Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: Firma z Sopotu postawi GieKSie stadion?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Po przerwie reprezentacyjnej, w miniony weekend, drużyny ekstraligi kobiet rozegrały szesnastą kolejkę rozgrywek. Piłkarki GKS-u wygrały w Katowicach, w sobotę, z drużyną Śląska Wrocław 2:1 (1:1). W tym tygodniu, w środę, drużyna kobiet rozegra jeszcze wyjazdowe ćwierćfinałowe spotkanie w ramach Pucharu Polski z TME UKS SMS Łódź. Piłkarze z dwóch zaplanowanych spotkań które miały się odbyć w ubiegłym tygodniu, ze względu na zakażenia w naszej drużynie wirusem SARS CoV-2, nie rozegrali ani jednego. Decyzja co do powrotu do treningów i meczy zostanie podjęta w najbliższych dniach. W Urzędzie Miejskim w Katowicach otwarto koperty z ofertami na budowę nowego stadionu na którym będzie grała GieKSa.

Siatkarze oraz hokeiści zakończyli swoje rozgrywki. Trwają pierwsze ruchy/rozmowy kadrowe, w minionym tygodniu w sekcji siatkarskiej podpisano umowy z sztabem szkoleniowym.

 

PIŁKA NOŻNA

slaskwroclaw.pl – Przegrana w Katowicach

Piłkarki Śląska Wrocław rozegrały w Katowicach niezły mecz i bardzo szybko zdobyły bramkę, przez większość pojedynku tocząc wyrównany bój z miejscowym GKS-em, jednak w końcowym rozrachunku wracają do Wrocławia bez punktów. W spotkaniu 16. kolejki kobiecej Ekstraligi uległy katowiczankom 1:2.

Wrocławianki znakomicie rozpoczęły mecz, bo objęły prowadzenie już w pierwszej minucie. Po kilkudziesięciu sekundach spotkania na strzał z dystansu zdecydowała się Joanna Wróblewska. Futbolówka po jej technicznym uderzeniu zaskoczyła bramkarkę GKS-u i wpadła pod poprzeczkę strzeżonej przez nią bramki.

Niestety, radość Śląska z prowadzenia nie trwała zbyt długo. Już dwie minuty później był remis. Dośrodkowanie z rzutu wolnego na bramkę zamieniła Marlena Hajduk, która wygrała pojedynek z jedną z wrocławskich obrończyń i strzałem głową doprowadziła do wyrównania.

W pierwszej połowie tempo spotkania było dość szybkie, a oba zespoły nie szczędziły sobie ciosów. Katowiczanki próbowały pokonać Annę Bocian uderzeniami z dystansu, jednak wrocławska bramkarka zaprezentowała kilka naprawdę świetnych interwencji. Po drugiej stronie boiska niewiele brakowało Klaudii Czudeckiej, która w 30. minucie trafiła w poprzeczkę. Po pierwszej połowie w Katowicach był remis 1:1.

W drugich 45 minutach powoli zaczęła się uwidaczniać przewaga GKS-u, jednak wrocławianki nie pozostawały dłużne rywalkom. W 68. minucie niezłą okazję miała Aleksandra Żurek, która zdaniem piłkarek Śląska była faulowana w polu karnym, jednak gwizdek pani arbiter milczał. Katowiczanki wykorzystały ten moment, wyprowadziły kontrę, po której bramkę zdobyła Natalia Miłek. Zawodniczka GKS-u najpewniej chciała zagrywać w pole karne z lewego skrzydła, jednak rykoszet sprawił, że piłka wpadła do bramki. I choć wrocławianki do końca spotkania próbowały doprowadzić do wyrównania, to wynik nie uległ już zmianie.

 

infokatowice.pl – 5 firm chce budować Stadion Miejski w Katowicach. Różnica w ofertach to nawet 100 mln zł

[…] W sumie aż 5 przedsiębiorstw zgłosiło się do przetargu na budowę Stadionu Miejskiego w Katowicach. Najtańsza oferta to 205 mln zł, najdroższa to ponad 305 mln zł (kwoty brutto).

Najtańszą ofertę złożyło znane choćby z budowy basenów w Katowicach NDI. Chce wybudować obiekt za nieco ponad 205 mln zł. Firma Mirbud ze Skierniewic złożyła ofertę na ponad 264 mln zł. Nieco mniej chce Mostostal Warszawa 260 mln zł. Budimex natomiast wycenił inwestycję na ponad 267 mln zł.

Największej kwoty zażądało Bielskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego, ponad 305 mln zł. Teraz urzędnicy muszą sprawdzić oferty i ostatecznie wybrana zostanie jedna.

Miasto na inwestycję nie chce wydać więcej niż nieco ponad 229 mln zł.

 

stadiony.net – Katowice: Tylko jedna oferta w zakładanym budżecie

Choć chętnych na budowę nowego stadionu dla GKS-u Katowice jest aż pięciu, to tylko jeden oferent zmieścił się w zakładanym przez samorząd budżecie. Teraz czekamy na analizę kandydatów.

[…] Przedłużony aż o 5 tygodni przetarg faktycznie zaowocował sporą konkurencją, ale nawet przy pięciu ofertach miasto może mieć twardy orzech do zgryzienia.

[…] W sumie aż trzy firmy uważają, że nie da się zrealizować tego projektu poniżej 260 mln zł, a to z kolei rodzi ryzyko, że oferta NDI zostanie oceniona jako podejrzanie niska. Nawet zakładając posiadanie siły roboczej i sprzętu na miejscu, różnica 55 mln zł jest bardzo duża. Dodatkowo, nie przypominamy sobie przetargu stadionowego w ostatnich latach, w którym najniższa oferta byłaby tak znacząco poniżej zakładanego przez inwestora budżetu.

Gdyby oferta NDI była niższa o 30% od średniej ceny zaoferowanej w przetargu, to prawo określałoby ją jako rażąco niską i nakładałoby na Katowice obowiązek wyjaśnienia tej sytuacji. Ponieważ jednak jest niższa od średniej arytmetycznej ze wszystkich pięciu ofert o 27% (zakładając, że żadna oferta nie zostanie odrzucona), to Katowice nie są zmuszone do prowadzenia postępowania wyjaśniającego. Mogą jednak poprosić NDI o wskazanie, jak wyliczano koszty.

Przed nami okres weryfikacji wszystkich pięciu propozycji. Może to potrwać kilka tygodni, biorąc pod uwagę skalę inwestycji. Jeśli oferta NDI będzie zgodna z warunkami przetargu i miasto nie będzie mieć wątpliwości co do niskiej ceny, to będzie można wybrać najtańszą firmę jako wykonawcę.

Jeśli z kolei NDI zostanie odrzucona z jakiejkolwiek przyczyny, to pojawi się istotny problem: unieważnić przetarg czy dofinansować inwestycję dodatkowymi środkami? Drugie z rozwiązań z pewnością wzbudziłoby kontrowersję, ponieważ Katowice spędziły wiele miesięcy na odchudzanie projektu, by zmieścić się właśnie w budżecie 230 mln zł brutto.

Dla kibiców oznacza to, że w najlepszym wyjściu (wybór NDI lub dofinansowanie inwestycji i wybór droższej firmy) budowa stadionu rozpocznie się w drugiej połowie 2021. To z kolei oznaczać będzie ukończenie stadionu przed końcem 2024 roku. Drugi wariant to unieważnienie przetargu, które spowodowałoby przesunięcie o co najmniej kilka miesięcy. W takiej opcji stadion nie powstanie do 2025 roku.

 

sportdziennik.com – Firma z Sopotu postawi GieKSie stadion?

Jedna z pięciu ofert złożonych w przetargu na budowę kompleksu sportowego w Katowicach zmieściła się w założonym przez miasto budżecie. NDI stawiała już w mieście baseny, modernizowała rynek, a obecnie odpowiada za powstanie węzła drogowego w Giszowcu.

[…] – Odczucia są pozytywne. Cieszy mnie, że jest zainteresowanie budową obiektu. Wpłynęło pięć ofert, a to poważna inwestycja. Nie mamy w kraju wielu firm będących w stanie podjąć się takiej realizacji. Nierzadko zdarza się, że wszystkie oferty przekraczają założony przez inwestora budżet. Można się cieszyć, że w tym wypadku tak nie jest, bo w cenie zmieściła się firma NDI, która jest w mieście znana – mówi Krzysztof Pieczyński, przewodniczący Komisji Kultury, Promocji i Sportu przy katowickiej radzie miasta.

Sopocka firma NDI w ostatnich latach wybudowała w Katowicach dwa miejskie baseny – w Brynowie i Szopienicach. Przebudowywała centrum Katowic z rynkiem za ponad 120 mln zł, modernizowała – jak w kilku innych miastach województwa śląskiego – torowiska tramwajowe, na przełomie wieków to ona postawiła charakterystyczny wieżowiec przy ul. Chorzowskiej 50, zaś od 2018 roku uczestniczy przy wielkiej budowie węzła drogowego między drogami krajowymi nr 81 i 86 w rejonie Giszowca.

NDI nie ma doświadczenia w budowie stadionów; by wystartować w przetargu, wystarczyło jednak wykazać wykonanie inwestycji sportowej o wartości 20 mln zł brutto. Wymóg spełniła choćby jednym z dwóch katowickich basenów (oba kosztowały ponad 24 mln zł).

– NDI modernizowała Rynek, obecnie pracuje przy ogromnym węźle drogowym w Giszowcu, wybudowała u nas dwa baseny, z których katowiczanie korzystają i są zadowoleni. Oczywiście niczego nie można przesądzać – dodaje Pieczyński.

Inne firmy, które zgłosiły się do przetargu, są bardziej doświadczone w realizowaniu tego typ inwestycji. Skierniewicki Mirbud postawił halę w Gliwicach, a obecnie buduje stadiony w Łodzi (ŁKS) i Płocku. Bielskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego postawiło stadion czy halę w Bielsku-Białej, a obecnie buduje Zagłębiowski Park Sportowy w Sosnowcu.

Warszawski Mostostal stawiał stadion w Tychach, Tauron Arenę w Krakowie czy Atlas Arenę w Łodzi, a w Katowicach modernizował „Spodek” czy – obecnie – buduje duży akademik przy ul. Paderewskiego. W portfolio stołecznego Budimeksu znajdziemy stadiony w Lublinie i Gdyni, czy katowickie siedziby Muzeum Śląskiego oraz Sądu Okręgowego.

Co teraz? – Wybór wykonawcy to nie kwestia tygodnia ani nawet miesiąca. Może to trwać kilka miesięcy. Komisja przetargowa przystępuje do pracy, weryfikacji dokumentów, będzie ewentualnie wzywać oferentów do uzupełnienia dokumentacji, potem przystąpi do oceny ofert. Pamiętajmy, że wybór wykonawcy uprawomocnia się dopiero po 10 dniach, a inni oferenci mają wtedy czas na odwołanie do KIO, co z automatu może wydłużyć całą procedurę. Jestem jednak optymistą i wierzę, że jesienią zacznie się budowa stadionu – przekonuje przewodniczący Komisji Kultury, Promocji i Sportu.

Miasto w ubiegłym roku deklarowało, że chce, by w 2021 roku została wbita symboliczna pierwsza łopata. Od dnia podpisania umowy wykonawca będzie miał 3 lata na zbudowanie kompleksu, który wedle najbardziej optymistycznego scenariusza w 2024 roku ma być gotowy.

[…] Miasto zabezpieczyło środki na tę inwestycję z zasobów własnych oraz emisji obligacji (wcześniej Bank Rozwoju Rady Europy odmówił Katowicom kredytu). W 2021 roku zapisano na tę inwestycję 22,1 mln (7,1 ze środków własnych, 15 mln z obligacji), w 2022 – 76,7 mln (10,7+66), w 2023 – 77,7 mln zł (8,7+69) zaś w 2024 – 60,9 mln (tylko środki własne).

W biurze prasowym katowickiego Urzędu Miasta poinformowano nas, że na tym etapie przetargu wypowiedzi prezydenta Marcina Krupy albo któregoś z jego zastępców nie będzie. „To było dopiero otwarcie ofert, proces jeszcze trwa. Komentować będziemy mogli po szczegółowej analizie ofert” – usłyszeliśmy.

Piotr Koszecki ze Stowarzyszenia Kibiców „SK 1964” i portalu gieksa.pl podkreśla, że fani GieKSy czekają na efekty.

– Czyli na wybudowanie stadionu i możliwość oglądania spotkań na nowym stadionie. W piątek mieliśmy jeden z wielu etapów, który prowadzi do tego celu. Myślę jednak, że takim milowym i bardziej zauważalnym krokiem dla większości fanów będzie wbicie pierwszej łopaty. I oby to stało się jak najszybciej. Trudno mi oceniać ceny i wykonawców, bo się na tym nie znam. Na pewno jesteśmy znowu krok bliżej, ale droga jeszcze daleka – przyznaje Koszecki.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Sztab szkoleniowy GKS-u Katowice bez zmian

[…] GKS Katowice powoli odsłania karty na kolejny sezon.

[…] Po ogłoszeniu, że pierwszym trenerem wciąż będzie Grzegorz Słaby, GKS poinformował, że jego asystentem pozostaje Damian Musiak, trenerem przygotowania motorycznego Piotr Karlik, natomiast fizjoterapeutą Grzegorz Rzetecki.

 – Niejednokrotnie powtarzałem, że kluczowe dla powodzenia pracy zespołu jest stworzenie prawdziwego kolektywu. To dotyczy także sztabu szkoleniowego i bardzo się cieszę, że będziemy kolejny rok pracować w tym samym składzie. Mam stuprocentowe zaufanie do Damiana, Piotra i Grzegorza, jako że posiadają doskonałą etykę pracy, sporą wiedzę i wykazują nienaganne zaangażowanie – powiedział Słaby.

Damian Musiak wcześniej pracował jako statystyk m.in w Effectorze Kielce, Cuprum Lubin oraz reprezentacjach Belgii i Białorusi. W 2020 roku objął funkcję drugiego trenera zespołu z Katowic, wciąż odpowiadając w dużej mierze za analizę gry rywali i pracę statystyczną. Piotr Karlik w swojej karierze był trenerem przygotowania motorycznego w Asseco Resovii Rzeszów i MKS-ie Dąbrowa Górnicza. Grzegorz Rzetecki był wcześniej fizjoterapeutą MKS-u Będzin, pracował także z zawodnikami sztuk walki i pływakami.

Zadowolenia ze stabilności w składzie sztabu szkoleniowego nie ukrywa dyrektor sekcji siatkówki GKS-u.

 – Jedną z największych sił siatkarskiej GieKSy jest z pewnością sztab szkoleniowy. Damian Musiak, Piotr Karlik i Grzegorz Rzetecki wraz z trenerem Grzegorzem Słabym stanowią świetnie rozumiejący się i uzupełniający zespół. To fachowcy z najwyższej półki, co doceniają również zawodnicy. Cieszę się, że nadal będą współpracowali z klubem – przyznał Jakub Bochenek.

 

HOKEJ

hokej.net – Oceniamy transfery klubów PHL. TOP 10 najgorszych „wzmocnień”

Sezon 2020/2021 zakończył się, nastał więc czas podsumowań. Postanowiliśmy wybrać dziesięć najbardziej nieudanych transferów, jakich dokonały polskie kluby.

[…] Mikael Kuronen (GKS Katowice)

– Liczyliśmy, że zaprezentuje taki poziom i osiągnie taką zdobycz punktową, jak choćby Juha Kiilholma (34 punkty) w barwach oświęcimskiej Unii.

Przeżyliśmy bolesne rozczarowanie, bo Kuronen zawiódł na całej linii. 10 „oczek” w 27 meczach to wynik po prostu słaby. Jeśli dodamy, że w fazie play-off zdobył jednego – dość szczęśliwego gola, wniosek nasunie się sam. Miał być wsparciem dla Jessego Rohtli, ale…

[…] Jesse Rohtla (GKS Katowice)

– Fiński środowy w ostatnich trzech latach dał się poznać jako zawodnik ciężko pracujący na lodzie, a na dodatek gwarantujący solidną liczbę punktów (142 mecze, 52 gole i 96 asyst). Sezonu 2020/2021 i powrotu do GieKSy z pewnością nie zaliczy do udanych. Choć grał w przewagach i w osłabieniach to w żaden sposób nie nawiązał do produktywności z poprzednich lat.

W 46 spotkaniach zdobył 24 „oczka” za 8 bramek i 16 asyst. Tak, wynik grubo poniżej oczekiwań.

[…] Jānis Andersons (GKS Katowice)

– Nie przychodził do Katowic po to, by zdobywać wiele punktów. Jego głównym atutem była gra w destrukcji i szeroko pojęta czarna robota. Jak sobie z tym poradził? Sięgnijmy zatem do klasyfikacji plus/minus. Wynik -9 na pewno chluby mu nie przynosi. Ba, był on drugim najsłabszym spośród wszystkich defensorów GieKSy! Gorszy w tej statystyce był tylko Oskar Krawczyk (-12). Jeśli trener Andriej Parfionow nie korzystał z jego usług w niektórych meczach fazy play-off, to naprawdę trudno obronić ten transfer.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Kowalczyk: Spodziewaliśmy się, że Raków coś zmieni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do wywiadu ze strzelcem bramki na 3:1 dla oraz młodzieżowym reprezentantem Polski Mateuszem Kowalczykiem. 

Pewne zwycięstwo GieKSy w Częstochowie. Wróciłeś też do zespołu po przerwie reprezentacyjnej. Jak się czułeś na boisku i jak gra ci się w masce?

Mateusz Kowalczyk: Przede wszystkim cieszy wreszcie zwycięstwo na wyjeździe, i to dosyć przekonujące. Może poza tymi pięcioma–dziesięcioma minutami pod koniec pierwszej połowy, ale poza tym było naprawdę okazale. Realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy, więc to na pewno cieszy.
Jeśli chodzi o maskę, to myślę, że po jakimś czasie już się do niej przyzwyczaiłem. Na początku był lekki dyskomfort, ale jeśli mam strzelać gole, to mogę w tej masce zostać już do końca. Zobaczymy.

Wspomniałeś o przekonującym zwycięstwie. Opowiedz o realizacji planu na dzisiejszy mecz.

Myślę, że w Rakowie zaszły spore zmiany i chcieliśmy to wykorzystać. To jeszcze nie jest ten Raków, który oglądaliśmy wcześniej. Dużo się tam zmienia, więc staraliśmy się znaleźć na to sposób. Z boiska wydawało mi się, że chcieliśmy wykorzystywać przestrzenie w środku, a następnie przenosić grę na boki. To nam się udawało. Szkoda, że straciliśmy bramkę na 1:1, bo Raków po zdobyciu gola trochę nas przycisnął. Jednak szybka bramka w drugiej połowie pozwoliła nam ponownie kontrolować mecz i ostatecznie doprowadziła do zwycięstwa. To bardzo cieszy.

To pokazuje, że zespół wykonał dobrą pracę podczas tych trzech tygodni. Ciebie nie było, bo przebywałeś na zgrupowaniu reprezentacji, ale szybko wkomponowałeś się w drużynę. Widać, że jako kolektyw zmierzacie w dobrym kierunku?

Dokładnie. Widać, że dobrze przepracowaliśmy ten okres. Sam oglądałem na YouTubie sparing i widziałem, jak to wszystko wyglądało, więc cieszę się, że idziemy w tym kierunku. Mam nadzieję, że złapiemy stabilność, szczególnie na wyjazdach, i zaczniemy zdobywać coraz więcej punktów, żeby zapewnić sobie spokój w trakcie sezonu i utrzymać GieKSę w Ekstraklasie.

Chciałbym też zapytać o czas spędzony z reprezentacją. Był bardzo dobry mecz ze Szwecją na Arenie Katowice. Nie chcemy skupiać się na spotkaniu z Włochami, ale ostatecznie awansowaliśmy na Mistrzostwa Europy. Jak wspominasz ten okres i jak czułeś się w reprezentacji?

Nie ukrywam, że każde zgrupowanie daje mi bardzo dużo. Jako piłkarz muszę chłonąć wiedzę od trenerów. Z kolegami również dobrze się dogadujemy i mamy bardzo rodzinną atmosferę. Jeśli chodzi o mecz ze Szwecją, to było fajnie. Wydaje mi się, że mieliśmy go pod pełną kontrolą i udało się wygrać w dobrym stylu. Włochy natomiast pokazały nam trochę futbolu i dały nam lekcję. Mimo że nie wszystko poszło tak, jak zakładaliśmy, ostatecznie cieszy awans. Być może ta porażka była nam potrzebna, żeby w przyszłości, już podczas Mistrzostw Europy i meczów z kolejnymi rywalami, pamiętać o tej lekcji i wyciągnąć wnioski. Sam awans bardzo cieszy. Myślę, że większość chłopaków, a pewnie każdy, oglądała ten mecz. Nawet po awansie dzwoniliśmy do siebie i rozmawialiśmy. Bardzo się cieszę, że udało się bezpośrednio awansować na Euro.

W poniedziałek wieczorem gracie kolejny mecz. Po takim zwycięstwie energii i pozytywnego nastawienia chyba wam nie zabraknie?

Dokładnie. Specyfika terminarza jest taka, że gramy mecze w krótkich odstępach, więc czasu na regenerację jest niewiele. Myślę, że to zwycięstwo dało nam kolejny powód, żeby w dobrych humorach i z odpowiednim nastawieniem przystąpić do poniedziałkowego spotkania. Musimy jak najszybciej się zregenerować i przygotować do meczu. Gramy u siebie i liczymy na wsparcie kibiców, bo na pewno będzie nam potrzebne, żeby zdobyć trzy punkty.

Byliście zaskoczeni łatwością, z jaką przedzieraliście się w pole karne Rakowa Częstochowa? W poprzednich sezonach Raków słynął z żelaznej defensywy, a dzisiaj wyglądała ona na bardzo nieszczelną.

Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się , że w Rakowie pojawi się sporo nowych rozwiązań. Tak jak mówiłem wcześniej, ten zespół przechodzi pewnego rodzaju przebudowę. Znajduje się chyba w jednym z trudniejszych momentów w Ekstraklasie od X lat, więc na pewno nie jest to dla niego łatwa sytuacja. Chcieliśmy to wykorzystać. Wydaje mi się, że realizacja naszego planu przebiegała zgodnie z założeniami. Rywale nie do końca wiedzieli, jak poruszać się w tej czwórce obrońców, a nasze wejścia w wolne przestrzenie i częste zmiany stron sprawiały im spore problemy. Po strzelonej bramce Raków mocno nas jednak wypchnął. Popełniliśmy kilka prostych błędów i był to trudniejszy moment spotkania. W drugiej połowie mieliśmy już mecz pod kontrolą. Oby jak najwięcej takich połów.

W gruncie rzeczy Raków stworzył sobie tylko jedną sytuację, tę Oskara Repki w samej końcówce drugiej połowy. To było bronienie wyniku po profesorsku.

Też mi się tak wydaje. Wcześniej było kilka sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale nie da się w stu procentach wyeliminować zagrożenia. W Rakowie również grają bardzo jakościowi piłkarze i jest to dobra drużyna. Cieszę się, że udało się wygrać ten mecz bez większych nerwów. Potrzebowaliśmy przekonującego zwycięstwa na wyjeździe, bo wcześniej mieliśmy z tym ogromne problemy. W końcu udało się to zrobić, więc po przerwie reprezentacyjnej możemy z pozytywną energią kontynuować dobrą grę w Ekstraklasie.

Wróciłeś do zespołu, w którym większość zawodników nie była powołana do reprezentacji. Czułeś po powrocie to, że jednak nie spędziłeś w klubie tych kilku tygodni?

Nie, kompletnie. Spędziłem w GieKSie już tyle czasu, że dobrze znam ten system i nie sprawiło mi to większego problemu. Cieszę się, bo widać, że chłopaki bardzo mocno przepracowali ten okres. Taktycznie nie zmienialiśmy zbyt wiele, więc wystarczyło potrenować raz czy dwa i można było wrócić do pełnych obrotów na mecz.

Na koniec potrzebuję pomocy multimedialnej. Czy planujesz po sezonie zmianę numeru?

Nie, nie, nie. Na pewno nie. Zdecydowanie. Śmiechy śmiechami, ale w życiu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga