek, a kilku piłkarzy wybitnie w tym bryluje. Jest to irytujące zwłaszcza, gdy mecz zbliża się do końca i trzeba gonić wynik.
– Brak walki – nie ma zapieprzania, nie ma gryzienia trawy. Jest takie tam sobie pykanie. Jeśli piłkarze chcą wiedzieć, co to jest walka, to niech zobaczą sobie mecz Polski z Niemcami. Szczerze mówiąc czasem można mieć dość tej pierwszoligowej beznamiętnej kopaniny.
– Stomil dominował – tak naprawdę to w drugiej połowie to rywale byli dużo częściej pod naszym polem karnym. Nie można tak oddawać pola u siebie rywalowi…
– Adrian Jurkowski – to był prawdziwy defensywny dramat…
Najnowsze komentarze