Piłka nożna Prasówka
Media o o meczu z Chrobrym Głogów: Wymarzony debiut na Bukowej
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Chrobry Głogów. GieKSa wygrała na Bukowej 3:1 (1:1).
sportdziennik.com – Wymarzony debiut na Bukowej
Mateusz Mak dwoma golami zapewnił GKS-owi Katowice pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.
[…] Ofensywne nastawienie piłkarzy z Katowic można było zaobserwować od pierwszego gwizdka. W początkowej fazie rywalizacji niezwykle aktywny był Mateusz Marzec, który robił sporo zamieszania pod bramką Damiana Węglarza. Już w 3 minucie spowodował, że kibice zerwali się ze swoich miejsc, gdy oddał mocny strzał zza pola karnego, ale ostatecznie uderzenie było minimalnie niecelne. Kilka minut później Marzec znów był bliski zdobycia bramki – po dośrodkowaniu w pole karne był w dogodnej sytuacji, ale jego strzał z pierwszej piłki minął słupek.
Ostatecznie to nie Marzec spowodował wybuch radości na stadionie. GieKSę na prowadzenie wyprowadził Adrian Błąd. Wykorzystał on małe zamieszanie w polu karnym, które stworzył Sebastian Bergier, przejął piłkę i z bliskiej odległości pokonał golkipera rywali.
Radość katowickich trybun nie trwała jednak długo. Chrobry po utracie bramki w końcu ruszył do ataku i na doprowadzenie do remisu potrzebował zaledwie dwóch minut. Dośrodkowanie w pole karne wykorzystał Rafał Wolsztyński – wyskoczył do piłki i strzałem głową nie dał szans bramkarzowi GKS-u. Do przerwy gospodarze próbowali jeszcze raz wyjść na prowadzenie. Szczęścia uderzeniem z dystansu poszukiwał Błąd, głową strzelał Bergier, ale do szatni na przerwę piłkarze i tak schodzili w umiarkowanych nastrojach, z remisem na tablicy wyników.
Po zmianie stron oba zespoły nieco przycichły w swoich poczynaniach, dlatego Rafał Górak zaczął wprowadzać na boisko zmienników. Można stwierdzić, że trener GKS-u miał nosa, dając szansę Mateuszowi Makowi (który pierwszy raz zagrał przed katowicką publicznością) oraz Jakubowi Arakowi. Obaj pojawili się na boisku w 68 minucie i chwilę później byli zamieszani w zdobycie bramki przez katowiczan. Arak powalczył o piłkę przed polem karnym, zgrał do Maka, który w sytuacji sam na sam nie pomylił się.
Jednak były gracz Stali Mielec nie miał zamiaru poprzestać na jednym trafieniu i 3 minuty później znowu wpisał się na listę strzelców. Tym razem ponownie zawiodła defensywa Chrobrego – to po błędzie jednego z obrońców Mak znów miał okazję, której po prostu nie mógł zmarnować. Dopełnił więc formalności, przez co gospodarze prowadzili 3:1.
Gra rezerwowego Maka mogła zaimponować fanom ze stolicy województwa śląskiego. Po dwóch strzelonych bramkach dalej miał ochotę na więcej i przy odrobinie szczęścia skompletowałby hat-tricka w niecałe 10 minut. Głogowianie próbowali ruszyć do ataku, przez co zupełnie zapomnieli o graniu w defensywie. To stworzyło plac manewrowy dla ekipy Rafała Góraka, która co chwilę meldowała się w polu karnym przyjezdnych. Ostatecznie kolejny raz Węglarza nie udało się pokonać, ale 3 punkty i tak zostały w Katowicach.
sportowefakty.wp.pl – Kapitalne wejście zmiennika w GKS-ie Katowice
GKS Katowice zwyciężył na zakończenie kolejki 3:1 z Chrobrym Głogów. Najważniejszym piłkarzem meczu był Mateusz Mak, który potrzebował pięciu minut na zdobycie dwóch goli po wejściu na boisko z ławki rezerwowych.
Mateusz Mak dołączył do GKS-u Katowice w letnim oknie transferowym po rozstaniu ze Stalą Mielec. Był to jeden z ciekawszych ruchów na zapleczu PKO Ekstraklasy. Na razie Mak jest zmiennikiem, ale jeżeli będzie równie skuteczny jak w poniedziałek, zanosi się na wczesne przebicie do składu.
Pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1. GKS Katowice prowadził dzięki uderzeniu innego skrzydłowego Adriana Błąda, ale nacieszył się pozytywnym wynikiem przez zaledwie dwie minuty. Odpowiedział Rafał Wolsztyński strzałem głową do bramki gospodarzy.
Kluczowe dla wyniku okazało się wejście z ławki rezerwowych Mateusza Maka w 67. minucie. Po chwili wykorzystał dogranie innego zmiennika Jakuba Araka i odzyskał prowadzenie dla katowiczan. W 72. minucie Mateusz Mak wykorzystał podanie Adriana Błąda na zakończenie szybkiego ataku na połowie odsłoniętego Chrobrego.
miedziowe.pl – Dwa mecze i nadal zero punktów
Nie mogą mówić o dobrym starcie w nowym sezonie Fortuna 1. ligi piłkarze Chrobrego. Głogowianie na inaugurację przegrali u siebie z Lechią Gdańsk 2:4, a dziś musieli uznać wyższość GKS-u Katowice na jego boisku.
Prowadzenie gospodarzom dał w 20 min. Adrian Błąd. Doświadczony piłkarz nie uderzył może zbyt mocno, ale na tyle skutecznie, aby pokonać Węglarza. Riposta pomarańczowo-czarnych była bardzo szybka, bo już 120 sekund później na 1:1 trafił główkujący Rafał Wolsztyński. Do przerwy
więcej goli kibice już nie zobaczyli.
Za to po przerwie trenerskim nosem błysnął szkoleniowiec GKS-u. Posłał do boju z ławki rezerwowych Mateusza Maka. Ten pojawił się na placu gry w 67 min., a już w 69 min. strzelił gola dającego prowadzenie katowiczanom. Asystował mu przy bramce Jakub Arak, który również na boisku pojawił się 120 sekund wcześniej. W 73 min. było już po meczu. Mak ponownie pokonał Węglarza ustając wynik spotkania na 3:1.
– W pierwszej połowie byłem bardzo zadowolony z postawy zespołu. Mieliśmy remis i jeszcze dwie dogodne okazje do zdobycia gola. Druga bramka to nasz prezent dla GKS-u. Przy tym dopingu miejscowych kibiców gospodarze poszli za ciosem i zdobyli trzeciego gola. GKS miał jeszcze dwie sytuacje po naszych błędach juniorskich. Ciężko wytłumaczyć postawę stoperów, którzy w prostej sytuacji nie trafiają w piłkę. Porażka boli, ale ja wierzę w tych chłopaków i w ten zespół – podsumował trener głogowian Marek Gołębiewski.
dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice mieli szczęśliwy poniedziałek
Kibice GKS Katowice na pierwszy domowy mecz nowego sezonu stawili się w sile blisko trzech tysięcy osób. W nagrodę za doping zobaczyli zwycięstwo swojego zespołu nad Chrobrym Głogów 3:1.
2,932 kibiców pojawiło się na trybunach stadionu przy Bukowej na pierwszym domowym meczu GKS Katowice w nowym sezonie. Doping poniósł zespół Rafała Góraka do zwycięstwa 3:1, a największą owację otrzymali Mateusz Mak i debiutujący Japończyk Shun Shibata.
Ten pierwszy tuż po wejściu na boisko strzelił dwa gole i wkrótce potem miał szansę na trzeciego, co oznaczałoby najszybszy hat-trick w historii GieKSy. Piłka jednak minęła zarówno bramkarza, jak i poprzeczkę.
– Bramkami się zbliżył do pierwszego składu, a podaniami… oddalił. Dla mnie każdy zawodnik fajnie jak strzela, ale każdy wie, jaka historia jest z Makami, dlatego ta bramka też we mnie wzbudziła ogromną radość – mówił trener Rafał Górak.
Shibata natomiast wyraźnie spalił się z emocji, bo popełnił kilka prostych błędów.
– Wydawałoby się, że ich nacja i kultura to stalowe nerwy. Bardzo ładnie został przywitany, ale grając w I lidze nie można pozwalać sobie na takie błędy, bo to się może źle skończyć dla zespołu. Będziemy je analizować – stwierdził trener Górak. – Ale przede wszystkim na trybunach oczywiście czuło się atmosferę, musimy wciąż czerpać siłę z meczu z Ruchem. Spotkaliśmy się wtedy z kibicami, z zawodnikami i to powinno być kołem napędowym. To musi zmierzać w dobrym kierunku – podkreślił szkoleniowiec.
gol24.pl – GKS Katowice – Chrobry Głogów 3:1 na powitanie nowego sezonu na Bukowej
Piłkarze GKS Katowice w pierwszym domowym meczu pokonali Chrobrego Głogów. Mecz dostarczył kibicom wielu emocji, a jego gwiazdą był zmiennik Mateusz Mak.
Po inauguracyjnej porażce w Legnicy piłkarze GKS Katowice dość długo czekali na pierwszy domowy występ w nowym sezonie. Ich mecz z Chrobrym Głogów wyznaczono dopiero na poniedziałek, czyli na zamknięcie drugiej kolejki. Jak się okazało, warto było czekać…
Początek starcia był w wykonaniu gospodarzy imponujący. Zespół Rafała Góraka atakował raz za razem, a obrona Chrobrego bynajmniej nie sprawiała wrażenia monolitu. W 9 minucie Mateusz Marzec dostał piłkę na drugim metrze i dramatycznie przestrzelił, ale Damian Węglarz nie miał czasu na oddech ulgi. Po kilku kolejnych próbach piłka wreszcie wpadła do siatki za jego plecami za sprawą Adriana Błąda, który zamknął długą kombinację Katowic.
I wtedy absolutna dominacja GieKSy… dobiegła końca. Głogowianie tuż po wznowieniu gry przeprowadzili swoją pierwszą akcję zaczepną i od razu wyrównali. A potem to oni byli bliżsi zdobycia kolejnego gola.
Po przerwie żywszą reakcję kibiców wywołała dopiero zmiana, w wyniku której na murawie zadebiutował w barwach gospodarzy Shun Shibata. Kluczowa okazała się jednak inna roszada: Jakub Arak i Mateusz Mak tuż po pojawieniu się na boisku przeprowadzili akcję, którą ten drugi sfinalizował w sytuacji sam na sam z bramkarzem. A po kolejnych trzech minutach ten sam napastnik pokonał go po raz drugi. Ba, w 76 minucie powinien ustrzelić hat-tricka, ale przeniósł piłkę i nad golkiperem, i nad bramką. Zmarnowanych okazji było jeszcze kilka, ale wynik nie uległ zmianie.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.


Najnowsze komentarze