Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Stadion

Wielosekcyjny przegląd doniesień mediów: Niespodzianka w Sanoku. Mistrz Polski pokonany!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

W szóstej kolejce Ekstraligi piłkarki pokonały na wyjeździe KKP Sportis Bydgoszcz 2:0 (1:0). Kolejna runda spotkań zostanie rozegrana 15-16 października. Nasza drużyna zmierzy się w Katowicach ze Sportową Czwórką Radom. Piłkarze, korzystając z przerwy reprezentacyjnej zmierzyli się na Bukowej, w meczu sparingowym z Sandecją Nowy Sącz. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 (1:0).

Przygotowująca się do startu sezonu drużyna siatkarzy wzięła udział w Turnieju o Puchar Złotego Kiwona. Po przegranym pierwszym meczu z Czarnymi Radom 1:3, w drugim nasza drużyna pokonała serbski zespół OK Ribnica Kraljevo 3:1 i zajęła trzecie miejsce. W najbliższy piątek, o godzinie 17:30, siatkarze rozpoczną sezon 2022/23 meczem wyjazdowym z Jastrzębskim Węglem.

W minionym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania, ze zmiennym szczęściem: w piątek pokonali Energę Toruń 5:2, w niedzielę przegrali z Ciarko Sanok 1:4. W tym tygodniu drużyna rozegra trzy wyjazdowe spotkania: we wtorek z Unią Oświęcim, w piątek z Zagłębiem Sosnowiec i w niedzielę z Podhalem Nowy Targ.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Anita Turkiewicz zapewnia zwycięstwo GieKSie Katowice

Sportis KKP Bydgoszcz przegrał na własnym boisku z GKS-em Katowice 0:2 po dwóch trafieniach Anity Turkiewicz. Dzięki zwycięstwu Katowiczanki awansowały na pozycję wicelidera Ekstraligi.

Katowiczanki do Bydgoszczy przyjechały w roli faworytek i po zakończeniu spotkania mogły cieszyć się z kompletu punktów. Wynik spotkania w 21.minucie otworzyła Anita Turkiewicz. W drugiej części spotkania Weronika Helińska nie wykorzystała rzutu karnego, a w doliczonym czasie gry grająca w osłabieniu GieKSa po czerwonej kartce Anny Konkol podwyższyła prowadzenie za sprawą Turkiewicz dla której było to drugie trafienie w spotkaniu.

 

sportdziennik.com – Stadion drożeje…

Ponad 21 tysięcy metrów sześciennych odpadów znaleziono na budowie stadionu miejskiego w Katowicach, powstającego w rejonie ulic Upadowej, Dobrego Urobku i Bocheńskiego.

Jak poinformował portal infokatowice.pl, nie ustalono jeszcze, ile kosztować będzie ich utylizacja. Zdaniem okolicznych mieszkańców pochodzą one z czasów budowy autostrady A4 i są pozostałością po prowadzonych tu pracach – dętki, gumy, żelbet.

Na posiedzeniu Komisji Rozwoju rady miasta Katowice radni usłyszeli, że koszty powstania blisko 15-tysięcznego stadionu i 3-tysięcznej hali idą w górę. Już w lipcu rada miasta wyraziła zgodę na wzrost ceny z 248 do 285 mln zł brutto. Dyrektor Jarosław Łuczyński z „Katowickich Inwestycji” mówi, że na pewno nastąpi kolejny wzrost.

Stadion buduje firma NDI, na razie deklarując zakończenie prac w pierwotnie ustalonym terminie 31 sierpnia 2024. Zaczęła 7 września ub. roku. Obecnie na terenie budowy trwają roboty drogowe, stabilizowanie drogi dojazdowej od ul. Bocheńskiego, przygotowywanie podłoża do wykonania parkingów, przygotowanie do robót konstrukcyjnych, wykonywanie sieci kanalizacji deszczowej i sanitarnej oraz prace wodociągowe. Miasto już wydało na stadion ponad 31 mln zł brutto, czyli ponad 15 procent całości inwestycji.

 

Debiut młodzieżowca z Lipska

Katowiczanie zremisowali przy Bukowej grę kontrolną z zamykającą I-ligową tabelę Sandecją, a pierwszy występ w ich barwach zanotował Daniel Krasucki.

Tydzień „przerwy reprezentacyjnej” plasująca się na 9. pozycji I-ligowej tabeli GieKSa wykorzystała nie tylko na pracę, ale też integracyjne wyjście na… paintball, a zwieńczyła go sobotnim sparingiem z Sandecją Nowy Sącz przy Bukowej. Przystąpiła do niego bez przebywającego na zgrupowaniu kadry U-20 pomocnika Daniela Dudzińskiego, rekonwalescenta Daniela Tanżyny oraz leczących urazy Patryka Szwedzika (staw skokowy) i Michała Kołodziejskiego (mięsień dwugłowy).

Pierwszy raz na boisku w barwach katowickich pojawił się za to Daniel Krasucki. Pomocnik z rocznika 2003 trafił na Bukową w lipcu, mając za sobą pobyt w RB Lipsk, gdzie trenował nawet z pierwszą drużyną, notował epizody w sparingach, był zgłoszony do Champions League, a ostatnio leczył kontuzję. Ponad dwa tygodnie temu podjął wreszcie treningi z nowym zespołem, a teraz przyszedł czas na premierowy sparingowy występ.

W 75 minucie spotkania z Sandecją zastąpił Alana Bróda i… już po kilkudziesięciu sekundach miał bramkową okazję, gdy spudłował głową po dośrodkowaniu Dawida Brzozowskiego. Poza tym, zanotował występ raczej gorszy niż lepszy, odpuszczając pojedynek w bocznym sektorze z Giorgi Merebaszwilim, niecelnie dośrodkowując do Jakuba Araka, przegrywając dwa pojedynki na połowie przeciwnika czy niecelnie podając wszerz boiska. Miał też jednak zagrania udane, jak „klepka” z Grzegorzem Rogalą czy rozprowadzenie akcji precyzyjnym podaniem w tłoku, mając na plecach obrońcę.

Krasucki był ustawiony jako jeden z trzech ofensywnych zawodników, obok Araka i Adriana Błąda, będąc najbliżej lewej strony. Często schodził szeroko do boku, ale zbiegał też do środka, robiąc miejsce wahadłowemu: Rogali albo Zbigniewowi Wojciechowskiemu. – Cieszymy się, że Daniel do nas dołączył, trenuje z nami, w końcu rozegrał jakieś minuty. Oczekujemy więcej – przyznał Oskar Repka, pomocnik GieKSy, która objęła prowadzenie już w 5 minucie. Wtedy to Marko Roginić zagrał lewą nogą w pole karne, a tam – również lewą nogą – płaskim strzałem wstrzelił się Marcin Wasielewski, ustawiony tym razen na lewej, a nie swojej nominalnej prawej stronie.

Wspomniany Krasucki ma zaostrzyć rywalizację wśród młodzieżowców. W poprzedniej kolejce – derby z GKS-em Tychy (1:1) niespodziewanie rolę tę pełnił bramkarz Patryk Szczuka, który „posadził” pewniaka Dawida Kudłę. Z powodu drobnej choroby w ostatnich dniach nie trenował, w sparingu pojawił się na ostatnie pół godziny, a od pierwszego gwizdka trener Rafał Górak wystawił dwóch młodzieżowców: Brzozowskiego i Alana Bróda.

Sandecja wyrównała niemalże równo z ostatnim gwizdkiem, gdy Michał Walski pokonał Szczukę strzałem pod poprzeczkę sprzed pola karnego. Sędzia dwie sekundy później zakończył mecz. GKS raczej nie poprawił sobie zatem humorów przed sobotnim wyjazdem do Bełchatowa na konfrontację ze Skrą Częstochowa.

– Fajnie, że zagraliśmy ten sparing. Boli stracona bramka, jest niedosyt, bo przez całe 90 minut przeważaliśmy i prowadziliśmy – przyznał Oskar Repka. Sądeczanie z kolei, wciąż czekający na pierwsze w sezonie zwycięstwo i zamykający I-ligową tabelę, na Śląsk wrócą już w niedzielę, bo zmierzą się z liderującym stawce beniaminkiem z Chorzowa.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Radomianie zagrają w finale Turnieju o Puchar Złotego Kiwona

W turnieju o Puchar Złotego Kiwona GKS Katowice przegrał z Czarnymi Radom 1:3 i  tym samym zespół z Górnego Śląska zagra o trzecie miejsce. Rywalem katowiczan będzie OK Ribnica Kraljevo. Drużyna z Radomia będzie rywalizowała o pierwsze miejsce.

[…] W ramach rozgrywanego w Kobylance koło Gorlic towarzyskiego Turnieju o Puchar Złotego Kiwona GKS Katowice mierzył się z Cerrad Enea Czarnymi Radom pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego. Była to przedostatnia sparingowa próba przed startem rozgrywek PlusLigi. Z powodu choroby do Kobylanki nie mógł przyjechać trener Grzegorz Słaby, którego zastąpił Damian Musiak. Lepiej mecz zaczęli radomianie, którzy po bloku na Quirodze prowadzili 5:2 w pierwszym secie, a potem wypracowali sześć punktów przewagi, co skłoniło trenera Musiaka do wzięcia czasu. GKS starał się wrócić do meczu, ale na drodze stały szczelne punktowe bloki rywali dobrze reagujących na siatce, do tego  katowiczanie mieli problemy w odbiorze zagrywki. Błędy po stronie GieKSy i zdecydowanie lepsza gra Czarnych po własnym przyjęciu sprawiły, że losy seta rozstrzygnęły się dość szybko, choć impuls dała podwójna zmiana w połowie partii. Radomianie wygrali 25:14 i zmusili zawodników  z Górnego Śląska do wytężonej koncentracji po słabym początku spotkania.

Katowiczanie szybko wrócili na dobre tory i po asie Quirogi prowadzili 5:2, wchodząc w mecz od nowa z animuszem. Rywale zmniejszyli straty, GKS utrzymał korzystny wynik, korzystając z czytania gry oponentów. Specyficzne warunki gry na szkolnej hali dawały się we znaki obu ekipom, co widać było w liczbie błędów w polu serwisowym. Ustrzegł się ich Jakub Lewandowski, po którego zagraniach było 15:11 dla katowiczan. Radomski zespół odpowiedział zagrywkami Bartosza Firszta i wyrównał przez to wynik (17:17), ale GKS chwilę później prowadził trzema punktami po serii dobrych zagrywek Wiktora Mielczarka. Katowiczanie mieli w górze cztery piłki setowe po dobrej postawie w końcówce, jednak zagrywający Timo Taamemaa zmusił trenera Musiaka po skorzystania z przerwy. Ostatecznie do remisu doprowadził po ataku z wysokiej piłki Jakub Szymański (25:23).

Poziom meczu wyrównał się w partii numer trzy, w której radomianie prowadzili 9:6 po punktach Borgesa i Firszta. Katowiczanie nie znajdowali odpowiedzi na grę Pawła Woickiego po dobrym przyjęciu przeciwników, dlatego ciężar gry w ataku na swoje barki wzięli Szymański i Jarosz, co pomagało GKS-owi prowadzić grę punkt za punkt (14:12, 19:16). Katowiczanie wyrównali wynik po autowym ataku Gąsiora i bloku Georgiego Seganowa, przełamując tym samym napór radomian. Gracze trenera Nawrockiego byli dokładniejsi w końcówce seta, zespół z Katowic obronił jeszcze dwie piłki setowe. Zagrywka w siatkę Szymańskiego zamknęła seta na korzyść Czarnych.

Początek czwartego seta przyniósł skuteczną grę obu drużyn na skrzydłach, ta seria została przełamana przez blok na Jaroszu i nieudane ataki z lewej strony siatki, które dały rywalom wynik 7:4. Wejście na boisko Tomasa Rousseaux pomogło katowiczanom w dogonieniu rywala, w którego szeregach szczególnie dawali nam się we znaki Gąsior i Firszt. Po asie atakującego Czarnych było 16:12 dla Czarnych. GKS opowiedział efektownym blokiem belgijskiego skrzydłowego potwierdzającym swoje ambicje. Siatkarze z Radomia po serii dobrych reakcji w obronie doprowadzili do wyniku 21:17, a ostatecznie wygrali całe spotkanie w czterech setach (25:18) po ataku Lemańskiego.

Cerrad Enea Czarni Radom – GKS Katowice 3:1 (25:14, 23:25, 25:23, 25:18)

 

Czarni Radom wygrali Turniej o Puchar Złotego Kiwona

W terminie 22-23 września rozegrany został Międzynarodowy Turniej Piłki Siatkowej o Puchar Złotego Kiwona w Gorlicach. W imprezie udział wzięło pięć zespołów, w tym dwa plusligowe: VK Mirad Unipu Presov, OK. Ribnica Kraljevo, Vegyesz RC Kazncbarcika, Cerrad Enea Czarni Radom i GKS Katowice. Drugiego dnia turnieju odbył się mecz o 3. miejsce i finał.

[…] Inauguracyjny set był bardzo wyrównany, jednak ostatecznie padł łupem GKS-u, który wygrał go do 23. W drugiej odsłonie lepiej poradziła sobie drużyna z Serbii, która po ciężkiej walce pokonała GKS Katowice do 22. Zespół OK. Ribnica Kraljevo tym samym wyrównał wynik meczu 1:1. W trzeciej partii świetnie radzili sobie zawodnicy Grzegorza Słabego świetnie radzili sobie na zagrywce. Wywierali nią nieustanną presję na swoich przeciwnikach. Set zakończył się wygraną siatkarzy z Katowic 25:19. W czwartej odsłonie zawodnicy GKS-u kontynuowali dobrą grę, co doprowadziło zakończenia spotkania takim samym wynikiem. Wygrana dała katowiczanom 3. miejsce w turnieju.

OK. Rinmica Kraljevo – GKS Katowice 1:3 (23:25, 25:22, 19:25, 19:25)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa wygrywa w Toruniu. Trzy asysty Bartosza Fraszki

Hokeiści KH Energi Toruń przegrali w 6. kolejce Polskiej Hokej Ligi z GKS Katowice 2:5. Dwie bramki dla GieKSy zdobył Brandon Magee a trzy asysty odnotował Bartosz Fraszko. Katowiczanie odnieśli czwarte zwycięstwo w swoim czwartym spotkaniu w tym sezonie.

Gospodarze przystąpili do meczu osłabieni nieobecnością Michała Kalinowskiego, co spowodowało, że trener Teemu Elomo musiał dokonać korekt w formacjach ataku. Od początku meczu obydwie drużyny starały się atakować, jednak to katowiczanie oddawali więcej celnych strzałów i byli dokładniejsi w rozgrywanych atakach. W 7 minucie „GieKSa” rozegrała ładną trójkowa akcję, którą po podaniu zza bramki wykończył Matias Lehtonen. Goście niedługo nacieszyli się z prowadzenia, bo czwarty atak KH Energii Toruń błyskawicznie odgryzł się katowiczanom. Michał Zając sprzed bramki doprowadził do remisu po podaniu Jakuba Wenkera. Później katowiczanie długimi momentami potrafili zamknąć gospodarzy w ich tercji obronnej, co przyniosło skutek dwie minuty przed końcem tercji. Spod niebieskiej uderzył Niko Mikkola, a lot krążka zmienił Joona Monto.

Druga tercja rozpoczęła się od otwartej gry, ataki sunęły z obydwu stron. Toruńska drużyna już nie pozwalała zamykać się we własnej tercji i wróciła do gry, którą prezentowała we wcześniejszych meczach. Gospodarze kilkukrotnie mogli wyjść z groźnymi kontrami i stanąć oko w oko z Murrayem jednak centymetry dzieliły ich od wykorzystania błędów w obronie gości. Z czasem „Stalowe Pierniki” zaczęły łapać kary, co mocno utrudniło im pokazanie swojego ofensywnego potencjału. KH Energę Toruń w wielu sytuacjach ratowało Ervīns Muštukovs. W końcówce tercji gospodarze ponownie na chwilę przycisnęli, ale z opresji obronną ręką wyszedł czujny John Murray. Ta tercja należała do bramkarzy.

W trzeciej początkowo żadna z drużyn nie zdobyła przewagi, ale do głosu coraz częściej dochodził GKS Katowice. Na wysokie obroty na swoim macierzystym lodowisku wszedł Bartosz Fraszki. W 44 minucie goście wyprowadzili szybki atak. Fraszko wycofał gumę do Brandona Magee, a ten trafił w samo okienko bramki, dając komfort przyjezdnym. Od tego momentu goście nie forsowali już tak tempa. Wydawało się, że gospodarzom, którzy zagrali trzecie mecz w ciągu pięciu dni brakuje sił, a w konsekwencji pomysłu na grę. Co prawda przeprowadzili kilka indywidualnych akcji, ale gdy nadarzyła się okazja na złapanie kontaktu, stracili bramkę w grając w przewadze. Po złym rozegraniu na niebieskiej Bartosz Fraszko przejął krążek, wypuścił Grzegorza Pasiuta, który w sytuacji sam na sam pokonał toruńskiego bramkarza. Gospodarze nie poddali się, do końca mieli swoje sytuacje, jedną z nich wykończył Niki Koskinen dobijają strzał swojego kolegi. Na nic nie zdało się zdjęcie bramkarza przez gospodarzy, Bartosz Fraszko szybko przejął krążek i podał do Brandona Magee, który strzelił do pustej bramki.

 

Niespodzianka w Sanoku. Mistrz Polski pokonany!

Hokeiści Marmy Ciarko STS Sanok w 7. kolejce Polskiej Hokej Ligi pokonali GKS Katowice 4:1. Zwycięskiego gola zdobył w drugiej tercji Kalle Valtola, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy GieKSy. To pierwsza porażka mistrzów Polski w tym sezonie.

Pierwsze minuty spotkania to spokojna gra z obu strony. Widać było, że nikt nie chce się otworzyć i narzucić swojego stylu gry. Dopiero w połowie meczu przycisnęli katowiczanie, lecz na posterunku był Dominik Salama. Po jednej z kontr sanoczanie objęli prowadzenie w 13. minucie. Gdy na lodzie zrobiło się więcej miejsca, bo na ławce kar usiedli Konrad Filipek i Matias Lehtonen, trójkową akcję Tamminen – Valtola – Heikkinen ten ostatni zakończył strzałem z ostrego kąta. Goście mogli szybko wyrównać za sprawą Marcina Kolusza, który zmienił lot krążka po strzale Pulkkinena ale ten zatrzymał się na poprzeczce. Czym bliżej było syreny kończącej pierwszą z tercji, tym coraz mocniej buzowała w zawodnikach adrenalina i było coraz więcej przepychanek. Próby Fraszki i Pasiuta nie były w tej odsłonie zbyt precyzyjne. Kapitan GieKSy rozgrywał 200 mecz w barwach katowickiej drużyny.

Już na początku drugiej tercji na ławkę kar trafił Mateusz Rompkowski i sanoczanie zakończyli przewagę golem. Katem okazał się Kalle Valtola, który jeszcze w zeszłym sezonie występował w drużynie rywali. Fiński defensor w swoim stylu przymierzył z nadgarstka i John Murray był bezradny. Katowiczanie próbowali się szybko odgryźć, lecz potężny strzał w 24. minucie Maciej Kruczka ostemplował poprzeczkę. W bramce też świetnie spisywał się Salama, który wybronił w sytuacji sam na sam strzał Hitosato. Sanoczanie zaś zmarnowali sytuację, gdy do pustej bramki nie trafił Lahtinen po wymianie krążka Ahoniemiego i Filipka. Poświęcenie gospodarzy było wielkie, gdy Władysław Łysenko zatrzymał ciałem strzałem Grzegorza Pasiuta i utykając dokończył zmianę, w której cisnęli hokeiści z Katowic. Jeszcze w końcówce tercji sytuacji sam na sam nie wykorzystał Sami Tamminen a goście nie mieli pomysłu jak w przewadze pokonać Salamę.

W trzeciej odsłonie meczu wreszcie padła bramka dla GieKSy. W przewadze, gdy na ławce kar siedział Bogusław Rąpała, po składnej akcji Grzegorza Pasiuta z Marcinem Koluszem trafił Bartosz Fraszko. Katowiczanie jeszcze dwukrotnie grali w tej tercji w przewadze, jednak na wysokości zadania stał Dominik Salama i ofiarnie broniący się partnerzy z drużyny. W końcówce do pustej bramki dwukrotnie trafili zawodnicy STS-u. Celnie przymierzył Timi Lahtinen i Niko Ahoniemi.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.

Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.

Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Taką GieKSę chcę oglądać zawsze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.

Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.

Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.

GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.

Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.

Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak  już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.

Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.

Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.

Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.

Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.

Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.

I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.

Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.

Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.

Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.

To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.

Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.

Walczymy dalej!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga