Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka Szachy
Multisekcyjny przegląd mediów: W Katowicach wystartowała Ekstraliga szachowa
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, szachów, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze, rozegrali w sobotę spotkanie z Skrą Częstochowa w którym wygrali 2:0 (0:0). Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj.
Piłkarki następny mecz rozegrają w sobotę (na wyjeździe z AZS PWSZ Wałbrzych), ze względu na udział reprezentacji w eliminacjach Mistrzostw Europy 2021.
Drużyna szachowa bierze udział w Drużynowych Mistrzostwach Polski (finale Ekstraligi) które rozgrywane są w Chorzowie i Katowicach.
Siatkarze przygotowują się, na własnych obiektach, do startu sezonu 2019/20. W piątek i sobotę wezmą udział w turnieju w Tomaszowie Mazowieckim.
Hokeiści w drugim meczu Pucharu Wyszehradzkiego przegrali z HK Nitrą 2:3 (1:1, 1:2, 0:0).
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.pl – Czas Szczerbowskiego
Stało się. Marek Szczerbowski został ogłoszony wczoraj prezesem wielosekcyjnej GieKSy.
O takiej ewentualności mówiło się przy Bukowej już ponad dwa miesiące temu – po spadku piłkarzy do II ligi. Miasto zadecydowało wtedy o rozstaniu z Marcinem Janickim, który funkcję tę sprawował od jesieni 2017 roku. Awansował na nią z roli wiceprezesa – gdy do dymisji podał się Wojciech Cygan. Już wtedy spekulowano, że w gronie kandydatów na nowego sternika GieKSy jest Szczerbowski. Skończyło się inaczej, ale co się odwlecze…
[…] Dobieramy ludzi do zadań, a nie zadania do ludzi. To wymaga starannej selekcji – przyznawał wówczas Bogumił Sobula, pierwszy wiceprezydent Katowic, tłumacząc, że GieKSa ma funkcjonować na zasadzie „4-4-2”: – Poszczególne sekcje będą w 40 procentach rozliczane z efektów sportowych, w 40 procentach – z powszechności, jakości i wielkości systemu szkolenia, a w 20 procentach z umiejętności i skuteczności pozyskiwaniu sponsorów. Sekcje muszą być ściślej związane z Akademią Młoda GieKSa. Dlaczego nie osiągnęliśmy wyniku? Zadziałała presja i zbyt duże nastawienie się na współzawodnictwo. Odeszliśmy od powszechności. Musimy dokonać zwrot ku temu celowi – wyjaśniał Sobula.
Jak widać, zdaniem miasta Szczerbowski okazał się zatem właściwym kandydatem do podjęcia się tego zadania. Przez ostatnie tygodnie osobą formalnie zarządzającą spółką był jej dyrektor Marcin Ćwikła.
Marek Szczerbowski – podobnie jak jego poprzednik Marcin Janicki – ma naukowy tytuł doktora. Jest doktorem nauk o kulturze fizycznej, od 13 lat prowadzi zajęcia na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach w Katedrze Zarządzania Sportem i Turystyką. W latach 2006-2015 był dyrektorem Stadionu Śląskiego, wcześniej szefował Kolejarzowi 24 Katowice.
„Podczas kariery zawodowej Marek Szczerbowski udowodnił, że potrafi sprawnie organizować imprezy masowe, pozyskiwać źródła finansowania, czy skutecznie promować realizowane wydarzenia. Marek Szczerbowski jest także wieloletnim kibicem GieKSy, a dobro klubu zawsze leżało mu na sercu” – głosi komunikat spółki. Co ciekawe, w 2014 roku Szczerbowski – z ramienia SLD – był jednym z kontrkandydatów Marcina Krupy w katowickich wyborach prezydenckich. Wychodzi na to, że przy wczorajszej nominacji barwy klubowe okazały się ważniejsze niż polityczne. W poniedziałek nowy prezes nie udzielał jeszcze wypowiedzi, ale wkrótce ma zabrać głos na konferencji prasowej.
SZACHY
polsatsport.pl – W Katowicach wystartowała Ekstraliga szachowa
– W Polsce jest pięć, a w niektórych województwach nawet sześć poziomów rozgrywkowych, a tu grają sami najlepsi, czołowi arcymistrzowie świata – powiedział wiceprezydent Światowej Federacji Szachowej Łukasz Turlej. W Katowicach rozpoczął się finał Ekstraligi 2019, czyli Drużynowych Mistrzostw Polski w szachach. W imprezie udział bierze dziesięć zespołów, które przez tydzień rywalizować będą o tytuł, którego broni zespół Wasko Hetman GKS Katowice.
[…] Trzymam mocno kciuki, choć wiem, że konkurencja, wzmocniona m.in. graczami z zagranicy depcze nam po piętach, ale wierzę w naszych arcymistrzów, którzy zrobią wszystko, by ten tytuł pozostał w Wasko Hetmanie GKS Katowice – stwierdził prezydent Katowic Marcin Krupa.
Pięć pierwszych rund rozegranych zostanie w hotelu Arsenal Palace w Chorzowie, gdzie odbyła się także uroczysta gala rozpoczęcia, natomiast cztery ostatnie w Sali Marmurowej Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach.
Każda z drużyn składa się z pięciu podstawowych zawodników i przynajmniej jednej zawodniczki, choć oczywiście kobiet może być więcej. Turniej rozgrywany jest systemem kołowym, czyli każdy zespół zagra z każdym. Sponsorem Ekstraligi będzie światowa marka Coca Cola. Organizację imprezy wsparły także Miasto Katowice, COIG SA, WASKO SA, MOKATE i Fundusz Górnośląski SA.
W zawodach udział wezmą właściwie wszyscy najlepsi polscy zawodnicy, a wśród nich dwóch superarcymistrzów – Radosław Wojtaszek i Jan-Krzysztof Duda. W mistrzostwach udział potwierdzili również zawodnicy z Czech, Niemiec, Ukrainy, Łotwy, Słowacji, a także wielka gwiazda światowych szachów, Pentala Harikrishna z Indii, który będzie reprezentował barwy VOTUM SA Polonii Wrocław.
[…] Wstęp na wszystkie zawody dla kibiców jest wolny. Rywalizacja każdego dnia będzie rozpoczynać się o godzinie 15.00 poza ostatnią rundą, która zostanie rozegrana 5 września o godzinie 10.00.
ekstraliga2019.pzszach.pl – R1: Sukcesy głównych faworytów
Pierwsza runda Ekstraligi zakończyła się pomyślnie dla głównych faworytów, czyli drużyn Hetmana Katowice, Polonii Wrocław i Stilonu Gorzów. Swoje mecze wygrały też drużyny Silesii Racibórz oraz Baszty Żnin. Przy okazji zawodnicy wszystkich drużyn rozegrali wiele ciekawych partii, a niektórzy zanotowali mniejsze lub większe podstawki.
KSz Miedź Legnica – Wasko HETMAN GKS Katowice (1.5 – 4.5)
Faworyzowana drużyna Hetmana Katowice przystąpiła do pierwszej rundy bez jednego ze swoich liderów – Jana-Krzysztofa Dudy.
R2: Anna Warakomska wygrała z Moniką Soćko
Druga runda szachowej Ekstraligi przyniosła nowe zwycięstwa trzem drużynom, które są ogólnie uznawane za faworytów: Hetmanowi Katowice, Polonii Wrocław oraz Stilonowi Gorzów. Tej trójce na razie dotrzymuje kroku zespół Silesii Racibórz, który także wygrał drugie spotkanie i – podobnie jak wyżej notowani konkurenci – ma komplet punktów meczowych. Druga runda przyniosła małą niespodziankę, jeśli idzie o wyniki indywidualne: Anna Warakomska (Akademia Szachowa Gliwice) wygrała z Moniką Soćko (Hetman Katowice).
Wasko HETMAN GKS Katowice – Akademia Szachowa Gliwice (3.5 – 2.5)
Zwycięstwo faworyzowanej drużyny z Katowic w żadnym momencie nie było zagrożone, ale trzeba odnotować dubeltowe potknięcie – zwykle niezawodnego – małżeństwa Moniki i Bartosza Soćków (oboje z Hetmana). Arcymistrzyni Monika, wieloletnia i aktualna liderka polskiej reprezentacji kobiecej, została niemal zmieciona z szachownicy przez świetnie grającą Annę Warakomską.
R3: W czołówce bez zmian. Leniart ograł Navarę!
Runda 3. nie przyniosła rewolucyjnych zmian w tabeli turniejowej. Swoje mecze wygrały zespoły Hetmana Katowice, Polonii Wrocław, Stilonu Gorzów i Silesii Racibórz, a więc wszystkie drużyny, które liderowały po drugiej rundzie. Niemniej jednak główni faworyci zaczynają napotykać na twardy opór. Świadczy o tym m.in. minimalne zwycięstwo Hetmana nad drużyną Dwóch Wież z Krakowa. W meczu tym doszło do zaskakującego zwycięstwa Arkadiusza Leniarta (Dwie Wieże) nad Davidem Navarą.
Klub Szachowy Dwie Wieże Kraków – Wasko HETMAN GKS Katowice (2,5 – 3,5)
Dość nieoczekiwanie Hetman Katowice, idący dotąd jak burza, napotkał na zacięty opór dużo niżej notowanej drużyny z Krakowa. Z początku wszystko szło zgodnie z planem, bo rozpoczęło się od dwóch zwycięstw dla drużyny z Katowic: Grzegorz Gajewski łatwo ograł Aleksandra Kaczmarka, a Monika Soćko – Marię Leks. Był to jednak koniec sukcesów Hetmana. Na drugiej szachownicy doszło do dużej niespodzianki, bo mistrz międzynarodowy Arkadiusz Leniart (Dwie Wieże) pokonał superarcymistrza Davida Navarę.
R4: Lekkie przetasowanie: Kraków wygrał z Raciborzem
Czwarta runda przyniosła zmiany w tabeli, bo spośród czterech drużyn, które dotąd wygrywały wszystkie mecze, czyste konto zachowały tylko dwie – Hetman Katowice i Polonia Wrocław.
[…] Wasko HETMAN GKS Katowice – Biały Król Wisznia Mała (4,0 – 2,0)
Dość szybko stało się jasne, że – inaczej niż wczoraj – drużyna Hetmana wygra bez większych problemów.
R5: Polonia pokonała Stilon, Silesia na 3. miejscu
W piątej rundzie po raz pierwszy doszło do pojedynku wewnątrz grupy trzech drużyn o najwyższych średnich rankingach: Polonia Wrocław odniosła ważne zwycięstwo nad Stilonem Gorzów i nadal lideruje wraz z Hetmanem Katowice.
Baszta MOS Żnin – Wasko HETMAN GKS Katowice (1,5 – 4,5)
Drużyna Hetmana występuje na razie bez Jana-Krzysztofa Dudy, który figuruje w składzie na 2. szachownicy za Radosławem Wojtaszkiem. Tymczasem w meczu z Basztą katowiczanie wystąpili także bez tego ostatniego. W efekcie na 1. szachownicy zobaczyliśmy Davida Navarę. Były momenty, kiedy mogło się zdawać, że to osłabienie będzie dla faworytów kosztowne.
[…] Ostatecznie drużyna z Katowic przechyliła szalę na swoją stronę, o czym zadecydowały partie, w których – przez długi czas – gra była wyrównana.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – Kolejny nietypowy trening GKS-u Katowice
Sztab szkoleniowy siatkarskiej GieKSy ciekawie urozmaicił zajęcia swoich zawodnikom. Po dniu spędzonym z badmintonem przyszła pora na zajęcia squasha z udziałem juniorskiej mistrzyni Polski, Julii Patałąg.
Gra w badmintona w Ośrodku Sportowym Kolejarz nie była ostatnim odstępstwem od typowej rutyny siatkarzy GKS-u Katowice w okresie przygotowań do kolejnego sezonu PlusLigi.
– Naszym głównym miejscem pracy w tym okresie jest hala wraz z siłownią i będzie nam ona towarzyszyć na dobrą sprawę przez cały rok. Chcieliśmy nieco urozmaicić zajęcia, do tego badminton i squash skłaniają do intensywnej pracy nóg, podobnej do tej, która występuje w siatkówce. W ten możemy pogodzić wykonanie koniecznej pracy z elementem zabawy, ale i rywalizacji. Na badmintonie dobrze się bawiliśmy, do tego zwycięzcy w swoich grupach mogli liczyć na atrakcyjne nagrody – wyjaśniał trener katowickich siatkarzy Dariusz Daszkiewicz.
[…] Siatkarze, których podzielono na dwie grupy, najpierw przeszli szybki kurs podstaw gry pod okiem instruktorów Rafała Rygielskiego i Izabeli Kwaśniak, a także 17-letniej Julii Patałąg, aktualnej mistrzyni Polski juniorek i jednej z najlepszych zawodniczek squasha w naszym kraju. Potem rozpoczęła się pełna emocji i śmiechu rywalizacja między zawodnikami. Sporym zainteresowaniem cieszyły się także starcia z Julią Patałąg, która potwierdzała swoje wysokie umiejętności i zmuszała GieKSiarzy do sporego wysiłku.
[…] Zajęcia spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem całej drużyny.
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – GieKSa przegrała z wicemistrzem Słowacji
Hokeiści GKS-u Katowice w swoim drugim meczu Pucharu Wyszehradzkiego przegrali z HK Nitrą 2:3. Bramki dla ekipy dowodzonej przez Risto Dufvę zdobyli Patryk Wajda i Kamil Paszek.
[…] Jako pierwsi na prowadzenie wyszli katowiczanie. W 6. minucie do słowackiej tercji odważnie wjechał Martin Čakajík i dograł do nadjeżdżającego Patryka Wajdy. Ten uderzył z nadgarstka z przestrzeni między bulikami i zaskoczył Juraja Šimbocha.
„Bizony” odpowiedziały równo z syreną obwieszczającą koniec pierwszej odsłony. Okres gry w przewadze zamienił Judd Blackwater, który popisał się uderzeniem z lewego bulika.
W drugiej odsłonie sytuacja na lodzie zmieniała się jak w kalejdoskopie. W 28. minucie sposób na Robina Rahma znalazł Kale Kerbashian. Stało się to dosłownie pięć sekund po tym, jak swoje wykluczenie kończył odsiadywać Patryk Krężołek.
Chwilę później GieKSa wyprowadziła sprawną kontrę, którą dokładnym uderzeniem zwieńczył Kamil Paszek. Podopieczni Risto Dufvy 23 sekundy później stracili gola i przegrywali 2:3. Taki wynik utrzymał się do końca drugiej i trzeciej tercji.
Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry trener Risto Dufva poprosił o czas. Tuż po trzydziestosekundowej przerwie poszedł o krok dalej i zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza. Choć katowiczanie oddali na bramkę nitrzan sześć strzałów, to żaden z nich nie był w stanie zaskoczyć Juraja Šimbocha.
Kontuzja doświadczonego Fina
Jussi Makkonen z GKS-u Katowice nie dokończył wtorkowego starcia z HK Nitra. 34-letni fiński środkowy doznał złamania kości twarzy i czeka go blisko miesięczny rozbrat z hokejem.
[…] – Naszego napastnika czeka trzy tygodnie odpoczynku, a po powrocie będzie grał w kasku z kratą – informuje oficjalny profil GieKSy na Facebooku.
Warto wspomnieć, że to już trzecia kontuzja w ekipie GKS-u Katowice. Wcześniej urazu kolan nabawili się obrońca Tomasz Skokan i skrzydłowy Mikołaj Łopuski.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze