Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Złoty strzał GieKSy – doniesienia mass mediów o wielosekcyjnej GieKSie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Panie rozpoczęły piłkarską wiosnę od rozegrania zaległego meczu z 12 kolejki z Medykiem Konin. Niestety drużyna przegrała 0:1 (0:0). Również piłkarze przegrali swój mecz, z outsiderem Hutnikiem Kraków, 0:2 (0:1). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.
Siatkarze rozegrali ostatnie spotkanie sezonu zasadniczego w którym przegrali z Czarnymi Radom 2:3. Niestety, drużyna spadła na 9 miejsce w tabeli – poza grę w play-off Plusligi.
W ćwierćfinale rozgrywek PHL nasza drużyna pokonała w szóstym meczu ćwierćfinału PHL Re-Plast Unię Oświęcim 2:1 (po rzutach karnych) i awansowała do półfinałów w którym zagra z z JKH GKS-em Jastrzębie.
PIŁKA NOŻNA
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Medyk Konin 0:1. Zobaczcie zdjęcia wiosennych dziewczyn
Piłkarki GKS Katowice powitały wiosnę pierwszą w tym sezonie porażką na własnym boisku. Na stadionie Podlesianki drużyna obchodzącego urodziny Witolda Zająca uległy Medykowi Konin.
Zespół Katowic wystąpił bez Kasandry Parczewskiej, Nadji Stanović i Joanny Olszewskiej, za to z debiutantką Kateriną Vojtkovą w składzie. Mecz nie był wielkim widowiskiem, a katowiczanki miały szansę na zdobycie punktów. Najlepszą okazję zmarnowała na początku drugiej połowy Kaudia Miłek. Nieskuteczna była także Kinga Kozak.Medyk czekał na swoją okazję i cel osiągnął w 64 minucie. Precyzyjne dośrodkowanie strzałem głową na gola zamieniła Alicia Tamburro.
Górnik Zabrze zatrudnił znanego radnego Katowic. Krzysztof Pieczyński marzył o pracy w piłce nożnej. Dlaczego nie pracuje w GKS Katowice?
Chyba najbardziej znany katowicki radny Krzysztof Pieczyński jest wielkim fanem piłki nożnej, a przede wszystkim kibicem GKS-u Katowice. Przez lata można go było spotkać na meczach przy Bukowej, ale bywał też na spotkaniach zaprzyjaźnionego z GieKSą Górnika Zabrze. Okazuje się, że Pieczyński jest zatrudniony w zabrzańskim klubie.
„Andrut”, jak nazywają Pieczyńskiego znajomi, jest też określany katowickim celebrytą lub polskim Rudolfem Valentino. Za dbaniem o wygląd i modnymi ciuchami, stoi pracowitość jako radnego oraz częste angażowanie się w akcje charytatywne. Teraz Pieczyński realizuje się również w Górniku Zabrze. Co robi przy Roosevelta?
Jestem głównym specjalistą do spraw mediów. Zajmuję się biurem prasowym, mediami społecznościowymi klubu, piszę teksty na stronę Górnika, ale w moich kompetencjach są też działania marketingowe czy też akcje promocyjne – wylicza Pieczyński.
Pieczyński rozpoczął współpracę z Górnikiem w formie wolontariatu. Teraz jest już pracuje etatowo. Czy to nie koliduje z obowiązkami radnego oraz funkcjonowaniem jako przewodniczącego Komisji Kultury, Promocji i Sportu Rady Miasta Katowice?
– Poprosiłem w Górniku o zatrudnienie na ¾ etatu, właśnie po to, aby na pracy nie ucierpiały moje obowiązki radnego. Często spotykam się z mieszkańcami, jeżdżę na wizje lokalne, pracuje w Komisjach Rady Miasta. Może ucierpi moje życie prywatne, ale na pewno nie zmalało zaangażowanie jako radnego – przekonuje.
– Moim marzeniem była praca w piłce – uśmiecha się „Andrut”. – Na pracy w mediach też się znam, więc mogę to teraz łączyć. Wcześniej pracowałem w UM Katowice, ale takiej pracy nie można łączyć z funkcją radnego, którym jestem od 2014 roku. Będąc na urlopie bezpłatnym znajdowałem zajęcia w branży eventowej. Przez pandemię w tej branży jest zastój, dlatego szukałem innej pracy, innego zajęcia.
– GKS Katowice jest spółką miejską, zatrudnienie radnego budziłoby pewnie wątpliwości. Górnik to klub zaprzyjaźniony z GieKSą, więc w Zabrzu nie ma konfliktu interesów – wyjaśnił, jednocześnie mówiąc, że nie potrzebował zgody prezydenta Katowic. – Tylko poinformowałem Marcina Krupę o pracy w Górniku, którą rozpocząłem w listopadzie.
tylkokobiecyfutbol.pl – Odmieniony Medyk wygrywa w Katowicach
Osłabione kontuzjami Olszewskiej, Stanović i Parczewskiej piłkarki katowickiej GieKSy podejmowały w inaugurującej wiosnę 12. kolejce Ekstraligi Medyk POLOmarket Konin. Przyjezdne przyjechały na Górny Śląsk po zimowej kadrowej rewolucji. Było to widać w sobotnie popołudnie.
Pomimo wszystko od początku przypuściły ataki. Pierwsza połowa nie porwała, widać było przerwę zimową na boisku. Najważniejszym wydarzeniem połowy była kontuzja w 15. minucie zawodniczki Medyka POLOmarket Dominiki Kopińskiej, która musiała opuścić boisko. Zastąpiła ją Kinga Koronkiewicz.
Po zmianie stron gra się zaogniła. Gospodynie przypuściły frontalne ataki i bardzo dogodne okazje do zdobycia gola miała Klaudia Miłek. Świetną robotę w bramce wykonywała jednak Oliwia Szymczak. Próbowała też Kinga Kozak. Niewykorzystane okazje jednak się zemściły w 64. minucie, kiedy to strzałem głową wynik ustaliła Alicia Tamburro. Więcej goli pomimo ataków z obu stron nie padło, a Medyk POLOmarket wywiózł z Katowic bardzo ważne punkty.
Za tydzień Medyk podejmie u siebie Sportis, a GieKSa zagra w Rybniku z ROWem.
2×45.info – II liga: Hafez opluł rywala. GKS poległ z czerwoną latarnią. Błękitni dostali łomot od kaliszan (skróty)
Gradu goli w 19. kolejce może nie oglądaliśmy, ale w kilku meczach było naprawdę ciekawie. W Katowicach GKS poległ z czerwoną latarnią ligi, KKS Kalisz spuścił łomot Błękitnym, a Lech II Poznań wypuścił zwycięstwo w ostatniej minucie meczu z Sokołem.
GKS Katowice w ubiegłej kolejce rozsiadł się na fotelu lidera. W ten weekend co prawda nie musiał nikomu ustępować miejsca, ale bardziej zawdzięcza ten stan rzeczy Górnikowi Polkowice, który zaliczył wpadkę ze Stalą Rzeszów niż swojej dobrej grze. Mecz z Hutnikiem był dosyć specyficzny. Krakowianie są czerwoną latarnią ligi, a przed tym spotkaniem wygrali w sezonie tylko cztery razy, w tym raz jesienią z GKS-em Katowice. W sobotę uczynili to ponownie, ale bardziej niż sam wynik, interesowało nas to, co konkretnie wydarzyło się na boisku.
Na początku drugiej połowy Abdallah Hafez opluł zawodnika gospodarzy, za co wyleciał z boiska. Potem nastąpiły zmasowane ataki katowiczan na bramkę Smuga: poprzeczka, pudło z dwóch metrów, strzał z dystansu, zamieszanie w polu bramkowym. Krótko mówiąc – działo się. I koniec końców jeden z zawodników GKS-u został postacią pierwszoplanową, lecz dla niego to raczej żaden komplement. Zbigniew Wojciechowski – bo to o nim mowa – popisał się w ostatniej minucie świetnym podaniem do bramkarza, dzięki któremu awodnik Hutnika posłał piłkę do pustej bramki, a tym samym przypieczętował zwycięstwo i zmniejszył stratę do liderujących katowiczan do 25 punktów. Już blisko, coraz bliżej!
Miniony weekend stal pod znakiem sukcesów gości. Tylko w jednym meczu na dziewięć gospodarze zgarnęli komplet punktów i było to spotkanie Skry Częstochowa ze Śląskiem II Wrocław (2:0). Poza tym mieliśmy trzy remisy i pięć zwycięstw przyjezdnych, w tym pierwszą wygraną Motoru Lublin po objęciu posady trenera przez Marka Saganowskiego.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – Sobota z PLusLigą: GKS Katowice – Cerrad Enea Czarni Radom 2:3
Po wygranej Ślepska Suwałki ze Stalą Nysa katowiczanie stracili szanse na awans do ósemki. Z tego względu trener Grzegorz Słaby wykorzystał okazję, by na parkiecie pojawili się gracze, którzy do tej pory występowali rzadziej na boisku w tym sezonie. – Mieliśmy dużo okazji, by zagrać we wcześniejszych spotkaniach lepiej i zrobić więcej punktów. Mamy do siebie pretensje, bo nie wszystko teraz zależy od nas. Pozostaje wygrać najbliższy mecz i zagrać jak najlepiej, niezależnie od tego, jak zakończy się mecz Stali Nysa ze Ślepskiem Suwałki – oceniał przed rozpoczęciem kolejko Kamil Kwasowski.
GKS wygrał dwa pierwsze sety i później nastąpiło wyraźne załamanie gry. Po drugiej stronie siatki z akcji na akcję coraz lepiej grał Dawid Konarski, który jak najbardziej zasłużenie odebrał statuetkę MVP.
Obie ekipy wyszły na mecz w dość eksperymentalnych ustawieniach, co sprawiło, że pierwsze akcje meczu były wzajemnym badaniem swoich możliwości (7:5). Po pewnych uderzeniach Wiktora Musiała i bloku Kohuta przewaga GKS urosła do czterech punktów; widać było, że po stronie gospodarzy jest dobra energia dająca dużą swobodę w działaniach. Do tego dochodziły ułatwiające grę punktowe zagrywki (16:11). Goście zdołali odrobić dużą cześć strat za sprawą serwisów Pasińskiego, a trener Grzegorz Słaby musiał skorzystać z dwóch przerw. Zryw Czarnych nie przeraził katowiczan, którzy wrócili do swojej dobrej gry i spokojnie dokończyli seta na swoją korzyść po bloku Kamila Drzazgi (25:21).
Fantazja GieKSy nie słabła, o czym świadczyła choćby długa akcja na 2:2 zakończona perfekcyjnym uderzeniem Sławomira Stolca. Radomianie wzmocnili blok, co sprawiło, że przejęli inicjatywę na parkiecie (8:9), na co GKS odpowiadał bombami z pola zagrywki. Jednak wynik zaczął gospodarzom uciekać, co spotkało się z reakcją trenera Słabego i zarządzanymi przerwami. GKS rzucił się do wyrównywania wyniku i zmniejszył straty do punktu po asie serwisowym Stolca i bloku na Pasińskim, a następie wyrównał po cierpliwie rozegranej akcji (17:17). Doszło do arcyciekawej końcówki seta, w której kluczowe okazały się piłki grane na przewagi. Błąd Pasińskiego i efektowna kontra zakończona przez Jakuba Szymańskiego sprawiły, że GKS wygrał drugiego seta 26:24.
Początek trzeciego seta stał pod znakiem błędów i niedokładności po obu stronach. Siatkarze Dimitrego Skoryja zaczęli korzystać z mniej uporządkowanej gry stronie GieKSy i wyszła na czteropunktowe prowadzenie, co nie pozostało bez reakcji trenera Grzegorza Słabego (5:9). Na parkiet wszedł rozgrywający Jan Firlej, jednak przewaga Czarnych rosła wraz z kolejnymi wygranymi kontrami. Na boisko wszedł także Kamil Kwasowski, mimo to przyjezdni prowadzili już 18:10 i bardzo pewnie rozgrywali kolejne wymiany. Szalona praca GieKSy w obronie pomogła w wyraźnym zmniejszeniu strat do rywala (17:21), jednak ostatnie akcje seta należały do radomskiego WKS-u.
Seta numer cztery w szóstce GieKSy zaczął Jan Nowakowski. Problemy katowickiej ekipy w przyjęciu i brak skuteczności sprawiły, że gospodarze musieli korzystać z przerwy już przy wyniku 4:1 dla gości. Czas przyniósł skutek, doprowadzili do remisu i zaczęli brać inicjatywę we własne ręce. Nakręcały GKS kolejne udane interwencje w obronie, natomiast radomianie korzystali ze skuteczności Dawida Konarskiego i środkowych (10:11). Niebezpieczniej zrobiło się po wideroweryfikacji, która dała Czarnym trzy punkty prowadzenia. Na parkiet weszli Buchowski, Kwasowski i Firlej, co oznaczało, ze GKS wytacza najcięższe działa. Zmiany jednak nie pomogły, bo stracili pewną rękę w ataku, a przyjezdni z Radomia grali dalej swoje i zasłużenie doprowadzili do piątego seta, w którym trudno było znaleźć sposób na skutecznego Dawida Konarskiego, co sprawiło, że zmiana stron nastąpiła przy wyniku 8:5. Kolejne zatrzymane i autowe ataki siatkarzy GKS-u sprawiły, że piąty set zakończył się rezultatem 15:9 i 3:2 w setach dla gości.
siatka.org – Czarni wygrali tie-breaka w Szopienicach
Dopiero po godz. 23:00 zakończyło się spotkanie w Szopienicach, gdzie GKS Katowice podejmował Cerrd Enea Czarnych Radom. Pięciosetowy pojedynek na swoim koncie zapisali siatkarze gości, choć przegrywali już w meczu 0:2.
Początek spotkania w Katowicach stał pod znakiem wyrównanej walki, a obie drużyny wystąpiły w mocno zmienionych składach.
[…] GKS Katowice – Cerrad Enea Czarni Radom 2:3 (25:21, 26:24, 17:25, 18:25, 9:15)
HOKEJ
sportdziennik.com – Hurrra jest decyzja! Nie ma walkowera!
Głęboki ukłon należy się władzom Polskiej Hokej Ligi, że po długim oczekiwaniu w końcu wydano werdykt w sprawie walkowera w meczu GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim (5:0).
Przypomnijmy, że w katowickim zespole – zdaniem działaczy z Oświęcimia – zabrakło drugiego młodzieżowca, którego obowiązkiem było zameldowanie się na lodzie. Mariusz Sibik, prezes TH Unii Oświęcim, pieklił się ile wlezie i nawet przekonywał, że jeżeli nie uwzględni się ich racji, wówczas zespół w ramach protestu nie przystąpi do kolejnych meczów.
Władze PHL, po wnikliwej analizie, doszły do wniosku, że wynik z tafli zostanie utrzymany i walkowera nie będzie! Swoją decyzję uzasadniono tym, że protokół meczowy został podpisany przez obie strony. Ponadto, zgodnie z przepisami, działacze z Oświęcimia mogli złożyć protest najpóźniej godzinę po meczu, ale tego nie zrobili.
Play-off PHL. Złoty strzał Pasiuta!
GKS Katowice solidnie zapracował na wygraną, a w sobotę kolejna potyczka w Oświęcimiu.
Gospodarze dwa razy prowadzili, ale goście po usilnych staraniach doprowadzili do wyrównania. W dogrywce zwycięskiego gola w 54 sek. zdobył kapitan i lider zespołu, Grzegorz Pasiut. To była 7. wygrana dogrywka katowiczan na 7 rozgrywanych – bezbłędna skuteczność.
[…] Już w 2 min znajdujący się w świetnej formie Bartosz Fraszko szarżował na bramkę rywali, ale Clake Saunders okazał się lepszy. Gospodarze mieli jeszcze kilka szans na zmianę rezultatu, m.in. Grzegorz Pasiut (4 min) i Maciej Kruczek (6). W rewanżu tuż przed Jurajem Szimbochem znalazł się Gregor Koblar (6), ale nie trafił do siatki. Pod koniec tercji Teddy Da Costa i Daniił Orechin z bliskiej odległości próbowali wepchnąć krążek do siatki, lecz bezskutecznie. Bez bramek, ale było ciekawie.
Gra w przewadze nie jest atutem gości, bo przez 40 min mieli 3 takie okazje i ani jednej nie wykorzystali. Ba, nie stworzyli poważnego zagrożenia pod bramką GKS-u, bo gospodarze umiejętnie wybijali ich z rytmu i ograniczyli swobodę poruszania się na lodzie. W 28 min oba zespoły mogły otworzyć konta bramkowe.
Najpierw Andriej Stiepanow sprawdził czujność Szimbocha, zaś w rewanżu po raz kolejny Oriechin nie skierował krążka do siatki. W końcu jednak doczekaliśmy się gola. W 32 min Jyri Marttinen uderzał z niebieskiej, zaś Mikael Kuronen przekierował krążek do siatki. Saunders był bez szans. Po golu goście stracili animusz i oddali inicjatywę gospodarzom. Dopiero tuż przed końcem „przebudzili” się i przypomnieli sobie, że trzeba odrabiać straty.
W ostatnich 20 min goście nie mieli wiele do stracenia i ruszyli do ataku. Za sprawą Luki Kalana wyrównali. Jednak jeden z nielicznych ataków gospodarzy znów dal ich prowadzenie. Gola zdobył Kiriłł Liamin, ale wypracował go Mateusz Michalski, który popisał się długim rajdem. W końcu hokeistom Unii udało się wykorzystać przewagę i doprowadzili do wyrównania.
O wszystkim miała zadecydować dogrywka, która trwała niespełna minutę. Pasiut odważnie wjechał w tercje rywala i efektownym uderzeniem zdobył zwycięskiego gola. Wygrana gospodarzy nie przyszła łatwo, ale to oni byli bardziej zdeterminowani. Sobotnie spotkanie w Oświęcimiu może mieć podobny przebieg i znów może zadecydować złoty strzał.
GKS Katowice – Re-Plast Unia Oświęcim 3:2 (0:0, 1:0, 1:2, 1:0)
Karny Pasiuta zapewnił GKS-owi awans do półfinału!
W szóstym spotkaniu ćwierćfinałowym o wygranej i awansie GKS-u Katowice do półfinału play offu zadecydowały karne.
Trafienie Grzegorza Pasiuta zapewnił zespołowi awans do strefy medalowej. Teraz katowiczanie mogą przygotowywać się do spotkań z JKH GDK-em Jastrzębiem. Mecze półfinałowe rozpoczynają się w najbliższy czwartek.
Oba zespoły rozpoczęły niezwykle skoncentrowane i dbały, by nie stracić gola w nieprzewidzianych okolicznościach. Gospodarze byli nieco agresywniejsi w pierwszych minutach i stąd też próbowali zatrudniać Juraja Szimbocha niemal z każdej. W 2 min. kontrę wyprowadził Dominik Nahunko, uderzył silnie, lecz krążek minimalnie minął bramkę. Z kolei kilka minut Dariusz Wanat miał okazję do zmiany rezultatu, lecz Clarke Saunders był czujny. Bezbramkowy rezultat pierwszej odsłony nikogo nie zaskoczył, bo przecież umiejętności jednych i drugich są podobne.
Drugą tercję z wysokiego „C” rozpoczęli przyjezdni. Mikael Kuronen w 21 min. mógł się wpisać na listę strzelców, lecz Saunders obronił. Dobitka Jyri Marttinena również minęła cel. Katowiczanie mieli jeszcze kilka okazji i Nahunko w 34 min. w sytuacji sam na sam trafił w bramkarza gospodarzy. Wydawało się, że gol dla gości będzie kwestią czasu, a tymczasem w 36 min. Patryk Wajda miał wyprowadzić krążek z własnej tercji. Jednak podał go na kij Gilberta Brule, a ten miał problemu z umieszczeniem go w siatce. Ten błąd mógł „zmrozić” GKS, ale tak się nie stało. Z jeszcze większą determinacją atakował. W 38 min. Wanat strzelił w słupek, a chwilę potem Klemen Pretnar go sfaulował i powędrował na ławkę kar. Goście zamknęli rywali w ich strefie obronnej i Saunders był w opałach. Na 33 sek. przed końcem kary Słoweńca Andrej Stiepanow wyrównał.
Od początku III tercji rozgorzała twarda walka i akcje przenosiły na jedną oraz drugą stronę. Minuty upływały, ale ciągle brakowało gola. W 54 min. Stiepanow po podaniu Bartosza Fraszki nie trafił do pustej bramki., zaś w 59 min. Fraszko nie wykorzystał sytuacji sam na sam. I znów wszystko miało się rozstrzygnąć w dodatkowym czasie. Dogrywka jednak nie przyniosła rozstrzygnięcia i wygranej miały zadecydować rzuty karne. W nich skuteczniejsi byli goście, bo do bramki gospodarzy trafił Stiepanow oraz Pasiut. Unia zrewanżowała się golem Ryana Glenna.
Re-Plast Unia Oświęcim – GKS Katowice 1:2 (0:0, 1:1, 0:0) po karnych 1-2
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze