Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Druga setka trenera Góraka

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

W piłkarskiej II lidze mężczyzn GieKSa rozegrała jedno spotkanie – zwycięskie ze Stalą Rzeszów 3:2. Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj.  Piłkarki, siatkarze oraz hokeiści mają przerwę pomiędzy sezonami, trwają rozmowy z nowymi zawodniczkami/zawodnikami.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Druga setka trenera Góraka

Wznowienie rozgrywek po przerwie spowodowanej pandemią pozwoliło Rafałowi Górakowi rozpocząć drugą setkę meczów w roli szkoleniowca GieKSy. To już sprawiło, że przeszedł do historii.

Rafał Górak poprowadził GKS w 102 spotkaniach. To jubileuszowe, setne, zaliczył tuż przed wybuchem pandemii w Elblągu. Na ten dorobek składa się 96 starć ligowych i 6 w Pucharze Polski, kompletowanych w latach 2011-13 i od początku tego sezonu. Górak goni najlepszych. Tylko czterech szkoleniowców w historii katowickiego klubu może pochwalić się bardziej okazałymi liczbami. To Piotr Piekarczyk, Alojzy Łysko, Jerzy Nikiel i Władysław Żmuda. Ten ostatni dowodził GieKSą 115 razy. Nawet jeśli w tym sezonie drużynie z Bukowej przyjdzie zagrać w barażach o awans, Górak już Żmudy nie dogoni. Uczyni to na początku rundy jesiennej. Katowickim kibicom pozostaje mieć nadzieję, że stanie się to już na I-ligowym gruncie.

Górak to dziś w zasadzie twarz GKS-u. Lider, w którego wpatrzeni są kibice. Ktoś, w kim można pokładać wiarę w tych trudnych czasach, naznaczonych historycznym – pierwszym sportowym – spadkiem na trzeci poziom rozgrywkowy. Nadzieja na lepsze jutro, a zarazem ostoja normalności i twardego stąpania po ziemi.

– To po prostu „swój chłop”, ze Śląska, co ważne dla naszego środowiska – mówi Tomasz Pikul, autor wielotomowej monografii sekcji piłkarskiej GKS-u. – Ludzie go kupują. Wychodzi na mecz w bluzie i dżokejce z klubowego sklepu, ukłoni się „Blaszokowi”, jest jednym z nas. Trener nigdy nie roztaczał wielkich wizji, nigdy nie powtarzał, że zrobi z GieKSy drugą Barcelonę, albo nie odgrażał się, że zawodnicy będą się skarżyć na jego ciężkie treningi, bo tak da im w d… Ludzie wolą mniej gadania, mniej filozofii. On umie uderzyć w odpowiednie tony. Potrafi połechtać kibiców, czasem powiedzieć to, co chcieliby usłyszeć – przy czym wychodzi to zupełnie naturalnie, a nie sztucznie. Kilka cytatów to już klasyki, wykorzystywane często przez kibiców – przyznaje Pikul.

Do historii przeszły słowa wypowiedziane niegdyś po remisie z Cracovią. – To nie jest gra w bierki, ani domek z zabawkami. To jest bardzo poważna sprawa, bo to jest życie prywatne bardzo wielu ludzi – zagrzmiał Górak, pracujący już wtedy przy Bukowej ponad rok i będący coraz bardziej bezsilny wobec trudnej wtedy sytuacji klubu.

[…] Pisanie kolejnych tomów monografii GieKSy wcale nie powoduje jednak, że anegdotami o Góraku sypie jak z rękawa. To nie Adam Nawałka i jego charakterystyczne rytuały, jak brak zgody na wrzucanie wstecznego biegu w autokarze…

– O trenerze Nawałce można by długo, ale z Rafałem Górakiem śmiesznych historii zbyt wielu nie ma. Przypomina mi się zgrupowanie na Węgrzech. Drużynie przysługiwał najtańszy pakiet jedzenia, a w tym samym hotelu przebywali też sędziowie międzynarodowi i mieli „full wypas”. Trener Górak omyłkowo skorzystał raz z ich bufetu i była drobna afera, kelner miał pretensje – śmieje się nasz rozmówca.

Górak to trener, który nie jest dymisjonowany przez kluby. Odchodził z Radzionkowa, Tychów, BKS-u czy Elany na swoich warunkach, bo w danej chwili albo miał dość, albo chciał go ktoś lepszy. Jedyne zwolnienie przeżył w Katowicach. W 2013 roku, po porażce 0:5 w Bełchatowie, ledwie w 4. kolejce sezonu, kilka dni po wyeliminowaniu ekstraklasowego Podbeskidzia z Pucharu Polski. W GKS-ie prostowała się wtedy sytuacja finansowa, dlatego Górak tym bardziej mógł się czuć zawiedziony.

[…] 102 mecze w roli trenera GieKSy ma za sobą Rafał Górak: 96 ligowych i 6 pucharowych. Odniósł w nich 39 zwycięstw, zanotował 29 remisów i poniósł 34 porażki, przy bilansie bramkowym 127:113.

Czy wiesz, że…

Zawodnikiem, który mógł okazać się łącznikiem dwóch kadencji Góraka (2011-13 i 2019 – ?), był Mateusz Kamiński. Kontrakt z „Kamykiem” został jednak rozwiązany tego lata po wydarzeniach z obozu w Kamieniu, dlatego licznik jego występów u trenera zamknął się na liczbie 40. Zawodnikiem, z którego najczęściej korzystał Górak w GKS-ie, pozostaje Przemysław Pitry (71 meczów).

Najczęściej prowadzili GieKSę

225 meczów – Piotr Piekarczyk (1993-95, 1996-98, 2006-08, 2015)

143 mecze – Alojzy Łysko (1985-87, 1991-92)

126 meczów – Jerzy Nikiel (1964-67)

115 meczów – Władysław Żmuda (1980-81, 1987-89)

102 mecze – Rafał Górak (2011-13, 2019 – nadal).

 

pzpn.pl – Terminarz kobiecych rozgrywek centralnych w sezonie 2020/2021

Departament Rozgrywek Krajowych PZPN ustalił terminarz centralnych rozgrywek kobiecych w sezonie 2020/2021. Pierwsza kolejka Ekstraligi zostanie rozegrana w dniach 8 i 9 sierpnia, natomiast start I oraz II ligi zaplanowano na tydzień później.

[…] Drugi etap rozgrywek Pucharu Polski kobiet, w którym weźmie udział 64 uczestników (w tym kluby Ekstraligi oraz I ligi), został wyznaczony na 4 listopada, natomiast etap trzeci zostanie rozegrany 21 listopada.

[…] W sezonie 2020/21 kobiece rozgrywki seniorskie będą prowadzone przez Polski Związek Piłki Nożnej w następującej formule:

Ekstraliga – 12 drużyn w jednej grupie

I liga – 12 drużyn w jednej grupie

II liga – 2 grupy po 12 drużyn

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Decyzja Wałbrzycha wywoła ligowe domino

Jak ujawniliśmy dziś, wkrótce AZS PWSZ Wałbrzych niestety wycofa się z rozgrywek z Ekstraligi. Pociągnie to za sobą niezłe ‚ligowe domino’.

Po pierwsze miejsce AZS-u w Ekstralidze według regulaminów powinien zająć najlepszy spadkowicz, czyli KKP Rem Marco Bydgoszcz.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Obyło się bez sądu

[…] Jeszcze nie tak dawno w siatkarskiej GieKSie było bardzo gorąco. Zanosiło się na długotrwały spór między klubem a zawodnikami i trenerem. Jego szefowie, po wcześniejszym zakończeniu rozgrywek, rozwiązali bowiem umowy z czterema zawodnikami: Kohutem, Fijałkiem, Dustinem Wattenem oraz Adrianem Buchowskim i trenerem Dariuszem Daszkiewiczem. Ci poczuli się pokrzywdzeni i zapowiedzieli skierowanie sprawy do sądu.

Z buńczucznych zapowiedzi na razie niewiele wynikło. Kolejni uczestnicy sporu podpisują porozumienie z klubem. Pierwszy uczynił to Buchowski. Nie tylko osiągnął kompromis w kwestii rozliczenia poprzedniego kontraktu, ale zawarł jeszcze kolejny.

Jego śladem poszli wczoraj Kohut i Fijałek. Ten pierwszy zgodził się też na pozostanie w klubie na nowy sezon. Fijałek natomiast wygasającej umowy nie przedłużył i rozstał się z katowickim klubem. Bronił jego barw od 2015 roku i awansował z nim do ekstraklasy.

[…] Obecnie kadra GKS-u liczy dziewięciu zawodników. Oprócz Buchowskiego i Kohute ważne umowy mają: Jan Firlej, Jakub Jarosz, Kamil Drzazga, Miłosz Zniszczoł, Jan Nowakowski, Jakub Szymański, i Kamil Kwasowski. Trenerem został dotychczasowy asystent Daszkiewicza, Grzegorz Słaby.

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Kolejne kontrakty w GieKSie. Odkrycie poprzedniego sezonu zostaje!

GKS Katowice, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, przedłużył umowy z kolejnymi trzema zawodnikami. Przy alei Korfantego zostają obrońca Patryk Wajda oraz dwaj skrzydłowi: Patryk Krężołek i Mateusz Michalski.

[…] Wajda w poprzednim sezonie był czołowym defensorem GieKSy. Oprócz świetnej i ofiarnej gry w destrukcji mógł pochwalić się naprawdę dobrymi liczbami. W 44 spotkaniach zdobył 15 punktów za 5 bramek i 10 asyst, a na ławce kar spędził 22 minuty.

Michalski w poprzednim sezonie był ustawiany w niższych formacjach. Rozegrał 52 mecze, w których strzelił 9 goli i zaliczył 5 kluczowych zagrań.

Z kolei Patryk Krężołek, obok Damiana Tyczyńskiego, zapracował na miano odkrycia poprzedniego sezonu. 21-letni napastnik wykorzystał swoją szansę i fakt, że trener Piotr Sarnik ustawił go w pierwszej formacji razem ze starymi wyjadaczami: Teddym Da Costą i Grzegorzem Pasiutem. Efekt był taki, że w 52 meczach aż 19-krotnie pokonywał bramkarzy rywali i zaliczył też 9 asyst.

Wszyscy podpisali kontrakty, które będą ważne do końca sezonu 2020/2021. Przypomnijmy, że wcześniej umowy z GieKSą podpisali Grzegorz Pasiut i Filip Starzyński.

 

Kolejny kontrakt w GieKSie

Oskar Krawczyk zostaje w drużynie GKS-u Katowice. 25-letni defensor podpisał kontrakt, który będzie obowiązywał do końca sezonu 2020/2021.

– Oskar zostaje z nami i będzie to jego piąty sezon w barwach naszego klubu, z czego bardzo się cieszymy. Widzieliśmy postęp, jaki zrobił w ciągu ostatnich lat i mamy nadzieję, że wciąż będzie się rozwijał – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor sportowy GieKSy.

Przypomnijmy, że w poprzednim sezonie rozegrał 38 spotkań, w których zdobył 5 punktów za 1 gola i 4 asysty. Na ławce kar spędził 14 minut.

– GKS Katowice to drużyna, która co sezon dysponuje mocnym składem i po rozmowie z prezesem wiem, że tak będzie też w następnych rozgrywkach. Będziemy grać o najwyższe miejsca w lidze, z czego bardzo się cieszę – zaznaczył Oskar Krawczyk.

– Po ostatnim, niedokończonym sezonie mamy uczucie niedosytu i dlatego tym bardziej czekamy na rozpoczęcie walki o mistrzostwo Polski. Poza tym widać, że Katowice żyją hokejem, na trybunach „Satelity” panuje świetna atmosfera. To wszystko miało wpływ na moją decyzję o pozostaniu w klubie – dodał.

 

Podhale albo zagranica

To już pewne – Damian Tomasik rozstaje się z GKS-em Katowice. 25-letni defensor rozważa obecnie powrót do Podhala albo grę poza granicami naszego kraju.

„Tomas” nie zaliczy poprzedniego sezonu do wyjątkowo udanych. Choć zdobył z GieKSą brązowy medal mistrzostw Polski, to spędzał na lodzie znacznie mniej minut niż było to za kadencji Tom Coolen. W 50 ligowych spotkaniach zaliczył sześć asyst.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga