Dołącz do nas

Piłka nożna

Wyjaśniamy wywiad prezesa Szczerbowskiego

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Sporym echem odbił się w ostatnim czasie wywiad Macieja Grygierczyka z katowickiego „Sportu”, który porozmawiał z prezesem GieKSy Markiem Szczerbowskim. Sporo kwestii zostało poruszonych. Po przeczytaniu wywiadu do kilku kwestii wypadałoby się odnieść, ponieważ momentami ocieramy się o absurd.

Wigilia prezesa 

.

Panie prezesie, dla przypomnienia – Wigilia to w Polsce normalny dzień pracujący. Dla wielu to normalne, że jest się wtedy w pracy. 

Trener Górak i dyrektor Góralczyk. Czyli koncepcja planowana od dawna… 

.

Bierze Pan odpowiedzialność za dyrektora i trenera, ponieważ była to Pana koncepcja. Bardzo ciekawe stwierdzenie, które aż się prosi o rozwinięcie. Fakty są takie: 

3.06 Rafał Górak trenerem
9.06 Robert Góralczyk dyrektorem sportowym
10.06 Marcin Janicki odwołany z funkcji prezesa
26.08 Marek Szczerbowski prezesem

Trener Górak został mianowany na stanowisko w czerwcu. Prezes Janicki oficjalnie odszedł kilka dni później to, o jakiej długoterminowej koncepcji tutaj mówimy? Co najwyżej o dwutygodniowej, gdyby się uprzeć, że wpadł Pan na pomysł zatrudnienia Góraka i Góralczyka, zaraz po bramce Witana w meczu z Bytovią. Chętnie dowiemy się, kiedy tak naprawdę zaczął Pan pracować nad tą koncepcją i ile zajęło to czasu. Dobrze, że wyniki poszły w dobrą stronę, ponieważ coś nam się zdaje, że w przypadku złych wyników odpowiedź mogłaby być w stylu „Trenera wybrał poprzedni prezes”.

Decyzje personalne – uzasadnienie 

.

Nie wnikamy w decyzje personalne na stanowiskach w klubie. To sprawa klubu, prezesa i osób, którzy wykonują swoje obowiązki. Stwierdzenie jednak, że szeroko Pan uzasadniał te decyzje, jest lekko na wyrost. Dla wielu kibiców pożegnanie się z rzecznikiem było przykrą niespodzianką. Dlaczego tutaj zabrakło odwagi, by szeroko uzasadnić taką decyzję?

Służbowe auta dla sekcji motoryzacyjnej – czyli zaczynają się absurdy 

..

W jednym się zgadzamy. W klubie sportowym elementem jakości jest wynik sportowy. Jednakże elementem jakości w dziale medialnym jest, jak ten wynik sportowy zostanie pokazany i zaprezentowany kibicom. Jeśli uznajemy, że teraz wyniku sportowego nie ma, to prosilibyśmy o informację, w którym momencie Pan uzna, że wynik sportowy jest i można przywrócić samochody dla działu marketingu i komunikacji? Czy uznajemy, że awans do pierwszej ligi, to będzie już ten wynik sportowy czy może idziemy dalej i czekamy na Ekstraklasę?

Jeśli umowa przez lata była korzystna dla GieKSy i przynosiła korzyści dla obu stron to, jaki jest cel rezygnacji z niej? Wynik sportowy mają robić piłkarze. Dział medialny i marketingowy jest zupełnie od innych spraw.

Wykonuj pracę, ale za swoje – absurd numer 2 

..

Jeden z większych absurdów. Podsumujmy więc, by wszystko było jasne. Firma motoryzacyjna przedstawia ofertę na wynajem aut. Z tego, co wiemy korzystną, porównywalną do tych, które były wcześniej. Auta użytkują pracownicy, przemieszczając się na imprezy związane z klubem, spotkania siatkarskie, hokejowe, piłkarskie. W pierwszych dniach urzędowania prezes stwierdza, że auta są niepotrzebne. Wszak prezes jeździ za swoje to i każdy pracownik może swoim.

Jeździmy na wyjazdy od wielu lat, czasem prywatnymi autami, czasem wypożyczanymi, zdarzyło nam się jechać pociągiem, zdarzyło busami, zdarzyło iść na piechotę. Nasz portal to kibice, a tu się okazuje, że pracownicy, by wykonać swoją pracę, również mają korzystać z prywatnych aut. Podpowiadamy – auto wypożyczone w ramach umowy z klubem jest dużo bezpieczniejsze niż prywatne, zwykle wysłużone modele. Czy naprawdę Pana dziwi, że pracownicy zarabiający około 2500 na rękę nie chcą użytkować swoich prywatnych aut? W wielu wypadkach wypożyczone samochody, to wiele lepszy komfort podróży, szczególnie gdy trzeba jechać w kilka osób. Śmieszne jest również stwierdzenie, że pracownicy działu medialnego śpią w drogich hotelach, skoro wielokrotnie jechali w takiej samej formie na mecze jak nasza redakcja, czyli wyjazd i powrót w dniu meczu. A skoro tak chętnie podróżuje Pan autem prywatnie i nie ma Pan żadnej refleksji, to mamy takie zapytanie: Czy moglibyśmy się z Panem wybrać na spotkanie jako redakcja? Czasem brakuje nam transportu. Liczymy na pozytywne rozpatrzenie naszej sprawy. Wszak razem wyjdzie taniej. I powtórzymy to kolejny raz: dział marketingu nie jest od równania do poziomu sportowego. Taki dział może co najwyżej równać do działów marketingu innych klubów. Przez Pańskie działania nie ma jak równać na tę chwilę, ponieważ nie ma odpowiednich narzędzi.

Jak to z tą frekwencją? 

.

Opiera się Pan na jednostkowych przypadkach z przeszłości, które nie mają uzasadnienia w oficjalnie podanych liczbach. A jeśli są nieoficjalne, to dlaczego Pan – jako prezes klubu – podaje je do wiadomości? Poza tym wystarczy porównać nie te najgorsze frekwencyjne wpadki z przeszłości, ale np. średnią lub medianę. Ta jest obecnie najgorsza z ostatnich lat. Nawet na początku sezonu, gdy wynik był gorszy niż później, frekwencja była znośna – 2300, 1800 i 2000. Potem po Pana przyjściu doszło do kilku cięć i wszystko poleciało w dół (1400 Skra w lidze, 1162 Warta w Pucharze Polski). Następnie mieliśmy lekkie odbicie, ale dalej frekwencja tylko raz przekroczyła 2 tys. – na meczu z Elaną Toruń, którego na pewno nie napędziło żadne działanie marketingowe, tylko kwestie kibicowskie. Tak, frekwencja ciągle rośnie, ale trudno by było inaczej, skoro po Pana przyjściu sięgnęło dna, jakiego nie znaliśmy wcześniej. I rośnie za wolno, choć akurat mecz z Błękitnymi (który odbył się jednak po wywiadzie), daje nadzieję, że będzie coraz lepiej. Wspomina Pan też ciągle, że produkt tworzy frekwencje. Czy czołówka drugiej ligi to już ten produkt? Czy dopiero on będzie po awansie? A może w Ekstraklasie? Ba, my Pana za obecną frekwencję nie chcemy krytykować jakoś specjalnie mocno, bo spadek na pewno nie pomógł, ale na Boga – niech Pan po prostu przestanie opowiadać głupoty, które nie mają pokrycia w faktach i wbrew temu, co zapewne Pan myśli, nie wystawiają Panu dobrego świadectwa. To nie polityka, żeby na złe kwestie u siebie, odpowiadać” „a za czasów X i Y było tak i tak”… 

Kącik legend czy kącik wstydu? 

.

Oczekiwania? Legendy GieKSy na każdym spotkaniu, interakcja z kibicami, specjalne filmiki im poświęcone, otoczenie opieką na każdym kroku.

Traktowanie legend GieKSy przez wiele lat pozostawia wiele do życzenia. Nie będziemy tutaj krytykować prezesa, wręcz pochwalimy. Inicjatywa zjednoczenia legend jest jak najbardziej godna pochwalenia. Sposób, w jaki to zostało rozwiązane już jednak nie. Coś nam się wydaje, że legendy też nie mogą mieć za dobrze, wszak najważniejszy jest wynik sportowy.

Rzeczywistość?

.

Jeśli tak to ma wyglądać, to szczerze mówiąc, jako kibic czuje wielki wstyd. Sam Pan wielokrotnie powtarzał, ile znaczą legendy klubu i jak wiele przeżyć jest z nimi związanych. Czy nie uważa Pan, że taki kącik urąga trochę tym legendom? Panie prezesie czas to zmienić do końca i nie patrzyć na koszta. Nie patrzeć na tabelki w Excelu, a na poważnie zająć się legendami. Nie ma co patrzeć na to, jakie oczekiwania mają same legendy, trzeba samemu wyjść z inicjatywą i zmienić to na lepsze. Na razie pomysł był dobry, ale wykonanie fatalne. Radzimy wydrukować sobie to zdjęcie i zadać pytanie: czy naprawdę tak to ma wyglądać? Czy na takie powitanie zasługują legendy?

Klub biznesu – czyli dobrze czy nie do końca dobrze? 

.

To sprawa, do której trzeba będzie wrócić za jakiś czas, bowiem ciężko to ocenić z perspektywy kadencji prezesa Szczerbowskiego. Od dawna docierały do nas sygnały, że klub Biznesu nie działa dobrze. Pojawiały się opinie, że po odejściu prezesa Janickiego wszystko „zeszło na psy”. Klub jedynie wyciąga pieniądze, ale nie daje niczego w zamian. Na porządku dziennym był brak kontaktu z wpłacającymi, ignorowanie wiadomości. Wiele firm zaprzestało współpracy ze względu na bierność działań. Skoro prezes teraz twierdzi, że jest dobrze, to jednak radzilibyśmy, żeby jednak sprawdzić jego działanie. My za parę miesięcy sprawdzimy, jak się mają kwestie w tym temacie.

***

Chętnie podyskutujemy o wszystkich kwestiach. Pierwszą propozycję już Pan zna. Chętnie skorzystamy z Pana prywatnego transportu na mecze. Może na Legionovię? Bo do Częstochowy jakoś dotrzemy. Jeśli w innej formie to chętnie porozmawiamy podczas wywiadu, ale takiego, którego nie dosięgnie piętno autoryzacji, gdy pojawią się niewygodne pytania.

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    produkt

    5 marca 2020 at 09:39

    Wszędzie tylko „produkt” i „produkt”. Co też takiego ten pan prezes produkuje? Chyba bzdury.

    • Avatar photo

      Suporterwnc

      5 marca 2020 at 12:57

      He, he- produkt- dobre???? I jeszcze „wnikliwa analiza”- te dwa slowa pojawily sie chyba z 15 razy podczas konferencji latem po jego przyjsciu. Ogolnie kibicowalem gosciowi- mam do niego jakis tam sentyment- za starego piyrwy groł w Kolejarzu na WNC- taki picuś- ale spoko. Ale od dluzszego czasu nie da sie go sluchac. Pierdoli takie glupoty, mota sie w zeznaniach, przeczy sam sobie. Widac zestresowany, zeby przypadkiem nie sprzedac kolegow z magistratu. Nie wierze temu typowi i tyle! W huja nas robi on i miasto. Wkurwia mnie to, bo- jak w miare idzie sportowo i to na kazdej plaszczyznie (fusbal, hokej, siata, fusbal dziewczyn)- to juz cos czuc, jakby zaczynalo capić. To tak jakby dupsko zaczelo bolec, ale na stolku trzeba wysiedziec. Moze od „wnikliwej ANALizy”??

  2. Avatar photo

    tomassi

    6 marca 2020 at 18:15

    Produkuje takie głupoty że słuchać nie można.
    Strasznie wnerwiający prezeso-produkt.
    Jak będzie ten wywiad to zapytajcie go o sytuację pod kasami z ostatniego meczu
    (Błękitni) pisałem o tym od razu po meczu.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wideo Wywiady

Rafał Strączek – laureat Bukowych Sztoli 2025/26

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Pogonią porozmawialiśmy z Rafałem Strączkiem – pierwszym z dwóch laureatów Bukowych Sztoli za sezon 2025/26. Wyróżnienie jest przyznawane na podstawie ocen pomeczowych wystawianych przez Was – kibiców GKS Katowice. Zwycięzca nagrody opowiedział o pracy bramkarza u trenera Rafała Góraka, pobycie we Francji oraz o swojej rekonwalescencji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga