Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion
Wielosekcyjny przegląd doniesień mediów: Niespodzianka w Sanoku. Mistrz Polski pokonany!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W szóstej kolejce Ekstraligi piłkarki pokonały na wyjeździe KKP Sportis Bydgoszcz 2:0 (1:0). Kolejna runda spotkań zostanie rozegrana 15-16 października. Nasza drużyna zmierzy się w Katowicach ze Sportową Czwórką Radom. Piłkarze, korzystając z przerwy reprezentacyjnej zmierzyli się na Bukowej, w meczu sparingowym z Sandecją Nowy Sącz. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 (1:0).
Przygotowująca się do startu sezonu drużyna siatkarzy wzięła udział w Turnieju o Puchar Złotego Kiwona. Po przegranym pierwszym meczu z Czarnymi Radom 1:3, w drugim nasza drużyna pokonała serbski zespół OK Ribnica Kraljevo 3:1 i zajęła trzecie miejsce. W najbliższy piątek, o godzinie 17:30, siatkarze rozpoczną sezon 2022/23 meczem wyjazdowym z Jastrzębskim Węglem.
W minionym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania, ze zmiennym szczęściem: w piątek pokonali Energę Toruń 5:2, w niedzielę przegrali z Ciarko Sanok 1:4. W tym tygodniu drużyna rozegra trzy wyjazdowe spotkania: we wtorek z Unią Oświęcim, w piątek z Zagłębiem Sosnowiec i w niedzielę z Podhalem Nowy Targ.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Anita Turkiewicz zapewnia zwycięstwo GieKSie Katowice
Sportis KKP Bydgoszcz przegrał na własnym boisku z GKS-em Katowice 0:2 po dwóch trafieniach Anity Turkiewicz. Dzięki zwycięstwu Katowiczanki awansowały na pozycję wicelidera Ekstraligi.
Katowiczanki do Bydgoszczy przyjechały w roli faworytek i po zakończeniu spotkania mogły cieszyć się z kompletu punktów. Wynik spotkania w 21.minucie otworzyła Anita Turkiewicz. W drugiej części spotkania Weronika Helińska nie wykorzystała rzutu karnego, a w doliczonym czasie gry grająca w osłabieniu GieKSa po czerwonej kartce Anny Konkol podwyższyła prowadzenie za sprawą Turkiewicz dla której było to drugie trafienie w spotkaniu.
sportdziennik.com – Stadion drożeje…
Ponad 21 tysięcy metrów sześciennych odpadów znaleziono na budowie stadionu miejskiego w Katowicach, powstającego w rejonie ulic Upadowej, Dobrego Urobku i Bocheńskiego.
Jak poinformował portal infokatowice.pl, nie ustalono jeszcze, ile kosztować będzie ich utylizacja. Zdaniem okolicznych mieszkańców pochodzą one z czasów budowy autostrady A4 i są pozostałością po prowadzonych tu pracach – dętki, gumy, żelbet.
Na posiedzeniu Komisji Rozwoju rady miasta Katowice radni usłyszeli, że koszty powstania blisko 15-tysięcznego stadionu i 3-tysięcznej hali idą w górę. Już w lipcu rada miasta wyraziła zgodę na wzrost ceny z 248 do 285 mln zł brutto. Dyrektor Jarosław Łuczyński z „Katowickich Inwestycji” mówi, że na pewno nastąpi kolejny wzrost.
Stadion buduje firma NDI, na razie deklarując zakończenie prac w pierwotnie ustalonym terminie 31 sierpnia 2024. Zaczęła 7 września ub. roku. Obecnie na terenie budowy trwają roboty drogowe, stabilizowanie drogi dojazdowej od ul. Bocheńskiego, przygotowywanie podłoża do wykonania parkingów, przygotowanie do robót konstrukcyjnych, wykonywanie sieci kanalizacji deszczowej i sanitarnej oraz prace wodociągowe. Miasto już wydało na stadion ponad 31 mln zł brutto, czyli ponad 15 procent całości inwestycji.
Debiut młodzieżowca z Lipska
Katowiczanie zremisowali przy Bukowej grę kontrolną z zamykającą I-ligową tabelę Sandecją, a pierwszy występ w ich barwach zanotował Daniel Krasucki.
Tydzień „przerwy reprezentacyjnej” plasująca się na 9. pozycji I-ligowej tabeli GieKSa wykorzystała nie tylko na pracę, ale też integracyjne wyjście na… paintball, a zwieńczyła go sobotnim sparingiem z Sandecją Nowy Sącz przy Bukowej. Przystąpiła do niego bez przebywającego na zgrupowaniu kadry U-20 pomocnika Daniela Dudzińskiego, rekonwalescenta Daniela Tanżyny oraz leczących urazy Patryka Szwedzika (staw skokowy) i Michała Kołodziejskiego (mięsień dwugłowy).
Pierwszy raz na boisku w barwach katowickich pojawił się za to Daniel Krasucki. Pomocnik z rocznika 2003 trafił na Bukową w lipcu, mając za sobą pobyt w RB Lipsk, gdzie trenował nawet z pierwszą drużyną, notował epizody w sparingach, był zgłoszony do Champions League, a ostatnio leczył kontuzję. Ponad dwa tygodnie temu podjął wreszcie treningi z nowym zespołem, a teraz przyszedł czas na premierowy sparingowy występ.
W 75 minucie spotkania z Sandecją zastąpił Alana Bróda i… już po kilkudziesięciu sekundach miał bramkową okazję, gdy spudłował głową po dośrodkowaniu Dawida Brzozowskiego. Poza tym, zanotował występ raczej gorszy niż lepszy, odpuszczając pojedynek w bocznym sektorze z Giorgi Merebaszwilim, niecelnie dośrodkowując do Jakuba Araka, przegrywając dwa pojedynki na połowie przeciwnika czy niecelnie podając wszerz boiska. Miał też jednak zagrania udane, jak „klepka” z Grzegorzem Rogalą czy rozprowadzenie akcji precyzyjnym podaniem w tłoku, mając na plecach obrońcę.
Krasucki był ustawiony jako jeden z trzech ofensywnych zawodników, obok Araka i Adriana Błąda, będąc najbliżej lewej strony. Często schodził szeroko do boku, ale zbiegał też do środka, robiąc miejsce wahadłowemu: Rogali albo Zbigniewowi Wojciechowskiemu. – Cieszymy się, że Daniel do nas dołączył, trenuje z nami, w końcu rozegrał jakieś minuty. Oczekujemy więcej – przyznał Oskar Repka, pomocnik GieKSy, która objęła prowadzenie już w 5 minucie. Wtedy to Marko Roginić zagrał lewą nogą w pole karne, a tam – również lewą nogą – płaskim strzałem wstrzelił się Marcin Wasielewski, ustawiony tym razen na lewej, a nie swojej nominalnej prawej stronie.
Wspomniany Krasucki ma zaostrzyć rywalizację wśród młodzieżowców. W poprzedniej kolejce – derby z GKS-em Tychy (1:1) niespodziewanie rolę tę pełnił bramkarz Patryk Szczuka, który „posadził” pewniaka Dawida Kudłę. Z powodu drobnej choroby w ostatnich dniach nie trenował, w sparingu pojawił się na ostatnie pół godziny, a od pierwszego gwizdka trener Rafał Górak wystawił dwóch młodzieżowców: Brzozowskiego i Alana Bróda.
Sandecja wyrównała niemalże równo z ostatnim gwizdkiem, gdy Michał Walski pokonał Szczukę strzałem pod poprzeczkę sprzed pola karnego. Sędzia dwie sekundy później zakończył mecz. GKS raczej nie poprawił sobie zatem humorów przed sobotnim wyjazdem do Bełchatowa na konfrontację ze Skrą Częstochowa.
– Fajnie, że zagraliśmy ten sparing. Boli stracona bramka, jest niedosyt, bo przez całe 90 minut przeważaliśmy i prowadziliśmy – przyznał Oskar Repka. Sądeczanie z kolei, wciąż czekający na pierwsze w sezonie zwycięstwo i zamykający I-ligową tabelę, na Śląsk wrócą już w niedzielę, bo zmierzą się z liderującym stawce beniaminkiem z Chorzowa.
SIATKÓWKA
siatka.org – Radomianie zagrają w finale Turnieju o Puchar Złotego Kiwona
W turnieju o Puchar Złotego Kiwona GKS Katowice przegrał z Czarnymi Radom 1:3 i tym samym zespół z Górnego Śląska zagra o trzecie miejsce. Rywalem katowiczan będzie OK Ribnica Kraljevo. Drużyna z Radomia będzie rywalizowała o pierwsze miejsce.
[…] W ramach rozgrywanego w Kobylance koło Gorlic towarzyskiego Turnieju o Puchar Złotego Kiwona GKS Katowice mierzył się z Cerrad Enea Czarnymi Radom pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego. Była to przedostatnia sparingowa próba przed startem rozgrywek PlusLigi. Z powodu choroby do Kobylanki nie mógł przyjechać trener Grzegorz Słaby, którego zastąpił Damian Musiak. Lepiej mecz zaczęli radomianie, którzy po bloku na Quirodze prowadzili 5:2 w pierwszym secie, a potem wypracowali sześć punktów przewagi, co skłoniło trenera Musiaka do wzięcia czasu. GKS starał się wrócić do meczu, ale na drodze stały szczelne punktowe bloki rywali dobrze reagujących na siatce, do tego katowiczanie mieli problemy w odbiorze zagrywki. Błędy po stronie GieKSy i zdecydowanie lepsza gra Czarnych po własnym przyjęciu sprawiły, że losy seta rozstrzygnęły się dość szybko, choć impuls dała podwójna zmiana w połowie partii. Radomianie wygrali 25:14 i zmusili zawodników z Górnego Śląska do wytężonej koncentracji po słabym początku spotkania.
Katowiczanie szybko wrócili na dobre tory i po asie Quirogi prowadzili 5:2, wchodząc w mecz od nowa z animuszem. Rywale zmniejszyli straty, GKS utrzymał korzystny wynik, korzystając z czytania gry oponentów. Specyficzne warunki gry na szkolnej hali dawały się we znaki obu ekipom, co widać było w liczbie błędów w polu serwisowym. Ustrzegł się ich Jakub Lewandowski, po którego zagraniach było 15:11 dla katowiczan. Radomski zespół odpowiedział zagrywkami Bartosza Firszta i wyrównał przez to wynik (17:17), ale GKS chwilę później prowadził trzema punktami po serii dobrych zagrywek Wiktora Mielczarka. Katowiczanie mieli w górze cztery piłki setowe po dobrej postawie w końcówce, jednak zagrywający Timo Taamemaa zmusił trenera Musiaka po skorzystania z przerwy. Ostatecznie do remisu doprowadził po ataku z wysokiej piłki Jakub Szymański (25:23).
Poziom meczu wyrównał się w partii numer trzy, w której radomianie prowadzili 9:6 po punktach Borgesa i Firszta. Katowiczanie nie znajdowali odpowiedzi na grę Pawła Woickiego po dobrym przyjęciu przeciwników, dlatego ciężar gry w ataku na swoje barki wzięli Szymański i Jarosz, co pomagało GKS-owi prowadzić grę punkt za punkt (14:12, 19:16). Katowiczanie wyrównali wynik po autowym ataku Gąsiora i bloku Georgiego Seganowa, przełamując tym samym napór radomian. Gracze trenera Nawrockiego byli dokładniejsi w końcówce seta, zespół z Katowic obronił jeszcze dwie piłki setowe. Zagrywka w siatkę Szymańskiego zamknęła seta na korzyść Czarnych.
Początek czwartego seta przyniósł skuteczną grę obu drużyn na skrzydłach, ta seria została przełamana przez blok na Jaroszu i nieudane ataki z lewej strony siatki, które dały rywalom wynik 7:4. Wejście na boisko Tomasa Rousseaux pomogło katowiczanom w dogonieniu rywala, w którego szeregach szczególnie dawali nam się we znaki Gąsior i Firszt. Po asie atakującego Czarnych było 16:12 dla Czarnych. GKS opowiedział efektownym blokiem belgijskiego skrzydłowego potwierdzającym swoje ambicje. Siatkarze z Radomia po serii dobrych reakcji w obronie doprowadzili do wyniku 21:17, a ostatecznie wygrali całe spotkanie w czterech setach (25:18) po ataku Lemańskiego.
Cerrad Enea Czarni Radom – GKS Katowice 3:1 (25:14, 23:25, 25:23, 25:18)
Czarni Radom wygrali Turniej o Puchar Złotego Kiwona
W terminie 22-23 września rozegrany został Międzynarodowy Turniej Piłki Siatkowej o Puchar Złotego Kiwona w Gorlicach. W imprezie udział wzięło pięć zespołów, w tym dwa plusligowe: VK Mirad Unipu Presov, OK. Ribnica Kraljevo, Vegyesz RC Kazncbarcika, Cerrad Enea Czarni Radom i GKS Katowice. Drugiego dnia turnieju odbył się mecz o 3. miejsce i finał.
[…] Inauguracyjny set był bardzo wyrównany, jednak ostatecznie padł łupem GKS-u, który wygrał go do 23. W drugiej odsłonie lepiej poradziła sobie drużyna z Serbii, która po ciężkiej walce pokonała GKS Katowice do 22. Zespół OK. Ribnica Kraljevo tym samym wyrównał wynik meczu 1:1. W trzeciej partii świetnie radzili sobie zawodnicy Grzegorza Słabego świetnie radzili sobie na zagrywce. Wywierali nią nieustanną presję na swoich przeciwnikach. Set zakończył się wygraną siatkarzy z Katowic 25:19. W czwartej odsłonie zawodnicy GKS-u kontynuowali dobrą grę, co doprowadziło zakończenia spotkania takim samym wynikiem. Wygrana dała katowiczanom 3. miejsce w turnieju.
OK. Rinmica Kraljevo – GKS Katowice 1:3 (23:25, 25:22, 19:25, 19:25)
HOKEJ
hokej.net – GieKSa wygrywa w Toruniu. Trzy asysty Bartosza Fraszki
Hokeiści KH Energi Toruń przegrali w 6. kolejce Polskiej Hokej Ligi z GKS Katowice 2:5. Dwie bramki dla GieKSy zdobył Brandon Magee a trzy asysty odnotował Bartosz Fraszko. Katowiczanie odnieśli czwarte zwycięstwo w swoim czwartym spotkaniu w tym sezonie.
Gospodarze przystąpili do meczu osłabieni nieobecnością Michała Kalinowskiego, co spowodowało, że trener Teemu Elomo musiał dokonać korekt w formacjach ataku. Od początku meczu obydwie drużyny starały się atakować, jednak to katowiczanie oddawali więcej celnych strzałów i byli dokładniejsi w rozgrywanych atakach. W 7 minucie „GieKSa” rozegrała ładną trójkowa akcję, którą po podaniu zza bramki wykończył Matias Lehtonen. Goście niedługo nacieszyli się z prowadzenia, bo czwarty atak KH Energii Toruń błyskawicznie odgryzł się katowiczanom. Michał Zając sprzed bramki doprowadził do remisu po podaniu Jakuba Wenkera. Później katowiczanie długimi momentami potrafili zamknąć gospodarzy w ich tercji obronnej, co przyniosło skutek dwie minuty przed końcem tercji. Spod niebieskiej uderzył Niko Mikkola, a lot krążka zmienił Joona Monto.
Druga tercja rozpoczęła się od otwartej gry, ataki sunęły z obydwu stron. Toruńska drużyna już nie pozwalała zamykać się we własnej tercji i wróciła do gry, którą prezentowała we wcześniejszych meczach. Gospodarze kilkukrotnie mogli wyjść z groźnymi kontrami i stanąć oko w oko z Murrayem jednak centymetry dzieliły ich od wykorzystania błędów w obronie gości. Z czasem „Stalowe Pierniki” zaczęły łapać kary, co mocno utrudniło im pokazanie swojego ofensywnego potencjału. KH Energę Toruń w wielu sytuacjach ratowało Ervīns Muštukovs. W końcówce tercji gospodarze ponownie na chwilę przycisnęli, ale z opresji obronną ręką wyszedł czujny John Murray. Ta tercja należała do bramkarzy.
W trzeciej początkowo żadna z drużyn nie zdobyła przewagi, ale do głosu coraz częściej dochodził GKS Katowice. Na wysokie obroty na swoim macierzystym lodowisku wszedł Bartosz Fraszki. W 44 minucie goście wyprowadzili szybki atak. Fraszko wycofał gumę do Brandona Magee, a ten trafił w samo okienko bramki, dając komfort przyjezdnym. Od tego momentu goście nie forsowali już tak tempa. Wydawało się, że gospodarzom, którzy zagrali trzecie mecz w ciągu pięciu dni brakuje sił, a w konsekwencji pomysłu na grę. Co prawda przeprowadzili kilka indywidualnych akcji, ale gdy nadarzyła się okazja na złapanie kontaktu, stracili bramkę w grając w przewadze. Po złym rozegraniu na niebieskiej Bartosz Fraszko przejął krążek, wypuścił Grzegorza Pasiuta, który w sytuacji sam na sam pokonał toruńskiego bramkarza. Gospodarze nie poddali się, do końca mieli swoje sytuacje, jedną z nich wykończył Niki Koskinen dobijają strzał swojego kolegi. Na nic nie zdało się zdjęcie bramkarza przez gospodarzy, Bartosz Fraszko szybko przejął krążek i podał do Brandona Magee, który strzelił do pustej bramki.
Niespodzianka w Sanoku. Mistrz Polski pokonany!
Hokeiści Marmy Ciarko STS Sanok w 7. kolejce Polskiej Hokej Ligi pokonali GKS Katowice 4:1. Zwycięskiego gola zdobył w drugiej tercji Kalle Valtola, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy GieKSy. To pierwsza porażka mistrzów Polski w tym sezonie.
Pierwsze minuty spotkania to spokojna gra z obu strony. Widać było, że nikt nie chce się otworzyć i narzucić swojego stylu gry. Dopiero w połowie meczu przycisnęli katowiczanie, lecz na posterunku był Dominik Salama. Po jednej z kontr sanoczanie objęli prowadzenie w 13. minucie. Gdy na lodzie zrobiło się więcej miejsca, bo na ławce kar usiedli Konrad Filipek i Matias Lehtonen, trójkową akcję Tamminen – Valtola – Heikkinen ten ostatni zakończył strzałem z ostrego kąta. Goście mogli szybko wyrównać za sprawą Marcina Kolusza, który zmienił lot krążka po strzale Pulkkinena ale ten zatrzymał się na poprzeczce. Czym bliżej było syreny kończącej pierwszą z tercji, tym coraz mocniej buzowała w zawodnikach adrenalina i było coraz więcej przepychanek. Próby Fraszki i Pasiuta nie były w tej odsłonie zbyt precyzyjne. Kapitan GieKSy rozgrywał 200 mecz w barwach katowickiej drużyny.
Już na początku drugiej tercji na ławkę kar trafił Mateusz Rompkowski i sanoczanie zakończyli przewagę golem. Katem okazał się Kalle Valtola, który jeszcze w zeszłym sezonie występował w drużynie rywali. Fiński defensor w swoim stylu przymierzył z nadgarstka i John Murray był bezradny. Katowiczanie próbowali się szybko odgryźć, lecz potężny strzał w 24. minucie Maciej Kruczka ostemplował poprzeczkę. W bramce też świetnie spisywał się Salama, który wybronił w sytuacji sam na sam strzał Hitosato. Sanoczanie zaś zmarnowali sytuację, gdy do pustej bramki nie trafił Lahtinen po wymianie krążka Ahoniemiego i Filipka. Poświęcenie gospodarzy było wielkie, gdy Władysław Łysenko zatrzymał ciałem strzałem Grzegorza Pasiuta i utykając dokończył zmianę, w której cisnęli hokeiści z Katowic. Jeszcze w końcówce tercji sytuacji sam na sam nie wykorzystał Sami Tamminen a goście nie mieli pomysłu jak w przewadze pokonać Salamę.
W trzeciej odsłonie meczu wreszcie padła bramka dla GieKSy. W przewadze, gdy na ławce kar siedział Bogusław Rąpała, po składnej akcji Grzegorza Pasiuta z Marcinem Koluszem trafił Bartosz Fraszko. Katowiczanie jeszcze dwukrotnie grali w tej tercji w przewadze, jednak na wysokości zadania stał Dominik Salama i ofiarnie broniący się partnerzy z drużyny. W końcówce do pustej bramki dwukrotnie trafili zawodnicy STS-u. Celnie przymierzył Timi Lahtinen i Niko Ahoniemi.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze