Hokej Piłka nożna Prasówka
Multisekcyjny przegląd mediów: GKS Katowice z trzema punktami
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarki rozegrały pierwszy mecz w nowym sezonie Ekstraligi – remisując z brązowymi medalistkami poprzedniej edycji Czarnymi Sosnowiec 1:1 (0:0). Piłkarze, wzięli rewanż za przegraną na inaugurację, wygrywając w Wejherowie z Gryfem 2:0 (1:0). Hokeiści rozpoczęli treningi na lodzie, w najbliższych dniach wezmą udział w turnieju w Ostrawie. Siatkarze w tym tygodniu rozpoczną indywidualne treningi i badania medyczne przed zbliżającym się sezonem.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Zacięta inauguracja na remis. Show Szymańskiej !
W świetnym stylu rozpoczął się nowy sezon Ekstraligi. W inauguracyjnym spotkaniu, przy kamerach Łączy nas Piłka na Stadionie przy Bukowej w Katowicach zobaczyliśmy bramkowy remis piłkarek GieKSy i Czarnych Sosnowiec.
W obu zespołach zadebiutowały nowe zawodniczki, a całą grę poprzedziła minuta ciszy poświęcona zmarłemu ojcu zawodniczki GKS-u Katowice, Kasandry Parczewskiej.
Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem ataków obu zespołów. W 28. minucie Michalina Diakow podyktowała rzut karny dla gospodyń. Nie trafiła Olszewska, bo obroniła Szymańska. Jeszcze pod koniec pierwszej połowy przecisnęły Czarne, lecz dalej brakowało wykończenia i dokładności.
Po przerwie bardziej zmotywowana wyszła GieKSa, która wręcz od razu przejęła inicjatywę. Już w 68. minucie przyniosło to efekt w postaci pierwszej bramki. Pierwszego gola w tym meczu i zarazem pierwszego w sezonie zdobyła po strzale głową Agata Sobkowicz. Czarne się obudziły, lecz świetnie GieKSa spisywała się w obronie. Niestety dla widowiska, Anna Konkol dostała drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Poskutkowało to wyrzuceniem z boiska. W samej końcówce zaostrzyła się niezwykle gra. Świetnie w 80. minucie po strzele z lewego skrzydła piłka obiła poprzeczkę. Chwilę później okazję miała Jaszek, lecz nie była skuteczna. W samej końcówce, w doliczonym czasie gry Weronika Zawistowska wywalczyła rzut karny, który wykorzystała Katarzyna Daleszczyk.
czarnisosnowiec.eu – Opinie po meczu z GKS Katowice
Poznajcie opinie na temat sobotniego meczu z GKS Katowice
[…] Marlena Hajduk (Zawodniczka GKS Katowice): Pierwsza połowa to takie badanie przeciwnika, jedna jak i druga drużyna ostro walczyła o każdy metr boiska. Natomiast w drugą cześć spotkania weszłyśmy dużo odważniej, starałyśmy się wykonywać wszystkie założenia, które postawiliśmy sobie przed meczem czego efektem była strzelona bramka. Po zdobyciu gola pozwoliłyśmy przejąć inicjatywę rywalowi, który do ostatniej minuty walczył o zdobycie wyrównującej bramki co w doliczonym czasie gry mu się udało.
[…] Grzegorz Majewski (Trener Czarnych Sosnowiec): Na pewno inauguracja ligi rządzi się zawsze swoimi prawami i jest wielką niewiadomą. GKS Katowice to bardzo mocny zespół z ogromnym budżetem, który ma bardzo silny skład.
sportdziennik.com – GKS Katowice z trzema punktami
Piłkarze GKS-u Katowice pokonali w meczu wyjazdowym Gryf Wejherowo 2:0.
[…] Drużyna gości dominowała, jednak przez długi czas nie mogła zdobyć gola. Konsekwentna gra przyniosła jednak skutek w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, kiedy to Arkadiusz Jędrych zdobył gola po dośrodkowaniu Grzegorza Rogali.
W drugiej połowie podopieczni Góraka dążyli do strzelenia kolejnego gola. Szczególnie dobrze prezentowali się w defensywie, dzięki czemu długo utrzymywali się przy piłce i mogli tworzyć kolejce akcje. W 63. minucie dopięli swego, a gola zdobył Adrian Błąd.
Piłkarze GKS-u próbowali zdobyć kolejne bramki, jednak nie udało się im więcej pokonać bramkarza rywali. Za tydzień GKS zagra z Bytovią i w Katowicach wszyscy liczą na pierwsze zwycięstwo u siebie.
wejherowo.naszemiasto.pl – Gryf Wejherowo przegrał z GKS Katowice 0:2
[…] Była to pierwsza wygrana GKS Katowice w drugiej lidze. Poprzednie spotkanie ze Zniczem Pruszków drużyna z Katowic przegrała 1:3.
Pierwszego gola dla GKS Katowice strzelił w czasie doliczonym do pierwszej połowy meczu Arkadiusz Jędrych. Drugą bramkę dla drużyny gości zdobył w 64 minucie meczu Adrian Błąd.
– Tak naprawdę czuć było, że dzisiejszy rywal jest poza naszym zasięgiem, ich swoboda gry i utrzymywanie się przy piłce były zdecydowanie lepsze niż nasze – podsumował trener WKS Gryf Wejherowo Łukasz Kowalski
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – GieKSa przywitała się z lodem
Hokeiści GKS-u Katowice rozpoczęli wczoraj treningi na lodzie. Na pierwszych zajęciach pojawiło się 27 zawodników.
– Dzięki dobrej współpracy z MOSiR-em udało nam się wyjść na lód zgodnie z planem. Do dyspozycji trenerów jest 27 zawodników, łącznie z obcokrajowcami – powiedział Wojciech Tkacz, dyrektor sportowy GieKSy.
W zajęciach na Jantorze nie uczestniczy Tomasz Skokan, który podczas przygotowań nabawił się poważnej kontuzji kolana. Czeka go półroczny rozbrat z hokejem.
– Kadra na ten moment jest zamknięta. Musimy wyjaśnić jedynie, co dalej z Patrykiem Wysockim, który nie pojawił się na treningu – stwierdził Tkacz.
Zamknięta kadra
– Za nami dwa i pół miesiąca ciężkiej pracy. Jej zwieńczenie widzimy teraz na lodzie – stwierdził Wojciech Tkacz. Dyrektor sportowy GKS-u Katowice na łamach klubowej telewizji opowiedział o przygotowaniach do sezonu, procesie budowy zespołu oraz najbliższych meczach sparingowych.
Rzeczywiście roboty było sporo. Katowiccy działacze musieli znaleźć nowego trenera i mocno przebudować drużynę. Zespół z alei Korfantego opuściło aż trzynastu graczy. Nowe puzzle pomógł dopasowywać doświadczony fiński szkoleniowiec Risto Dufva, który zaufał głównie swoim rodakom. Do ekipy dołączyli obrońcy Miika Franssila, Juuso Salmi oraz grający w ataku Nestori Lähde, Oula Uski, Jussi Makkonen, Jaakko Turtiainen i Tuukka Rajamäki.
Mocnymi punktami zespołu powinni być też szwedzki bramkarz Robin Rahm oraz reprezentant Francji Teddy Da Costa. Do tego dochodzi robiący ciągłe postępy Oskar Jaśkiewicz oraz etatowy reprezentant Polski Wajda. Ważną informacją jest to, że umowy przedłużyli Grzegorz Pasiut i Mikołaj Łopuski.
[…] W przyszłym tygodniu katowiczanie rozegrają swoje pierwsze sparingi, mierząc się na turnieju o Puchar RT Torax w Porubie z gospodarzami, czeskim drugoligowcem HC Draci Šumperk, węgierskim HK Debreczyn oraz JKH GKS-em Jastrzębie, który przed rokiem wygrał to trofeum.
– Początkowo mieliśmy grać tam trzy mecze, ale organizatorzy zostali zmuszeni do zwiększenia liczby spotkań (wycofała się kazachska Saryarka Karaganda – przyp. red.). Trenerzy będą mocno rotować składem tak, żeby skorzystać ze wszystkich zawodników i ich nie przemęczyć. Chcielibyśmy uniknąć urazów – powiedział dyrektor sportowy GKS-u Katowice.
Ogółem GieKSa rozegra sześć sparingów oraz trzy spotkania w ramach Pucharu Wyszehradzkiego.
[…] Dodał też, że na razie okres przygotowań do sezonu przebiega zgodnie z planem.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Najnowsze komentarze