Piłka nożna Prasówka
GKS Katowice wygrał w doliczonym czasie. Jego passa jest coraz bardziej efektowna, Fantastyczny finał zespołu Góraka! – tytuły artykułów w mediach po wygranej z Motorem
Zapraszamy do przeczytania fragmentów opinii mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Motor Lublin. GieKSa wygrała przy Bukowej 2:1 (0:0).
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Motor Lublin 2:1. Fantastyczny finał zespołu Góraka!
GKS Katowice odniósł szóste zwycięstwo z rzędu! Zespół Rafała Góraka wygrał na swoim boisku z Motorem Lublin, strzelając gola w doliczonym czasie gry. Przy pierwszej bramce asystował bramkarz Bartosz Mrozek.
[…] Rozgrywany w pierwszym w tym roku sypiącym śniegu mecz toczył się w trudnych warunkach i taki też był dla piłkarzy. Motor skoncentrował się na obronie i grał w niej solidnie, a katowiczanie mieli problemy, by ten zamek rozmontować.
[…] Po zmianie stron tempo wskoczyło na wyższy poziom, ale gol dla zespołu Rafała Góraka padł w oryginalnych okolicznościach. Po ataku Motoru piłkę złapał Bartosz Mrozek i od razu wykopnął ją na przedpole rywali. Zaskoczona defensywa zareagowała z opóźnieniem, szybkością błysnął Krystian Sanocki i bez przyjęcia, pewnym kopnięciem dał GKS-owi prowadzenie.
Motor podjął wyzwanie i w 81 minucie osiągnął swój cel dzięki główce Szymona Raka. Katowiczanie nie zamierzali jednak oddawać dwóch punktów i jedenaście minut później zadali opisane na wstępie decydujące trafienie, po czym zadrżeli, gdy lublinianie w ostatniej akcji niemal otarli się o remis.
sportdziennik.com – Marsz GieKSy zwycięskim szlakiem
Niemal do końca wydawało się, że seria GieKSy zakończy się pięciu wygranych, ale jej ostatni zryw przyniósł pełną pulę i eksplozję radości.
Jak wyście nam zaimponowali w tej chwili… – sparafrazowaliby legendarny cytat z „Kiler-ów 2-ch” katowiccy kibice, gdyby z wysokości trybun mogli zobaczyć niedzielny mecz przy Bukowej. Z wiadomych przyczyn nie mogli, ale ukłon w ich stronę wykonała TVP Sport, decydując się na transmisję; nie pierwszą i nie ostatnią w tym roku.
Władze tej stacji mają nosa, wybierając spotkania GKS-u, bo naprawdę jest co oglądać. W niedzielę też było, a dramaturgia potyczki zespołów będących ostatnio w gazie była ogromna. Wydawało się, że drużyna [Rafała Góraka] tym razem zadowoli się remisem. Z przebiegu gry można by go było uznać za sprawiedliwy, ale gospodarze postanowili do końca walczyć o pełną pulę.
Opłaciło się, bo w 3 min doliczonego czasu gry przypieczętowali wygraną. Szalejący od pierwszego gwizdka na obu skrzydłach Krystian Sanocki przedarł się lewą stroną i dośrodkował płasko w pole karne. Piłka przeszła przez lubelskich stoperów i dotarła do Filipa Kozłowskiego, który na wślizgu posłał ją do siatki. Radość miejscowych była ogromna, a ich trener podskakiwał z radości, wymachując bluzą.
[…] Katowiczanie mieli się z czego cieszyć, bo rywale dość wysoko zawiesili poprzeczkę i 12 minut wcześniej doprowadzili do remisu. Michał Król dośrodkował z prawej strony, a szybciej niż Grzegorz Janiszewski do piłki dopadł rezerwowy Szymon Rak, głową pokonując Bartosza Mrozka.
Ten gol był konsekwencją dobrej gry lublinian, ale też nieco zachowawczej taktyki miejscowych, którzy po objęciu prowadzenia oddali pole rywalom, pozwalając im na wiele. Osobną historią jest bramka na 1:0. Największą satysfakcję miał z niej… bramkarz GKS-u. Chwilę wcześniej Mrozek obronił uderzenie przewrotką i daleko wykopnął piłkę.
Było to jednak przemyślane zachowanie, bo rozpędzony Sanocki skorzystał z dezorientacji M. Króla i po przejęciu futbolówki zachował się niczym rasowy snajper, posyłając ją w „długi” róg. Asysta bramkarza nie zdarza się często, więc nic dziwnego, że Mrozek podbiegł do strzelca z gratulacjami.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice wygrał w doliczonym czasie. Jego passa jest coraz bardziej efektowna
Wygrana 2:1 z Motorem Lubin to szósta z rzędu odniesiona przez GKS Katowice. Podopieczni Rafała Góraka umacniają się na miejscu premiowanym awansem.
[…] Przez godzinę w meczu głównie sypały się żółte kartki zamiast goli, dlatego na ciekawą końcówkę nie zanosiło się. Piłkarze zadbali jednak w niej o odrobinę dramaturgii. GKS objął prowadzenie w 66. minucie dzięki strzałowi Krystiana Sanockiego, który pokonał Sebastiana Madejskiego strzałem zza pola karnego. To jeszcze nie było nokautujące uderzenie dla beniaminka. W 81. minucie Szymon Rak oddał strzał na 1:1 po dośrodkowaniu.
GKS zdążył odzyskać prowadzenie w doliczonym czasie. Piłka trafiła do Filipa Kozłowskiego, a napastnik miał wystarczająco dużo miejsca, żeby oddać pewne uderzenie na 2:1. Katowiczanie w rundzie jesiennej stracili sporo punktów w końcówkach spotkań na własnym stadionie, ale odrabiają straty. Ostatnio drużynie z Bukowej sprzyja również piłkarska fortuna.
motorlublin.eu – O włos od punktu z wiceliderem
Pomimo ambitnej i walecznej postawy, nasza drużyna przegrała na boisku wicelidera drugoligowej tabeli. O końcowym rezultacie meczu 15. kolejki w Katowicach przesądziła jedna z ostatnich akcji.
W pierwszej połowie nie brakowało boiskowej walki i okazji bramkowych. Jako pierwsi sytuację na objęcie prowadzenia mieli gospodarze, jednak Sebastian Madejski oraz obrona żółto-biało-niebieskich zdołali zażegnać niebezpieczeństwo.
[…] W kolejnych fragmentach przewaga w posiadaniu piłki była po stronie ekipy ze Śląska, lecz nie przekładało się to na zagrożenie bramki Motoru. Podobnie było w przypadku licznych stałych fragmentów dla drużyny miejscowych.
Do przerwy nie padły żadne gole, a tuż po zmianie stron dogodnej okazji po dośrodkowaniu z lewego skrzydła nie wykorzystali żółto-zielono-czarni. Następnie inicjatywę przejęli „Motorowcy”, których częściej oglądaliśmy w ataku pozycyjnym.
W 66. minucie katowiczanie otworzyli wynik dzięki skutecznej kontrze po rzucie rożnym dla naszej drużyny. Po dalekim wykopie bramkarza GKS-u, Bartosza Mrozka, do piłki dopadł Krystian Sanocki, który zanotował czwarte trafienie w rozgrywkach.
Strata bramki nie podłamała Motoru, który dążył do wyrównania i dopiął swego w 82. minucie. Wówczas, po wrzutce Michała Króla z prawej strony boiska, piłkę do siatki skierował głową wprowadzony z ławki rezerwowych Szymon Rak. Dla naszego młodzieżowca był to pierwszy ligowy gol w żółto-biało-niebieskich barwach od 8 maja 2019 roku.
Ostatecznie spotkanie w stolicy województwa śląskiego zakończyło się zwycięstwem gospodarzy, którzy zdobyli gola na wagę trzech punktów w doliczonym czasie gry. Dośrodkowanie z lewego skrzydła wykorzystał w polu karnym Filip Kozłowski i nasza drużyna musiała się pogodzić z piątą porażką w sezonie.
kurierlubelski.pl – Motor Lublin przegrał w Katowicach
Piłkarze z Lublina po dwóch ostatnich dobrych wynikach na własnym boisku zaliczyli porażkę 1:2 w Katowicach. Podopieczni Mirosława Hajdy byli blisko remisu, ale stracili bramkę w ostatnich sekundach spotkania.
[…] Mecz zaczął się spokojnie. Przed upływem ósmej minuty obie drużyny miały swoje szanse, ale żadnej z nich nie udało się zatrudnić bramkarza rywali. Gorąco zrobiło się w 9. minucie. Zakotłowało się w polu karnym Motoru i katowiczanie dwukrotnie uderzali na bramkę żółto-biało-niebieskich. Za każdym razem jednak strzały blokowali obrońcy z Lublina.
Niedługo przed upływem pierwszego kwadransa goście zaliczyli pierwszy strzał na bramkę GKS-u. Bezpośrednio z rzutu wolnego uderzał Piotr Ceglarz. Bartosz Mrozek poradził sobie z uderzeniem pomocnika Motoru, ale wybił piłkę przed siebie. Do dobitki ruszył Daniel Świderski, lecz ubiegł go defensor z Katowic. Podrażnieni tą sytuacją gospodarze zerwali się do ataku i przeprowadzili dwie niebezpieczne akcje w okolicach pola karnego gości. Żadnej z nich nie udało się jednak zakończyć strzałem.
[…] W pierwszej połowie GieKSa miała optyczną przewagę i lepsze okazje do otworzenia wyniku. Do szatni jednak obydwa zespoły zeszły przy bezbramkowym remisie. Obrona Motoru spisywała się bez zarzutu i potrafiła te niebezpieczne sytuacje zniwelować. Z każdą chwilą robiło się coraz bardziej niebezpiecznie.
[…] Już cztery minuty po zmianie stron świetną okazję mieli katowiczanie. Dominik Kościelniak jednak przewrócił się w polu karnym, przyjmując płaskie podanie z lewego skrzydła i nie zdołał oddać strzału. Goście odpowiedzieli celnym uderzeniem z dystansu Tomasza Swędrowskiego. Bramkarz z Katowic był jednak na posterunku.
Motor w na początku drugiej połowy radził sobie lepiej niż pod koniec pierwszej części spotkania. Żółto-biało-niebiescy próbowali ataku pozycyjnego, ale nie przełożyło się to na poważne zagrożenie bramce rywali. Gospodarze mieli coraz mniej okazji.
[…] Motor zintensyfikował ataki, ale brakowało klarownych sytuacji. 10. minut przed końcem regulaminowego czasu gry Filip Kozłowski miał szansę na podwojenie prowadzenia gospodarzy. Nie mając do kogo zagrać, zdecydował się na strzał ze skraju pola karnego, ale chybił. Trener Mirosław Hajdo postanowił przeprowadzić zmiany i wprowadził na boisko Sławomira Dudę, Szymona Raka i Krzysztofa Ropskiego. Jeden z nich zdobył wyrównującą bramkę w 81. minucie. Szymon Rak trącił głową piłkę po dośrodkowaniu ze skrzydła w wykonaniu Michała Króla. Już trzy minuty później celnym uderzeniem odpowiedział Grzegorz Rogala, lecz nie zaskoczył bramkarza Motoru.
Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, gospodarze zdobyli zwycięskiego gola.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze