Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Media o GieKSie: Robert Góralczyk: Nie myślmy o lecie, skoro trwa zima

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarki i piłkarze przygotowują się do startu rozgrywek ligowych rundy wiosennej sezonu 2020/21. W minionym tygodniu piłkarki rozegrały mecz sparingowy z ostatnią drużyną Ekstraligi Kobiet ekipą TS ROW Rybnik. Nasza drużyna wygrała na wyjeździe 2:1 (1:0). Piłkarze również rozegrali jeden sparing, w sobotę, w Kielcach z Koroną. GieKSa przegrała z pierwszoligowcem 0:1. Sparing był zamknięty zarówno dla publiczności jak i mediów. Nasz klub przedłużył umowę z Adrianem Błądem.

W ubiegłym tygodniu siatkarze rozegrali dwa mecze ligowe: w środę, na wyjeździe, z AZS-em Olsztyn oraz wczoraj Zaksą Kędzierzyn-Koźle (w Szopienicach). Niestety, w obu meczach drużyna przegrała w stosunku 1:3. Do zakończenia sezonu zasadniczego pozostały siatkarzom dwa spotkania: w ostatnią sobotę lutego (27 lutego), ponownie z AZS-em Olsztyn oraz 03 marca z Czarnymi Radom (oba mecze odbędą się w Szopienicach) W rozgrywkach PHL trwa przerwa, w trakcie której hokeiści mieli rozegrać sparing z GKS-em Tychy. Na prośbę naszego sztabu mecz został odwołany.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Podpis Adriana Błąda

Wcześniej uczynili to Arkadiusz Jędrych, Patryk Szwedzik i Grzegorz Rogala, a we wtorek – Adrian Błąd.

Czołowy piłkarz GieKSy przedłużył kontrakt do 30 czerwca 2023 roku, z opcją prolongaty o kolejnych 12 miesięcy. Pomocnik, który w tym roku skończy 30 lat, występuje przy Bukowej już 3,5 sezonu i rozegrał ponad 100 spotkań.

Minioną jesień miał bardzo udaną, bo zakończył ją z dorobkiem 6 bramek i 8 asyst. Wiosną ma być jednym z tych, którzy w największym stopniu wezmą na siebie odpowiedzialność za walkę o powrót do I ligi.

 

facebook.com/tsrowrybnik – TS ROW Rybnik-GKS Katowice 1:2 (0:1)

W trudnych warunkach cenny sparing. Kolejne minuty naszej młodzieży, która coraz więcej stanowi o naszej grze. Brawo

 

echodnia.eu – Wygrana Korony Kielce z GKS Katowice 1:0 w ostatnim sparingu przed inauguracją rundy wiosennej. Bramka Marko Pervana

Piłkarze Korony Kielce pokonali GKS Katowice 1:0 w ostatnim meczu kontrolnym przed inauguracją rundy wiosennej w Fortuna 1 Lidze.

[…] W trzeciej minucie Emile Thiakane mocno uderzył ze skraju pola karnego, ale uderzył nad bramką. PO kwadransie akcję Lisowski – Pervan zakończył ten drugi, który umieścił piłkę w siatce przy długim słupku.

Po trzydziestu minutach lewym skrzydłem pomknął Dawid Lisowskim i zakończył akcję strzałem, ale uderzył nad bramką. Do końca pierwszej połowy nie było groźniejszej akcji i Korona zeszła na przerwę z prowadzeniem.

Po zmianie stron ciekawie zrobiło się dopiero w ostatnim kwadransie. Sprzed pola karnego uderzał Filipe Oliveira, ale jego strzał poszybował nad poprzeczką. Pięć minut przed końcem strzał głową piłkarza GKS-u zatrzymał świetną paradą Marceli Zapytowski. W końcówce przeważała Korony, ale nie udokumentowała tego drugim golem.

 

sportdziennik.com – Robert Góralczyk: Nie myślmy o lecie, skoro trwa zima

Rozmowa z Robertem Góralczykiem, dyrektorem sportowym GKS-u Katowice.

[…] Pogoda mocno komplikuje codzienne plany GieKSy?

Robert GÓRALCZYK: – Nie doświadczyliśmy dotąd niczego, co by w jakiś znaczący sposób zakłócało okres przygotowawczy. Wszystko odbywa się normalnie, zgodnie z planem. Jasne, że czasem trzeba coś opóźnić, zmobilizować ludzi do wzmożonego działania przy odśnieżaniu boiska, ale dają radę.

Są na pewno kwestie, które go umilają. Na ile przedłużenie kontraktu z Adrianem Błądem to wasz sukces?

Robert GÓRALCZYK: – My działamy, a niech oceniają inni! Cieszymy się, że do tego doprowadziliśmy, bo Adrian jest bardzo ważną postacią, jednym z liderów zespołu. Nieprzypadkowo gra przy Bukowej już czwarty sezon. Po drodze cele strategiczne drużyny nie były co prawda realizowane, ale Adrian zawsze był piłkarzem zdecydowanie się wyróżniającym. A teraz najwyższy czas na realizację celów.

To piąty kontrakt przedłużony zimą, wcześniej uczynili to Arkadiusz Jędrych, Grzegorz Rogala, Patryk Szwedzik i Mateusz Broda. Czy rozmawiacie jeszcze z kimś o nowej umowie?

Robert GÓRALCZYK: – Obecnie nie.

Lista zawodników, którym 30 czerwca skończą się kontrakty lub wypożyczenia, jest dwucyfrowa…

Robert GÓRALCZYK: – Są w tym zakresie różne uwarunkowania i wszystko jest pod kontrolą. Zamknęliśmy już kadrę na rundę wiosenną. Zimowe okienko było bardzo przemyślane i uważam też, że dobrze zrealizowane, ale tak naprawdę dopiero czas oceni, jakie będą jego efekty. W tej chwili można jedynie powiedzieć, że spełniliśmy założenia, które sobie przyjęliśmy przystępując do działania.

Sprowadzenie Rafała Figla z Podbeskidzia było małym pokazem siły GieKSy, nie tylko na tle II ligi?

Robert GÓRALCZYK: – Traktuję to jako realizację ważnego założenia na to okienko, w celu wzmocnienia drużyny. Mam oczywiście świadomość jaką wartość ma ten pomocnik. A czy to pokaz siły? Nie stawiajmy w ten sposób sprawy, bo najważniejsze byśmy pokazywali siłę poprzez grę drużyny w trakcie rozgrywek, a nie teraz działaniem w okienku transferowym. Nadarzyła się okazja i przedstawiliśmy Rafałowi naszą strategię na jego funkcjonowanie w GieKSie, jak widać trafiły do niego nasze argumenty, w konsekwencji czego wybrał naszą ofertę. Możemy czuć satysfakcję i wierzyć, że efekty boiskowe będą równe temu, jak ludzie odbierają z boku ten transfer.

W zimowych sparingach trochę postrzelał 19-letni Patryk Szwedzik, ale potem doznał urazu. Jak przedstawia się jego sytuacja?

Robert GÓRALCZYK: – Jest po operacji zespolenia piątej kości śródstopia, która przy takim urazie ma przyspieszyć jego powrót do pełnej sprawności. Nie chcę stawiać prognoz, choć oczywiście pewne rokowania mamy, a że w takich sytuacjach przypadek przypadkowi nierówny, musimy się wykazać cierpliwością. Oby wszystko przebiegało zgodnie z optymistycznymi prognozami i oby Patryk mógł wrócić na boisko najszybciej jak to możliwe.

Skoro kadra na wiosnę została zamknięta, to przymierzacie się już do tego, co czeka was latem?

Robert GÓRALCZYK: – Na razie przymierzamy się do… meczu z Sokołem Ostróda. Działamy wielotorowo, o czym świadczą przedłużone kontrakty. Powtórzę, że wszystko jest pod kontrolą i ma służyć pierwszemu w tym roku spotkaniu o punkty (II liga wznawia rozgrywki 27-28 lutego – przyp. red.), ale generalnie także jak najlepszemu funkcjonowaniu GieKSy w przyszłości. Nie myślmy jednak o lecie, skoro jeszcze zima się nie skończyła…

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice. Powiało chłodem…

Akademicy z Olsztyna okazali się lepsi od katowiczan, ale rywalizacja o miejsce w play offie nie została zakończona.

W minorowych nastrojach wracają siatkarze GKS-u Katowice po wizycie z północnych regionów kraju. Trudno się dziwić, wszak liczyli na zdobycze punktowe, a tymczasem w dwóch ostatnich meczach ugrali zaledwie po secie. W rywalizacji o play off powiało chłodem, ale rywalizacja nie została zakończona. Przed „GieKSiarzami” jeszcze 3 potyczki, m.in. z akademikami z Olsztyna. Ich wygranie może przynieść historyczny wynik. By tak się stało, trzeba jednak poprawić grę!

Siatkarze GKS-u podczas pobytu w hali „Urania” w Olsztynie mieli powody do narzekania. Przez dwa dni trenowali w temperaturze ledwie 8 stopni i trudno się dziwić, że Dustin Watten robił to w czapce. Mecz, wedle regulaminu, powinien być rozgrywany w temperaturze dwa razy wyższej…

Od stanu 14:14 w pierwszym secie, gospodarze dominowali na parkiecie i po bloku Przemysława Stępnia prowadzili 20:17. To ich wzmocniło i już do końca tej odsłony dominowali, punktując raz po raz. Niezwykle aktywny był Wojciech Żaliński, uważny w przyjęciu oraz skuteczny w ataku. Zbyt łatwo katowiczanie oddali tę partię rywalom, którzy prezentowali się więcej niż poprawnie, acz bez rewelacji.

Podopieczni Grzegorza Słabego w drugim secie objęli prowadzenie i po dwóch świetnych obronach Jana Firleja było już obiecujące 17:12, ale nie mogło być do końca komfortowo. Gdy Jakub Jarosz został zablokowany, GKS prowadził zaledwie 19:18 i na parkiecie pojawił się Wiktor Musiał. W końcu gospodarze zostali złamani, a do remisu w meczu doprowadził Miłosz Zniszczoł.

Kolejna odsłona była niezwykle wyrównana i wszystko rozstrzygnęło się dopiero w końcowych fragmentach seta – w nich gospodarze byli dokładniejsi i ostatecznie Ruben Schott zdobył zwycięski punkt. Szkoda straconego seta, bo równie dobrze mogło być odwrotnie.

Ta przegrana wyraźnie zdeprymowała katowiczan i w czwartym secie od początku szło im kiepsko. Olsztynianie mieli wydarzenia pod kontrolą i w połowie seta sprawiali wrażenie pewnych siebie. Trudno się dziwić, skoro posiadali bezpieczna przewagę, zaś po nieudanym ataku Jarosza prowadzili już 19:13. Trener Słaby poprosił o przerwę, która jednak nie przyniosła efektu. I wszystko legło w gruzach…

Mecz został przegrany, ale rywalizacja o play off nadal trwa – niebawem akademicy przyjadą do Katowic. W rewanżu trzeba jednak zagrać odważnie, a przede wszystkim skutecznie. Na razie powiało chłodem…

Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 3:1 (25:18, 22:25, 25:23, 25:16)

 

Siła rażenia

Siatkarze GKS-u nadal poszukują punktów, by znaleźć się w play offie. Do końca zostały im mecze z Olsztynem oraz Radomiem.

Siatkarze GKS-u Katowice w meczu z liderem tabeli ZAKSĄ zdołali urwać seta, ale to było wszystko na co było ich stać. Gra długi fragmentami gospodarzy mogła się podobać, ale utytułowany i bardziej doświadczony rywal w najważniejszych momentach zdobywał cenne punkty.

Wszelkie spekulacje dotyczące składu ustały przed wpisanie do protokołu meczowego. Trener Nikola Grbić zaordynował podstawową „6”, choć w środę zespół ma trudną pucharową potyczkę z Asseco Resovią.

[…] Początek I seta był wyrównany, bo goście nie złapali właściwego rytmu i wspomniane błędy w polu serwisowym były ich kulą u nogi. Jednak od stanu 15:16 zarysowała się przewaga przyjezdnych. Udany blok Davida Smitha, skuteczny atak Semeniuka i ZAKSA miała już 4 „oczka przewagi. Tacy rutyniarze takich sytuacji już nie marnują i spokojnie dokończyli tę partię.

Od początku II odsłony na boisku pojawił się Jakub Szymański, który zastąpił Adriana Buchowskiego. Przy stanie 4:8 miejsce Jakuba Jarosza na pozycji atakującego zajął Wiktor Musiał i pozostał na boisko już do końca. Rozpędzeni goście wcale nie zamierzali stosować taryfy ulgowej i dość szybko objęli prowadzenie 14:5, a potem spokojnie zmierzali do końca. Gospodarze nieco się ożywili, zdobyli nawet kilka punktów, ale straty były zbyt duże. W trakcie seta trener Grbić dokonywał zmian i drugi atakujący Bartłomiej Kluth zagościł już na dłużej.

Wydawało się, że to spotkanie szybko się zakończy, a tymczasem w kolejny secie nastąpiła nieco odmiana gospodarzy, którzy – być może – pozbyli się zbędnego balastu. Kamil Kwasowski nagle przypomniał sobie, że on też potrafi mocno i celnie przyłożyć z pola serwisowego. Od stanu 2:3 na 5. pkt. 4 zdobył zagrywką, a „oczko” odłożył Musiał po ataku ze skrzydła. Gospodarze prowadzili 11:4 i Grbić był zmuszony powrócić do wyjściowego składu, bo wszystko wymykało się spod kontroli gości. Wprawdzie potrafili zniwelować straty do 2 pkt.(14:16), ale gospodarze potrafili odbudować przewagę. A duet Musiał (atakiem) – Kwasowski (asem serwisowym) zakończyli zwycięsko tę partię. I to była iskierka nadziei, ale dość szybko zgasła. Goście odzyskali właściwy rytm gry i znów atakowali z odpowiednią. Prowadzili już 20:15, ale dwie zagrywki w siatkę oraz autowy atak Klutha sprawił, że końcowe fragmenty były znów emocjonujące. Zwycięski punkt atakiem zakończył Aleksander Śliwka.

[…] GKS Katowice – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 1:3 (20:25, 19:25, 25:19, 23:25)

 

HOKEJ

hokej.net – Mecz kontrolny odwołany

Zaplanowany na najbliższy piątek mecz sparingowy pomiędzy GKS-em Katowice a GKS-em Tychy został odwołany.

Sztab szkoleniowy ekipy ze stolicy województwa śląskiego uznał, że rozegranie meczu kontrolnego niesie za sobą zbyt duże ryzyko. A kolejne urazy mogłyby skomplikować sytuację kadrową GieKSy.

Przypomnijmy, że z powodu kontuzji wypadli ostatnio Jesse Rohtla i Kamil Paszek. Fiński środkowy ma problemy z pachwiną, a Paszek zmaga się z urazem barku.

Do pełni zdrowia po przebytych kontuzjach wracają Maciej Kruczek, Patryk Wajda i Oskar Krawczyk, jednak minie jeszcze trochę czasu zanim wrócą do pełnej formy.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga