Piłka nożna
Wyjaśniamy wywiad prezesa Szczerbowskiego
Sporym echem odbił się w ostatnim czasie wywiad Macieja Grygierczyka z katowickiego „Sportu”, który porozmawiał z prezesem GieKSy Markiem Szczerbowskim. Sporo kwestii zostało poruszonych. Po przeczytaniu wywiadu do kilku kwestii wypadałoby się odnieść, ponieważ momentami ocieramy się o absurd.
Wigilia prezesa
Panie prezesie, dla przypomnienia – Wigilia to w Polsce normalny dzień pracujący. Dla wielu to normalne, że jest się wtedy w pracy.
Trener Górak i dyrektor Góralczyk. Czyli koncepcja planowana od dawna…
Bierze Pan odpowiedzialność za dyrektora i trenera, ponieważ była to Pana koncepcja. Bardzo ciekawe stwierdzenie, które aż się prosi o rozwinięcie. Fakty są takie:
3.06 Rafał Górak trenerem
9.06 Robert Góralczyk dyrektorem sportowym
10.06 Marcin Janicki odwołany z funkcji prezesa
26.08 Marek Szczerbowski prezesem
Trener Górak został mianowany na stanowisko w czerwcu. Prezes Janicki oficjalnie odszedł kilka dni później to, o jakiej długoterminowej koncepcji tutaj mówimy? Co najwyżej o dwutygodniowej, gdyby się uprzeć, że wpadł Pan na pomysł zatrudnienia Góraka i Góralczyka, zaraz po bramce Witana w meczu z Bytovią. Chętnie dowiemy się, kiedy tak naprawdę zaczął Pan pracować nad tą koncepcją i ile zajęło to czasu. Dobrze, że wyniki poszły w dobrą stronę, ponieważ coś nam się zdaje, że w przypadku złych wyników odpowiedź mogłaby być w stylu „Trenera wybrał poprzedni prezes”.
Decyzje personalne – uzasadnienie
Nie wnikamy w decyzje personalne na stanowiskach w klubie. To sprawa klubu, prezesa i osób, którzy wykonują swoje obowiązki. Stwierdzenie jednak, że szeroko Pan uzasadniał te decyzje, jest lekko na wyrost. Dla wielu kibiców pożegnanie się z rzecznikiem było przykrą niespodzianką. Dlaczego tutaj zabrakło odwagi, by szeroko uzasadnić taką decyzję?
Służbowe auta dla sekcji motoryzacyjnej – czyli zaczynają się absurdy
W jednym się zgadzamy. W klubie sportowym elementem jakości jest wynik sportowy. Jednakże elementem jakości w dziale medialnym jest, jak ten wynik sportowy zostanie pokazany i zaprezentowany kibicom. Jeśli uznajemy, że teraz wyniku sportowego nie ma, to prosilibyśmy o informację, w którym momencie Pan uzna, że wynik sportowy jest i można przywrócić samochody dla działu marketingu i komunikacji? Czy uznajemy, że awans do pierwszej ligi, to będzie już ten wynik sportowy czy może idziemy dalej i czekamy na Ekstraklasę?
Jeśli umowa przez lata była korzystna dla GieKSy i przynosiła korzyści dla obu stron to, jaki jest cel rezygnacji z niej? Wynik sportowy mają robić piłkarze. Dział medialny i marketingowy jest zupełnie od innych spraw.
Wykonuj pracę, ale za swoje – absurd numer 2
Jeden z większych absurdów. Podsumujmy więc, by wszystko było jasne. Firma motoryzacyjna przedstawia ofertę na wynajem aut. Z tego, co wiemy korzystną, porównywalną do tych, które były wcześniej. Auta użytkują pracownicy, przemieszczając się na imprezy związane z klubem, spotkania siatkarskie, hokejowe, piłkarskie. W pierwszych dniach urzędowania prezes stwierdza, że auta są niepotrzebne. Wszak prezes jeździ za swoje to i każdy pracownik może swoim.
Jeździmy na wyjazdy od wielu lat, czasem prywatnymi autami, czasem wypożyczanymi, zdarzyło nam się jechać pociągiem, zdarzyło busami, zdarzyło iść na piechotę. Nasz portal to kibice, a tu się okazuje, że pracownicy, by wykonać swoją pracę, również mają korzystać z prywatnych aut. Podpowiadamy – auto wypożyczone w ramach umowy z klubem jest dużo bezpieczniejsze niż prywatne, zwykle wysłużone modele. Czy naprawdę Pana dziwi, że pracownicy zarabiający około 2500 na rękę nie chcą użytkować swoich prywatnych aut? W wielu wypadkach wypożyczone samochody, to wiele lepszy komfort podróży, szczególnie gdy trzeba jechać w kilka osób. Śmieszne jest również stwierdzenie, że pracownicy działu medialnego śpią w drogich hotelach, skoro wielokrotnie jechali w takiej samej formie na mecze jak nasza redakcja, czyli wyjazd i powrót w dniu meczu. A skoro tak chętnie podróżuje Pan autem prywatnie i nie ma Pan żadnej refleksji, to mamy takie zapytanie: Czy moglibyśmy się z Panem wybrać na spotkanie jako redakcja? Czasem brakuje nam transportu. Liczymy na pozytywne rozpatrzenie naszej sprawy. Wszak razem wyjdzie taniej. I powtórzymy to kolejny raz: dział marketingu nie jest od równania do poziomu sportowego. Taki dział może co najwyżej równać do działów marketingu innych klubów. Przez Pańskie działania nie ma jak równać na tę chwilę, ponieważ nie ma odpowiednich narzędzi.
Jak to z tą frekwencją?
Opiera się Pan na jednostkowych przypadkach z przeszłości, które nie mają uzasadnienia w oficjalnie podanych liczbach. A jeśli są nieoficjalne, to dlaczego Pan – jako prezes klubu – podaje je do wiadomości? Poza tym wystarczy porównać nie te najgorsze frekwencyjne wpadki z przeszłości, ale np. średnią lub medianę. Ta jest obecnie najgorsza z ostatnich lat. Nawet na początku sezonu, gdy wynik był gorszy niż później, frekwencja była znośna – 2300, 1800 i 2000. Potem po Pana przyjściu doszło do kilku cięć i wszystko poleciało w dół (1400 Skra w lidze, 1162 Warta w Pucharze Polski). Następnie mieliśmy lekkie odbicie, ale dalej frekwencja tylko raz przekroczyła 2 tys. – na meczu z Elaną Toruń, którego na pewno nie napędziło żadne działanie marketingowe, tylko kwestie kibicowskie. Tak, frekwencja ciągle rośnie, ale trudno by było inaczej, skoro po Pana przyjściu sięgnęło dna, jakiego nie znaliśmy wcześniej. I rośnie za wolno, choć akurat mecz z Błękitnymi (który odbył się jednak po wywiadzie), daje nadzieję, że będzie coraz lepiej. Wspomina Pan też ciągle, że produkt tworzy frekwencje. Czy czołówka drugiej ligi to już ten produkt? Czy dopiero on będzie po awansie? A może w Ekstraklasie? Ba, my Pana za obecną frekwencję nie chcemy krytykować jakoś specjalnie mocno, bo spadek na pewno nie pomógł, ale na Boga – niech Pan po prostu przestanie opowiadać głupoty, które nie mają pokrycia w faktach i wbrew temu, co zapewne Pan myśli, nie wystawiają Panu dobrego świadectwa. To nie polityka, żeby na złe kwestie u siebie, odpowiadać” „a za czasów X i Y było tak i tak”…
Kącik legend czy kącik wstydu?
Oczekiwania? Legendy GieKSy na każdym spotkaniu, interakcja z kibicami, specjalne filmiki im poświęcone, otoczenie opieką na każdym kroku.
Traktowanie legend GieKSy przez wiele lat pozostawia wiele do życzenia. Nie będziemy tutaj krytykować prezesa, wręcz pochwalimy. Inicjatywa zjednoczenia legend jest jak najbardziej godna pochwalenia. Sposób, w jaki to zostało rozwiązane już jednak nie. Coś nam się wydaje, że legendy też nie mogą mieć za dobrze, wszak najważniejszy jest wynik sportowy.
Rzeczywistość?
Jeśli tak to ma wyglądać, to szczerze mówiąc, jako kibic czuje wielki wstyd. Sam Pan wielokrotnie powtarzał, ile znaczą legendy klubu i jak wiele przeżyć jest z nimi związanych. Czy nie uważa Pan, że taki kącik urąga trochę tym legendom? Panie prezesie czas to zmienić do końca i nie patrzyć na koszta. Nie patrzeć na tabelki w Excelu, a na poważnie zająć się legendami. Nie ma co patrzeć na to, jakie oczekiwania mają same legendy, trzeba samemu wyjść z inicjatywą i zmienić to na lepsze. Na razie pomysł był dobry, ale wykonanie fatalne. Radzimy wydrukować sobie to zdjęcie i zadać pytanie: czy naprawdę tak to ma wyglądać? Czy na takie powitanie zasługują legendy?
Klub biznesu – czyli dobrze czy nie do końca dobrze?
To sprawa, do której trzeba będzie wrócić za jakiś czas, bowiem ciężko to ocenić z perspektywy kadencji prezesa Szczerbowskiego. Od dawna docierały do nas sygnały, że klub Biznesu nie działa dobrze. Pojawiały się opinie, że po odejściu prezesa Janickiego wszystko „zeszło na psy”. Klub jedynie wyciąga pieniądze, ale nie daje niczego w zamian. Na porządku dziennym był brak kontaktu z wpłacającymi, ignorowanie wiadomości. Wiele firm zaprzestało współpracy ze względu na bierność działań. Skoro prezes teraz twierdzi, że jest dobrze, to jednak radzilibyśmy, żeby jednak sprawdzić jego działanie. My za parę miesięcy sprawdzimy, jak się mają kwestie w tym temacie.
***
Chętnie podyskutujemy o wszystkich kwestiach. Pierwszą propozycję już Pan zna. Chętnie skorzystamy z Pana prywatnego transportu na mecze. Może na Legionovię? Bo do Częstochowy jakoś dotrzemy. Jeśli w innej formie to chętnie porozmawiamy podczas wywiadu, ale takiego, którego nie dosięgnie piętno autoryzacji, gdy pojawią się niewygodne pytania.
Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion
Budżet Obywatelski – głosujemy!
Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”.
Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek.
Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.
W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów).
Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie do złamania
Zastanawiam się czasem, co i dlaczego mnie wkurza w tej naszej GieKSie. Skąd ta złość na przykład po meczach z Piastem i Zagłębiem. I już dobrze wiem, skąd.
Gdyby to była drużyna słaba jakościowo, z kiepskim trenerem, pewnie jakoś godziłbym się na to, że jesteśmy gdzieś w ogonie tabeli. Ot, uznawałbym, że po prostu grają na tyle, na ile potrafią i ostatecznie w związku z tymi umiejętnościami nie ma co mieć wielkich pretensji. Tak było w niektórych sezonach lata temu. Jeszcze w „starej” ekstraklasie na przykład.
Teraz jednak jest tak, że wiem, że GKS stać na wiele. Że ta drużyna ma potencjał, że poszczególni piłkarze są przecież w stanie po prostu dobrze grać w piłkę. Udowadniają to za każdym razem, gdy mecz rozgrywany jest przy Nowej Bukowej. Istnieją na razie dwa duże mankamenty – gra obronna i gra na wyjazdach. Tak jak pisałem – gdyby nie te przywary – bylibyśmy pewnie w czwórce. Ktoś powie, że przesadzam. Ale dlaczego? Przecież mając te minusy jesteśmy drużyną środka, a naprawdę nie ma specjalnie wielkiego dystansu pomiędzy ekipami z ekstraklasy.
Wiem więc, że ten potencjał zespół ma i stąd frustracja, gdy nie jest on wykorzystywany. Oczywiście świat nie jest idealny i potencjał nie równa się efekt. Natomiast złość dotyczy tego, że na wyjazdach nie wykorzystujemy go choćby w 20 procentach. W zasadzie nie wykorzystujemy go w ogóle.
Ale to tylko taki wstęp. Bo wczoraj graliśmy u siebie. Pisałem przed meczem o statystyce, która mówi, że w końcu u siebie przegramy, a już na pewno stracimy punkty. I było tego wczoraj blisko, ale tak jak zamieściłem w tytule przedmeczowego felietonu – GieKSa stoczyła niesamowitą batalię z tą statystyką. I to batalię zwycięską, a było przecież piekielnie trudno.
Piekielnie trudno wynikowo, bo jeśli o samą grę, to przecież ona była bardzo dobra i GKS był w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą. Jednak utrata bramki w pierwszej minucie drugiej połowy, potem – wydawałoby się – opanowanie sytuacji na 2:1 i utrata tego prowadzenia. Niejedna drużyna by się podłamała. GKS jednak grał swoje, dążył, ciągle dążył do tego, żeby jednak wygrać. A zadanie w końcówce było tym trudniejsze, że Cracovia wcale nie cofnęła się do dramatycznego bronienia remisu, tylko zwietrzyła szansę na zwycięstwo. I w 89. minucie mieli strzał w poprzeczkę.
Ofensywa GieKSy bardzo się podobała. To nie było to mozolne, bezradne próbowanie jak w Gliwicach, Lubinie czy wcześniej w Lublinie. Tutaj Katowiczanie dochodzili do sytuacji, mieli swoje dynamiczne akcje i groźne strzały. Naprawdę trzy razy trafić w obramowanie bramki w pierwszej połowie mówi o tym, że brakowało tak bardzo niewiele, by objąć prowadzenie. W drugiej już wpadało. GKS znów był u siebie efektowny i skuteczny. Kapitalnie się na to patrzyło.
To był kolejny tych meczów, w których miałem przeczucie, że GKS w końcu bramkę strzeli. Najpierw w przerwie – byłem o to absolutnie spokojny, z taką grą. Wiadomo, że bramka zaraz po przerwie wkurzyła, ale to się po prostu zdarza. Wiedziałem, że z dużym prawdopodobieństwem GKS wyrówna, a nawet wyjdzie na prowadzenie. Wątpliwości nadeszły dopiero przy stanie 2:2, ale to już wynikało po prostu z małej ilości czasu do końca meczu. Zespół jednak konsekwentnie dążył do przodu i tego rywala na koniec decydującym ciosem trafił.
Trener dokonał kilku zmian w podstawowym składzie. Przede wszystkim na ławce tym razem zasiadł Arkadiusz Jędrych. I tutaj trochę się rozwinę, bo poświęciłem Arkowi trochę miejsca ostatnio. Tu absolutnie nie chodzi o robienie z zawodnika kozła ofiarnego czy żeby ktoś sugerował, że potencjalne odstawienie go to „wotum nieufności”. Wszyscy musimy sobie zdawać sprawę, że tzw. dobro drużyny, choć ja bym powiedział dobro klubu, musi być ponad kogokolwiek, niezależnie od statusu, nawet statusy legendy czy ikony. Arek jest w naszym panteonie, jakbyśmy spojrzeli na GieKSę w XXI wieku. Wielka postać i twarz wygrzebywania całego klubu ze zgliszczy.
I ucieszyła mnie ta decyzja. Nie dlatego, że wyszło na moje czy że pomyślałem sobie, że „zawodnik się doigrał”. Nic z tych rzeczy. Ucieszyłem się z tego, że trener reaguje, że liczy się dyspozycja sportowa i szukanie jak najlepszych rozwiązań na ten moment. I jeśli trener porozmawiał z kapitanem, zakomunikował mu to, a Arek bez pretensji i obrażania się zaakceptował tę decyzję – to mimo, że pewnie w jakiś sposób go to boli – to oznacza to, że jest prawdziwym kapitanem, już nie tylko na boisku. Dla mnie – patrząc szerzej – ma to większe znaczenie niż jakaś pojedyncza roszada z meczu na mecz. Jeśli takich akcji nie podejmuje się ze względu na strach przed jakimś kwasem, to nie świadczy to dobrze o zespole. Jeśli wszystko kończy się co najwyżej na „sportowej złości”, to znaczy, że drużyna naprawdę jest monolitem i dobrze funkcjonującą organizacją, w której podejmujemy takie próby, żeby usprawniać. Zresztą patrzyłem sobie na Arka kątem oka podczas rozgrzewki przed meczem i w trakcie meczu. Totalnie normalne, niesfochowane zachowanie. Nie żebym go o to wcześniej podejrzewał, absolutnie. Ale teraz to zobaczyłem. I szczerzę życzę mu powrotu do formy. Kapitan.
Ciężko ocenić defensywę w tym meczu. Bo z jednej strony uważam, że zagrała dobrze i pewnie, ale… straciła dwie bramki. Cracovia – trzeba przyznać – strzeliła je dobrze. To były bardzo dobre dośrodkowania i wykończenia. Popełniliśmy błędy, ale nie były to takie wielbłądy jak w meczach poprzednich. Przyspał trochę Marcin Wasielewski w obu sytuacjach. Przy drugim golu zawodnik rywala okazał się sprytniejszy niż Pau Resta i Lukas Klemenz.
Z drugiej strony Marcin miał udział przy dwóch bramkach GieKSy. Najpierw swoją dynamiką wdarł się w pole karne i pozwolił Al-Ammariemu na zagranie ręką, a przecież potem jeszcze dobrze dośrodkował. No i centra przy drugim golu była bardzo dobra – mocna, na dobrej wysokości, tak że Mateusz Kowalczyk mógł efektownie strzelić, a Mateusz Wdowiak dobić. Tak więc Wasyl był zamieszany w całkiem sporo bramek w tym meczu.
Jednak te tracone gole to jest dość potężny mankament, bo jak pytałem trenera na konferencji po Piaście, to mieliśmy średnią półtorej traconej bramki na mecz. W kolejnych dwóch spotkaniach cztery razy pokonywali nas piłkarze rywali, więc ta średnia wzrosła. Absolutnie musimy się w tym temacie ogarnąć.
Jak w kilku meczach – znów popisali się zmiennicy. Mieli oni olbrzymi udział przy trzecim golu. Kapitalny przechwyt wykonał Mariusz Olsen. Bartosz Wolski zaliczył całkiem dobre dośrodkowanie. A Borja świetnie – już w ramach pola karnego – obsłużył po ziemi Ilję.
No a potem już był show naszego napastnika. Oczywiście po raz kolejny zawodnik świetnie pracował w meczu. W tej sytuacji natomiast zrobił to, co rasowy napastnik umie – zastawił się, przyjął i przygotował do strzału, a potem uderzył precyzyjnie. Tak, że piłka śmignęła koło ucha Traoré i wpadła do siatki.
Tym samym Białorusin po raz drugi w ostatnim czasie dał zwycięstwo GieKSie w doliczonym czasie. No dobra… teraz tak minimalnie przed, bo zegar pokazywał 89:55. Ale nadal mieści się to w definicji hasła „jesteś tak piękna jak gol w 90. minucie”. Tak jak w życzeniach na telebimie w przerwie meczu. Ziściło się. GieKSa w lidze drugi raz, a jeszcze była wygrana na koniec meczu z Hapoelem. Wolimy strzelać w końcówce niż tracić.
Przede wszystkim jednak GKS Katowice po raz czwarty w tym sezonie odwraca wynik z przegrywania na końcowe zwycięstwo. Tak było z Radomiakiem, Hapoelem i Górnikiem. Cztery razy dokonać takiej sztuki na dystansie dwunastu meczów – to jest wyczyn. Wiadomo, że wynika on z tego, że… GKS bramki traci. Ale skoro już traci, to niech zdobędzie więcej. Dodam tylko, że w pierwszym sezonie po awansie na taką sytuację czekaliśmy aż do kwietnia i meczu z Puszczą Niepołomice. Potem jeszcze zrobiliśmy to w ostatniej kolejce w Gdańsku. A w poprzednim rozgrywkach sytuacja, w której GKS przegrywał, a jednak wygrał spotkanie zdarzyła się zaledwie raz – z Radomiakiem. Więc w obecnym sezonie – a ściślej na dystansie nawet nie dwunastu, a dziewięciu meczów – GKS odrobił straty z nawiązką więcej razy niż w całych dwóch poprzednich. I jak pisałem, że w pewnych aspektach jest „opór na rozwój”, czyli te nieszczęsne wyjazdy, to w tym aspekcie jest niesamowity progres mentalny. Nasza drużyna ma te słabsze mecze, ale generalnie jest nie do złamania.
Drugi raz ucierpiała na tym Cracovia. Pamiętamy przecież mecz przy Kałuży sprzed dwóch lat. Tam Källman trafił na 3:3 w 93. minucie, a GieKSa potrafiła jeszcze trafić za sprawą Sebastiana Milewskiego. W ogóle mecze z Pasami mają swoją historię, wygraliśmy przecież z nimi na Nowej Bukowej 2:1, a ostatnio przegraliśmy 0:3. Choć bardziej bolesna była porażka na wyjeździe, gdzie ultrasłaba tego dnia Cracovia jednak wygrała z GieKSą po golu Hasića wiosną tego roku.
Niezłomność to niezaprzeczalna cecha tej drużyny. Nie da się ich nie lubić, choć potrafią być niesforni i nieraz wkurzają. No, jak to w rodzinie bywa. Znów mieliśmy dreszczowiec na Bukowej i euforię na sam koniec. Wspaniały wieczór.
Trzeba tylko jeszcze odczarować tę bramkę po przeciwległej stronie niż Blaszok. Bo tam piłkarze GKS strzelili tylko dwie bramki. Chyba chcą, żeby kibice z Blaszoka mieli bardzo dobry widok na gole, bo dla odmiany do tej bramki pod najbardziej dopingującą trybuną trafili aż czternaście razy.
Galeria Piłka nożna
Rollercoaster na Nowej Bukowej
GieKSa zafundowała nam dzisiaj niezłe emocje na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia galerii z wygranego meczu 3:2 z Cracovią.











produkt
5 marca 2020 at 09:39
Wszędzie tylko „produkt” i „produkt”. Co też takiego ten pan prezes produkuje? Chyba bzdury.
Suporterwnc
5 marca 2020 at 12:57
He, he- produkt- dobre???? I jeszcze „wnikliwa analiza”- te dwa slowa pojawily sie chyba z 15 razy podczas konferencji latem po jego przyjsciu. Ogolnie kibicowalem gosciowi- mam do niego jakis tam sentyment- za starego piyrwy groł w Kolejarzu na WNC- taki picuś- ale spoko. Ale od dluzszego czasu nie da sie go sluchac. Pierdoli takie glupoty, mota sie w zeznaniach, przeczy sam sobie. Widac zestresowany, zeby przypadkiem nie sprzedac kolegow z magistratu. Nie wierze temu typowi i tyle! W huja nas robi on i miasto. Wkurwia mnie to, bo- jak w miare idzie sportowo i to na kazdej plaszczyznie (fusbal, hokej, siata, fusbal dziewczyn)- to juz cos czuc, jakby zaczynalo capić. To tak jakby dupsko zaczelo bolec, ale na stolku trzeba wysiedziec. Moze od „wnikliwej ANALizy”??
tomassi
6 marca 2020 at 18:15
Produkuje takie głupoty że słuchać nie można.
Strasznie wnerwiający prezeso-produkt.
Jak będzie ten wywiad to zapytajcie go o sytuację pod kasami z ostatniego meczu
(Błękitni) pisałem o tym od razu po meczu.