Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Złoty strzał GieKSy – doniesienia mass mediów o wielosekcyjnej GieKSie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Panie rozpoczęły piłkarską wiosnę od rozegrania zaległego meczu z 12 kolejki z Medykiem Konin. Niestety drużyna przegrała 0:1 (0:0). Również piłkarze przegrali swój mecz, z outsiderem Hutnikiem Kraków, 0:2 (0:1). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.

Siatkarze rozegrali ostatnie spotkanie sezonu zasadniczego w którym przegrali z Czarnymi Radom 2:3. Niestety, drużyna spadła na 9 miejsce w tabeli – poza grę w play-off Plusligi.

W ćwierćfinale rozgrywek PHL nasza drużyna pokonała w szóstym meczu ćwierćfinału PHL Re-Plast Unię Oświęcim 2:1 (po rzutach karnych) i awansowała do półfinałów w którym zagra z z JKH GKS-em Jastrzębie.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Medyk Konin 0:1. Zobaczcie zdjęcia wiosennych dziewczyn

Piłkarki GKS Katowice powitały wiosnę pierwszą w tym sezonie porażką na własnym boisku. Na stadionie Podlesianki drużyna obchodzącego urodziny Witolda Zająca uległy Medykowi Konin.

Zespół Katowic wystąpił bez Kasandry Parczewskiej, Nadji Stanović i Joanny Olszewskiej, za to z debiutantką Kateriną Vojtkovą w składzie. Mecz nie był wielkim widowiskiem, a katowiczanki miały szansę na zdobycie punktów. Najlepszą okazję zmarnowała na początku drugiej połowy Kaudia Miłek. Nieskuteczna była także Kinga Kozak.Medyk czekał na swoją okazję i cel osiągnął w 64 minucie. Precyzyjne dośrodkowanie strzałem głową na gola zamieniła Alicia Tamburro.

 

Górnik Zabrze zatrudnił znanego radnego Katowic. Krzysztof Pieczyński marzył o pracy w piłce nożnej. Dlaczego nie pracuje w GKS Katowice?

Chyba najbardziej znany katowicki radny Krzysztof Pieczyński jest wielkim fanem piłki nożnej, a przede wszystkim kibicem GKS-u Katowice. Przez lata można go było spotkać na meczach przy Bukowej, ale bywał też na spotkaniach zaprzyjaźnionego z GieKSą Górnika Zabrze. Okazuje się, że Pieczyński jest zatrudniony w zabrzańskim klubie.

„Andrut”, jak nazywają Pieczyńskiego znajomi, jest też określany katowickim celebrytą lub polskim Rudolfem Valentino. Za dbaniem o wygląd i modnymi ciuchami, stoi pracowitość jako radnego oraz częste angażowanie się w akcje charytatywne. Teraz Pieczyński realizuje się również w Górniku Zabrze. Co robi przy Roosevelta?

Jestem głównym specjalistą do spraw mediów. Zajmuję się biurem prasowym, mediami społecznościowymi klubu, piszę teksty na stronę Górnika, ale w moich kompetencjach są też działania marketingowe czy też akcje promocyjne – wylicza Pieczyński.

Pieczyński rozpoczął współpracę z Górnikiem w formie wolontariatu. Teraz jest już pracuje etatowo. Czy to nie koliduje z obowiązkami radnego oraz funkcjonowaniem jako przewodniczącego Komisji Kultury, Promocji i Sportu Rady Miasta Katowice?

– Poprosiłem w Górniku o zatrudnienie na ¾ etatu, właśnie po to, aby na pracy nie ucierpiały moje obowiązki radnego. Często spotykam się z mieszkańcami, jeżdżę na wizje lokalne, pracuje w Komisjach Rady Miasta. Może ucierpi moje życie prywatne, ale na pewno nie zmalało zaangażowanie jako radnego – przekonuje.

– Moim marzeniem była praca w piłce – uśmiecha się „Andrut”. – Na pracy w mediach też się znam, więc mogę to teraz łączyć. Wcześniej pracowałem w UM Katowice, ale takiej pracy nie można łączyć z funkcją radnego, którym jestem od 2014 roku. Będąc na urlopie bezpłatnym znajdowałem zajęcia w branży eventowej. Przez pandemię w tej branży jest zastój, dlatego szukałem innej pracy, innego zajęcia.

– GKS Katowice jest spółką miejską, zatrudnienie radnego budziłoby pewnie wątpliwości. Górnik to klub zaprzyjaźniony z GieKSą, więc w Zabrzu nie ma konfliktu interesów – wyjaśnił, jednocześnie mówiąc, że nie potrzebował zgody prezydenta Katowic. – Tylko poinformowałem Marcina Krupę o pracy w Górniku, którą rozpocząłem w listopadzie.

 

tylkokobiecyfutbol.pl – Odmieniony Medyk wygrywa w Katowicach

Osłabione kontuzjami Olszewskiej, Stanović i Parczewskiej piłkarki katowickiej GieKSy podejmowały w inaugurującej wiosnę 12. kolejce Ekstraligi Medyk POLOmarket Konin. Przyjezdne przyjechały na Górny Śląsk po zimowej kadrowej rewolucji. Było to widać w sobotnie popołudnie.

Pomimo wszystko od początku przypuściły ataki. Pierwsza połowa nie porwała, widać było przerwę zimową na boisku. Najważniejszym wydarzeniem połowy była kontuzja w 15. minucie zawodniczki Medyka POLOmarket Dominiki Kopińskiej, która musiała opuścić boisko. Zastąpiła ją Kinga Koronkiewicz.

Po zmianie stron gra się zaogniła. Gospodynie przypuściły frontalne ataki i bardzo dogodne okazje do zdobycia gola miała Klaudia Miłek. Świetną robotę w bramce wykonywała jednak Oliwia Szymczak. Próbowała też Kinga Kozak. Niewykorzystane okazje jednak się zemściły w 64. minucie, kiedy to strzałem głową wynik ustaliła Alicia Tamburro. Więcej goli pomimo ataków z obu stron nie padło, a Medyk POLOmarket wywiózł z Katowic bardzo ważne punkty.

Za tydzień Medyk podejmie u siebie Sportis, a GieKSa zagra w Rybniku z ROWem.

 

2×45.info – II liga: Hafez opluł rywala. GKS poległ z czerwoną latarnią. Błękitni dostali łomot od kaliszan (skróty)

Gradu goli w 19. kolejce może nie oglądaliśmy, ale w kilku meczach było naprawdę ciekawie. W Katowicach GKS poległ z czerwoną latarnią ligi, KKS Kalisz spuścił łomot Błękitnym, a Lech II Poznań wypuścił zwycięstwo w ostatniej minucie meczu z Sokołem.

GKS Katowice w ubiegłej kolejce rozsiadł się na fotelu lidera. W ten weekend co prawda nie musiał nikomu ustępować miejsca, ale bardziej zawdzięcza ten stan rzeczy Górnikowi Polkowice, który zaliczył wpadkę ze Stalą Rzeszów niż swojej dobrej grze. Mecz z Hutnikiem był dosyć specyficzny. Krakowianie są czerwoną latarnią ligi, a przed tym spotkaniem wygrali w sezonie tylko cztery razy, w tym raz jesienią z GKS-em Katowice. W sobotę uczynili to ponownie, ale bardziej niż sam wynik, interesowało nas to, co konkretnie wydarzyło się na boisku.

Na początku drugiej połowy Abdallah Hafez opluł zawodnika gospodarzy, za co wyleciał z boiska. Potem nastąpiły zmasowane ataki katowiczan na bramkę Smuga: poprzeczka, pudło z dwóch metrów, strzał z dystansu, zamieszanie w polu bramkowym. Krótko mówiąc – działo się. I koniec końców jeden z zawodników GKS-u został postacią pierwszoplanową, lecz dla niego to raczej żaden komplement. Zbigniew Wojciechowski – bo to o nim mowa – popisał się w ostatniej minucie świetnym podaniem do bramkarza, dzięki któremu awodnik Hutnika posłał piłkę do pustej bramki, a tym samym przypieczętował zwycięstwo i zmniejszył stratę do liderujących katowiczan do 25 punktów. Już blisko, coraz bliżej!

Miniony weekend stal pod znakiem sukcesów gości. Tylko w jednym meczu na dziewięć gospodarze zgarnęli komplet punktów i było to spotkanie Skry Częstochowa ze Śląskiem II Wrocław (2:0). Poza tym mieliśmy trzy remisy i pięć zwycięstw przyjezdnych, w tym pierwszą wygraną Motoru Lublin po objęciu posady trenera przez Marka Saganowskiego.

 

SIATKÓWKA

plusliga.pl – Sobota z PLusLigą: GKS Katowice – Cerrad Enea Czarni Radom 2:3

Po wygranej Ślepska Suwałki ze Stalą Nysa katowiczanie stracili szanse na awans do ósemki. Z tego względu trener Grzegorz Słaby wykorzystał okazję, by na parkiecie pojawili się gracze, którzy do tej pory występowali rzadziej na boisku w tym sezonie. – Mieliśmy dużo okazji, by zagrać we wcześniejszych spotkaniach lepiej i zrobić więcej punktów. Mamy do siebie pretensje, bo nie wszystko teraz zależy od nas. Pozostaje wygrać najbliższy mecz i zagrać jak najlepiej, niezależnie od tego, jak zakończy się mecz Stali Nysa ze Ślepskiem Suwałki – oceniał przed rozpoczęciem kolejko Kamil Kwasowski.

GKS wygrał dwa pierwsze sety i później nastąpiło wyraźne załamanie gry. Po drugiej stronie siatki z akcji na akcję coraz lepiej grał Dawid Konarski, który jak najbardziej zasłużenie odebrał statuetkę MVP.

Obie ekipy wyszły na mecz w dość eksperymentalnych ustawieniach, co sprawiło, że pierwsze akcje meczu były wzajemnym badaniem swoich możliwości (7:5). Po pewnych uderzeniach Wiktora Musiała i bloku Kohuta przewaga GKS urosła do czterech punktów; widać było, że po stronie gospodarzy jest dobra energia dająca dużą swobodę w działaniach. Do tego dochodziły ułatwiające grę punktowe zagrywki (16:11). Goście zdołali odrobić dużą cześć strat za sprawą serwisów Pasińskiego, a trener Grzegorz Słaby musiał skorzystać z dwóch przerw. Zryw Czarnych nie przeraził katowiczan, którzy wrócili do swojej dobrej gry i spokojnie dokończyli seta na swoją korzyść po bloku Kamila Drzazgi (25:21).

Fantazja GieKSy nie słabła, o czym świadczyła choćby długa akcja na 2:2 zakończona perfekcyjnym uderzeniem Sławomira Stolca. Radomianie wzmocnili blok, co sprawiło, że przejęli inicjatywę na parkiecie (8:9), na co GKS odpowiadał bombami z pola zagrywki. Jednak wynik zaczął gospodarzom uciekać, co spotkało się z reakcją trenera Słabego i zarządzanymi przerwami. GKS rzucił się do wyrównywania wyniku i zmniejszył straty do punktu po asie serwisowym Stolca i bloku na Pasińskim, a następie wyrównał po cierpliwie rozegranej akcji (17:17). Doszło do arcyciekawej końcówki seta, w której kluczowe okazały się piłki grane na przewagi. Błąd Pasińskiego i efektowna kontra zakończona przez Jakuba Szymańskiego sprawiły, że GKS wygrał drugiego seta 26:24.

Początek trzeciego seta stał pod znakiem błędów i niedokładności po obu stronach. Siatkarze Dimitrego Skoryja zaczęli korzystać z mniej uporządkowanej gry stronie GieKSy i wyszła na czteropunktowe prowadzenie, co nie pozostało bez reakcji trenera Grzegorza Słabego (5:9). Na parkiet wszedł rozgrywający Jan Firlej, jednak przewaga Czarnych rosła wraz z kolejnymi wygranymi kontrami. Na boisko wszedł także Kamil Kwasowski, mimo to przyjezdni prowadzili już 18:10 i bardzo pewnie rozgrywali kolejne wymiany. Szalona praca GieKSy w obronie pomogła w wyraźnym zmniejszeniu strat do rywala (17:21), jednak ostatnie akcje seta należały do radomskiego WKS-u.

Seta numer cztery w szóstce GieKSy zaczął Jan Nowakowski. Problemy katowickiej ekipy w przyjęciu i brak skuteczności sprawiły, że gospodarze musieli korzystać z przerwy już przy wyniku 4:1 dla gości. Czas przyniósł skutek, doprowadzili do remisu i zaczęli brać inicjatywę we własne ręce. Nakręcały GKS kolejne udane interwencje w obronie, natomiast radomianie korzystali ze skuteczności Dawida Konarskiego i środkowych (10:11). Niebezpieczniej zrobiło się po wideroweryfikacji, która dała Czarnym trzy punkty prowadzenia. Na parkiet weszli Buchowski, Kwasowski i Firlej, co oznaczało, ze GKS wytacza najcięższe działa. Zmiany jednak nie pomogły, bo stracili  pewną rękę w ataku, a przyjezdni z Radomia grali dalej swoje i zasłużenie doprowadzili do piątego seta, w którym trudno było znaleźć sposób na skutecznego Dawida Konarskiego, co sprawiło, że zmiana stron nastąpiła przy wyniku 8:5. Kolejne zatrzymane i autowe ataki siatkarzy GKS-u sprawiły, że piąty set zakończył się rezultatem 15:9 i 3:2 w setach dla gości.

 

siatka.org – Czarni wygrali tie-breaka w Szopienicach

Dopiero po godz. 23:00 zakończyło się spotkanie w Szopienicach, gdzie GKS Katowice podejmował Cerrd Enea Czarnych Radom. Pięciosetowy pojedynek na swoim koncie zapisali siatkarze gości, choć przegrywali już w meczu 0:2.

Początek spotkania w Katowicach stał pod znakiem wyrównanej walki, a obie drużyny wystąpiły w mocno zmienionych składach.

[…] GKS Katowice – Cerrad Enea Czarni Radom 2:3 (25:21, 26:24, 17:25, 18:25, 9:15)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Hurrra jest decyzja! Nie ma walkowera!

Głęboki ukłon należy się władzom Polskiej Hokej Ligi, że po długim oczekiwaniu w końcu wydano werdykt w sprawie walkowera w meczu GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim (5:0).

Przypomnijmy, że w katowickim zespole – zdaniem działaczy z Oświęcimia – zabrakło drugiego młodzieżowca, którego obowiązkiem było zameldowanie się na lodzie. Mariusz Sibik, prezes TH Unii Oświęcim, pieklił się ile wlezie i nawet przekonywał, że jeżeli nie uwzględni się ich racji, wówczas zespół w ramach protestu nie przystąpi do kolejnych meczów.

Władze PHL, po wnikliwej analizie, doszły do wniosku, że wynik z tafli zostanie utrzymany i walkowera nie będzie! Swoją decyzję uzasadniono tym, że protokół meczowy został podpisany przez obie strony. Ponadto, zgodnie z przepisami, działacze z Oświęcimia mogli złożyć protest najpóźniej godzinę po meczu, ale tego nie zrobili.

 

Play-off PHL. Złoty strzał Pasiuta!

GKS Katowice solidnie zapracował na wygraną, a w sobotę kolejna potyczka w Oświęcimiu.

Gospodarze dwa razy prowadzili, ale goście po usilnych staraniach doprowadzili do wyrównania. W dogrywce zwycięskiego gola w 54 sek. zdobył kapitan i lider zespołu, Grzegorz Pasiut. To była 7. wygrana dogrywka katowiczan na 7 rozgrywanych – bezbłędna skuteczność.

[…] Już w 2 min znajdujący się w świetnej formie Bartosz Fraszko szarżował na bramkę rywali, ale Clake Saunders okazał się lepszy. Gospodarze mieli jeszcze kilka szans na zmianę rezultatu, m.in. Grzegorz Pasiut (4 min) i Maciej Kruczek (6). W rewanżu tuż przed Jurajem Szimbochem znalazł się Gregor Koblar (6), ale nie trafił do siatki. Pod koniec tercji Teddy Da Costa i Daniił Orechin z bliskiej odległości próbowali wepchnąć krążek do siatki, lecz bezskutecznie. Bez bramek, ale było ciekawie.

Gra w przewadze nie jest atutem gości, bo przez 40 min mieli 3 takie okazje i ani jednej nie wykorzystali. Ba, nie stworzyli poważnego zagrożenia pod bramką GKS-u, bo gospodarze umiejętnie wybijali ich z rytmu i ograniczyli swobodę poruszania się na lodzie. W 28 min oba zespoły mogły otworzyć konta bramkowe.

Najpierw Andriej Stiepanow sprawdził czujność Szimbocha, zaś w rewanżu po raz kolejny Oriechin nie skierował krążka do siatki. W końcu jednak doczekaliśmy się gola. W 32 min Jyri Marttinen uderzał z niebieskiej, zaś Mikael Kuronen przekierował krążek do siatki. Saunders był bez szans. Po golu goście stracili animusz i oddali inicjatywę gospodarzom. Dopiero tuż przed końcem „przebudzili” się i przypomnieli sobie, że trzeba odrabiać straty.

W ostatnich 20 min goście nie mieli wiele do stracenia i ruszyli do ataku. Za sprawą Luki Kalana wyrównali. Jednak jeden z nielicznych ataków gospodarzy znów dal ich prowadzenie. Gola zdobył Kiriłł Liamin, ale wypracował go Mateusz Michalski, który popisał się długim rajdem. W końcu hokeistom Unii udało się wykorzystać przewagę i doprowadzili do wyrównania.

O wszystkim miała zadecydować dogrywka, która trwała niespełna minutę. Pasiut odważnie wjechał w tercje rywala i efektownym uderzeniem zdobył zwycięskiego gola. Wygrana gospodarzy nie przyszła łatwo, ale to oni byli bardziej zdeterminowani. Sobotnie spotkanie w Oświęcimiu może mieć podobny przebieg i znów może zadecydować złoty strzał.

GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim 3:2 (0:0, 1:0, 1:2, 1:0)

 

Karny Pasiuta zapewnił GKS-owi awans do półfinału!

W szóstym spotkaniu ćwierćfinałowym o wygranej i awansie GKS-u Katowice do półfinału play offu zadecydowały karne.

Trafienie Grzegorza Pasiuta zapewnił zespołowi awans do strefy medalowej. Teraz katowiczanie mogą przygotowywać się do spotkań z JKH GDK-em Jastrzębiem. Mecze półfinałowe rozpoczynają się w najbliższy czwartek.

Oba zespoły rozpoczęły niezwykle skoncentrowane i dbały, by nie stracić gola w nieprzewidzianych okolicznościach. Gospodarze byli nieco agresywniejsi w pierwszych minutach i stąd też próbowali zatrudniać Juraja Szimbocha niemal z każdej. W 2 min. kontrę wyprowadził Dominik Nahunko, uderzył silnie, lecz krążek minimalnie minął bramkę. Z kolei kilka minut Dariusz Wanat miał okazję do zmiany rezultatu, lecz Clarke Saunders był czujny. Bezbramkowy rezultat pierwszej odsłony nikogo nie zaskoczył, bo przecież umiejętności jednych i drugich są podobne.

Drugą tercję z wysokiego „C” rozpoczęli przyjezdni. Mikael Kuronen w 21 min. mógł się wpisać na listę strzelców, lecz Saunders obronił. Dobitka Jyri Marttinena również minęła cel. Katowiczanie mieli jeszcze kilka okazji i Nahunko w 34 min. w sytuacji sam na sam trafił w bramkarza gospodarzy. Wydawało się, że gol dla gości będzie kwestią czasu, a tymczasem w 36 min. Patryk Wajda miał wyprowadzić krążek z własnej tercji. Jednak podał go na kij Gilberta Brule, a ten miał problemu z umieszczeniem go w siatce. Ten błąd mógł „zmrozić” GKS, ale tak się nie stało. Z jeszcze większą determinacją atakował. W 38 min. Wanat strzelił w słupek, a chwilę potem Klemen Pretnar go sfaulował i powędrował na ławkę kar. Goście zamknęli rywali w ich strefie obronnej i Saunders był w opałach. Na 33 sek. przed końcem kary Słoweńca Andrej Stiepanow wyrównał.

Od początku III tercji rozgorzała twarda walka i akcje przenosiły na jedną oraz drugą stronę. Minuty upływały, ale ciągle brakowało gola. W 54 min. Stiepanow po podaniu Bartosza Fraszki nie trafił do pustej bramki., zaś w 59 min. Fraszko nie wykorzystał sytuacji sam na sam. I znów wszystko miało się rozstrzygnąć w dodatkowym czasie. Dogrywka jednak nie przyniosła rozstrzygnięcia i wygranej miały zadecydować rzuty karne. W nich skuteczniejsi byli goście, bo do bramki gospodarzy trafił Stiepanow oraz Pasiut. Unia zrewanżowała się golem Ryana Glenna.

Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 1:2 (0:0, 1:1, 0:0) po karnych 1-2

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Kielc i Łęcznej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.

1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.

2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.

3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.

4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.

5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.

6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.

7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.

8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.

9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.

10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.

11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.

12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.

13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.

14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.

15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.

16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.

17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.

18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.

19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna  i schludna.

20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.

21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.

22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.

23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.

24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.

25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.

26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.

27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.

28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.

29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.

30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.

31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.

32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.

33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!

34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.

35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga